W Koszalinie miały miejsce dwa tragiczne pożary, które wstrząsnęły lokalną społecznością, prowadząc do ofiar śmiertelnych, wielu poszkodowanych i masowych ewakuacji. Zdarzenia te wymagały zaangażowania szerokich sił ratunkowych i wywołały działania sztabów kryzysowych, by zapewnić pomoc poszkodowanym.
Tragiczny pożar w bloku socjalnym przy ul. Lechickiej
Tragiczny pożar w bloku socjalnym przy ulicy Lechickiej w Koszalinie (woj. zachodniopomorskie) miał miejsce w sobotę 15 maja przed godz. [informacja o dokładnej godzinie została pominięta w oryginale]. Zgłoszenie o pożarze mieszkania na czwartym piętrze budynku wielorodzinnego straż pożarna otrzymała w tym dniu. Budynek, w którym wybuchł pożar, to blok socjalny, z mieszkaniami rotacyjnymi, nieprzeznaczonymi dla rodzin z dziećmi. W budynku nie ma gazu, a zameldowanych jest w nim około 70 osób.
Przebieg akcji ratunkowej i ofiary

Do akcji ratowniczej strażacy użyli specjalistycznego samochodu z drabiną. Udało im się podjąć jedną osobę z mieszkania objętego pożarem. Jak podał kpt. Kubiak, niestety, ewakuowany mężczyzna zmarł. "W mieszkaniu odnaleziono jeszcze drugą osobę. Lekarz stwierdził jej zgon" - poinformował kpt. W wyniku pożaru zginęły dwie osoby - kobieta i mężczyzna w wieku najprawdopodobniej 48 i 66 lat.
Podczas akcji ratunkowej poparzeń pierwszego stopnia twarzy doznał jeden ze strażaków.
Ewakuacja i wsparcie dla mieszkańców
Z budynku ewakuowano kilkadziesiąt osób. Mieszkańcy przez kilka godzin po pożarze nie mogli wrócić do swoich mieszkań, ponieważ sprawdzano, czy jest to bezpieczne. Ostatecznie, nadzór budowlany zezwolił większości lokatorów na powrót. Cztery rodziny z czwartego piętra, gdzie wybuchł pożar, otrzymały już z Zarządu Budynków Mieszkalnych klucze do mieszkań w sąsiednim bloku, jak podał rzecznik magistratu Robert Grabowski.
Przyczyny wybuchu tego pożaru nie są na razie znane.
Pożar przy ul. Moniuszki: Ofiara śmiertelna i masowa ewakuacja
Dramatyczny pożar w bloku przy ul. Moniuszki 29 w Koszalinie miał miejsce we wtorek 30 września 2025 r. po godz. 19:00, w mieszkaniu na drugim piętrze. Zdarzenie charakteryzowało się dużym zadymieniem, a akcję ratowniczo-gaśniczą w początkowej fazie utrudniały zaparkowane auta.
🚒🔥 Zobacz film z akcji strażaków podczas pożaru kompleksu hal w Gdańsku! 🔥🚒
Skala akcji ratunkowej i poszkodowani
Rzecznik zachodniopomorskiej straży pożarnej, asp. Dariusz Schacht, relacjonował, że ewakuowano aż 75 osób, w tym 40 przy użyciu sprzętu strażackiego. Kilka osób musiało być ewakuowanych przy użyciu drabiny mechanicznej. Osoba zabrana z mieszkania objętego pożarem była nieprzytomna.
W wyniku zdarzenia zmarła 68‑letnia kobieta, która była najciężej poszkodowana. Doznała rozległych oparzeń oraz zatrucia tlenkiem węgla. Została przetransportowana śmigłowcem LPR do szpitala w Gryficach, placówki specjalizującej się w leczeniu poparzeń. Niestety, mimo walki lekarzy, życia kobiety nie udało się uratować.
Łącznie 10 osób trafiło do szpitali w Koszalinie i Gryficach, w tym dwoje dzieci w wieku 2 i 14 lat z objawami zatrucia czadem. Z dziewięciu osób, które trafiły do koszalińskiego szpitala wojewódzkiego, sześć nadal w nim przebywa, w tym wspomniane dzieci, które w stanie stabilnym przebywają na Oddziale Dziecięcym. Cztery osoby z objawami zatrucia czadem pozostają pod obserwacją lekarzy.
Przyczyna pożaru i wyniki śledztwa
Jak ustalili śledczy, ogień pojawił się w mieszkaniu na drugim piętrze budynku. Przyczyną pożaru było zwarcie w gniazdach listwy przedłużacza, który był podłączony bezpośrednio do gniazda elektrycznego. Prokuratura Rejonowa w Koszalinie zakończyła śledztwo w tej sprawie. W toku postępowania prokuratura badała, czy doszło do sprowadzenia pożaru zagrażającego życiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach. Jak poinformowała prok., "Nie doszło do popełnienia przestępstwa".
Choć prokuratura zamknęła sprawę, dla mieszkańców bloku przy Moniuszki dramat z tamtego wieczoru wciąż pozostaje bolesnym wspomnieniem. Okoliczności powstania pożaru bada policja.
Wsparcie dla mieszkańców i los zwierząt

Decyzją nadzoru budowlanego mieszkańcy lokali z klatki schodowej, w której jest spalone mieszkanie, nadal nie mogą do nich wrócić. Dla tych osób miejski sztab zarządzania kryzysowego zapewnił tymczasowe lokum w bursie przy ul. Jana Pawła II. Na razie, jak informowała rzeczniczka prasowa magistratu Anna Makarewicz, nikt nie skorzystał z przygotowanych przez miasto lokali zastępczych, ponieważ osoby te znalazły schronienie u swoich bliskich.
W pożarze ucierpiały też zwierzęta. Jednego kota uratował właściciel, drugi jest poszukiwany. Fundacja na Rzecz Zwierząt Marzenia Zwierzaków informuje, że nie można wykluczyć, iż zginął w płomieniach. "NIEWYOBRAŻALNA TRAGEDIA! Człowiek stracił wszystko. Mieszkanie, żonę, kota…" - czytamy we wpisie fundacji, podkreślając skalę osobistej tragedii.