Komentowany wyrok stanowi dość ciekawą egzemplifikację, potwierdzającą słuszność stanowiska wybitnego francuskiego pisarza i filozofa doby oświecenia - Woltera, który mawiał, że lepsze jest wrogiem dobrego. Podobnie jest w niniejszej sprawie, gdzie dobra ocena prawna zawarta w wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie została zastąpiona przez „lepszą” ocenę prawną Naczelnego Sądu Administracyjnego, która jednak okazuje się być oceną nietrafioną.
A mimo to, właśnie ta ocena NSA ipso iure jest jedyną wiążącą w omawianej sprawie. Wynika to z treści art. 153 w zw. z art. 193 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. - Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi. Nawet wówczas, gdy Naczelny Sąd Administracyjny nie przekaże sprawy do ponownego rozpoznania sądowi niższej instancji, ale uzna, że mamy do czynienia jedynie z błędnym uzasadnieniem (art. 184 in fine p.p.s.a.), to konwalidując tę wadę, wiąże wszystkie podmioty postępowania (łącznie z sobą) własną oceną prawną - tak jak to miało miejsce w omawianej sprawie.
Istota decyzji administracyjnej
Oceniając wyrok będący przedmiotem niniejszej glosy, należy przede wszystkim zwrócić uwagę na bardzo istotną kwestię teoretyczną, dotyczącą istnienia decyzji w ogóle, jako aktu, który dla swojego formalnego bytu wymaga zawarcia w sobie kilku koniecznych elementów, pozwalających dany akt uznać za wyrażenie woli organu administracji.
Autor niniejszego tekstu broni stanowczej tezy, że brak tych elementów nie pozwala mówić w ogóle o istnieniu decyzji w sensie prawym. Jednocześnie poddaje krytyce stanowisko zawarte w glosowanym wyroku NSA, który stwierdził, iż brak oznaczenia strony także w rozstrzygnięciu (osnowie) decyzji stanowi rażące naruszenie prawa i w istocie jest brakiem oznaczenia strony.
Pojęcie decyzji administracyjnej i jej wymagane elementy
Przede wszystkim należy wyjść od określenia pojęcia decyzji administracyjnej jako indywidualnego, zewnętrznego aktu o charakterze jurysdykcyjnym (jednostronna czynność prawna, polegająca na oświadczeniu woli organu administracji publicznej w sposób władczy). W niniejszej sprawie chodzi o ujęcie decyzji w znaczeniu procesowym.
Akt, który musi posiadać określoną prawem formę zewnętrzną, pozwalającą w sposób zobiektywizowany ustalić, że mamy do czynienia z intencjonalną czynnością organu administracji, powinien zatem zawierać niezbędne elementy, które pozwolą na obiektywne rozpoznanie woli organu administracji publicznej, wywołującej określone skutki prawne.
Innymi słowy, owa szata decyzji musi być skrojona w taki sposób, który w połączeniu z mającymi zastosowanie normami prawa materialnego bądź procesowego, pozwoli zakwalifikować ją jako indywidualny i jednostronny akt woli organu administracji publicznej, nakierowany na wywarcie określonych skutków prawnych. Brak tego typu elementów pozwala mówić o akcie nieistniejącym (non exist) - który nie wywołuje skutków prawnych.

Do koniecznych elementów kwalifikujących dany akt do decyzji administracyjnej w znaczeniu procesowym orzecznictwo i nauka konsekwentnie zaliczają cztery elementy - bez istnienia których nie można w ogóle mówić o istnieniu samej decyzji. W tym miejscu najlepiej przywołać tezę wyroku NSA, który określa, że "pisma zawierające rozstrzygnięcia w sprawie załatwianej w drodze decyzji są decyzjami, pomimo nieposiadania w pełni formy przewidzianej w art. 107 § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego, jeśli tylko zawierają minimum elementów niezbędnych dla zakwalifikowania ich jako decyzji. Do takich elementów należy zaliczyć: oznaczenie organu administracji państwowej wydającego akt, wskazanie adresata aktu, rozstrzygnięcie o istocie sprawy oraz podpis osoby reprezentującej organ administracji".
