Michał Gaik i Specjalistyczna Działalność OSP GRS Nowy Sącz

Ochotnicza Straż Pożarna Grupa Ratownictwa Specjalnego Nowy Sącz (OSP GRS Nowy Sącz) to jednostka, która aktywnie działa na rzecz bezpieczeństwa, integrując tradycyjne metody ratownicze z nowoczesnymi technologiami. Kluczową postacią w jej strukturach jest Michał Gaik, naczelnik OSP GRS Nowy Sącz, który wraz ze swoimi psimi partnerami wnosi istotny wkład w rozwój specjalistycznego ratownictwa.

Kim jest Michał Gaik? Pionier Ratownictwa Specjalistycznego

Michał Gaik, naczelnik Ochotniczej Straży Pożarnej Grupy Ratownictwa Specjalnego Nowy Sącz (OSP GRS), tworzy zgrany zespół ze swoimi psami. Jednym z nich jest Dante, trzyletni pies poszukiwawczo-ratowniczy rasy flat coated retriever, który posiada stosowny certyfikat po egzaminie gruzowiskowym kl. 1. Niedawno dołączył do nich Kokos, roczny pies tej samej rasy, wzmacniając zespół ratowniczy. Psy niecierpliwie czekały na piątkowy, popołudniowy trening na naddunajeckich łąkach, będący częścią przygotowań do innowacyjnych działań.

Zdjęcie Michała Gaika z psami ratowniczymi Dante i Kokosem

Innowacje w Ratownictwie: Psy i Drony na Naddunajeckich Łąkach

W dążeniu do zwiększenia efektywności poszukiwań, OSP GRS Nowy Sącz eksperymentuje z połączeniem siły psiego węchu i możliwości dronów. Michał Gaik wyjaśniał: „Przed czerwcową Paradą Robotów - Droniadą w Aeroklubie Krakowskim i zaplanowanymi na ten czas eksperymentalnymi poszukiwaniami spadochroniarza z wykorzystaniem psów ratowniczych i dronów, chcieliśmy sprawdzić jak zareagują one na terkocące maszyny”. Dronem podczas treningu sterował Tomasz Gałach, właściciel sądeckiej firmy DronaVista, który zawiesił pod quadrokopterem kamerę działającą w świetle widzialnym oraz kamerę pracującą w podczerwieni. Zaproponował, by Wojtek Dudczyk, prezes OSP GRS Nowy Sącz, był jego nawigatorem i kierował poszukiwaniami pozoranta w specjalnych goglach, w których widać świat jakby się było „oczami drona”.

Wojtek Noworolnik zdecydował się pójść na pierwszy ogień, zostawiając swojego labradora Calę z zespołem ratowników i ruszając skryć się w wysokich zaroślach około 400 metrów od miejsca dowodzenia treningiem. Chwilę później za poszukiwania zabrał się Piotrek Ciesielka i jego labrador retriever Cola. Pies raczył nie dostrzegać nowego członka ekipy, czyli drona i jak nigdy nic, nie bacząc na warkot maszyny, ruszył śmiało w teren. Notabene Piotrek jest znakomitym szkoleniowcem z zakresu pracy z psami i wieloletnim przewodnikiem psów ratowniczych. Podczas akcji Wojtek Dudczyk na gorąco komentował: „Jak świetnie widać Piotrka i psa! Piotrek, tam nie szukaj, nikogo nie ma, idź dalej”, przekazując podpowiedzi ratownikowi. Nic dziwnego - z góry lepiej widać. Dzięki temu, że maszyna DronaVista była wyposażona w „podwójne oko”, w tym wspomnianą kamerę podczerwieni, świetnie dookreślała, na co należało zwrócić uwagę. Po kilkudziesięciu minutach akcji druhowie nabrali przekonania, jak winna wyglądać akcja poszukiwawcza z użyciem psa i drona.

