Kraina Spełnionych Marzeń Księżniczki Magdaleny Granos: Historia Pożaru i Odbudowy

Historia Magdaleny Granos, informatyczki z Wrocławia, która porzuciła miejskie życie, aby stworzyć swoje niezwykłe miejsce na Lubelszczyźnie - „Krainę Spełnionych Marzeń Księżniczki Magdaleny Granos” - to opowieść o marzeniach, ich tragicznej utracie w pożarze i uporze w dążeniu do odbudowy. Magdalena, z wykształcenia informatyczka, wykładała na Politechnice Wrocławskiej, gdzie również przygotowywała doktorat.

Narodziny Krainy Spełnionych Marzeń

Wizja i realizacja

Magdalena zawsze interesowała się duchowością i wierzyła w sny, które w 2012 roku nawiedzały ją szczególnie intensywnie. W nich zobaczyła swoje miejsce na Ziemi i wyśniła swoją działkę. Na Lubelszczyznę przyciągnęła ją historia ojca, który jako młody nauczyciel miał tam otrzymać propozycję pracy. Choć tata nigdy się tam nie zatrudnił, Magdę „zawołały te okolice”.

Pierwszy raz przyjechała do Majdanu Skrzyneckiego zimą, gdzie zakopała się w śniegu kilka metrów przed działką. Wróciła latem, by zobaczyć krajobraz, który pojawiał się w jej snach: stare drzewa i wodę. Kiedy zobaczyła tablicę informującą o sprzedaży terenu, nie wahała się ani minuty. Sprzedała swoje mieszkanie we Wrocławiu, a następnie wygrała konkurs na wykładowcę na UMCS, gdzie podjęła pracę.

Magdalena napisała dwa projekty na domek i ścieżkę edukacyjną, które złożyła w LGD Kraina Wokół Lublina, otrzymując dofinansowanie po 50 tys. złotych na każdy. „Tak powstało to miejsce, nasadziłam specjalne rośliny, był kwiat życia, spirala szczęścia, motyl transformacji, symbol yin i yang” - opowiada Magda. W ten sposób powstał też domek na drzewie.

zdjęcie domku na drzewie przed pożarem, archiwum prywatne Magdaleny Granos

Miejsce zostało nazwane „Krainą Spełnionych Marzeń Księżniczki Magdaleny Granos”, a nazwa nie wynikała z megalomanii. „Korona symbolizuje powiązanie ze wszechświatem, otwiera czakrę korony. To miejsce miało być właśnie takie, jak w baśniowym świecie, gdzie wszystko staje się możliwe” - wyjaśnia Magdalena.

Misja i filozofia Krainy

Magdalena rozpoczęła działalność o charakterze charytatywnym, oferując warsztaty „co łaska”. Chodziło o to, by przychodzili ludzie, żeby to miejsce żyło i było centrum spotkań. Harmonogram warsztatów był bogaty i obejmował sztuki walki dla dzieci, spotkania z poetami i pisarzami, wspólne gotowanie oraz naukę o kuchni roślinnej. Jej kraina miała przyciągać innych: „Bywały matki z nadpobudliwymi dziećmi. Mówiły mi, że pobyt tutaj je uspokaja. A ja wiedziałam, że to miejsce mocy, że tu się mogą zadziać prawdziwe cuda” - wspomina Magda.

zdjęcie ścieżki edukacyjnej, archiwum prywatne Magdaleny Granos

Dla Magdy materialne wygody nigdy nie były priorytetem. „Ten domek to było całe jej życie. Ona nie potrzebuje wygód. Mieszkała obok w przyczepie. Zrobiła oczyszczalnię ścieków. Do szczęścia wystarczy jej kawałek kąta do spania, prąd i woda” - co ciekawe, wodę miała obok, a w niej ukochane bobry, które pragnęła chronić.