Istnienie tych czterech elementów nie tylko pozwala wówczas twierdzić o skuteczności kwalifikowanego aktu administracyjnego, ale w ogóle daje możliwość powiedzenia, że dany akt istnieje (w sensie prawnym). Do tych elementów, warunkujących istnienie de iure decyzji administracyjnej, niewątpliwie zaliczyć należy również fakt jej doręczenia (art. 110 Kodeksu postępowania administracyjnego). Bez doręczenia aktu nie ma mowy o jego istnieniu. Tego typu akt jest wtedy zaledwie niewiążącym nikogo projektem decyzji, bo mimo że jest istniejącym materialnie, sporządzonym i podpisanym dokumentem, to w każdym czasie może być przez organ zmieniony - a contrario art. [brak numeru artykułu w tekście źródłowym].
Decyzja nieistniejąca a decyzja nieważna
Wskazanie wyżej wymienionych warunków formalnych istnienia kwalifikowanego aktu administracyjnego nakazuje następnie zastanowić się, czy w świetle dotychczasowych poglądów prezentowanych przez bogatą doktrynę i orzecznictwo, brak któregokolwiek z tych elementów powodować będzie, że decyzja jest decyzją nieważną, w rozumieniu art. 156 § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego (np. jak chce tutaj NSA z powodu rażącego naruszenia prawa wobec braku oznaczenia strony), czy też raczej w ogóle nie będzie można mówić o istnieniu decyzji w sensie prawnym.
Na szczególną uwagę zasługuje analiza tego problemu przez M. Kamińskiego, który zajął się kwestią delimitacji decyzji nieistniejącej a decyzji nieważnej. W swej pracy przedstawia on etapy podejścia nauki do tego problemu, poczynając od zrównania przez niektórych autorów aktu nieistniejącego z aktem nieważnym, po pogląd o odrębności tych instytucji. Słusznie konkluduje on swe rozważania, podzielając stanowisko tych przedstawicieli nauki, którzy twierdzą, że nieważność dotyczy aktów istniejących formalnie w obrocie prawnym; nie może być zatem ta instytucja odnoszona do aktów, które procesowo (wobec braków co do formy) w ogóle nie wywołały skutku prawnego.
Wydaje się zatem, że tego rodzaju podział winien być zaaprobowany. Nie można łączyć kwestii decyzji nieistniejącej z decyzją nieważną. Nie są to bowiem pojęcia synonimiczne. Brak koniecznych elementów w decyzji administracyjnej nie daje podstaw do stwierdzenia jej nieważności, bowiem decyzja taka w ogóle nie istnieje w sensie prawym. Brak oznaczenia organu nie może przecież spowodować, że ktokolwiek będzie starał się uznać decyzję za wydaną z rażącym naruszeniem prawa - bo w istocie decyzja taka nie zaistniała w obrocie prawnym.
Brak oznaczenia strony w decyzji
Brak rzeczywistego oznaczenia strony prowadzi do takich samych wniosków. Problem pojawia się jednak przy kolejnym elemencie (rozstrzygnięciu). Wątpliwość może wynikać z treści art. 111 § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego, który traktuje, że strona może żądać uzupełnienia decyzji co do rozstrzygnięcia. Autor tekstu stoi jednak na stanowisku, że przepis ten dotyczy wyłącznie sytuacji, w której nie rozstrzygnięto o całości wniosku strony. Brak jakiegokolwiek rozstrzygnięcia oznacza, w jego przekonaniu, że decyzja nie istnieje.
Nie wywołuje ona skutków prawnych, a tym samym nie można stwierdzić jej nieważności. Autor nie podziela stanowiska wyrażonego w wyroku NSA z dnia 8 listopada 1998 r., IV SAB 45/95, że tego typu brak byłby możliwy do uzupełnienia w trybie art. 111 § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego.
