Dramatyczne wydarzenia z 4 stycznia 2019 roku w Koszalinie na zawsze zapisały się w pamięci Polaków. Pięć piętnastoletnich nastolatek straciło życie w pożarze, który wybuchł w escape roomie "To Nie Pokój" przy ul. Piłsudskiego 88. Dziewczęta, świadome grożącego im niebezpieczeństwa, do końca walczyły o życie, jednak pomoc nadeszła zbyt późno.

Okoliczności i Przebieg Tragedii
4 stycznia 2019 roku pięć piętnastoletnich przyjaciółek - Amelia, Gosia, Karolina, Wiktoria i Julia - uczennice klasy III D Gimnazjum nr 9, wybrało się do escape roomu, aby świętować urodziny jednej z nich. Wybrały pokój o nazwie „Mrok”. Dziewczęta były w trakcie gry, próbując odnaleźć klucz do rozwiązania zagadki i jednocześnie do otwarcia drzwi. Według ustaleń, drzwi od wewnątrz nie miały klamki, a jedyne okno było zabite deskami i okratowane. W budynku brakowało także dróg ewakuacyjnych, a nastolatki nie wiedziały o przejściu za atrapą kominka do kolejnego pomieszczenia.
Pożar wybuchł w poczekalni, a jego przyczyną było rozszczelnienie butli gazowej, która zasilała urządzenie grzewcze. Do pokoju zagadek zaczął wdzierać się gryzący dym. Dziewczyny wiedziały, że za drzwiami wybuchł pożar. Biły pięściami w ściany, krzyczały i wzywały pomocy, niestety bezskutecznie. Według ustaleń, pracownik escape roomu, Radosław D., znajdujący się za ścianą, nie zdołał ich uwolnić, ponieważ płomienie odcięły mu drogę do drzwi. Ogień błyskawicznie objął całe pomieszczenie. Wszystkie dziewczęta zmarły w wyniku zatrucia tlenkiem węgla.
Ostatnie Chwile Nastolatek
W obliczu śmiertelnego zagrożenia nastolatki podjęły desperackie próby ratunku. Jednej z nich udało się wezwać straż pożarną. Wiktorii, córce Adama Pietrasa, udało się dodzwonić do taty. „Tata! Pożar” - to były jej ostatnie słowa. W pierwszej chwili ojciec pomyślał, że to podpowiedź do rozwiązania zagadki, ale poważny ton córki szybko rozwiał te wątpliwości. Zaczął mówić do telefonu, by ratowały się, próbowały odciąć dym, były jak najbliżej podłogi i spokojnie oddychały. Połączenie nie zostało przerwane, jednak głosu córki już nie usłyszał.
Adam Pietras, były żołnierz zawodowy, dojechał na miejsce tragedii, nie przerywając połączenia z telefonem córki. Jego żona, która zawiozła Wiktorię na urodziny Julki, również dotarła na miejsce. Pan Pietras, patrząc na chaotyczne, w jego ocenie, działania służb, zeznał przed sądem: „Na to, co się działo na miejscu, patrzyłem jakby na dwa sposoby - jako ojciec, który najprawdopodobniej stracił swoje dziecko, a z drugiej strony jako były żołnierz zawodowy, oficer Sił Zbrojnych RP i na bazie posiadanej wiedzy, zabezpieczenia miejsc, w których doszło do tragedii, mogłem stwierdzić, że na miejscu zdarzenia panował jeden wielki chaos”.
Postępowanie Sądowe i Oskarżeni
W kwietniu 2021 roku Koszalińska Prokuratura Okręgowa postawiła zarzuty czterem osobom w związku z tragedią. Akt oskarżenia objął:
- Miłosza S. z Poznania - organizatora escape roomu i wynajmującego lokal.
- Małgorzatę W. - babkę Miłosza S., która zarejestrowała działalność.
- Beatę W. - matkę Miłosza S., która współprowadziła działalność.