Tragedia Pożaru w 2017 Roku

Luty 2017 roku przyniósł tragedię. Magda, będąc na uczelni, otrzymała telefon z informacją, że domek płonie. „Nie miałam wtedy samochodu, zwolniłam się z zajęć, pojechałam busem do Borzechowa. Potem szukałam kogoś, kto mnie tu przywiezie. Zgodził się tylko jeden mężczyzna, zmienił dla mnie plany. Okazało się, że był księdzem i całą drogę mnie pocieszał” - opowiada Magdalena.

zdjęcie spalonego domku po pożarze, archiwum prywatne Magdaleny Granos

Z ogniem walczyło aż jedenaście zastępów straży pożarnej. Niestety, spłonęły wszystkie cenne rzeczy Magdy, w tym prawie ukończony doktorat, do którego już nie wróciła. Największym bólem była jednak utrata ukochanych kotów, które zginęły w pożarze, zostawione w zamkniętym domku, kiedy Magda szła do pracy. „I koty, moje ukochane koty, które zostawiłam zamknięte, wychodząc do pracy. I z tego powodu chyba jest mi najbardziej smutno” - wyznaje.

Biegli uznali, że przyczyną pożaru była wadliwie wykonana instalacja, położona zbyt blisko elementów palnych. Wykonawca jednak ogłosił upadłość i miał straszne długi. Choć sprawa w sądzie wciąż trwa, Magda wątpi, że uda jej się cokolwiek wywalczyć. Koledzy z pracy zorganizowali pomoc, a Magda dostała najpotrzebniejsze rzeczy. Ogłoszono również zbiórkę, która jednak „szła bardzo opornie”. Straty oszacowano na blisko 380 tysięcy złotych (wstępnie na 200 tysięcy złotych), a budynek nie był ubezpieczony.

„Pojechałam do siostry, do Wielkopolski, byłam załamana. A potem tata się akurat rozchorował - opowiada Magda. - Rzuciłam pracę i zajmowałam się nim do śmierci.”

zdjęcie ruin domku, betonowa podpora

Na razie udało się postawić betonową podporę, bo stare drzewo, na którym opierał się domek, uschło. Straty były ogromne, pożar pochłonął wszystko. Zostały zwęglone ściany, zakryte teraz dyktą.

Odbudowa i Nowa Nadzieja

W 2024 roku Magda postanowiła wrócić i ponownie zawalczyć o swoje marzenia. Przyjechała do Majdanu Skrzyneckiego, początkowo mieszkając w samochodzie, który wygrała w konkursie poetyckim. W domek zainwestowała wszystko, co miała: „Sprzedałam mieszkanie, mam jeszcze pożyczkę, którą do dziś spłacam - mówi. - Bo wykonawca nagle podniósł cenę, a ja musiałam skończyć domek na czas, żeby rozliczyć się z projektów.” Aby zadbać o higienę, jeździła myć się na basen do Bełżyc.

Obecnie zajmuje się organizowaniem zbiórki na odbudowę domku i porządkuje teren. Pracuje zdalnie jako informatyk i ma nadzieję na staż w pobliskiej bibliotece. Wierzy, że będzie dobrze. Magdalena spędziła zimę w jurcie, którą dostała w prezencie od firmy produkującej jurty. Jest ona „naprawdę bardzo ciepła”. Na działce ma toaletę, wcześniej zrobiła ekologiczną oczyszczalnię ścieków, a światło ma z lamp solarnych. Wodę przywozi ze źródła. Często też jeździ na basen, tam bierze prawdziwy prysznic. „Choć termometr w samochodzie pokazuje mi zaledwie 9 stopni, Magda wita mnie z gołymi nogami i w samym swetrze.- Zahartowałam się, mnie jest ciepło - śmieje się. - Zdążyłam się też już opalić, bo ja ze słońca czerpię najwięcej energii.”

zdjęcie Magdy w jurcie lub na tle działki, z kwitnącymi krokusami

„Jest dobrze, tu jest wspaniała energia - mówi Magda. - Porządkuję działkę, piszę, wróciłam do swojego doktoratu. Piszę wiersze, pracuję nad baśnią. Za wiersze dostałam już kilka nagród.” Nie czuje się samotna: „Można być samotnym wśród tłumu ludzi. Zawsze mam jakąś dobrą duszę do rozmowy - wyjaśnia. - A tak naprawdę, nigdy nie jesteśmy sami. Jesteśmy otoczeni przez opiekuńcze siły. Wszystko jest ze sobą powiązane, cały wszechświat. Tak naprawdę jesteśmy jednością, ale człowiek o tym niestety zapomniał.”

