Pożary lasów na Syberii stanowią jedno z najbardziej widocznych i alarmujących zjawisk współczesnych zmian klimatycznych. Ich skala, intensywność i długofalowe konsekwencje budzą poważne obawy ekspertów na całym świecie. Johann Georg Goldammer, profesor i ekspert w dziedzinie ekologii pożarów, od 25 lat obserwuje te zjawiska, a już od 1993 roku przewiduje, że pożary takich rozmiarów, jak obecnie, będą występować coraz częściej. Naukowiec, kierujący Global Fire Monitoring Center (GFMC) przy Instytucie Chemii im. Maxa Plancka na uniwersytecie we Fryburgu i należący do ścisłego grona światowych ekspertów pożarowych, podkreśla, że polityka zbyt długo ignorowała ostrzeżenia.
Eksperckie ostrzeżenia i skala zniszczeń
Na skutek tegorocznych pożarów na Syberii spłonęły już 3 miliony hektarów lasów, jak poinformował 1 sierpnia zarząd lasów. W czterech regionach ogłoszono stan wyjątkowy. Ze względu na niespotykane upały ogień szybko się rozprzestrzenia. Początkowo rząd w Moskwie ignorował ten problem, lecz obecnie zapadła decyzja o aktywnym zwalczaniu żywiołu. Dym z płonących lasów spowija Kemerowo w południowym regionie Syberii, a wiatr wieje z niekorzystnych kierunków, zasnuwając chmurami dymu niebo nad kilkoma miastami.

Nowe spojrzenie na gaszenie pożarów
Profesor Goldammer zaznacza, że nie trzeba koniecznie gasić każdego pożaru lasu. Mówi on o „dogmacie”, którym kierowano się kiedyś w ZSRR, próbując ugasić każdy pożar lasu. Związek Radziecki miał jednak wówczas wielkie możliwości; każdego dnia latem w akcji było 500 samolotów, mających za zadanie wykrywanie, obserwację czy zwalczanie pożarów z powietrza. Dziś ten dogmat już nie obowiązuje. Jeden z rosyjskich gubernatorów określił wręcz próby gaszenia tak odległych pożarów lasów „bezsensownym działaniem”. Ta wypowiedź wywołała w Rosji oburzenie, ponieważ żywioł bezpośrednio dotknął już kilka tysięcy osób. Niemiecki ekspert podkreśla jednak, że w wypowiedzi gubernatora zawarta jest „kropla gorzkiej prawdy”: Rosja nie ma już po prostu niezbędnych sił i środków do zwalczania tak rozległych pożarów. Sytuacja w Rosji nie jest inna niż np. w Ameryce Północnej, gdzie także obecnie płoną lasy. Moskwa, z uwagi na trudności w gaszeniu pożarów z samolotów, planuje nawet sztuczne wywołanie deszczu.