Brak podpisu pod decyzją
Jednakże już dalej wyłania się kolejny problem dotyczący ostatniego z koniecznych elementów formalnego istnienia decyzji administracyjnej. Jest nim własnoręczny podpis z podaniem imienia i nazwiska oraz stanowiska służbowego osoby upoważnionej do wydawania decyzji. Wydawać by się mogło, że co do braku lub wadliwości tego elementu nie ma niejasności. Całkowity brak podpisu oznacza również brak decyzji.
Nie wiadomo jednak, jak traktować procesowo brak własnoręcznego podpisu przy umieszczonej na decyzji pieczęci imiennej. Czy jest to już decyzja, która jednak wydana została z rażącym naruszeniem prawa, czy też mamy do czynienia z aktem, który w obrocie prawnym jeszcze w ogóle nie zaistniał? Zdaniem autora należy przyjąć ten drugi pogląd. Brak własnoręcznego podpisu pod decyzją, mimo istnienia na niej pieczęci imiennej, powoduje, że brak jest oświadczenia woli organu administracji i nie można mówić o akcie formalnie istniejącym.
Postępowanie administracyjne | WOS w Pigułce
Jednakowoż co do tego elementu (podpisu) nasuwa się następny problem, który autor chce tutaj wyeksponować. Dotyczy on sytuacji związanej z nierozwikłanym dotąd zagadnieniem prawnym: czy decyzje administracyjne doręcza się w oryginale, czy w odpisie? Może się bowiem zdarzyć, że oryginał decyzji administracyjnej zawiera własnoręczny podpis, natomiast odpis tej samej decyzji - doręczony stronie - takiego podpisu już nie zawiera.
Z tych powodów autor stoi na stanowisku, że należy odsunąć ten podział (oryginał - odpis decyzji) na rzecz przyjęcia innego aparatu pojęciowego, mianowicie: "jednolite egzemplarze decyzji". Nie można zasadnie mówić o oryginale i odpisach decyzji w ujęciu konwencjonalnym, ponieważ złożenie podpisu pod każdym egzemplarzem decyzji powoduje, że każdy z owych egzemplarzy miałby cechę oryginału, co wykluczałoby jednocześnie możliwość używania pojęcia "odpis". Przy czym zawsze pierwszeństwo - moc wiążącą - będzie miał ten egzemplarz, który stronie doręczono. Tylko ten może być przedmiotem zaskarżenia i tylko on wywołuje skutki prawne związane z jego doręczeniem. Nawet zatem wówczas, gdy w aktach sprawy pozostanie egzemplarz decyzji niepodpisanej, to doręczenie stronie podpisanego egzemplarza oznacza, że mamy do czynienia z aktem formalnie istniejącym w obrocie prawnym.
Analiza wyroku w kontekście formy decyzji
Można obecnie poczynione wyżej rozważania dotyczące formy decyzji przenieść na grunt komentowanego wyroku. W pierwszej kolejności zająć należy się kwestią oznaczenia strony w decyzji. Nie wydaje się być bowiem słuszny pogląd NSA, który uznał, że wskazanie w decyzji na wnioskodawcę, którego wniosek rozpatrzono, bez odniesienia się w rozstrzygnięciu, że w stosunku do tego wnioskodawcy wydano owo rozstrzygnięcie, jest rażącym naruszeniem prawa, tj. art. 107 § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego, i że w istocie oznacza to, iż decyzja taka nie określa w ogóle strony postępowania.
Jest to pogląd zbyt daleko idący. Oznaczenie strony postępowania może następować na wiele sposobów. Oczywiście najlepiej byłoby, aby oznaczenie takie znajdowało się również w samej osnowie decyzji (np. po rozpatrzeniu wniosku Piotra Marii Brzozowskiego, zam. przy ul. Jasnej 6; 00-13 Warszawa, o wydanie pozwolenia na broń palną, orzekam odmówić wydania Piotrowi Marii Brzozowskiemu pozwolenia na broń palną). Takie oznaczenie strony, które jednocześnie znajduje się w treści osnowy decyzji, jest jak najbardziej pożądane.
