Znaczące Pożary i Ich Wpływ na Działanie Internetu

Wyobraź sobie poniedziałkowy wieczór, finisz bolesnego początku tygodnia, ale w gruncie rzeczy dzień jak co dzień. Skoro już siedzisz przy komputerze, postanowiłeś sprawdzić w Internecie kwestię, która nurtowała cię przez cały weekend. Wpisujesz zapytanie w najpopularniejszą wyszukiwarkę świata, zatwierdzasz je głośnym enterem i… 500. That's an error.

Kolejne uderzenia w klawisz enter wypluwają taką samą odpowiedź przeglądarki. Zdziwiony, wybity z rytmu postanawiasz wpisać w pole hasła cokolwiek. "Krowa". Error 500. "Onet". Error 500. "Google". Error 500. Nie pomaga zmiana przeglądarki. Z ciekawości uruchamiasz ponownie komputer, ale problem powraca jak bumerang. Zaczynasz się czuć ciut dziwnie. Nieswojo. To pierwszy raz, kiedy wszechwiedzące Google niczego nie wie.

Pożar w Centrum Danych Google w Council Bluffs, Iowa

Kontekst i Przebieg Wydarzeń

W amerykańskim centrum danych Google doszło do eksplozji. Centrum danych Google w amerykańskim Council Bluffs w stanie Iowa to imponujące miejsce. Amerykański gigant technologiczny zainwestował w ten obiekt ponad pięć miliardów dolarów. To jedna z największych placówek tego typu należąca do Google, z własnym kampusem oraz miejscami pracy dla prawie tysiąca osób: od ochrony i małej gastronomii, przez techników, kończąc na specjalistach oraz inżynierach.

Właśnie w Council Bluffs doszło do spięcia instalacji elektrycznej, które wywołało pożar oraz małą eksplozję. Na skutek tragicznego wydarzenia trzy osoby z poważnymi poparzeniami trafiły do szpitala.

Centrum danych Google w Council Bluffs, Iowa

Globalne Konsekwencje i Skala Awarii

Wypadek był istotny nie tylko dla społeczności małego Council Bluffs, ale również całego świata. Od Stanów Zjednoczonych po Bułgarię, wielu internautów mogło odczuć, że stało się coś nietypowego.

W Polsce wielu z nas smacznie spało, gdy wyszukiwarka Google odmówiła współpracy. Do pożaru doszło w poniedziałek 8 sierpnia o 23:00 naszego czasu, a największa częstotliwość awarii wystąpiła między 3 oraz 4 w nocy. W skali globu problem dosięgnął jednak milionów użytkowników, którzy wygenerowali dziesiątki tysięcy zgłoszeń o awarii na portalu Downdetector.

Wyszukiwarka Google, YouTube, Google Maps - wszystko działało w kratkę bądź nie działało wcale. Niedługo potem okazało się, że awaria sięga znacznie głębiej. Wariować zaczęło indeksowanie witryn w Google. Duże serwisy z wieloletnią historią potrafiły nagle zniknąć z wyników wyszukiwania, jak gdyby nigdy ich nie było. Na to miejsce zaczęły wskakiwać inne, często losowe portale. Pojawił się chaos, a osoby pytające najpopularniejszą przeglądarkę świata, co właściwie się dzieje, często otrzymywały bardzo zwięzłą odpowiedź: 500.

Mapa globalnych zgłoszeń awarii Google na Downdetector

Opinia Eksperta SEO: Wyzwania i Redundancja

O konsekwencjach awarii po pożarze centrum danych w Council Bluffs zapytałem eksperta. Jakub Sawa to specjalista z obszaru SEO, a także twórca cotygodniowego newslettera o SEO. Sawa wytłumaczył mi, co tego typu incydent może oznaczać dla internautów i właścicieli stron internetowych, a także zarysował niepokojące zjawiska mające miejsce w samym Google:

Szymon Radzewicz, Spider's Web: Jak to możliwe, że pożar jednego centrum danych powoduje chaos na całym świecie? Czy to nie powinna być siatka powiązanych ze sobą centrów, przejmujących kontrolę, gdy w konkretnej jednostce zaczyna się dziać coś złego?

Jakub Sawa, ekspert SEO: To jest bardzo dobre pytanie i mam nadzieje, że zadają je sobie również w Google. Redundancja to sposób na radzenie sobie z takimi nieplanowanymi wydarzeniami, ale czasem jest pomijana ze względu na koszty. To zawsze bardzo indywidualna decyzja danej firmy.

Natomiast jest to ekonomicznie nieuzasadnione, aby dublować wszystko i wszędzie - zawsze trzeba dokonać wyboru. Pamiętajmy też, że usługa Google Search jest darmowa i gdy przeczytamy warunki tej usługi, to Google nie odpowiada dosłownie za nic. Jak mawiają Amerykanie - "shit happens".