Pożary jako naturalny element i zagrożenie dla regeneracji
Pożary występowały od zawsze; w roku 1915 tygodniami smog wisiał nad obszarem 6 milionów km² rosyjskiego terytorium. Pożar jest jednym z naturalnych zjawisk - wyjaśnia prof. Goldammer. Pożary lasów mają także element konstruktywny, ponieważ stymulują naturalny wzrost drzew. Lecz ze względu na nie zawsze zrównoważoną gospodarkę leśną i zmiany klimatu, w wielu przypadkach nie ma czasu na naturalną regenerację lasu. W północnych, tak zwanych borealnych strefach okołobiegunowej roślinności, potrzeba kilkuset lat, aby odtworzył się trwały, bogaty w gatunki i produktywny stan lasu.
Potrzeba specjalistów: Menedżerowie pożarów
Odpowiedzią na współczesne pożary lasów powinno być kształcenie specjalistów, którzy na podstawach naukowych mogliby decydować, jak zarządzać pożarami - podkreśla ekspert. Czasami trudno jest dokonać zróżnicowania między pożarem, który ma pozytywny, a takim, który ma niszczący skutek. Wraz z innymi ekspertami prof. Goldammer proponuje utworzenie nowej specjalizacji: menedżera pożarów, który miałby wiedzę z obszaru ekologii, techniki i technologii zwalczania pożarów. Standardowe sytuacje, z jakimi doskonale radzą sobie ochotnicze i zawodowe straże pożarne, jak wypadki drogowe, pożary domów czy osiedli, nie wymagają tak specjalistycznej wiedzy. Także zarządy lasów nie zawsze wiedzą, co należy robić. W ubiegłych 40 latach pożary lasów w Niemczech nie były żadnym istotnym tematem. Pożary w ubiegłym i w tym roku w Meklemburgii-Pomorzu Przednim były już właściwie traumatyczne, pomimo że objęły tylko minimalne obszary, ukazując jednak, że w Niemczech niewiele jest w ręku, by adekwatnie reagować na taką sytuację. Powierzchnia lasów w Niemczech wynosi ogółem 10 mln ha, w Rosji 1,3 mld ha, czyli 130 razy więcej. Przynajmniej w zachodnim świecie coś się jednak zmienia, również w związku z ruchem „Friday for Future”, który wywiera coraz większy nacisk na politykę, zmuszając ją do reakcji w obliczu rosnącego zrozumienia dla faktu i zagrożeń związanych ze zmianami klimatycznymi.
Od Antropocenu do Epoki Ognia
Pożary i inne zjawiska są zwiastunami nowej epoki w życiu naszej planety - wyjaśnia prof. Goldammer. Obecnie żyjemy w antropocenie, epoce kształtowanej przez działania ludzi (pojęcie to ukuł holenderski naukowiec Paul Crutzen), ale epoka ta dobiega końca. Naukowcy nie są jeszcze zgodni co do nazwy następnej epoki, ale w ich środowisku mówi się, że mogłaby to być epoka ognia, z uwagi na globalne nieprzygotowanie ludzi do nowych wyzwań, jakimi są pożary lasów.
Wzrost zasięgu i intensywności pożarów
Niemal każdego roku pożary tajgi na terenie Rosji zwiększają swój zasięg. W 2021 roku został pobity poprzedni rekord z 2012 roku, i to sporo przed końcem sezonu pożarowego: dane z połowy sierpnia wskazywały, że zniszczeniu uległo około 17 milionów hektarów lasów. Dymy znad Syberii przemieszczały się tysiące kilometrów dalej i dotarły nawet nad Biegun Północny. Rok 2022 zapowiada się podobnie źle. Już pod koniec kwietnia wybuchły pierwsze poważne pożary, a płomienie objęły obszar dwukrotnie większy niż w tym samym czasie w 2021 roku. W związku z pogarszającą się sytuacją, na początku maja został ogłoszony stan wyjątkowy między innymi w Kraju Krasnojarskim i Chakasji. W miastach Nowosybirsk, Omsk i Krasnojarsk pojawiły się chmury dymu, zanieczyszczając powietrze. Setki domów uległy spaleniu, odnotowano też pierwsze ofiary śmiertelne żywiołu. Analiza danych satelitarnych wykazuje, że ogień pochłania rocznie od 300 do 600 milionów hektarów lasów. Pożary są ze szkodą dla ludzi, nie tylko wywołując szkody zdrowotne, lecz są niebezpieczne także dla ludzkości na długą metę, ponieważ dramatycznie zmieniają krajobraz.

Syberyjskie lasy i ich podatność
Lasy modrzewiowe stanowią około połowy lasów na Syberii. Lokalne gatunki są dobrze przystosowane do ekstremalnego klimatu kontynentalnego centralnej i wschodniej części regionu. Są w stanie rozwijać się na zmarzlinie, a modrzew dahurski jest jedynym drzewem mogącym rosnąć w miejscach, gdzie warstwa czynna gleby (sezonowo odmarzająca) ma jedynie 10-30 cm. Wilgoć zawarta w rozmarzającej latem warstwie pozwala na rozwój drzew w suchych warunkach Syberii, której tereny byłyby w innym przypadku pokryte stepem lub półpustynią. Pożary, szczególnie ekstremalne, utrudniają odrastanie lasu. Obserwowane jest to na przykład w reliktowych lasach sosnowych w górach Tuva, gdzie na niższych wysokościach drzewa są obecnie zastępowane przez trawy. Trawy mają krótszy cykl życiowy, łatwiej odradzają się po pożarach i są dobrze zaadaptowane do minimalnych opadów oraz susz. Siedliska leśno-stepowe i step mogą według prognoz zdominować nawet połowę powierzchni Syberii do 2080 roku.

