Strażacy na ratunek zwierzętom: Historie ocalonych kotów

Bohaterska akcja w Tomicach: Kotek wyciągnięty z pożaru

Strażacy reanimowali nieprzytomnego kotka zaraz po wyciągnięciu go z płonącego mieszkania. Z pożaru domu w Tomicach koło Wadowic wyniesiono nieprzytomnego kota. Przeżył dzięki temu, że reanimowali go na miejscu druhowie z Ochotniczej Straży Pożarnej.

Jego właściciel, z poparzeniami, trafił do szpitala. Do zdarzenia doszło we wtorek (21.06.2022) przed godziną 17. w piętrowym budynku mieszkalnym, znajdującym się przy ulicy Floriańskiej w Tomicach (powiat wadowicki), zwanym "Domem Nauczyciela". Ogień pojawił się tam w jednym z mieszkań, a poparzeniom uległ lokator.

Okazało się, że w płonącym, zadymionym mieszkaniu był jeszcze ktoś. Rudy kocur, ulubieniec domowników, został znaleziony w krytycznym stanie. Strażacy wynieśli nieprzytomne zwierzę z budynku i na miejscu reanimowali jego małe ciałko. Dla wielu to nie tylko kot - to członek rodziny, domownik, wyniesiony z pogorzeliska. Wskazuje to na jego ciężki stan, gdyż w takich sytuacjach żywy, sprawny kot nie da się, ot po prostu wynieść.

Zdjęcie strażaka reanimującego kota po pożarze z Tomic

Ratunek z kanału: Topiący się kot w Gdańsku

W niedzielę (23 czerwca) rano strażacy z Gdańska otrzymali dramatyczne zgłoszenie dotyczące topiącego się kota w kanale Raduni. Bezbronny kot topił się w rzece i nie mógł wydostać się z wody. Strażacy z KM PSP Gdańsk mają za sobą akcję ratunkową, w której potrzebującym był właśnie kot.

"Z uwagi na wybetonowane koryto zwierzę nie mogło wydostać się z rzeki i według zgłaszającego, traciło siły do utrzymania się na powierzchni" - relacjonują strażacy. Mundurowi przybyli na miejsce zgłoszenia i zauważyli kota, który ostatkiem sił próbował wydostać się na brzeg. Na szczęście strażakom udało się szybko wyjąć kota z wody i reanimować bezbronne zwierzę.

Kot był wychłodzony, więc strażacy ogrzali go i po chwili zwierzak odzyskał siły, co pozwoliło mu wrócić do zdrowia.

Strażacy ratujący kota z wody w kanale Raduni

Kot na drzewie: Kontrowersje wokół interwencji straży pożarnej

Łodzianka zaalarmowała straż pożarną, że na wysokim drzewie przy ulicy Cieszkowskiego od dłuższego czasu siedzi kot i boi się zejść. Strażacy przyjechali po kilku minutach. Jednak gdy weszli po drabinie i zbliżyli się do kota, zwierzę uciekło wyżej. Konieczne było wezwanie wozu o większym zasięgu.

Ta 50-minutowa akcja kosztowała 1000 zł, a takie wezwania nie należą do rzadkości. "Straż pożarna jest od ratowania zdrowia i życia zarówno ludzi, jak i zwierząt. Każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie" - podkreślają służby. Przyjmujący wezwanie próbuje wytłumaczyć zgłaszającemu, że wejście kota na drzewo to jego naturalny odruch, ale najczęściej strażacy i tak wyjeżdżają do tego typu akcji. Podobne wezwania dostają także pabianiccy strażacy.

Szymon Giza z Państwowej Straży Pożarnej zastanawia się: "Co, jeśli wóz pojedzie do siedzącego na drzewie kota, a w tym czasie wybuchnie pożar i zagrożone będzie czyjeś życie? Pamiętam sytuację, w której gdy strażak zbliżył się do kota, ten natychmiast zeskoczył z drzewa i uciekł w pobliskie krzaki." Lekarz weterynarii Ewelina Romańska zwraca jednak uwagę, że koty, które żyją w mieszkaniach i mają poobcinane pazury, mogą mieć ogromny problem z zejściem z drzewa, co uzasadnia interwencje w takich przypadkach.

Strażacy z drabiną próbujący ściągnąć kota z drzewa

tags: #kotek #strazacki #jak #zywy