Szymon Radzewicz, Spider's Web: Użytkownicy Google - może pierwszy raz w życiu - otrzymali błąd po wpisaniu zapytania w wyszukiwarce. Jaka jest skala konsekwencji takiej awarii w ujęciu makro?

Jakub Sawa, ekspert SEO: Skalę zna tylko Google, ale nie przypuszczam, żeby była duża. Patrząc na downdetector.pl/status/google/ nie widać tam wzmożonej ilości komentarzy czy zgłoszeń dla Google ze strony polskich internautów. Może być tak, że awaria dotknęła bardzo wąską grupę użytkowników. Nie sądzę, żeby problem był na tyle poważny, że będzie miał znaczenie w skali makro. Jednak w skali mikro, dla serwisów szczególnie dotkniętych może być zupełnie odwrotnie.

Ogólnie rzecz biorąc Google od kilkunastu miesięcy boryka się z różnego rodzaju problemami technicznymi dotyczącymi ich infrastruktury. W mojej opinii to jakieś problemy z procesami, ktoś zadecydował o pewnych cięciach budżetowych. Może na specjalistów, może na sprzęt, może na procesy. My widzimy tylko ich skutki.

Szymon Radzewicz, Spider's Web: Po czym poznać, że nasza strona mogła ucierpieć na skutek tego pożaru? Jeśli czujemy się poszkodowani, co zrobić w takim przypadku? Jest droga komunikacji z Google?

Jakub Sawa, ekspert SEO: Google jest gigakorporacją i w przypadku usługi Google Search nie ma możliwości indywidualnego kontaktu z firmą. Można korzystać z forum wsparcia, ale tam uzyskacie odpowiedź od innych użytkowników. Jeżeli Twoja strona ucierpiała w wyniku awarii Google - nie możesz nic zrobić, poza czekaniem na rozwój sytuacji.

Google wyrasta w naszej rozmowie na gigantyczną korporację pozbawioną jakiejkolwiek kontroli. Jeśli coś nie działa, to nie działa. Tyle. Problemy mogą się natomiast pojawiać coraz częściej, na skutek mniejszej profesjonalizacji, gigantycznej rotacji w branży IT, cięć budżetowych oraz rosnących kosztów utrzymania działalności, zwłaszcza w czasach globalnej inflacji, kryzysu płacowego oraz zmniejszonej dostępności półprzewodników.

Być może odpowiedź "500" wygenerowana przez najpopularniejszą przeglądarkę świata będzie się nam wyświetlać coraz częściej.

Pożar Centrum Danych OVH Cloud w Strasburgu

Chronologia i Zniszczenia

W nocy z wtorku na środę spłonęła część centrum danych OVH Cloud w Strasburgu. Serwery SBG2 spaliły się doszczętnie, a infrastruktura SBG1 została uszkodzona. Centra SBG3 i SBG4 odizolowano od ognia, a następnie wyłączono.

W nocy z 9 na 10 marca wybuchł pożar serwerowni OVH w Strasburgu we Francji. W jego wyniku doszczętnie spłonął jeden z czterech budynków firmy. Jako pierwszy o pożarze napisał założyciel OVH, Octave Klaba, informując: „Doszło do poważnego zdarzenia w SBG2. Wykryto pożar w budynku. Strażacy zjawili się od razu, ale nie byli w stanie kontrolować ognia. Część budynku została odizolowana, co wpływa na usługi świadczone w SGB1-4.” Po kilku godzinach Klaba napisał o zgaszeniu pożaru.

Budynek SBG2 spłonął doszczętnie, SBG1 częściowo. Trzeci - dzięki szybkiej interwencji strażaków - nie zajął płomień, a czwarty budynek został nienaruszony.

Spalone serwerownie OVH Cloud w Strasburgu

Skutki dla Użytkowników i Firm

Zaprzestanie działania wszystkich czterech bloków serwerowni poskutkowało znacznymi utrudnieniami w funkcjonowaniu wielu stron na świecie - w tym także tych z Polski. Firma Netcraft, znana z monitorowania ruchu internetowego, opublikowała własną analizę skutków pożaru w centrum danych OVH. Twierdzi, że ofiarą pożaru padło 18 proc. adresów IP hostowanych w chmurze OVH.

Na liście są np. agencje rządowe z Wybrzeża Kości Słoniowej i Francji, klienci z Polski, Walii i Wielkiej Brytanii, a także kryptowalutowe serwisy. Problem dotknął portali bankowości internetowej, usług poczty internetowej, witryn z wiadomościami i sklepów internetowych. Serwis branżowy Golem podał, że prawie 2 proc. serwerów OVH zostało uszkodzonych.