Ukryte zagrożenie: Pożary torfowisk i zmarzliny
W skutych zmarzliną gruntach Arktyki (północna Syberia jest jej częścią) znajduje się prawie 1700 Gt (gigaton; 1 Gt = 1 miliard ton) organicznego węgla, z czego większość w górnych 3 metrach gruntu, a około 1/3 głębiej. Jego ewentualne uwolnienie do atmosfery w postaci gazów cieplarnianych, takich jak dwutlenek węgla (CO₂) i metan (CH₄), przyspieszyłoby ocieplenie klimatu. Rosnąca temperatura Ziemi zagraża stabilności tego ogromnego magazynu w wieloraki sposób. Ocieplenie nie tylko powoduje fizyczne tajanie zmarzliny, ale między innymi stwarza coraz dogodniejsze warunki do powstawania tam pożarów. Jedoma to zmarzlina bogata w materię organiczną i lód (zawartość lodu 50-90%), typowa dla wielkich obszarów Syberii i Alaski.

Liczba pożarów, a także ilość emitowanych w czasie ich trwania gazów cieplarnianych, jest na obszarze Syberii większa niż na Alasce i w Kanadzie. Co roku na Syberii zniszczeniu ulega od około 5 do około 19 mln hektarów. Związane z tym emisje węgla wahały się w ostatnich dwóch dekadach w szerokim zakresie od 0,02 do 0,22 Gt węgla (GtC) rocznie (średnio około 0,08 GtC), choć na przykład w roku 2020, w związku z długotrwałą suszą, znacznie przekroczyły te wartości, osiągając 0,35 GtC. Dla porównania, w Kanadzie średnie roczne emisje to około 0,04 GtC. Prognozy wskazują, że w 2050 roku średnia temperatura roczna będzie na Syberii co najmniej o 0,5 stopnia Celsjusza wyższa niż teraz, a w przypadku scenariuszy wysokich emisji nawet o 5 stopni (obecne tempo ocieplania południowej części Syberii to około 0,08°C rocznie). Modele klimatyczne od ponad dekady prognozują „inwazję” pożarów na obszar Arktyki (rozumianej jako obszar o szerokościach geograficznych powyżej 66°N), a od 2015 roku wzrasta liczba dowodów na bezpośredni wpływ zmiany klimatu na pojawianie się dużych pożarów na początku sezonu.
Z powodu wydłużania sezonu pożarowego i zwiększania wypalanego obszaru, średni poziom emisji z pożarów na obszarze całej Syberii (nie tylko części arktycznej) wzrośnie w 2030 roku według prognoz do około 0,25 GtC rocznie w przypadku ekstremalnych sezonów pożarowych i do około 0,11 GtC dla umiarkowanych. W 2050 roku, w przypadku scenariusza zakładającego brak globalnych działań na rzecz ochrony klimatu (scenariusz wysokich emisji RCP8.5), w połowie XXI wieku emisje te mogą osiągnąć nawet 1,2-1,5 GtC rocznie. Taka dodatkowa „dostawa” gazów cieplarnianych to odpowiednik około 4-letnich emisji Polski.
Susze i fale upałów stają się coraz częstsze na północy globu, ponieważ Arktyka ociepla się trzykrotnie szybciej niż reszta planety (odpowiada za to efekt arktycznego wzmocnienia). Wzrost temperatur i wydłużanie się okresów bezopadowych sprzyja pojawianiu się pożarów ekstremalnych także pośrednio. Silne susze wiosenne i letnie prowadzą do osłabiania drzew, a nawet niewielki wzrost parowania może mieć znaczenie dla ich stanu zdrowotnego. Mniejsza ilość wody, a także większa presja ze strony owadów żerujących na roślinach oraz chorób, które w wyniku ocieplenia rozprzestrzeniają się na nowe obszary, powodują większą śmiertelność drzew. Ich zamieranie jest już obserwowane między innymi na południowej granicy zasięgu tajgi. W ostatnich latach wzrasta także częstość pożarów tundry, a sytuacja może się pogorszyć w przyszłości w wyniku susz, zmian rytmu występowania opadów, wkraczania drzew i krzewów, a także wzrostu liczby wyładowań atmosferycznych podczas burz.

Pożary tlące się ("zombie fires")
Pożary trudne do wykrycia, czasem nawet przez obserwatora znajdującego się tuż obok, stanowią dużo poważniejszy problem w przypadku Syberii. Torfowiska pokrywają znaczną część obszaru Syberii i są naturalnymi magazynami węgla. Degradacja zmarzliny czy susze powodują odwadnianie torfowisk, a przesuszone torfowiska łatwo ulegają zapłonowi. Do tego mogą tlić się miesiącami, latami, a nawet dekadami. W sprzyjających warunkach pożar tlący się może przerodzić się w ognisty, wypalając drzewa i krzewy. Im cięższy był pożar torfowiska, tym większe jest ryzyko, że uda mu się przetrwać zimę na północy globu. Obserwacje pokazują, że niektóre nie wygasają nawet przy temperaturach spadających poniżej −35°C. Są to tak zwane pożary „wstrzymane” („zimujące”, „zombie”). Naukowcy podejrzewają, że część z najwcześniejszych pożarów w maju 2020 roku miała właśnie taki charakter.