Przyszłością jest ścisła koordynacja: „Na stanowisku dowodzenia byłby operator drona i nawigator, pozostający w stałej łączności z przewodnikiem psa”. 17 czerwca 2016 r. w Aeroklubie Krakowskim, podczas treningu służb reagowania kryzysowego, ratownicy doszlifowali współpracę między operatorem drona a przewodnikiem, koncentrując się na doskonaleniu interakcji człowieka z technologią.

Sekrety Węchu Psów Ratowniczych: Jak Działają „Górny Wiatr” i „Dolny Wiatr”

Dla osób wychowanych na przygodach psów tropiących Szarika i Cywila, owczarków niemieckich, zaskoczeniem jest informacja, że psy ratownicze węszą w powietrzu, łowiąc zapach tzw. „górnym wiatrem”. Warto wiedzieć, że zapach jest związkiem chemicznym, materią składającą się z różnorodnych molekuł wonnych. „Z perspektywy pracy psa najbardziej interesujące jest rozproszenie woni” - podkreśla Michał Gaik.

Wyróżniamy trzy grupy ludzkich molekuł zapachu:

  • Tłuszczowe molekuły wonne - najcięższe cząsteczki organiczne, najbardziej „odporne” na niszczenie i erozję.
  • Włókniste.
  • Wodzianowe - najlżejsze, ulotne, rozpuszczalne w wodzie, łatwo podlegające rozpadowi naturalnemu.

Dwie trzecie molekuł zapachowych wytwarzanych przez człowieka jest cięższe od powietrza i opada na ziemię blisko źródła zapachu. Zależy to od temperatury, wilgotności powietrza, siły wiatru i ciśnienia atmosferycznego. „Należy o tym pamiętać, gdyż ta woń kieruje pracą psa z tzw. „dolnym wiatrem”, czyli psa szukającego zapachu na podłożu - psa tropiącego”. Tylko jedna trzecia część molekuł jest lżejsza od powietrza, tworząc tzw. stożek zapachowy. W rezultacie psy ratownicze, takie jak Dante, Cola czy Cala, nie potrzebują przedmiotu zapachowego ani ścieżki śladu (podstawy zapachu). Obszar poszukiwań nie musi być wolny od innych zapachów i ludzi po zapoznaniu się z np. zapachami zespołu szybkiej trójki. Dla psa jest to tzw. „tło zapachowe” i nie zwraca na nie uwagi. Gdy pojawi się nowy zapach człowieka, pies od razu go wychwytuje i chce sprawdzić. Punkt startowy nie jest potrzebny.

Infografika przedstawiająca rozchodzenie się molekuł zapachowych w powietrzu (

Skuteczne Strategie Poszukiwawcze: Od Tyraliery do Szybkiej Trójki

Rzeczywista droga pokonana przez ofiarę nie musi być tą, która jest odległością od punktu, w którym ostatni raz ją widziano. O wiele ważniejszy jest promień wokół tego punktu, wewnątrz którego znaleziono ofiarę. Niektórzy zaginieni pokonują długie dystanse wewnątrz stosunkowo małego promienia. Największy dystans przed odnalezieniem pokonują zagubieni myśliwi (prawie 13 km), o połowę mniej - dzieci, zaś osoby starsze raptem 3,2 km. To wszystko muszą wziąć pod uwagę dowódca akcji poszukiwawczej i planista akcji, by wyznaczyć właściwy obszar poszukiwań.