Poważne problemy miało między innymi Senuto.com - platforma do optymalizacji działań SEO, która od środy była nieaktywna. Od tego dnia trwały prace nad przywróceniem serwisu. BaseLinker.com, z którego korzystają m.in. sprzedawcy serwisu Allegro, także nie działał. Na stronie długi czas trwały prace nad instalowaniem nowego środowiska. Utrudnienia w finalizacji zamówień mieli także klienci Furgonetka.pl. Niedostępny był również kontakt z infolinią.

Ze skutkami pożaru musiał zmagać się cały świat. Okazało się, że co piąty adres będący w chmurze OVH przestał działać. W raporcie Netcraft można przeczytać, że z wtorku na środę padło 3,6 miliona stron internetowych na 464 000 różnych domenach. Wliczono w to agencje rządowe z Wybrzeża Kości Słoniowej, Francji i Wielkiej Brytanii.

Kwestia Kopii Zapasowych i Odzyskiwania Danych

Każda serwerownia oprócz głównych serwerów ma także tzw. backupy, czyli kopie zapasowe na wypadek nagłych zdarzeń, np. pożaru czy zalania. Oczywiście powinno się umieszczać je w zupełnie innym miejscu niż właściwe dane - w innym przypadku mija się to z celem. Niestety z dużym prawdopodobieństwem pożar OVH zniszczył także serwery zapasowe. Czy to oznacza, że niektóre firmy mogą nie odzyskać swoich danych? To się wkrótce okazało.

Dobrym działaniem ze strony OVH było jednak wyłączenie wszystkich serwerów - nawet tych, których nie objął pożar. To spowodowało zatrzymanie dużej ilości danych. Sam założyciel, Octave Klaba, nie podał żadnych konkretnych informacji dotyczących dokładnej przyczyny pożaru, jedynie komunikując: „Wciąż pracujemy nad uruchomieniem SBG1/3/4 i zrobimy to jak najszybciej się da!”.

Wiele firm od czasu pożaru starało się przywrócić swoje strony. Niektórym już się to udało. Mowa jednak o znacznych zastojach w zamówieniach i niewyobrażalnej ilości danych, które w ciągu kilkudziesięciu godzin musiały zostać odzyskane. Bez wątpienia pożar tak dużej firmy o zasięgu globalnym to wielki szok nie tylko dla właścicieli, ale także dla klientów.

OVH założył Polak - Octave Klaba. Wyjechał z kraju jako nastolatek z ojcem, dyrektorem PGR-u. We Francji skończył studia inżynierskie i w 1999 r. stworzył firmę, pożyczając na nią od rodziny 25 tys. franków (3,8 tys. euro). Jego spółka świadczy usługi w chmurze dla 1,6 mln klientów w 140 krajach i jest uważana za głównego rywala dla takich gigantów chmurowych zza oceanu jak Google, Microsoft i Amazon. Nie przeszkodziło to Moskwie, by wykorzystać fakt pożaru w OVH do wewnętrznych rozgrywek - podało BBC.

OVH szykuje obecnie rezerwową infrastrukturę w innych centrach danych w Roubaix i Gravelines. Planuje też w pilnym trybie rozszerzyć infrastrukturę o około 10 tys. nowych serwerów, aby złagodzić skutki awarii. Operator liczy, że na początku przyszłego tygodnia ruszą centra SBG1 i SBG4.

Inne Incydenty Pożarowe Dotykające Infrastrukturę Internetową

Pożar Mostu Łazienkowskiego w Warszawie

6 łącz światłowodowych dostarczających internet do Ministerstwa Obrony Narodowej spaliło się podczas pożaru Mostu Łazienkowskiego. Nad ranem pożar przeprawy został opanowany. Wieczorem zapaliły się składowane pod mostem deski, później ogień objął podesty techniczne.

MON twierdzi, że spalone światłowody służyły jedynie do jawnej łączności. Po pożarze kilka instytucji resortowych nie miało internetu. Rzecznik MON zapewniał jednak, że służbowe systemy armii są od internetu odizolowane. Trasa Łazienkowska została zamknięta, zarówno dla ruchu samochodowego, jak i pieszego. Autobusy komunikacji miejskiej zostały skierowane na trasy objazdowe przez Most Poniatowskiego.

Ze wstępnych informacji wynikało, że mogły zapalić się deski, które były składowane pod mostem. W wyniku tego pożaru zapaliły się drewniane podesty techniczne, które są uzupełnieniem konstrukcji stalowej tego mostu. Wysoka temperatura spowodowała również odkształcenie asfaltu na fragmencie jezdni. Most jest wykonany ze stali, spawany i nitowany, ale ma też - pod środkową częścią - elementy drewniane - podesty techniczne, które pozwalają m.in. na wygłuszenie mostu. Most Łazienkowski został wybudowany w latach 1971-1974 - jest częścią Trasy Łazienkowskiej. Konstrukcja mostu wykonana jest z nitowanych i spawanych elementów stalowych. Most ma 423 m. długości, a jego podpory wykonane są z żelbetu.