Dotychczas badania naukowe głównie skupiały się na łatwiejszych do wykrycia pożarach ognistych. Ponieważ spalanie w pożarach tlących jest niecałkowite, pochodzący z nich dym zawiera obok CO₂ dużą ilość tlenku węgla (CO), amoniaku (NH₃) i pyłów zawieszonych. Żarzący się torf jest źródłem lotnych związków organicznych, między innymi wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych (PAH), które są dobrze znanymi substancjami rakotwórczymi, teratogennymi i mutagennymi, a także - w dużo większym stopniu niż pożary nadziemnej roślinności - źródłem emisji rtęci do atmosfery. Narażenie na oddychanie takim dymem powoduje wiele problemów zdrowotnych, głównie z układem oddechowym i krążenia, jest także przyczyną zwiększonej śmiertelności płodów i niemowląt.

Sadza i jej wpływ na Arktykę
Sadza („czarny węgiel”, black carbon), pochodząca z niecałkowitego spalania biomasy (a także paliw kopalnych) w pożarach tlących się, pochłania promieniowanie słoneczne. Kiedy więc znajduje się w atmosferze, zasadniczo podnosi jej temperaturę. Globalnie ten wpływ nie jest duży, choćby ze względu na krótki czas pobytu sadzy w powietrzu, jednak może mieć znaczenie dla klimatu Arktyki. Szacuje się, że sadza i aerozole siarczanowe podnoszą temperaturę powierzchni Arktyki o około 0,3°C, co stanowi około 20% obserwowanego ocieplenia tego regionu od wczesnych lat 80. Ponadto sadza, tak jak inne cząsteczki w atmosferze, wpływa na albedo (czyli na to, jaką część padającego na nią promieniowania chmura odbija), stabilność i czas utrzymywania się chmur, a tym samym na opady. Dodatkowo, osadzając się na jasnej powierzchni śniegu i lodu, przyspiesza jego topnienie. Badania przeprowadzone na Grenlandii pokazały, że w ostatnich 20 latach tamtejszy lód i śnieg stawały się coraz „ciemniejsze”, a związany z tym spadek albedo wyspy może osiągnąć co najmniej 10% do końca wieku. Okazuje się, że wzrost „ciemnienia” Grenlandii nie ma związku z sadzą „aktualnie” zawartą w atmosferze, ale tą, która została naniesiona wcześniej na wyspę i zgromadziła się w śniegu. Topnienie uwalnia ciemne cząsteczki zgromadzone w pokrywie śnieżnej, a 20-30% z nich - zgodnie z najlepszą wiedzą - zostaje na powierzchni lodu czy śniegu w czasie, gdy topnienie postępuje.

Choć w przypadku Arktyki ponad 40% ilości sadzy osadzającej się na powierzchniach pochodzi ze spalania gazu w instalacjach wydobywczych (flaring), to emisje z pożarów lasów mają często niewspółmiernie duży wpływ na topnienie lodu. Są bowiem źródłem ponad połowy ilości sadzy emitowanej na północ od szerokości geograficznej 60°N, mają także miejsce głównie wczesną wiosną i latem, gdy ze względu na cyrkulację atmosferyczną, sadza może być łatwo transportowana nawet na tysiące kilometrów i osadzać się na lodzie morskim. Lód morski ma najniższy zasięg latem i wczesną jesienią; jest wtedy najbardziej wrażliwy na procesy wywołujące topnienie. Rola „brązowego węgla” w Arktyce jest słabo przebadana i rozumiana, jednak podobnie jak w przypadku sadzy, należy się spodziewać, że jego emisje będą w przyszłości rosły.
Długotrwałe konsekwencje przegrzania gleby
Kolejnym problemem związanym z pożarami tlącymi się jest to, że dzięki swojej długotrwałości mogą one spalić dużo więcej materii organicznej niż ogniste, a do tego w przypadku głębokich pożarów torfu może dochodzić do uwalniania „starożytnego” węgla (starszego niż 10 000 lat) zgromadzonego w torfie. Szacunki zakładające dalszy wzrost globalnej temperatury o 0,44°C na dekadę (obecne tempo) pokazują, że sumarycznie, w całym XXI wieku, w wyniku pożarów torfowisk na północy globu może zostać uwolnione nawet 28 GtC. Co więcej, okazuje się, że choć temperatura pożarów tlących jest niższa (około 500-700°C) niż w przypadku pożarów ognistych (1500-1800°C), to żarzenie w dużo większym stopniu podgrzewa glebę. Pożary tlące przemieszczają się wolno (około 1 cm na godzinę, o 2 rzędy wielkości wolniej niż w przypadku pożarów ognistych), co powoduje długotrwałe (nawet ponad godzinę) utrzymywanie się wysokiej temperatury wierzchniej warstwy gleby. Gdy jest ona wyższa niż 450°C, właściwie cały zawarty w niej węgiel organiczny zostanie wyemitowany do atmosfery. Gdy temperatura na powierzchni osiąga 700°C, temperatury powyżej 100°C mogą występować nawet na głębokości ponad 20 cm. Skutkiem takiego przegrzania jest długotrwałe zaburzenie w ekosystemie.

