W Łodzi na przestrzeni lat miały miejsce tragiczne podpalenia kamienic, które skutkowały ofiarami śmiertelnymi i ogromnymi stratami materialnymi. Poniższa artykuł przedstawia szczegóły dwóch głośnych spraw, w których sprawcy zostali pociągnięci do odpowiedzialności karnej: serii podpaleń Damiana K. z lat 2007-2008 oraz zabójstwa połączonego z podpaleniem dokonanego przez Bartosza K. w 2023 roku.
Seria tragicznych podpaleń Damiana K. (2007-2008)
Między listopadem 2007 a marcem 2008 roku w centrum Łodzi, głównie przy ulicach Wschodniej i Pomorskiej, doszło do serii pożarów kamienic. Prokuratura oskarżyła Damiana K. (znanego także jako Damian Klimkiewicz) o dokonanie co najmniej 10 podpaleń. Najtragiczniejszy w skutkach pożar wybuchł 22 grudnia 2007 roku w kamienicy przy ulicy Wschodniej 18.

Przebieg zdarzeń i ofiary
Według śledczych, sprawca nad ranem podłożył ogień na drewnianej klatce schodowej oraz na poddaszu czteropiętrowej kamienicy. W wyniku pożaru zginęły trzy osoby - dwie kobiety i mężczyzna - mieszkające na poddaszu: Irena W., Jolanta F. i Krzysztof W. Ich ciała były niemal całkowicie poparzone, w 80 do 95 procentach. Dwie kolejne osoby zatruły się dymem, a wielu lokatorów straciło dach nad głową i cały dorobek życia. Jedną z uratowanych osób był Jacek T., który obudził się w chwili pożaru, wybiegł na balkon i zaczął krzyczeć, co prawdopodobnie uratowało innych mieszkańców. Straty materialne w wyniku tego pożaru oszacowano na 881 tysięcy złotych.
Tę samą kamienicę Damian K. podpalił ponownie 12 marca 2008 roku. Wówczas nikt nie zginął, ale straty przekroczyły 1,2 miliona złotych. Ponadto, Damian Klimkiewicz miał podłożyć ogień na strychach i w klatkach schodowych siedmiu innych kamienic przy ulicach Wschodniej i Pomorskiej, gdzie straty wyniosły 18 tysięcy złotych, a nikt nie odniósł obrażeń śmiertelnych.
Profil i motywy sprawcy
29-letni w tamtym czasie Damian Klimkiewicz, skazany piroman, już jako dziecko chciał zostać strażakiem, jednak z tych planów nic nie wyszło. Ukończył specjalną szkołę podstawową i wyuczył się zawodu ogrodnika, utrzymując się ze wsparcia matki oraz zbierania złomu. Pożary stały się jego "pasją". Często, będąc pod wpływem alkoholu, podpalał śmieci lub inne przedmioty na wyższych piętrach kamienic, a następnie wychodził na ulicę, dzwonił z automatu po strażaków i obserwował akcję gaśniczą. Twierdził, że podpalał, ponieważ chciał, aby "coś się działo" i by widzieć strażaków w akcji.
Podczas przesłuchań Damian K. zmieniał wyjaśnienia. Raz przyznawał się do podpalenia kamienicy, mówiąc, że robił to z nudów i traktował jako zabawę, innym razem zaprzeczał, twierdząc, że to jego znajomy był sprawcą. Biegli psychiatrzy orzekli, że mężczyzna ma obniżoną sprawność intelektualną i nieznacznie ograniczoną możliwość rozpoznania czynów, co również wpłynęło na ocenę jego poczytalności.
Procesy sądowe i prawomocny wyrok
Pierwszy proces i apelacja
Podczas pierwszego procesu w tej sprawie Sąd Okręgowy w Łodzi skazał Damiana K. na 14 lat więzienia, uznając, że nie ma wątpliwości co do jego sprawstwa wszystkich podpaleń. W ocenie sądu, sprawca miał w nieznacznym stopniu ograniczoną poczytalność i świadomość, że zabija ludzi, choć tego nie chciał. Od wyroku odwołały się obie strony: oskarżyciel domagał się dożywocia, natomiast obrońca wnosił o uniewinnienie lub zmianę kwalifikacji prawnej czynu. Sąd Apelacyjny w Łodzi uchylił wówczas wyrok Sądu Okręgowego w części dotyczącej zabójstwa trzech osób, uznając karę za zbyt łagodną, i skierował sprawę tragicznego podpalenia do ponownego rozpoznania. Za pozostałe podpalenia kamienic mężczyzna został już prawomocnie skazany na cztery lata więzienia.

