Pożar hurtowni fajerwerków w Kobyłce i zagrożenia związane z materiałami pirotechnicznymi w Polsce

We wtorek, 19 września, doszło do dużego pożaru hurtowni fajerwerków w podwarszawskiej Kobyłce, przy ulicy Nadarzyńskiej. Zdarzenie to wywołało gęsty dym nad miastem i było słychać liczne wybuchy, co zaniepokoiło lokalnych mieszkańców. Pożar w Kobyłce ponownie zwrócił uwagę na kwestię bezpieczeństwa związanego ze składowaniem i obrotem materiałami pirotechnicznymi w Polsce.

Pożar hurtowni fajerwerków w Kobyłce

Przebieg zdarzenia i akcja ratunkowa

Zgłoszenie o wybuchu i pożarze w budynku gospodarczym, w którym mieściła się hurtownia fajerwerków, strażacy otrzymali około godziny 8:00-9:00 rano. Informację o płonącym składzie fajerwerków potwierdziła Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej w Wołominie.

W wyniku eksplozji zawaliła się ponad połowa budynku, co znacznie utrudniło funkcjonariuszom prowadzenie działań gaśniczych. Strażacy musieli działać na odległość, ponieważ wejście do popękanej części obiektu było zbyt niebezpieczne. Na miejscu działały liczne jednostki straży pożarnej i policji; w walkę z pożarem zaangażowano blisko 20 zastępów PSP i OSP. W akcji wykorzystano między innymi podnośnik hydrauliczny, a na miejsce udała się również grupa operacyjna z Komendy Wojewódzkiej PSP w Warszawie oraz mobilne laboratorium SGRChem-Eko z JRG 6 Komendy Miejskiej PSP m. st. Warszawy.

zdjęcie płonącej hurtowni fajerwerków z gęstym dymem nad budynkiem

Apel do mieszkańców i analiza dymu

W związku z gęstym dymem unoszącym się nad Kobyłką, na profilu miasta w mediach społecznościowych pojawił się pilny apel. Przedstawiciel Państwowej Straży Pożarnej w Wołominie zaapelował do mieszkańców Kobyłki o nieotwieranie okien do czasu zakończenia akcji gaśniczej i sprawdzenia składu chemicznego dymu ulatniającego się z pogorzeliska. Skład chemiczny dymu miał zostać ustalony przez specjalistów z Państwowej Straży Pożarnej.

Późniejsze badania, przeprowadzone przez specjalistyczne laboratorium Państwowej Straży Pożarnej, nie wykazały żadnych składników w dymie, które zagrażałyby zdrowiu i życiu. Początkowo wydane zalecenie miało charakter prewencyjny.

Przyczyny i konsekwencje pożaru

Akcja gaśnicza zakończyła się po kilku godzinach, a jeszcze przed południem pożar był zlokalizowany. Według wstępnych informacji, nikt nie został poszkodowany w wyniku tego zdarzenia, co jest pozytywną wiadomością w obliczu skali zniszczeń. Na razie nie jest znana dokładna przyczyna wybuchu i pożaru. Pod uwagę brane są różne hipotezy, w tym wybuch gazu lub bezpośrednio fajerwerków składowanych w budynku. Strażacy po opanowaniu pożaru zajęli się dogaszaniem zarzewi i przeszukiwaniem rumowiska. Ich działania na miejscu mogły potrwać jeszcze kilka godzin.

PŁONIE HURTOWNIA FAJERWERKÓW

Kontekst prawny i bezpieczeństwo materiałów pirotechnicznych w Polsce

Klasyfikacja i regulacje

Pożar w Kobyłce, podobnie jak inne incydenty, uwypuklił problem niewystarczających regulacji prawnych dotyczących produkcji i handlu materiałami pirotechnicznymi w Polsce. Dr Jerzy Nowaczewski z Zakładu Materiałów Wybuchowych i Fizyki Wybuchów w Instytucie Techniki Uzbrojenia Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie podkreśla, że substancje używane do produkcji fajerwerków to mieszaniny pirotechniczne, które należy traktować jak materiały wybuchowe.

Jednak w świetle polskiego prawa fajerwerki traktowane są jedynie jako materiały "pożarowo niebezpieczne", a nie wybuchowe. Zmiana tej klasyfikacji nastąpiła po 1994 roku, kiedy Sąd Najwyższy uznał, że materiały pirotechniczne nie wykazują takich właściwości materiałów wybuchowych, jakie opisano w ówczesnej ustawie "O broni, amunicji i materiałach wybuchowych". W konsekwencji Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zaprzestało wydawania koncesji, a policja straciła podstawę prawną do kontroli takich obiektów. Brygadier Zbigniew Klim, naczelnik Wydziału Kontrolno-Rozpoznawczego Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu, tłumaczy, że proces spalania fajerwerków może wyzwolić się przez pocieranie lub nacisk.