Jednakże wcale to nie oznacza, że inne oznaczenie, które ograniczy się wyłącznie do wskazania wnioskodawcy - będącego jednocześnie stroną - [na wniosek Piotra Marii Brzozowskiego (...)] z pominięciem jej w osnowie decyzji (np.: odmawiam wydania pozwolenia na broń palną), jest równoznaczne z nieokreśleniem strony postępowania. Takie oznaczenie strony spełnia wymóg opisany w art. 107 § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego. Wskazanie w treści decyzji, że wydawana jest ona na wniosek określonej strony, powoduje spełnienie obowiązku oznaczenia strony postępowania administracyjnego. Nie jest zatem konieczne określanie tej samej strony dodatkowo jeszcze w osnowie (rozstrzygnięciu) decyzji administracyjnej, aczkolwiek byłaby to praktyka słuszna i oczekiwana.

Reasumując wstępne rozważania podnieść wypada, że brak w decyzji Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych określenia strony także w jej osnowie, w sytuacji gdy wskazano wcześniej - mimo że błędnie - wnioskodawcę (stronę), nie powoduje, iż decyzja taka jest obarczona wadą rażącego naruszenia art. 107 § 1 k.p.a. Nie może być wątpliwości, że organ skierował decyzję do określonego podmiotu. To, że popełnił błąd przy określeniu wnioskodawcy (strony) nie może być uznane za rażące naruszenie prawa w rozumieniu art. 156 § 1 pkt 2 Kodeksu postępowania administracyjnego w zw. z art. 107 § 1 Kodeksu postępowania administracyjnego, gdyż tego typu wada wypełnia dyspozycję art. 156 § 1 pkt 4 Kodeksu postępowania administracyjnego - decyzja skierowana do osoby niebędącej stroną w sprawie. Podzielić więc należało w pełni stanowisko sądu pierwszej instancji.
Skoro decyzja organu wskazuje wnioskodawcę - Marszałka Województwa, a następnie określa, że decyzja doręczana jest temu Marszałkowi, to niewątpliwe organ ten działał z pełną intencjonalnością, co do podmiotu, którego uznał za stronę, i któremu decyzję doręczył. Brak jest zatem podstaw do stwierdzenia, że decyzja ta nie zawiera oznaczenia strony i adresata decyzji. Całkowitym nieporozumieniem jest wtedy twierdzenie, że decyzja niezawierająca tego elementu jest decyzją wydaną z rażącym naruszeniem prawa. Jak już wcześniej bowiem wywiedziono, brak oznaczenia strony w decyzji stanowi, że w ogóle nie mamy do czynienia z decyzją administracyjną.
Nietrafność stanowiska Naczelnego Sądu Administracyjnego jest tym jaskrawsza, że nawet jeśli uznał on, iż decyzja nie zawierała oznaczenia strony, to winien był wtedy wydać zgoła odmienne rozstrzygnięcie. Brak oznaczenia strony, to brak decyzji, a brak decyzji, to niedopuszczalność skargi (art. 58 § 1 pkt 6 p.p.s.a.). A skoro skarga była niedopuszczalna, to i wydanie wyroku przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie byłoby niedopuszczalne. Zatem stanowisko Naczelnego Sądu Administracyjnego winno było spowodować, że sąd ten uchyli zaskarżony wyrok sądu pierwszej instancji i odrzuci skargę (art. 189 p.p.s.a.). Przyjęcie przez NSA definitywnych ustaleń faktycznych (zdaniem autora ustaleń chybionych) co do braku oznaczenia strony w decyzji nie spotkało się jednak z równie bezwzględnym zastosowaniem odpowiednich środków orzeczniczych, które winne byłyby stanowić konsekwencję oceny prawnej dokonanej przez tenże sąd.
