Pożar dachu i poddasza w bloku przy ulicy Jarockiej w Olsztynie

Wczesne godziny poranne i zgłoszenie pożaru

Olsztyńscy policjanci ustalają przyczynę pożaru, do którego doszło dziś w nocy w 4-piętrowym budynku mieszkalnym przy ul. Jarockiej. Dzisiejszej nocy, tuż przed godziną 3:00, oficer dyżurny olsztyńskiej komendy został telefonicznie powiadomiony o pożarze przy ul. Jarockiej. Ogień pojawił się na dachu i poddaszu budynku. Pożar wybuchł w nocy z 16 na 17 listopada. Straż pożarna otrzymała zgłoszenie o godzinie 2:33, kiedy wszyscy mieszkańcy bloku spali.

Błyskawiczna reakcja przypadkowych świadków - bohaterowie z Jarockiej 57

Zauważenie ognia i podjęcie działań

Mieszkańcy bloku przy ul. Jarockiej 57 mogą mówić o ogromnym szczęściu. Dzięki przypadkowo przejeżdżającym w środku nocy młodym ludziom udało im wydostać się z płonącej pułapki. W ratuszu opowiedzieli później o tej tragicznej nocy. Kiedy Robert Szeląg wraz z trójką znajomych wracali z pracy i przewozili kolegów do domów, zauważyli ogień na dachu bloku przy ulicy Jarockiej.

"Kiedy podjechaliśmy pod blok, kilkanaście minut po godzinie 2, ogień na dachu był wielkości dużego ogniska" - mówił Robert Szeląg. Natychmiast podjęli działania ratunkowe.

Zdjęcie bloku mieszkalnego przy ulicy Jarockiej w Olsztynie w nocy, z widocznym ogniem na dachu.

Akcja ratunkowa mieszkańców przez świadków

Podczas gdy jeden z kolegów parkował samochód i dzwonił na numer alarmowy 112, pozostali trzej pobiegli do klatek schodowych. Zaczęli dzwonić do domofonów i walić w drzwi mieszkań. "Zaczęliśmy od samej góry i zbiegaliśmy na dół" - relacjonuje Robert Szeląg. Jak zaznaczył, nie każdy od razu otworzył drzwi, niektórzy nie chcieli uwierzyć w powagę sytuacji. "Musieliśmy mówić, że to nie jest żart, że naprawdę się pali i trzeba uciekać."

Sytuacja szybko się pogarszała. "Kiedy wyszliśmy z bloku, paliła się już połowa dachu, a ogień przechodził na drugą stronę" - dodaje chłopak.

Krótki film o rzeczach oczywistych

Relacje ocalonych i skala zagrożenia

Świadectwa mieszkańców

Magdalena Sienkiewicz, jedna z mieszkanek, opowiedziała o szoku, jakiego doświadczyli: "Byliśmy w szoku. Nikt z nas nie spodziewał się, że może nas dotknąć taka tragedia. Blok jest z 2000 roku. Nie jest stary i jako wspólnota dbamy o niego, przechodzi wszystkie kontrole. Myśleliśmy tylko o tym, żeby jak najszybciej wybiec na dwór. To dzięki naszym bohaterom w ciągu 12 minut udało się ewakuować cały blok."

Agnieszka Ornatowska, mieszkająca na najwyższym piętrze, relacjonowała: "Po tym, jak zostaliśmy obudzeni, dym czuć było już w całym naszym mieszkaniu. Zerwaliśmy się z łóżek i pobiegliśmy na dół po dwóch synów. Na szczęście udało nam się ich szybko ubrać i w ostatniej chwili wybiegliśmy z mieszkania. Za nami zawalił się, palący się jeszcze dach, więc szybka reakcja tej czwórki chłopaków uratowała nam życie. Gdyby nie oni, nie mielibyśmy szans na ucieczkę." Kobieta podkreśliła również traumę, jaką przeżyły dzieci: "Najbardziej szkoda nam dzieci. Przeżyły ogromną traumę. Mimo, że nie widziały zniszczonych mieszkań, to jest to dla nich cały czas szok."

Działania straży pożarnej i ewakuacja

Jak się okazało, palił się dach i poddasze 4-piętrowego budynku mieszkalnego. Na miejsce przybyło 14 zastępów straży pożarnej. Ogień dogaszało aż 6 zastępów straży pożarnej. W budynku znajdowały się 24 mieszkania, z których ewakuowano blisko 50 osób (dokładnie 46 osób według późniejszych informacji). Mieszkańcy zostali ewakuowani, nikt nie odniósł żadnych obrażeń. Według wstępnych ustaleń - nikt nie odniósł żadnych obrażeń.

Do swoich mieszkań wrócili tylko lokatorzy z najniższych pięter. Lokatorzy z najwyższych kondygnacji stracili dorobek całego życia. Na razie jest za wcześnie, by mówić o przyczynach pożaru.

Zdjęcie strażaków w akcji gaśniczej na dachu budynku przy ulicy Jarockiej.

Skutki pożaru i plany naprawcze

Mieszkańcy z trzech najbardziej zniszczonych mieszkań tymczasowo zamieszkali u rodzin. W asyście strażaków mogli wrócić tylko po najpotrzebniejsze rzeczy. Przez cały dzień po pożarze mieszkańcy wspólnie sprzątali i zabezpieczali poddasze, wynosząc gruz i pociętą blachodachówkę. Prowizorycznie zabezpieczano konstrukcję plandekami, by chronić przed wodą.

Kolejna ekipa podjęła prace nad tymczasowym remontem dachu, mającym zabezpieczyć blok do czasu generalnego remontu, który mieszkańcy mają nadzieję przeprowadzić wiosną. Magdalena Sienkiewicz przyznała, że nie wiadomo, kiedy lokatorzy będą mogli wrócić do swoich mieszkań. "Dach jest zniszczony w 80 procentach, prawdopodobnie trzeba go będzie wyremontować w całości. Mimo, że strażacy starali się ograniczyć straty, wiele mieszkań jest zalanych. Ciężko jest dzisiaj znaleźć firmę remontową, bo wszyscy naprawiają szkody w kraju po ostatnich wichurach. Mimo wszystko, mamy nadzieję, że do lata wyremontujemy i dach i nasze mieszkania."

Podziękowania dla bohaterów

W ratuszu odbyło się spotkanie prezydenta Piotra Grzymowicza i dyrektora wydziału zarządzania kryzysowego Mieczysława Wójcika z pogorzelcami i młodymi ludźmi, którzy rozpoczęli akcję ratunkową. Młodzi bohaterowie otrzymali oficjalne podziękowania od prezydenta miasta. "Chciałbym serdecznie podziękować za waszą postawę. Odpowiedzialność, jaką na siebie wzięliście na pewno wynikała z dobrego wychowania i oceny sytuacji, jaką na miejscu zastaliście" - mówił Piotr Grzymowicz.

Zdjęcie prezydenta Olsztyna Piotra Grzymowicza dziękującego młodym ludziom za heroiczną postawę.

tags: #jarocka #54 #olsztyn #pozar