Brak nadzoru i konsekwencje

Brak odpowiednich przepisów i nadzoru ma poważne konsekwencje. Beata Tobiasz, rzecznik prasowy komendanta miejskiego policji we Wrocławiu, wskazuje, że nikt obecnie w Polsce nie wie, ile firm zajmuje się obrotem materiałami pirotechnicznymi ani w jakich warunkach są one składowane. Wiele firm działa dorywczo, sprzedając fajerwerki przy okazji świąt, co sprzyja importowi i składowaniu ich w nieprzystosowanych miejscach, takich jak mieszkania czy piwnice. Dariusz Malinowski, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Warszawie, informuje, że dużą część ogni sztucznych stanowi przemyt.

Mimo upływu lat od wyroku Sądu Najwyższego, warunków produkcji i przechowywania materiałów pirotechnicznych nadal nie reguluje ustawa ani rozporządzenie. Do prowadzenia takiej działalności wystarczy wpis do ewidencji działalności gospodarczej w urzędzie gminy, co dodatkowo utrudnia monitorowanie i kontrolowanie tych podmiotów. Halina Suszek, kierownik Referatu Ewidencji Działalności Gospodarczej Urzędu Miejskiego w Gdańsku, dodaje, że nie potrafią stwierdzić, ile firm zajmuje się taką działalnością, ponieważ niektóre rejestrują handel artykułami przemysłowymi.

Lokalizacja hurtowni i zagrożenia

W wielu dużych polskich miastach, w tym we Wrocławiu, Warszawie, Poznaniu i Gdańsku, hurtownie i magazyny materiałów pirotechnicznych znajdują się pośrodku wielkich osiedli mieszkaniowych. Są one najczęściej wykorzystywane jedynie przez kilka dni w roku, szczególnie przed Sylwestrem.

Brygadier Zbigniew Klim zaznacza, że obecna definicja materiałów pirotechnicznych sprawia, iż traktowane są one tak jak farby i lakiery. Oblicza się dla nich tzw. obciążenie ogniowe, co pozwala określić odległość od sąsiednich budynków. Jednak wybuchające fajerwerki mogą lecieć na dużą odległość, a gdyby traktowano je jak materiały wybuchowe, wymagana odległość od innych budynków musiałaby być znacznie większa. Przykładem jest wrocławska hurtownia fajerwerków znajdująca się w pobliżu magazynów Centrali Produktów Naftowych. Strażacy uważają takie sąsiedztwo za niebezpieczne, gdyż wybuchające petardy mogłyby zagrozić zbiornikom z paliwem, ale brak przepisów uniemożliwia zakazanie takiej lokalizacji. Niebezpieczeństwo w Polsce jest większe, gdyż obywatele nie mają pewności, czy obok ich domów nie ma magazynu petard czy małej fabryczki środków pirotechnicznych, w której w każdej chwili może dojść do wybuchu.

schemat przedstawiający niebezpieczną lokalizację hurtowni fajerwerków w pobliżu zabudowy mieszkalnej

Pochodzenie i jakość materiałów

Najwięcej fajerwerków trafia do Polski z Chin, które są światowym potentatem w ich produkcji. Mniejsze ilości sprowadza się z Niemiec, Wielkiej Brytanii i Czech. Eksperci uważają wyroby niemieckie za najbezpieczniejsze. Jednak większość hurtowników wybiera produkty chińskie ze względu na ich niską cenę. Niestety, jak zaznacza jeden z hurtowników, niska cena nie zawsze idzie w parze z jakością, a obniżanie kosztów przez producentów chińskich często odbija się na bezpieczeństwie użytkowników.

Historyczne incydenty z fajerwerkami w Polsce

W ciągu ostatnich kilku lat w wyniku wybuchów w hurtowniach i zakładach produkujących materiały pirotechniczne w Polsce zginęło łącznie jedenaście osób. Poniżej przedstawiono kilka przykładów tragicznych wypadków:

