23 marca w Warszawie, w kościele środowisk twórczych na Placu Teatralnym, wybuchł pożar, którego przyczyną było zapalenie się dekoracji Grobu Pańskiego. Była to dokładna replika grobu z Jerozolimy.
Wybuch pożaru i ewakuacja wiernych
Pożar wybuchł około godziny 10.45, tuż po rozpoczęciu porannej Mszy Świętej, zamówionej przez Magdalenę Zawadzką za duszę zmarłego niedawno Gustawa Holoubka. Nabożeństwo odprawiał proboszcz, ksiądz Wiesław Niewęgłowski. W chwili wybuchu pożaru w kościele przebywało blisko 250 osób.
Jak relacjonował ksiądz Niewęgłowski: „Oprawiałem Mszę św. i nagle zaczął się pożar. Od razu otworzono drzwi i ludzie sami zaczęli wychodzić, nie było żadnej paniki”. Fotograf Chris Niedenthal, obecny na mszy, wspominał: „Ksiądz mówił właśnie o Grobie Pańskim, spojrzałem w jego stronę i zobaczyłem ogień”. Z kolei aktor Ryszard Bacciarelli opisywał: „Wszystko wyglądało bardzo dramatycznie. Wnętrze kościoła zajęło się błyskawicznie, z sufitu spadały nadpalone elementy, miałem wrażenie jakby paliła się też podłoga”.

Dzięki szybkiej ewakuacji nikomu z około 250 osób nic się nie stało. Ze świątyni wyniesiono dokumenty oraz ocalałe elementy dekoracji grobu.
Przyczyna i rozwój ognia
Spalona dekoracja Grobu Pańskiego stanowiła replikę grobu z Jerozolimy w skali 1:1. Świątynia od kilku lat umożliwiała odwiedziny tej repliki tym wszystkim, którzy nie mogą udać się do Ziemi Świętej. Replika składała się z tak zwanego przedsionka Anioła i komory grobowej, w której złożone było ciało Chrystusa owinięte całunem. Atmosferę Grobu Pańskiego tworzyło światło małych oliwnych lampek - takich, jakie używano w czasach Jezusa. Prawdopodobnie to za ich pośrednictwem ogień przeniósł się na inne elementy dekoracji. Inne doniesienia sugerowały, że mogła to być przewrócona świeczka lub lampka oliwna.

Według świadków, ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko, a bardzo gęsty dym było widać z odległości kilku kilometrów. „Dym unosił się bardzo wysoko, widziałem to od ulicy Senatorskiej, gdzie mieszkam” - powiedział starszy mężczyzna. Starszy aspirant Grzegorz Trzeciak z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej poinformował, że straż otrzymała zgłoszenie o pożarze o godzinie 10.56. W gaszeniu pożaru wzięło udział sześć wozów strażackich. Gaszenie dekoracji było utrudnione, między innymi, przez bardzo wysoką temperaturę wnętrza świątyni. Pożar rozprzestrzeniał się tak gwałtownie, że żadna z osób obecnych w kościele nie podjęła próby jego ugaszenia.
Skala zniszczeń i pierwsze szacunki
Straty materialne były początkowo trudne do oszacowania. Krótko po ugaszeniu pożaru ksiądz Wiesław Niewęgłowski nie potrafił określić ich skali. St. asp. Grzegorz Trzeciak stwierdził: „Na pewno cały kościół nadaje się obecnie do remontu”. Spaliła się nawa boczna, w której znajdował się Grób Chrystusa. Wypaleniu uległy niektóre obrazy, inne są okopcone. Od wysokiej temperatury uszkodzone zostały tynki, z których część spadła na podłogę.