Odpowiedzialność za zalanie lokalu: Glosa do uchwały Sądu Najwyższego
Uchwała z uzasadnieniem została opublikowana w OSNC 2013, nr 7-8, poz. 81. Zob. też glosy do tej uchwały, które opracowali A. Chłopecki, OSP 2014, nr 4, poz. 42 oraz J. Kondek, PS 2014, nr 5, s. 129 i n. Teza glosowanej uchwały brzmi: Przepis art. 433 k.c. nie ma zastosowania do odpowiedzialności za szkodę polegającą na zalaniu lokalu położonego niżej z lokalu znajdującego się na wyższej kondygnacji.
Zagadnienie prawne i jego interpretacje
Zagadnienie prawne będące przedmiotem glosowanej uchwały SN powstało na tle interpretacji art. 433 k.c. i zostało wyrażone w pytaniu, czy przepis ten ma zastosowanie do odpowiedzialności za szkodę, polegającą na zalaniu lokalu niżej położonego z lokalu znajdującego się na wyższej kondygnacji. Art. 433 k.c. przewiduje opartą na zasadzie ryzyka odpowiedzialność tego, kto pomieszczenie zajmuje, za szkodę spowodowaną wyrzuceniem, wylaniem lub spadnięciem jakiegokolwiek przedmiotu z pomieszczenia. W ocenie Rzecznika Ubezpieczonych, który wystąpił do SN z wnioskiem o podjęcie uchwały rozstrzygającej powyższą wątpliwość, przez określenie „wylanie” należy rozumieć nie tylko wypłynięcie cieczy na zewnątrz budynku, ale także zalanie innego pomieszczenia położonego na tej samej, jak również na niższej kondygnacji.
Sąd Najwyższy nie podzielił tego zapatrywania, a glosowana uchwała wpisuje się w dominującą linię orzeczniczą, wedle której przepis art. 433 k.c. nie jest podstawą odpowiedzialności za szkodę powstałą na skutek zalania pomieszczenia niżej położonego. Autor tekstu nie zgadza się z tym stanowiskiem, i nie jest to ocena odosobniona, gdyż zdecydowana większość przedstawicieli doktryny kwestionuje taką interpretację art. 433 k.c., jaka przyjmowana jest w judykaturze, której zwieńczeniem jest wydana w składzie siedmiu sędziów SN glosowana uchwała.

Argumentacja Sądu Najwyższego i jej krytyka
Argumentacja przedstawiona w uzasadnieniu uchwały jest wielowątkowa, albowiem SN odwołuje się do wykładni językowej, systemowej, a niebagatelną rolę odgrywa także wykładnia historyczna. Jednak przed wyrażeniem własnej oceny oraz argumentacji wspierającej tę ocenę SN referuje przyjmowane dotychczas w judykaturze i nauce sposoby wykładni art. 433 k.c. w kontekście możliwości objęcia hipotezą tego przepisu przypadku szkody powstałej na skutek przelania się wody między kondygnacjami budynku. Sąd Najwyższy zauważa zatem, że art. 433 k.c. nie jest jednolicie interpretowany w doktrynie.
Zwolennicy mniejszościowego poglądu podkreślają przede wszystkim fakt, że omawiany przepis ma charakter regulacji szczególnej, zatem wymaga on ścisłej interpretacji. Autorzy ci przypominają wywodzący się z czasów rzymskich rodowód art. 433 k.c., który to przepis do czasu upowszechnienia się kanalizacji w miastach był stosowany do naprawienia szkód spowodowanych wylaniem nieczystości na ulicę. Dodatkowo, w świetle tego zapatrywania, akcentuje się odmienności występujące między przypadkami przelania się wody między kondygnacjami budynku a typowymi sytuacjami oparcia odpowiedzialności na zasadzie ryzyka. Odmienności te mają jakoby polegać na tym, że art. 433 k.c. odnosi się do przypadków określanych jako zdarzenie nagłe i niespodziewane, stwarzające dla poszkodowanego trudności w ustaleniu sprawcy szkody. Tymczasem zalanie pomieszczenia - w świetle przedstawionej argumentacji - nie ma charakteru takiego zdarzenia.