Zmienia się skład gatunkowy mikroorganizmów i fauny glebowej, tracone są składniki odżywcze z gleby, zaburzony zostaje cykl azotowy i węglowy oraz inne procesy biochemiczne, co może między innymi faworyzować rozwój innych niż do tej pory gatunków roślin (na przykład drzew liściastych na obszarze lasów modrzewiowych). Podgrzanie gleby uruchamia także inne procesy mające wpływ na klimat, takie jak szybszy rozpad zmarzliny. Na obszarze Syberii coraz częściej obserwuje się gwałtowne niszczenie zmarzliny w wyniku erozji wybrzeży, zapadania się gruntu (termokras) czy jego „spływu” (soliflukcja). Podczas gdy stopniowe topnienie zawartego w zmarzlinie lodu oddziałuje na glebę powoli, centymetr po centymetrze, to nagłe zjawiska mogą odsłonić warstwy zmarzliny z głębokości kilku metrów w czasie tak krótkim jak kilka dni. Prognozy pokazują, że o ile łączne emisje CO₂ i CH₄ w XXI wieku ze stopniowego tajania zmarzliny będą wynosiły rocznie około 0,6-0,8 GtCO₂e, to z gwałtownego - około 0,62 GtCO₂e, choć nagłe rozmarzanie dotknie najprawdopodobniej mniej niż 20% powierzchni obszaru pokrytego zmarzliną.