Ponowny proces i ostateczny wyrok
W ponownym procesie oskarżony Damian K. nie przyznał się do winy i odwołał wcześniejsze wyjaśnienia, w których przyznał się do spowodowania tragicznego pożaru, utrzymując, że zrobił to jego znajomy. Mimo to, Sąd Okręgowy w Łodzi w marcu tego roku skazał go na 25 lat więzienia, uznając, że nie ma wątpliwości, iż to on był sprawcą podpalenia, w wyniku którego zginęły trzy osoby. Sąd argumentował, że był to czyn o wielkiej społecznej szkodliwości, a oskarżony miał świadomość, że w mieszkaniu są ludzie.
Od tego wyroku ponownie odwołały się obie strony: obrońca wnosił o uniewinnienie lub zmianę kwalifikacji prawnej czynu z zabójstwa na podpalenie ze skutkiem śmiertelnym i wymierzenie łagodniejszej kary, a prokuratura uznała wyrok 25 lat więzienia za zbyt łagodny, domagając się dożywocia i wnioskując o uchylenie wyroku i skierowanie sprawy do ponownego rozpoznania (Sąd Apelacyjny nie może podwyższyć kary do dożywocia).
Sąd Apelacyjny uznał jednak oba odwołania za "całkowicie bezzasadne" i utrzymał wyrok 25 lat więzienia w mocy. Jak podkreśliła sędzia Maria Wiatr, sąd pierwszej instancji odniósł się do każdego przeprowadzonego dowodu, poddał je szczegółowej analizie i bardzo precyzyjnie ustalił przebieg zdarzenia. Stwierdzono, że mimo braku dowodów bezpośrednich, istnieje szereg dowodów pośrednich, które w powiązaniu z wcześniejszymi wyjaśnieniami oskarżonego, tworzą logiczny ciąg zdarzeń. Sąd uznał również, że oskarżony działał z zamiarem ewentualnym zabójstwa lokatorów, wiedząc o obecności ludzi w mieszkaniu i zdając sobie sprawę z możliwych skutków podpalenia w środku nocy.
Sąd nie uwzględnił apelacji prokuratury, biorąc pod uwagę okoliczności łagodzące, takie jak niewielkie anomalie w psychice oskarżonego, jego młody wiek oraz fakt, że jego wyjaśnienia pomogły odtworzyć przebieg tragedii. Wyrok jest prawomocny. Damian K. ma również zapłacić ponad 206 tysięcy złotych tytułem częściowego naprawienia szkody dla najbardziej poszkodowanych lokatorów.
Zabójstwo i podpalenie w kamienicy przy ul. Wojska Polskiego (sprawa Bartosza K.)
Do kolejnej brutalnej zbrodni połączonej z podpaleniem doszło w noc sylwestrową, 1 stycznia 2023 roku, w kamienicy przy ulicy Wojska Polskiego w Łodzi.

Okoliczności zbrodni
50-letni Andrzej P., samotnie zamieszkujący kilkunastometrowy pokoik na parterze kamienicy, spędzał noc sylwestrową ze swoim znajomym, 30-letnim Bartoszem K. Około północy wyszli na podwórko, by pić szampana i podziwiać fajerwerki. Około pierwszej w nocy Bartosz K. zaatakował Andrzeja P., gdy ten spokojnie siedział na łóżku. Oskarżony początkowo dusił swoją ofiarę, a następnie zadawał ciosy, używając między innymi butelki i noża. Sekcja zwłok potwierdziła drastyczną przemoc, stwierdzając ponad 30 ran w obrębie tułowia. Po dokonaniu morderstwa Bartosz K. oblał ciało Andrzeja P. łatwopalną substancją, zapalił świeczki i wyszedł z mieszkania, trzaskając drzwiami, aby zatrzeć ślady zbrodni.
Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi, relacjonował, że oskarżony nie potrafił precyzyjnie wytłumaczyć, dlaczego to zrobił. Bartosz K. był już wcześniej karany, między innymi za atak na kontrolera MPK.
Proces i prawomocny wyrok
W czwartek, 9 stycznia, przed Sądem Apelacyjnym w Łodzi zapadł prawomocny wyrok w tej sprawie. Bartosz K. został skazany na 25 lat więzienia. Sąd odrzucił apelację obrońcy i utrzymał w mocy wcześniejszy wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi.
Wstrząsająca zbrodnia w Łodzi. 28 lat więzienia dla sprawcy
Opinia sądu
Jak podkreślił sąd, zbrodnia ta była nietypowa, brakowało racjonalnych powodów uzasadniających tak brutalny czyn. Sam obraz zbrodni oraz nietypowe, nieracjonalne zachowanie oskarżonego wskazywały na potrzebę posiłkowania się opinią specjalistów - lekarzy psychiatrów i psychologów - do oceny stanu psychicznego sprawcy.
tags: #lodz #podpalenie #kamiecia