- Radosława D. - pracownika escape roomu.
Oskarżeni usłyszeli zarzuty umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pięciu 15-letnich dziewcząt. Do Sądu Okręgowego w Koszalinie trafił materiał dowodowy liczący 40 tomów. Proces, któremu przewodniczy sędzia Sylwia Dorau-Cichoń, ruszył 14 grudnia 2021 roku. Oskarżeni odpowiadający z wolnej stopy nie przyznali się do zarzucanych im czynów. Kolejne terminy rozpraw rozpisane są do końca maja 2024 roku.
Pożar w Escape Room w Koszalinie. Miłosz S. najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie!
Zeznania Rodziców - Obraz Bezpowrotnej Straty
Rodzice zmarłych dziewcząt występują w procesie jako oskarżyciele posiłkowi, dążąc do pociągnięcia winnych do odpowiedzialności. Ich zeznania są pełne bólu i bezradności:
- Adam Pietras, ojciec Wiktorii, obiecał córce, że osoby odpowiedzialne za jej śmierć poniosą odpowiedzialność. W swoim zeznaniu opisał ostatnią rozmowę z Wiktorią i swój ból po stracie jedynego dziecka. Podkreślił, że „cegły i zaprawa tworzą dom, ale śmiech dzieci tworzy atmosferę domu. W naszym domu tej atmosfery już nie będzie, dzięki oskarżonemu Miłoszowi S.”
- Jarosław Pawlak, ojciec Julii, wspominał marzenia o czteroosobowej rodzinie. Ostatni kontakt z córką miał 2-3 godziny przed jej śmiercią, kiedy Julia dzwoniła, by pochwalić się szóstką z matematyki. „Powiedziałem jej, że jest moją dumą, najpiękniejszym aniołem, jakiego mogłem otrzymać. Powiedziałem jej, że nigdy nie stanie jej się krzywda, obiecałem jej to. A osoby siedzące przede mną odebrały życie mojej córce i pozostałym dzieciakom” - mówił w sądzie. Znalazł córkę w prosektorium: „Moja piękna, mądra córka leżała bez ruchu. Pamiętam, że ją przytuliłem i poprosiłem, by wstała i poszła z nami do domu. Nie reagowała. Wyglądała, jakby spała.”
- Artur Barabas, ojciec Karoliny, dowiedział się o tragedii w pracy w Hamburgu. Z bezradności krzyczał, a współpracownicy musieli go uspokajać. Powiedział, że Karolina, tak jak pozostałe dziewczynki, była wzorową uczennicą, a jej marzenia zostały zniweczone. „Chciałbym, aby ludzie, którzy spowodowali śmierć mojego dziecka, jak i zniszczenie życia całej mojej rodziny, na zawsze, ponieśli zasłużoną karę, najwyższą z możliwych, i żeby nigdy już przez ich bezmyślne działanie nikt więcej nie zginął i żadna inna rodzina nie cierpiała tak, jak nasze rodziny. Ci ludzie doprowadzili do tego, że już nic nie jest takie samo, już nigdy nie będzie. My pozostajemy z tym cierpieniem, z tym bólem do końca życia.”
Rodzice Amelii i Małgosi nie zgodzili się na ujawnienie składanych przed sądem wyjaśnień. Wszyscy rodzice wyrażali zdumienie i zażenowanie postawą oskarżonych, którzy, ich zdaniem, nie przyznają się do winy i próbują przerzucać odpowiedzialność.