Z kolei zwolennicy przeciwstawnego, dominującego w doktrynie poglądu zwracają uwagę na to, że we współczesnych stosunkach społecznych zmieniła się funkcja art. 433 k.c., przewidującego odpowiedzialność za effesum vel deiectis. Przepis ten należy interpretować szeroko, gdyż poprzestanie w obecnych warunkach społecznych jedynie na tych ukształtowanych w czasach rzymskich zagrożeniach uczyniłoby omawianą regulację martwą.
Zdecydowanie konsekwentnie za odrzuceniem stosowania art. 433 k.c. do przypadków zalania pomieszczenia wewnątrz budynku opowiada się - przywołane w uzasadnieniu glosowanej uchwały - orzecznictwo SN. Jedynie w orzeczeniu z 15 września 1959 r. (4 CR 1071/58), wydanym jeszcze na gruncie art. 150 k.z. (odpowiednik dzisiejszego art. 433 k.c.), SN uznał, że za szkodę wyrządzoną zalaniem lokalu położonego na niższej kondygnacji odpowiedzialność ponosi osoba, w której faktycznym władaniu znajduje się to pomieszczenie. Jednak w kolejnych orzeczeniach SN zajmuje zdecydowanie odmienne stanowisko w tej sprawie, a wyrok SN z 1959 r. jest traktowany jako rozstrzygnięcie odosobnione i wyrażone bez bliższego uzasadnienia. Tym samym glosowana uchwała SN wpisuje się w dominujący nurt orzecznictwa, którego wyrazem są następujące uchwały i orzeczenia SN: uchwała z 12 lutego 1969 r. (III CZP 3/69), wyrok z 11 października 1980 r. (I CR 295/80), wyrok z 5 marca 2002 r. (I CKN 1156/99), uchwała z 18 lipca 2012 r. (III CZP 41/12).
Gros argumentów przywołanych w uzasadnieniach kolejnych rozstrzygnięć stanowią powtórzenia wcześniejszych wątków sądowej argumentacji, które można ująć w następujących punktach. Po pierwsze, w art. 433 k.c. chodzi o wyrzucenie, wylanie lub spadnięcie z pomieszczenia, a więc na zewnątrz. Po drugie, wskazuje się, że ustawodawca w roku 1964 miał świadomość, jak duże zmiany zaszły w urządzeniach znajdujących się w wielolokalowych domach, a pomimo to przepis art. 433 k.c. otrzymał tradycyjne brzmienie. Wreszcie jako trzecią przesłankę argumentacyjną podnosi się, że trudności poszkodowanego związane z dochodzeniem naprawienia szkody nie mogą uzasadniać odstąpienia od wykładni językowej art. 433 k.c. na rzecz wykładni celowościowej.
W glosowanej uchwale SN nie tylko podzielił dotychczasowe stanowisko orzecznictwa odnośnie do wykładni art. 433 k.c., ale również zaakceptował argumentację, która została powołana we wcześniejszych orzeczeniach i uchwałach. Wprawdzie w uzasadnieniu komentowanej uchwały czytamy, że wykładnia językowa art. 433 k.c. nie daje jednoznacznych rezultatów, jednakże SN opowiedział się za tradycyjnym rozumieniem słowa „wylanie”, oznaczającym „przelanie się wody lub innej cieczy na zewnątrz, poza obręb budynku”. Powyższy wniosek - zdaniem SN - wspierają także argumenty wykładni historycznej oraz celowościowo-funkcjonalnej.