W przypadku poszukiwań pieszych, wyszkolona do prowadzenia działań tyraliera potrzebuje w ciągu dnia (nie nocy) na przejście 2 km około 4 godzin. Sprawdzona w akcji maksymalna ilość ludzi w tyralierze wynosi około 40 osób, chociaż teoria mówi o 150 osobach, co dopiero wówczas daje 90% pewności przeszukania płaskiego i otwartego terenu. Przy dużym zakrzewieniu i przewyższeniach tyraliera się rozrywa. Im większe odstępy, tym mniejsza pewność, aż przy odstępach rzędu 30 metrów skuteczność poszukiwań spada do 50%. Natomiast w ciężkim, górzystym terenie, jak Małopolska, lepiej od razu postawić na specjalne techniki poszukiwań, takie jak tzw. szybka trójka (trzech ratowników) lub zespół poszukiwawczy z psem ratowniczym. „W warunkach optymalnych pies ratowniczy może osiągnąć do 80% pewności przeszukania 1 km² w ciągu 2,5 godziny, również w nocy” - dopowiada Michał Gaik.

Sądeccy ratownicy przydzielają swoim zespołom strefę poszukiwań do 20 hektarów. Zdaniem ratowników, do każdej strefy należy wprowadzać zespół poszukiwawczy w składzie dwóch przewodników z psami oraz ratownika-nawigatora wyposażonego w odbiornik GPS, kompas, łączność i mapę obszaru. Nawigator odpowiada za właściwe pokrycie poszukiwaniem wyznaczonej strefy, podczas gdy przewodnicy skupiają się na pracy psów.

Schemat działania tyraliery poszukiwawczej oraz zespołu szybkiej trójki z psem

Pamięć o Grotcie: Berneński Pies Pasterski w Służbie OSP GRS Nowy Sącz

Członkowie Grupy Ratownictwa Specjalnego OSP Nowy Sącz pożegnali swojego psiego przyjaciela, Grota. Czworonożny ratownik o cudownym usposobieniu, Berneński Pies Pasterski, był w jednostce od początku jej istnienia i należał do Marcina Grudzińskiego, prezesa jednostki. Grot był szkolony od lat, ale rzadko pomagał w poszukiwaniach. W GRS miał inną, bardzo ważną rolę. „To był pies, który był z nami od początku. Razem z nim wiele się nauczyliśmy. Choć nie jest to rasa, która ma wszystkie predyspozycje do bycia psim ratownikiem, bardzo nam pomagał. Był bardzo łagodny, dlatego najczęściej zabieraliśmy go na nasze pokazy. Był idealny dla dzieci” - przyznaje w rozmowie z „Gazetą Krakowską” Michał Gaik, naczelnik GRS OSP Nowy Sącz. Grot towarzyszył ratownikom w czasie szkoleń i spotkań w szkołach.

Jak przyznaje Gaik, Grot był też ulubieńcem dzieciaków, które zawsze chętnie go głaskały. Na wszystkich pokazach wzbudzał zachwyt i radość. „Dzieciaki mogły na nim wisieć, a on zawsze z godnością to przyjmował” - dodaje Michał Gaik. W ten sposób wykorzystywano jego ogromny potencjał. Wszystko przerwała choroba. Grot miał nowotwór śledziony, który powoli odbierał mu siły. Miał też przerzuty i bardzo cierpiał. „Byliśmy zmuszeni przerwać to cierpienie, choć było ciężko. Byłem przy tym jak Grot odchodził” - dodaje Gaik. Choć w całej jednostce jest jeszcze jedenaście psów, to Grota będzie brakowało nie tylko właścicielom, którzy mieli przyjemność opiekować się nim przez dziesięć lat, ale także dzieciakom, których serca skradał od pierwszego spotkania. „Kochałem tego psa za jego dostojne zachowanie i spokój. Moje psy są bardziej dynamiczne i czasem zazdrościłem Marcinowi Grota. Bardzo miło też wspominam wszystkie nasze wycieczki, szczególnie te zimowe w górach. On najlepiej czuł się w takich warunkach. Może uda się nam jakoś uleczyć tę tęsknotę i pojawi się jakiś szczeniak, ale Grocik na zawsze pozostanie w naszej pamięci” - mówi Gaik.

Zdjęcie psa Grot, Berneńskiego Psa Pasterskiego, podczas pokazu z dziećmi

tags: #michal #gaik #osp