  • W 1991 roku podczas pożaru wytwórni fajerwerków w Radomiu śmierć poniosły trzy osoby.
  • W czerwcu 1994 roku w magazynie firmy Goldregen w Częstochowie doszło do wybuchu dwóch ton materiałów pirotechnicznych. Dwaj młodzi mężczyźni przygotowujący pokaz fajerwerków, niezgodnie z przepisami, montowali lonty w magazynie. Część z nich zapaliła się od iskry, a ogień błyskawicznie ogarnął resztę pomieszczenia. Jeden z pracowników zginął, a drugi został poparzony.
  • Tuż przed świętami Bożego Narodzenia w 1995 roku w Komorowie (obecne województwo kujawsko-pomorskie) w zakładzie produkującym wyroby pirotechniczne eksplodowało 50 kg masy pirotechnicznej. Śmierć poniosły cztery osoby, a trzy doznały ciężkich obrażeń ciała. Sam budynek uległ całkowitemu zniszczeniu, a odłamki betonu i zbrojenia znajdowano w promieniu czterystu metrów. Późniejsze dochodzenie wykazało, że konstrukcja budowli odbiegała od wymagań stawianych obiektom, w których produkuje się materiały wybuchowe.
  • W październiku 1997 roku w zakładzie wyrobów pirotechnicznych Dynamit w Płocku doszło do wybuchu kilkudziesięciu kilogramów materiałów w trakcie produkcji petard hukowych. Zginęło wówczas trzech pracowników, a jeden doznał ciężkich obrażeń. Śledztwo wykazało, że budynek zakładu nie był przystosowany do tego typu produkcji.
  • Przed kilkoma laty w centrum Wrocławia wybuchł samochód zaparkowany, z którego przed Sylwestrem sprzedawano sztuczne ognie. W aucie spłonęła jedna osoba.
  • W 1994 roku potężna eksplozja rozerwała na strzępy przejeżdżającą przez centrum Kwidzyna ciężarówkę z materiałami pirotechnicznymi.
  • W październiku ubiegłego roku pełen fajerwerków fiat ducato wybuchł i spłonął w centrum Poznania. Przez kilkanaście minut sztuczne ognie latały na wysokości kilku metrów nad ziemią, a siła odrzutu była tak duża, że samochód przejechał kilkanaście metrów.
  • Prawie dobę strażacy gasili pożar w hurtowni fajerwerków w centrum Jeleniej Góry, który wybuchł w środę około południa. Z powodu materiałów wybuchowych, które znajdowały się w hurtowni, ogień był trudny do opanowania. Czterech strażaków biorących udział w gaszeniu pożaru trafiło do szpitala na obserwację; zostali ogłuszeni podczas wybuchu. Ratownicy nie mogli wejść do środka, by znaleźć źródło ognia, dlatego pilnowali, aby pożar się nie rozprzestrzenił i czekali, aż wszystko się wypali. W trakcie gaszenia zawalił się dach budynku. Według rzecznika prasowego Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu, Krzysztofa Gielsy, materiałów wybuchowych mogło być w hurtowni znacznie więcej, niż deklarował właściciel.
  • W Łomiankach doszło do wybuchu w garażu jednorodzinnego domu, w którym mieściła się hurtownia fajerwerków. Po kilku godzinach poszukiwań znaleziono ciało poszukiwanej kobiety pod gruzem, a lekarz stwierdził jej zgon.
kolaż zdjęć z miejsca różnych wypadków związanych z fajerwerkami w Polsce

Działania kontrolne i wnioski

Niedawne katastrofy związane z fajerwerkami w Holandii i Hiszpanii, a także wcześniejsze wypadki w Polsce, przyspieszyły działania kontrolne. Główny inspektor pracy podjął decyzję o przeprowadzeniu natychmiastowej kontroli zakładów produkujących ognie sztuczne oraz hurtowni zajmujących się handlem nimi. Inspektorów Państwowej Inspekcji Pracy interesować będzie przede wszystkim sposób przechowywania fajerwerków, co wiąże się zarówno z bezpieczeństwem pracowników, jak i okolicznych mieszkańców.

Teoretycznie do rozpoczęcia produkcji i sprzedaży materiałów pirotechnicznych potrzebna jest opinia straży pożarnej, stwierdzająca, czy obiekt spełnia wymogi ochrony przeciwpożarowej. Jednak brak tej opinii nie może być powodem odmowy wpisania do rejestru, a przedsiębiorcy nagminnie łamią ten obowiązek. W rezultacie instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo w miastach, takie jak policja i straż pożarna, mają różne dane dotyczące liczby obiektów zajmujących się sprzedażą lub produkcją fajerwerków. Brak odpowiednich przepisów powoduje, że strażacy są bezradni, nawet jeśli wiedzą o istnieniu zagrożenia.

Pytanie, czy ryzyko związane z magazynowaniem materiałów pirotechnicznych pośród bloków mieszkalnych i w pobliżu magazynów paliw zniknie dopiero wtedy, gdy dojdzie u nas do nieszczęścia na skalę katastrofy w Enschede, pozostaje otwarte.

tags: #hurtownia #fajerwerkow #pozar