Oceny i wnioski autora
Jak już wcześniej zaznaczono, teza glosowanej uchwały nie zasługuje na aprobatę, a polemikę z wyrażonym w niej poglądem należy oprzeć przede wszystkim na wnioskach płynących z wykładni językowej. Przy czym za w pełni trafne autor uważa przyjęte przez SN założenie, że art. 433 k.c. jest przepisem szczególnym, przepisy o takim charakterze podlegają zaś wykładni zwężającej. Jednak wbrew twierdzeniom zarówno zwolenników, jak też niektórych krytyków poglądu wyrażonego w tezie uchwały, autor uważa, że objęcie art. 433 k.c. przypadków odpowiedzialności za szkodę spowodowaną przelaniem się wody między kondygnacjami budynku nie wymaga wcale dokonywania rozszerzającej wykładni wspomnianego przepisu. Nietrafne jest zatem stwierdzenie zawarte w uzasadnieniu wyroku SN z 5 marca 2002 r., że powyższy pogląd wyrażany jest „wbrew wyraźnej woli ustawodawcy”.
Przede wszystkim pewne zdumienie może wzbudzać fakt, że SN, wyjaśniając sens zwrotu „wylanie”, nie odniósł się do żadnej słownikowej definicji tego określenia, lecz - jak należy wnosić z lektury uzasadnienia uchwały - oparł swe wywody na własnym, raczej intuicyjnym rozumieniu analizowanego wyrazu. Tymczasem spośród wielu znaczeń słowa „wylać” lub „wylanie” w interesującym nas przypadku należy przyjąć, że zwrot ten znaczy tyle, co „wydobyć się z jakiegoś naczynia”, „znaleźć się na zewnątrz”. Akcentuje się zatem owo uzewnętrznienie skutku tego zdarzenia, jakim jest wylanie wody lub innej cieczy. Jednocześnie spośród wielu znanych słownikowych definicji pojęcia „wylanie” żadna z nich nie wiąże tego zdarzenia z takim skutkiem, jaki przyjął w uzasadnieniu uchwały SN, a mianowicie z przelaniem wody „poza obręb budynku”. Tymczasem jest to zasadnicza kwestia, która decyduje o wyniku wykładni językowej art. 433 k.c. Zauważmy bowiem, że skoro w omawianym przepisie mowa jest o odpowiedzialności osoby zajmującej pomieszczenie, a nie budynek, stąd racjonalne jest, by to „wydostanie się wody na zewnątrz”, czyli jej wylanie, odnosić do pomieszczenia, a nie do budynku.
Wbrew twierdzeniom SN stanowisko wyrażone w uchwale nie znajduje potwierdzenia ani w wykładni historycznej, ani celowościowo-funkcjonalnej. W rozważanym przypadku przypomnienie rzymskiego rodowodu art. 433 k.c. ma pewne walory poznawcze, jednak wykładnia historyczna nie może być uznana za miarodajną przy odtwarzaniu normy prawnej zawartej w analizowanym przepisie. Trzymanie się bowiem kontekstu historycznego i traktowanie art. 433 k.c. jako regulacji prawnej służącej naprawieniu szkód spowodowanych wylaniem nieczystości na ulicę - o czym wcześniej była mowa - uczyniłoby ten przepis martwym.
Wreszcie do wyrażenia negatywnej oceny stanowiska SN skłaniają także wnioski płynące z wykładni celowościowo-funkcjonalnej. W nauce dobitnie i obrazowo wykazano, że nie ma żadnego uzasadnienia, aby zakresem zastosowania art. 433 k.c. objąć - jako przypadki zalania - roszczenia o naprawienie szkód powstałych podczas podlewania kwiatów na balkonie wyższej kondygnacji, natomiast już rekompensaty szkód spowodowanych zalaniem łazienki lub innego pomieszczenia dochodzić na podstawie art. 415 k.c.
W konkluzji należy stwierdzić, że nie ma potrzeby ani zmiany treści art. 433 k.c., ani przełamywania - niedozwolonego w tym przypadku - zakazu rozszerzającej wykładni przepisu szczególnego. Przypadek przelania się wody z jednego lokalu do innego lokalu mieści się bowiem w hipotezie poprawnie interpretowanego art. 433 k.c.