Pożar Mostu Łazienkowskiego w Warszawie

Skutki Pożarów Kamienic dla Użytkowników Indywidualnych

Albo oddadzą modem, który spłonął w pożarze kamienicy, albo zapłacą karę. Gdyby pogorzelcy z Poznania nie pokazali korespondencji z firmą Netia, trudno byłoby uwierzyć w ich relację. Kamienica przy ul. Kraszewskiego w Poznaniu spłonęła w nocy z soboty na niedzielę (25-26 sierpnia). Ogień pojawił się w piwnicy, po dwóch eksplozjach objął cały budynek. Z kamienicy ewakuowano 20 mieszkańców. Uciekali jak stali, często w bieliźnie, pidżamach, zabierali tylko telefony, dokumenty. W pożarze stracili cały dobytek.

Firma Netia zażądała zwrotu modemu, który spłonął w pożarze kamienicy, grożąc karą, co uwypukla problemy indywidualnych użytkowników usług internetowych w obliczu katastrof.

Pożary, Które Poruszyły Internet: Studium Katedry Notre Dame

Globalna Reakcja i Media Społecznościowe

Pożar w katedrze Notre Dame w Paryżu skupił na sobie oczy całego świata. Pożar katedry Notre Dame w Paryżu wywołał skrajne reakcje w mediach, przede wszystkim społecznościowych. A przecież zniszczenie części paryskiej katedry to nie jedyne tego typu dramatyczne wydarzenie w ostatnim czasie. W ciągu ostatnich kilku lat na naszych oczach zniknęło kilka światowej klasy zabytków, jak zniszczone przez dżihadystów bezcenne zabytki na Bliskim Wschodzie, czy też spalone muzeum w Rio de Janeiro, żadne jednak z tych zdarzeń nie wzbudziło takich emocji, jak Notre Dame.

Miejski charakter tego zjawiska (wydarzenie miało miejsce w samym sercu Paryża, pełnego ludzi wyposażonych w telefony komórkowe, które od razu poszły w ruch) miał zapewne duży wpływ na wyzwolenie społecznego poruszenia. Stacje telewizyjne od razu podchwyciły temat i wszystkie serwisy informacyjne skupiły się na transmitowaniu pożogi w centrum Paryża. Nie trzeba było czekać długo, żeby w mediach zaczął ponownie hulać słynny hashtag #prayforparis, który był wykorzystywany przy okazji ataków terrorystycznych z 13 listopada 2015 roku.

Płonąca Katedra Notre Dame w Paryżu

Charakterystyka Medialnej Histerii

W tym masowym przypływie emocji związanych z płonącym budynkiem było coś zdumiewającego. Czyżby nagle pół świata objawiło swoje wielkie przywiązanie do zabytków i dziedzictwa kulturowego Francji? Czy może mieliśmy do czynienia z efektem ubocznym globalnej turystyki, dzięki której trawiony ogniem symbol stolicy Francji, wzbudzał reakcje o podobnej temperaturze w różnych miejscach globu?

W tym drugim wytłumaczeniu znajduje się być może sporo prawdy, jednak histeryczne reakcje i uwaga, z jaką obserwowaliśmy kolejne kawałki drewnianego dachu Notre Dame zapadające się malowniczo razem z iglicą do środka katedry (szczęśliwie tylko na sklepienie, które w większości ocalało), miało w gruncie rzeczy o wiele więcej z voyeurystycznej natury współczesnych mediów.

Masowa histeria, która zgasła razem z ostatnimi płomieniami w katedrze, ustąpiła poczuciu zdziwienia, jak wiele udało się zachować z tego pożaru, który zniszczyć miał całą katedrę. A media społecznościowe pozwoliły łatwo dać upust ekstremalnym emocjom - prawdziwym lub udawanym. Zaraz zaczęły się porównania do ataków na World Trade Center z 2001 roku, niedorzeczne, bo w Nowym Jorku mieliśmy do czynienia z atakiem terrorystycznym, w którym zginęło kilka tysięcy ludzi, a tu z prawdopodobnie wypadkiem, w którym nie było rannych ani ofiar śmiertelnych. Pojawiły się też głosy, że pożar to nie przypadek, ale zamach, albo… boska interwencja symbolizująca „upadek Europy”. Samo natężenie tych komentarzy czy politycznych deklaracji pomocy wskazują niewątpliwie, że wydarzyło się coś społecznie istotnego. Masowa histeria, która zgasła razem z ostatnimi płomieniami w katedrze, ustąpiła poczuciu zdziwienia, jak wiele udało się zachować z tego pożaru, który zniszczyć miał całą katedrę. A może to nie zdziwienie, ale… zawód?

tags: #ktorego #byl #pozar #w #internecie