Ciężkie pożary powodują poważne szkody głównie w miejscach, gdzie zmarzlina nie jest ciągła lub występuje sporadycznie w postaci izolowanych fragmentów. Obserwacje prowadzone na Alasce pokazały, że między rokiem 1950 a 2016 tempo tworzenia termokrasu wzrosło już o około 60%, a na wypalonych obszarach tundry pojawiało się średnio dziewięciokrotnie więcej (w m² na ha) form termokrasowych niż na terenach niewypalonych. W przypadku tajgi do zapadania gruntu dochodziło nawet 30 lat po pożarze i prawie 80 lat w przypadku tundry. Tak długotrwały efekt to skutek zarówno podgrzania gleby podczas pożaru, jak i zmian zachodzących na wypalonej powierzchni. Pożary powodują zakłócenia stosunków wodnych w glebie i zmiany w jej strukturze, zwiększające jej podatność na erozję. Jeśli mikrotopografia terenu dodatkowo ułatwia zatrzymywanie wody na powierzchni gleby, to więcej ciepła gromadzi się i rozprzestrzenia w zamarzniętym gruncie (woda ma niskie albedo i wysoką przewodność cieplną). Odsłonięta w wyniku pożaru gleba jest też w dużo większym stopniu wystawiona na działanie promieniowania słonecznego. Powierzchnia gleby zostaje również pozbawiona efektu chłodzenia wynikającego ze spadku parowania wody (ewapotranspiracja), a albedo powierzchni ulega gwałtownemu zmniejszeniu (w wyniku „zaczernienia”). Na wypalonych powierzchniach gromadzi się zimą więcej śniegu, który działa jak izolacja, nie pozwalając „wychłodzić się” glebie. Natomiast wiosną znika on szybciej w takich miejscach ze względu na zabrudzenia sadzą i brązowym węglem, oraz na wyłaniające się zwęglone resztki roślin oraz brak zacienienia przez korony drzew. To wszystko powoduje dalsze nagrzewanie gleby - warstwa aktywna zmarzliny jest na takich obszarach grubsza niż na nietkniętych. Uwzględnienie emisji z pożarów w prognozach emisji węgla z gleb i zmarzliny podwyższa je o 30% w stosunku do sytuacji, gdy uwzględnione jest samo ocieplenie (w przypadku scenariusza umiarkowanych emisji). Wywołane pożarami tajanie zmarzliny i idący za tym rozkład wcześniej zamarzniętej materii organicznej dodatkowo napędzają pętlę sprzężenia zwrotnego zmian klimatycznych.
Tragedia pożarów na Syberii w 2015 roku
W dniach od 12 do 19 kwietnia 2015 roku seria niekontrolowanych pożarów objęła znaczne obszary południowej Syberii w Rosji. W Republice Chakasji zginęło 29 osób, a około 6000 zostało bez dachu nad głową. W położonym bardziej na wschód Kraju Zabajkalskim, w pobliżu miasta Czyta, śmierć poniosły 4 osoby. Seria niekontrolowanych pożarów zaczęła się w niedzielę rano, 12 kwietnia w Chakasji, gdzie celowo podłożony - dla wypalania traw i ściernisk - ogień, w porywach silnego wiatru, wyrwał się spod kontroli. Ciepłe, suche powietrze sprzyjało rozprzestrzenianiu się ognia, który wkrótce objął pobliskie lasy; przy dziennych temperaturach sięgających 25 °C płomienie strzelały na wysokość od trzech do dziesięciu metrów. Rosyjska telewizja podała, że pożary widać było z kosmosu, co odnotowały zdjęcia satelitarne. O godzinie 13:00 czasu lokalnego (15:00 GMT) ogłoszono stan alarmowy. Ministerstwo Obrony Cywilnej, Katastrof i Klęsk Żywiołowych skierowało do akcji samoloty i helikoptery, ale zdusić pożary udało się dopiero około godziny 21:00.
Niezależnie, w dniach 13-14 kwietnia, zaobserwowano 86 nowych ognisk pożarów w Kraju Zabajkalskim. Ogień doszedł do Czyty, stolicy regionu, zagrażając podpaleniem składu amunicji. Widzialność w mieście spadła do 200-300 metrów. Świadkowie określali sytuację jako „apokaliptyczną”: Czyta tonęła w dymie przez kilka dni. W walce z pożarami brało udział około 1850 strażaków, wojskowych i cywilnych ochotników. Według informacji z Kremla, Władimir Putin osobiście zajął się koordynowaniem likwidacji zagrożeń. Chińskie media informowały, że pożar przekroczył granicę i wyrządził szkody w Mongolii Wewnętrznej.
W Chakasji pożary zabiły co najmniej 29 osób, z tym że trzy ciała odnaleziono dopiero 16 kwietnia. Około 900 innych doznało ran i obrażeń. 77 osób hospitalizowano, z czego cztery pozostawały 14 kwietnia w stanie krytycznym. Spłonęło lub zostało uszkodzonych około 1300 budynków w 34 wioskach, a blisko 6000 osób zostało bez dachu nad głową. Najbardziej ucierpiała wieś Szyra, gdzie spłonęło do gruntu 420 budynków. Straty w pogłowiu zwierząt obliczano na 5000 krów i owiec, przy czym istnieje możliwość, że większość padła z głodu, bowiem zabrakło trawy do jedzenia. Pożary zniszczyły ponad 10 000 km² łąk, pól i lasów. Władze Chakasji ogłosiły 14 kwietnia dniem żałoby. W Kraju Zabajkalskim zginęły cztery osoby. Około dwadzieścia odniosło obrażenia, ale tylko jedną trzeba było hospitalizować. W Mongolii Wewnętrznej uszkodzonych zostało 85 budynków, a wraz z nimi sprzęt rolniczy i pojazdy.
Ministerstwo Zasobów Naturalnych i Ekologii obwiniało lokalne władze o zaniedbanie postępowania według zaleceń ministerstwa w sprawie zapobiegania pożarom. Aleksiej Jaroszenko, ekspert Greenpeace ds. lasów, domagał się pociągnięcia do odpowiedzialności ministra obrony cywilnej Władimira Puczkowa i premiera Chakasji Wiktora Zimina. Wiceminister obrony cywilnej Aleksandr Czuprijan obwiniał z kolei obywateli: „Nie byłoby pożaru gdyby ktoś nie bawił się zapałkami”. Władze lokalne były też tego zdania.