Na szczęście, jak poinformował ksiądz Niewęgłowski, zniszczeniu nie uległy cenne relikwie św. Andrzeja i św. Brata Alberta Chmielowskiego znajdujące się w kościele. Wnętrze kościoła ozdobiono m.in. dziełami sztuki wziętymi w depozyt z Muzeum Narodowego i Zamku Królewskiego, które również zostały dotknięte pożarem.
Reakcje i solidarność środowiska
Ksiądz Niewęgłowski przyznał, że pożar „zasmucił go”, lecz zaznaczył, że mimo pożaru, msze święte będą odprawiane, początkowo w jednym z bocznych pomieszczeń świątyni lub przed kościołem.
W Poniedziałek Wielkanocny, mimo fatalnej pogody, na plenerowej mszy przed drzwiami kościoła św. Andrzeja stawiło się ponad 200 osób, w tym znani aktorzy i dziennikarze. Prowizoryczny ołtarz stanął przed południem przed drzwiami świątyni, a ministranci służyli do mszy w puchowych kurtkach. „Doświadczamy trudnych chwil, ale wiemy, że Bóg i w radości i w smutku jest przy nas, jest przy człowieku” - pocieszał wiernych ksiądz. W tle ołtarza, na jasnej fasadzie kościoła, wciąż było widać czarne smugi, ślad po pożarze. Abp Kazimierz Nycz, który od razu przyjechał na plac Teatralny w niedzielę, podkreślił: „To bardzo ważny kościół i stało się to niespodziewanie”.
Wierni mocno przeżywali utratę kościoła. Aktorka Maja Komorowska, często bywająca w świątyni, apelowała o wsparcie odbudowy. W specjalnej skarbonce wystawionej przed kościołem pojawiło się wiele stuzłotowych banknotów. Ksiądz Niewęgłowski zaprosił również chętnych na sprzątanie wnętrza z gruzu, szkła i sadzy, prosząc o przybycie w strojach roboczych. Kilka zniszczonych przez ogień i sadzę obrazów trafiło do pracowni konserwacji Muzeum Narodowego i Zamku Królewskiego.
Historia Kościoła Środowisk Twórczych
Kościół św. św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na Placu Teatralnym, zwany także Kościołem Środowisk Twórczych, to jedna z najmłodszych warszawskich świątyń. Jego istnienie przy świątyni datuje się od września 1999 roku. Wcześniej, w miejscu, gdzie stoi świątynia, w XVII wieku księża jezuici wybudowali mały kościółek pw. Świętego Krzyża. W XVIII wieku siostry kanoniczki ufundowały tam kościół św. Andrzeja wraz z kompleksem zabudowań zakonnych, w którym prowadziły znaną pensję dla „dobrze urodzonych” panien. W czasie II wojny światowej kanoniczki czynnie wspomagały działania Armii Krajowej, a w ich klasztorze mieścił się szpital powstańczy. Mimo zniszczeń wojennych kościół zachował się na tyle, że po wybudowaniu prowizorycznego zadaszenia służył wiernym do 1953 roku.

Wówczas to władze komunistyczne podjęły decyzję o rozebraniu świątyni, a na miejscu dawnego prezbiterium wzniesiono blok mieszkalny. Kamień węgielny pod nową budowlę wmurowano 24 września 1998 roku. Ściany i stropy odlano z betonu, stosując tę samą technologię, co w budynkach odtwarzanej wtedy pierzei placu. Inwestycję finansowały banki, a największy udział miał Bank Rozwoju Eksportu, którego siedziba mieści się obok. Kościół ma fasadę naśladującą klasycystyczny front wcześniejszej świątyni, zaprojektowany w XIX wieku przez Piotra Aignera, ale wnętrze jest znacznie mniejsze od poprzedniego. W czerwcu 1999 roku nieukończony kościół pobłogosławił papież Jan Paweł II, a we wrześniu tego samego roku gotową świątynię konsekrował prymas Józef Glemp. Została ona oddana środowisku artystów, stąd drugi patron - św. Brat Albert.
Wnętrze i dzieła sztuki
W skromnym i niedużym wnętrzu umieszczono obrazy o tematyce sakralnej przekazane w depozyt przez Muzeum Narodowe i Zamek Królewski. W ołtarzu głównym znajdował się renesansowy obraz "Chrystus w Ogrójcu" namalowany przez Sebastiana Piombo, ucznia Michała Anioła i Rafaela. Bardzo cenny był także XVII-wieczny obraz "Madonna z Dzieciątkiem w altanie ogrodowej" Vincenta Malo. Współczesne stacje Drogi Krzyżowej, wykute z kamienia sprowadzonego z Egiptu, zrealizował Bartłomiej Biełyszew, a wizerunek gołębicy Ducha Świętego w tympanonie nad wejściem wyrzeźbił profesor Gustaw Zemła.
Proces odbudowy
Aktywne starania księdza Wiesława Niewęgłowskiego oraz ofiarność wielu firm pomogły w bezzwłocznym podjęciu prac remontowych. Kwota 500 tys. zł, przeznaczona na odnowienie zniszczonego kościoła, została wyasygnowana z przychodów z działalności komercyjnej TVP, po akceptacji Rady Nadzorczej. Projekt rekonstrukcji wnętrza kościoła przygotował uznany projektant Bartłomiej Biełyszew.
Część prac wykończeniowych powierzono firmie Abs-Invest, specjalizującej się w profesjonalnych usługach kamieniarskich i kowalskich. Alicja Surdyn, właścicielka Abs-Invest, podkreśliła odpowiedzialność związaną z rekonstrukcją wnętrza, ocenianą przez artystów o wyjątkowej wrażliwości estetycznej. Ksiądz Niewęgłowski wyraził pełne uznanie dla pracy firmy. Głównym zadaniem Abs-Invest było przygotowanie ołtarzy św. Andrzeja Apostoła, św. Jana Ewangelisty i św. Brata Alberta. Każdy z tych ołtarzy, wykonany z włoskiego marmuru Crema Marfil i ważący ponad 1200 kg, był efektem pracy czterech osób przez 14 dni. Ponadto firma Abs-Invest wykonała chrzcielnicę, kolumny i stiuki. Po blisko roku od pożaru świątynia odzyskała dawny blask.
