Wstrząsająca śmierć czteroosobowej rodziny w Zalasewie pod Poznaniem wstrząsnęła lokalną społecznością. Rodzice z dwójką dzieci zginęli w nocnym pożarze domu, a okoliczności zdarzenia pozostają niezwykle tajemnicze. Śledczy nie wykluczają zarówno morderstwa, jak i tzw. rozszerzonego samobójstwa.
Okoliczności tragedii i akcja ratunkowa
Pożar, który pochłonął życie Joanny S. (55 lat), Mariana S. (61 lat) oraz ich dzieci: Sunny (14 lat) i Jerome’a (8 lat), wybuchł około północy z poniedziałku na wtorek. Strażacy, którzy przybyli na miejsce zdarzenia, niestety nie mieli już kogo ratować.
„Kiedy pierwsze wozy strażackie pojawiły się w Zalasewie, pożar objął pierwsze piętro budynku oraz poddasze. W trakcie gaszenia ognia natrafiliśmy na dwa ciała” - relacjonuje st. kpt. Michał Kucierski z poznańskiej straży pożarnej.

Dochodzenie i wstępne hipotezy
Polsko-niemiecka rodzina zginęła w płomieniach, jednak nic w tej sprawie nie jest jasne. Pojawiły się niepotwierdzone informacje, że Marian S. miał na głowie worek, a chłopiec na twarzy kawałek materiału, który mógł być kneblem. Ani policja, ani prokuratura nie potwierdziły tych doniesień.
Mł. insp. Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji stwierdził: „Wiele wskazuje na to, że było to samobójstwo rozszerzone, ale tego nie przesądzamy. Bierzemy pod uwagę to, że mogło tam dojść do zabójstwa”. Prokuratura odmawia ujawniania szczegółów. „Więcej o tym, jak zginęły te osoby, będzie wiadomo po środowych i czwartkowych sekcjach zwłok” - tłumaczy prok. Łukasz Wawrzyniak.
Śledczy mają nadzieję, że wyniki sekcji zwłok pomogą rozwiązać tę tajemniczą sprawę. We wtorek na miejscu przez wiele godzin pracowali policjanci i prokurator.
Tragiczny pożar domu w Zalasewie
Rodzina S. w oczach sąsiadów
Sąsiedzi są zszokowani tragedią. Opisują rodzinę S. jako niezamożną i spokojną, nikt nie spodziewał się tak dramatycznego finału. Marian miał niemieckie korzenie, co prawdopodobnie skłoniło go i Joannę do podjęcia decyzji o rozpoczęciu nowego życia poza granicami Polski. „Wyjechali w 2000 roku. Wcześniej prowadzili tu serwis maszyn do szycia, ale zdecydowali się coś zmienić. Gdy w lutym tego roku wrócili do Zalasewa, mieli już ze sobą dzieci” - wspomina sąsiadka Eugenia Rozmiarek (75 lat).
Powodem powrotu do Polski, jak twierdzi pani Eugenia, było niezadowolenie z towarzystwa i otoczenia za granicą. Rodzina postanowiła odremontować dom w Zalasewie. „Joannie bardzo się z tym spieszyło. Mówiła, że już niedługo mnie tam zaprosi” - dodaje sąsiadka. Dzieci małżeństwa S. nie uczęszczały do polskiej szkoły, lecz uczyły się zdalnie w niemieckiej.

Szok i niedowierzanie w lokalnej społeczności
Bez względu na to, czy była to zbrodnia, czy samobójstwo rozszerzone, sąsiedzi pozostają w głębokim szoku i nie chcą uwierzyć, że ktokolwiek z rodziny mógł zabić pozostałych jej członków, a następnie targnąć się na własne życie. „Oni się bardzo kochali. Nie było tam kłótni. Co weekend jeździli na rodzinne wycieczki. Kto pokazuje dzieciom świat, a za chwilę je zabija? To jest dla mnie nie do uwierzenia” - mówi pani Eugenia. Trudno jej również uwierzyć, że rodzina mogła mieć wrogów, którzy w tak brutalny sposób pozbawiliby ją życia. „Kto im biednym teraz pogrzeb wyprawi? Oni żadnej rodziny nie mieli” - martwi się sąsiadka.
Tragiczny pożar domu w Zalasewie
Pomoc w kryzysie
Jeśli potrzebujesz natychmiastowej pomocy, możesz zgłosić się do Ośrodków Interwencji Kryzysowej (OIK), które są dostępne w każdym większym mieście. Oferują one bezpłatną pomoc psychologiczną, prawną i materialną. Część OIK-ów jest czynna całą dobę i prowadzi noclegownie.
W przypadku uporczywych i silnych myśli samobójczych możesz zgłosić się do każdego szpitala psychiatrycznego - ubezpieczenie zdrowotne nie jest tam wymagane.
Dostępny jest również bezpłatny kryzysowy telefon zaufania dla młodzieży: 116 111 (czynny całodobowo, 7 dni w tygodniu).