Tragedia, która wydarzyła się w obozie harcerskim w Suszku, na Pomorzu, w nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 roku, wstrząsnęła Polską. Podczas gwałtownej nawałnicy z silnymi porywami wiatru zginęły dwie harcerki, a kilkudziesięciu innych uczestników obozu odniosło obrażenia. Wydarzenia te doprowadziły do długotrwałego śledztwa prokuratorskiego i procesu sądowego, którego konsekwencje nadal są odczuwalne.
Przebieg tragicznych wydarzeń
W nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 roku nad Pomorzem przeszły gwałtowne burze z silnymi porywami wiatru, które w regionie Suszka, w powiecie chojnickim, doprowadziły do zniszczenia obozu harcerskiego. Na obozie przebywało 130 harcerzy z łódzkiego okręgu Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej (ZHR).
W wyniku nawałnicy zginęły dwie harcerki: 13-letnia Asia i 14-letnia Olga. 38 kolejnych uczestników obozu trafiło z różnymi obrażeniami do szpitali. Łamiące się drzewa wyrządziły u harcerzy i kadry obozu wiele obrażeń, a dwie nastolatki, mimo prób reanimacji, zginęły przygniecione przez konary. Nie wszyscy uczestnicy obozu zdążyli się ewakuować, ponieważ ścieżki do młodego lasu zostały zawalone drzewami. Część harcerzy pobiegła skryć się do pobliskiego jeziora. Zaalarmowane służby, ze względu na ogrom zniszczeń, dotarły do poszkodowanych dopiero po siedmiu godzinach, około godziny 6 rano.

Śledztwo prokuratorskie i akt oskarżenia
Śledztwo w sprawie tragedii prowadziła Prokuratura Okręgowa w Słupsku. 31 grudnia 2019 roku prokuratura skierowała do sądu okręgowego akt oskarżenia przeciwko trzem osobom: Mateuszowi I., który pełnił funkcję komendanta obozu harcerskiego, jego zastępcy Włodzimierzowi D. oraz emerytowanemu urzędnikowi starostwa, Andrzejowi N.
Zarzuty wobec komendantów obozu
Mateuszowi I. (w wieku 28 lat w momencie zdarzenia) i Włodzimierzowi D. (w wieku 51 lat) prokuratura zarzuciła:
- Umyślne narażenie uczestników obozu na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
- Doprowadzenie do nieumyślnego spowodowania śmierci dwóch harcerek.
- Nieumyślne spowodowanie różnego rodzaju obrażeń ciała u kolejnych kilkudziesięciu harcerzy.
- Niewłaściwą organizację obozu harcerskiego.
- Źle przeprowadzoną akcję ewakuacyjną podczas nawałnicy.
Dodatkowo, prokuratura wskazała, że dowódcy obozu mieli:
- Nie wyznaczyć drogi ewakuacyjnej.
- Nie wskazać stałego i bezpiecznego miejsca zbiórki podczas ewakuacji.
- Nie przeprowadzić obowiązkowych próbnych alarmów ewakuacji obozu.
- Zaniechać podjęcia współpracy z powiatowym Centrum Zarządzania Kryzysowego.
- Zignorować ostrzeżenia synoptyczne o zagrożeniu burzami z gradem i porywach wiatru do 115 km/h.
Za zarzucane czyny Mateuszowi I. i Włodzimierzowi D. groziło do pięciu lat pozbawienia wolności. Obaj oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych czynów i odmówili składania wyjaśnień.
Zarzuty wobec urzędnika
Andrzej N., dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Starostwa Powiatowego w Chojnicach (obecnie na emeryturze), został oskarżony o niedopełnienie obowiązków służbowych. Zarzut ten polegał na tym, że jako urzędnik starostwa miał nie przekazać alertu pogodowego o nadchodzącej nawałnicy z Gdańska na niższy szczebel zarządzania kryzysowego w okresie bezpośrednio poprzedzającym załamanie pogodowe. Andrzejowi N. groziło do 3 lat pozbawienia wolności. Przyznał się do popełnienia zarzucanego mu przestępstwa i złożył wyjaśnienia zgodne z ustaleniami śledztwa.