Linia Obrony Oskarżonych
Miłosz S., twórca escape roomu, podczas pierwszej rozprawy pojawił się w kominiarce i w eskorcie policjantów z długą bronią, tłumacząc to obawą o własne życie i zdrowie. Odmówił odpowiadania na pytania, zamiast tego odczytał 31-stronicowe oświadczenie. Mówił o swojej pasji do escape roomów, szkoleniach i wizji stworzenia idealnego miejsca rozrywki. Stwierdził, że kupił apteczki i czujki czadu, a także zlecił właścicielce lokalu zlikwidowanie pieca typu koza. Zapewniał, że w żadnym z okien nie montował krat, a drzwi można było łatwo wyważyć. Jednocześnie przerzucał odpowiedzialność na pracownika Radosława D., twierdząc, że to do niego należało przygotowanie escape roomu do gry, monitorowanie i kontakt z graczami, a z nieletnimi powinna być osoba dorosła.
Miłosz S. nazwał tragedię "swoją osobistą Golgotą" i wyraził głęboki żal, jednak nie przyznał się do winy, stwierdzając, że "nie dopuścił się żadnych uchybień". Rodzice dziewczynek nazwali jego oświadczenie "obłudą i torturą psychiczną". Matka i babcia Miłosza S. również nie przyznały się do winy i odmówiły składania wyjaśnień.
Radosław D., pracownik escape roomu, także nie przyznał się do winy. Twierdził, że robił wszystko, by uratować dziewczynki. Zeznał, że w momencie wybuchu pożaru nie było go w budynku, ponieważ wyszedł rozmienić pieniądze. Miał wrócić przed końcem gry i wtedy usłyszał syczenie, a chwilę później wybuch butli z gazem. „Dostałem ogniem w twarz, wybiegłem z pomieszczenia, by zawołać pomoc. Chciałem wrócić, ale płomienie były tak duże, że nie dałem rady” - relacjonował przed sądem. Rodzice dziewczynek wielokrotnie przerywali jego wyjaśnienia, krzycząc: „Nie było cię tam!”, „Dziewczynki nie żyją!”.
Reakcja na Tragedię i Zmiany w Przepisach
Tragedia w Koszalinie wstrząsnęła całą Polską. 6 stycznia 2019 roku Prezydent Koszalina ogłosił dniem żałoby w mieście, a pogrzeb ofiar odbył się 10 stycznia 2019 roku. Nierozłączne przyjaciółki, które zginęły, były wzorowymi uczennicami, które "zawsze trzymały się razem", jak wspominali ich koledzy i nauczyciele z Gimnazjum nr 9.
W odpowiedzi na tragiczne wydarzenia, ówczesny szef MSWiA, Joachim Brudziński, podpisał nowelizację rozporządzenia w sprawie ochrony przeciwpożarowej, która dotyczyła m.in. escape roomów. W lutym 2019 roku, po serii kontroli, stwierdzono prawie 2 tysiące uchybień w 520 skontrolowanych obiektach, wydając 102 decyzje o zakazie eksploatacji lokali oraz 63 decyzje administracyjne w sprawie usunięcia uchybień z zakresu ochrony przeciwpożarowej. To pokazało skalę zaniedbań w branży i potrzebę pilnych regulacji.
Wątpliwości Wokół Działań Służb i Śledztwa
Rodzice zmarłych dziewcząt, choć dążą do ukarania odpowiedzialnych za pożar, mają również poważne wątpliwości co do samej akcji ratunkowej i przebiegu śledztwa. Domagali się dokładnej opinii biegłych na temat przeprowadzonych działań. Wątek pracy służb na miejscu zdarzenia został wyłączony do odrębnego postępowania, które, jak podano na początku 2024 roku, wciąż nie zostało zakończone.
Adam Pietras, ojciec Wiktorii, zwracał uwagę na niewystarczającą ilość sił i środków w początkowej fazie akcji ratunkowej oraz na nieprawidłowe kierowanie nimi. Rodzice nie rozumieją, dlaczego prokuratura nie zabezpieczyła należycie dowodów w sprawie, w tym miejsca zdarzenia, a część rzeczy miała zostać wywieziona na wysypisko śmieci bez należytej weryfikacji. Kwestionują również początkową decyzję o uznaniu Radosława D. za pokrzywdzonego, wbrew informacjom o jego nieobecności w budynku.