Magdalena pokazuje mi kwitnące krokusy i posadzone nowe kwiaty. „Świat budzi się do życia, ona też tryska energią. Choć trzeba wiedzieć, że ten rok jest trudny, to zgodnie z chińskim horoskopem, Rok Węża - tłumaczy. - Wąż symbolizuje zmiany, zrzuca starą skórę, nadchodzi nowe. A wzrost jest zawsze bolesny.” Wierzy, że idzie ku lepszemu i powoli uda się na nowo zrealizować marzenia. Marzy o maleńkim domku kopułowym, 35 m kw., pełna ekologia, rozmawia o cenie z producentem. „Na razie musi jednak wystarczyć jurta. I zrobię wszystko, by przede wszystkim odbudować domek na drzewie. Ale mam już zapał i siłę, żeby się za odbudowę zabrać. Przestałam się wstydzić, że proszę o pomoc, bo sama zwyczajnie nie dam rady.”

Filozofia Życia i Dziecko Indygo

Domek na drzewie ma być przede wszystkim miejscem spotkań i nauki nowego podejścia do świata. „Każdy z nas rodzi się z prawem do wolności - tłumaczy Magda. - A wolność to spokój w sercu, życie w świetlistej przestrzeni, w harmonii i empatii. Nieprzekraczanie granic innych, niewychodzenie w strefy, w których nie mamy komfortu. A komfort tracimy wtedy, gdy robimy rzeczy, które krzywdzą nas samych lub nasze otoczenie.” Magdalena chce uczyć ludzi, że świat może być inny, gdy patrzymy na niego sercem, a nadmiar negatywnych myśli i niedobrych bodźców ma fatalne skutki. „Codziennie myjemy swoje ciało - dodaje Magda. - Ale nie oczyszczamy strefy duchowej. Do tego wystarczy przecież słońce, albo wyobrażenie kuli światła, w której się zanurzamy i kąpiemy.” Ona sama robi to codziennie, wzmacniając dobrą energię.

Magda chce uczyć innych, by na świat patrzyli sercem

Magdalena jest weganką, ponieważ „skoro sama chce być wolna, nie może ograniczać wolności innej istoty. To, co jemy, też ma na nas wpływ - dodaje. - To może małe rzeczy, ale jakże ważne.” Podkreśla znaczenie ruchu: spaceru, pływania (nawet w rozlewisku z bobrami), tańca. Samochód zostawia na parkingu w oddalonym o 3 km Borzechowie, bo „musi się ruszać, musi chodzić”.

Magda jest osobą delikatną, o pięknych błękitnych oczach, która nie dba o świat materialny. Jolanta Fijałkowska, stomatolog i społeczniczka z Huty Borowskiej, określiła Magdę jako „dziecko indygo”, twierdząc, że „musimy jej pomóc”. Dzieci indygo charakteryzują się szczególną wrażliwością i empatią, często mają niebieskie oczy, kochają zwierzęta i przyrodę. Ich misją jest wprowadzanie zmian na świecie poprzez miłość, pokój i harmonię, a także szukanie prawdy i równowagi.

Kiedy Jola zadzwoniła z informacją, że Magda wróciła i nadszedł czas, by opisać jej historię, autorka artykułu „bez zastanowienia wsiada w samochód”, aby spotkać „kobietę rozświetloną wewnętrznym blaskiem, która patrzy na nią błękitnymi oczami.” Magda z dumą potwierdza, że jest dzieckiem indygo.

Magda liczy na pomoc, bo „domek ma służyć ludziom, taka była jego misja.” Ona sama ponownie zamieszka w jakiejś przyczepie, a może kiedyś postawi sobie małą chatkę. „Patrzę na rozświetlone oczy Magdy i bardzo bym chciała, żeby mogła swoje marzenia spełnić.”

tags: #kraina #spelnionej #ksiezniczki #pozar