Dalsze etapy śledztwa
Prokurator podjął decyzję o wyłączeniu do odrębnego prowadzenia materiału dowodowego przeciwko trzem synoptykom: Grzegorzowi M. i Witoldowi W. z IMGW w Krakowie oraz Marii M. z IMGW w Warszawie, dotyczącemu nieumyślnego niedopełnienia obowiązków służbowych. W tym zakresie śledztwo było kontynuowane.
Echa tragedii w Suszku, w której zginęły dwie harcerki. Meteorolodzy usłyszeli zarzuty
Proces sądowy i wyroki
Proces sądowy w związku z tragedią w Suszku rozpoczął się rok po skierowaniu aktu oskarżenia. Odbywał się przed Sądem Rejonowym w Łodzi.
Wyrok pierwszej instancji (czerwiec 2021)
W czerwcu 2021 roku Sąd Rejonowy w Łodzi ogłosił wyrok w sprawie. Sędzia Anna Starczewska uniewinniła Mateusza I. i Włodzimierza D., komendanta i zastępcę komendanta obozu. Sąd uznał, że dowódcy obozu nie byli w stanie ani przewidzieć straszliwej wichury, ani zapobiec tragicznym jej skutkom. Dowodzący obozem przekonywali przed sądem, że nie otrzymali od służb żadnej informacji o nadchodzącej nawałnicy i zrobili wszystko, by w tych warunkach możliwie najlepiej zadbać o uczestników obozu.
Natomiast Andrzej N. został uznany za winnego niedopełnienia obowiązków służbowych. Sąd warunkowo umorzył postępowanie wobec niego na okres roku próby oraz nakazał mu wpłacić 1000 zł na cele społeczne (według innych źródeł na cele charytatywne lub fundusz osób pokrzywdzonych). Wyrok pierwszej instancji nie był prawomocny.
Uzasadnienie wyroku
W uzasadnieniu wyroku sędzia Starczewska przypomniała słowa jednej z uczestniczek obozu, która nazwała nawałnicę "Armagedonem", opisując, że "gdy harcerka spojrzała w niebo, nie widziała drzew, a przecież była w lesie". Sędzia podkreśliła, że sprawa ta pozostanie w pamięci wszystkich, a szczególnie oskarżonych, którzy "nigdy nie pozbędą się tego myślenia, czy zrobili wszystko? To jest coś, z czym będą musieli żyć".
Apelacja i ponowny proces (od 2021)
Z wyrokiem pierwszej instancji nie zgodziła się prokuratura, która zapowiedziała apelację. W poniedziałek, po apelacji (data nieprecyzyjna w tekście, ale po czerwcu 2021), łódzki sąd utrzymał w mocy wyrok z pierwszej instancji, ale tylko wobec Andrzeja N. Kara wobec niego to warunkowe umorzenie postępowania i 1000 zł grzywny. Natomiast w wyniku apelacji na nowo, przed Sądem Rejonowym dla Łodzi-Śródmieścia w Łodzi, rozpocznie się proces dotyczący Mateusza I. i Włodzimierza D. Prokuratura w Słupsku, formułując apelację, miała wskazać, że sąd pierwszej instancji nie przesłuchał 350 świadków, o co wnioskowano. Prokuratura wnosiła o następujące kary dla komendanta obozu i jego zastępcy: rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata, 3 lata zakazu prowadzenia zajęć z małoletnimi i po 200 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz rodziców zmarłych harcerek.

Dramatyczne relacje świadków i skutki tragedii
Wiele osób związanych z akcją ratunkową i uczestników obozu głęboko przeżyło tragedię. Dariusz Cysewski, strażak z Chojnic, członek ekipy ratunkowej, która próbowała uratować nastolatki, z trudem powstrzymywał łzy w rozmowie z dziennikarzami. Opisywał rozpacz dzieci i niemoc ratowników. Był przy namiocie, z którego wyciągano obie dziewczynki. Podkreślał, że sprawa bardzo go dotknęła, mówiąc: "To są dzieci. Dopiero im na świat, a już musiały odejść. W taki sposób."
Ranni harcerze z Łodzi, którzy przeżyli nawałnicę, po powrocie do domów znaleźli się pod opieką psychologów. Pomimo obrażeń, życiu rannych dzieci nic nie zagrażało.
tags: #krowoderskich #zuchow #pozar