Michał Langner to doświadczony polski strażak, którego kariera jest ściśle związana z dowodzeniem międzynarodowymi misjami ratowniczymi Państwowej Straży Pożarnej. Jego rola jako lidera polskiej grupy podczas walki z katastrofalnymi pożarami lasów w Szwecji i Grecji zyskała szerokie uznanie, podkreślając profesjonalizm i skuteczność polskich ratowników na arenie międzynarodowej.

Misja gaśnicza w Szwecji: walka z podpowierzchniowymi pożarami
Polscy strażacy, pod dowództwem mł. brygadiera Michała Langnera z Komendy Głównej PSP, zostali skierowani do centralnej Szwecji, aby wesprzeć lokalne służby w walce z rozległymi pożarami lasów. Misja była planowana na okres do 14 dni i wymagała od ratowników pełnej samowystarczalności logistycznej oraz medycznej (w grupie byli ratownicy medyczni, zabrano namioty, wyżywienie i paliwo).
Przygotowania i rozpoczęcie działań
Polscy strażacy w niedzielę dotarli do miejscowości Sveg w centralnej Szwecji, gdzie założyli bazę operacji. Tego samego dnia spotkali się z miejscowym sztabem koordynującym działania gaśnicze. Ustalono konieczność rozpoznania terenu z powietrza. Strażacy sprawdzili przejezdność dróg, m.in. przy użyciu quada. Tego samego dnia odbyło się kolejne rozpoznanie z powietrza pożaru oddalonego o około 50 km na wschód od bazy w Sveg. Strażacy mieli udać się w to miejsce następnego dnia rano.
Wyzwania i taktyka działań
Michał Langner podkreślał wyjątkową specyfikę szwedzkich pożarów, które stanowiły duże wyzwanie dla zespołu.
"Polscy strażacy będą pracowali w trzech miejscach w sąsiedztwie bazy w Sveg w centralnej Szwecji. Najniebezpieczniejsze znajduje się około 50 km na wschód. To tam strażacy będą się starali nie dopuścić do dalszego rozprzestrzeniania się ognia" - podkreślił w rozmowie z PAP dowódca polskiej grupy strażaków w Szwecji mł. brygadier Michał Langner.
Dodał również: "W tym miejscu, do którego się udajemy, pożar jest bardzo rozległy i jest konieczność zastosowania techniki obrony przed rozprzestrzenianiem się tego pożaru ze względu na możliwość przedostania się ognia na drugą stronę jednej z głównych dróg w Szwecji." Jak wyjaśnił, strażacy przygotowywali się do "zbudowania linii obrony przed frontem pożaru".
Michał Langner informował: "Obecnie prowadzimy działania w dwóch miejscach. To najtrudniejsze pod względem technicznym znajduje się 50 km na wschód od nas. Musimy się odpowiednio przygotować do tych działań również ze względu na odległość. Musimy to zrobić tak, żebyśmy tracili jak najmniej czasu na podmiany ludzi."
W kolejnym ognisku pożaru, kilkanaście kilometrów od bazy, polscy strażacy wspierali szwedzkich kolegów i przygotowywali się do przejęcia ich zadań. Do wybuchu następnego pożaru, którym także zajęli się Polacy, doszło podczas wizyty w bazie w Sveg szwedzkiego ministra spraw wewnętrznych. Michał Langner przekazał: "W czasie tej wizyty dostaliśmy informację, że jest konieczność wyjazdu do pożaru, który wybuchł w miejscu, które nie było wcześniej identyfikowane jako miejsce ogniska pożaru. Na chwilę obecną nie wiemy, jakiego rodzaju działania są tam prowadzone."
Niewidoczne zagrożenie: pożary podpowierzchniowe
Michał Langner zwrócił uwagę na unikalny charakter pożarów, z jakimi mierzyli się polscy ratownicy.
"Na terenie, na którym działa polska grupa, niektóre pożary nie są widoczne, tak jak my sobie to wyobrażamy, że widać ogień" - powiedział Langner.
Opisał: "Specyfika większości tych miejsc, gdzie pracujemy, polega na tym, że są to pożary podpowierzchniowe, na głębokości 50 cm pod ziemią. Nasze zadanie polega na tym, żeby to dogaszać lub nie dopuścić do powstania zarzewia ognia." Jak wyjaśnił, taka sytuacja byłaby bardzo niebezpieczna podczas wysokich temperatur powietrza i występowania wiatru.

Relokacje i dynamika sytuacji
Sytuacja pożarowa w Szwecji była dynamiczna, co wymagało elastyczności w działaniach.
"Pojawiły się nowe ogniska pożarów na południowy wschód od miejsca, gdzie teraz jesteśmy. Dostaliśmy prośbę o przekierowanie naszych zasobów” - mówił w rozmowie z RMF FM dowódca polskich strażaków w Szwecji mł. brygadier Michał Langner z KG PSP.
Podczas spotkania ze sztabem w miejscowości Farila, jak przekazał Michał Langner, poinformowano o nowych ogniskach zapalnych. Uzgodniono także potrzebę relokowania części sił w kierunku południowo-wschodnim. "Będziemy robić tam dokładnie to, co robiliśmy dzisiaj w pobliżu miejscowości Karbole, czyli dogaszać pożar" - powiedział w poniedziałek PAP dowódca polskich strażaków w Szwecji mł. brygadier Michał Langner z KG PSP.
Jak dodał, najprawdopodobniej we wtorek trzy polskie plutony miały pojechać gasić pożar na terenie położonym około 8 kilometrów na południe od miejscowości Laforsen, natomiast reszta strażaków miała pozostać w pobliżu Karbole, zajmując się m.in. składaniem sprzętu. W środę strażacy spod Karbole najprawdopodobniej zostali przerzuceni na północ.
Szef polskich strażaków w Szwecji zaznaczył, że na terenie objętym pożarami było jeszcze około 15 ognisk pożarowych. "Na pewno jest jeszcze dużo pracy przed nami i nic nie wskazuje na to, żebyśmy mieli te działania zakończyć" - podkreślił Langner.
Zakończenie misji i wyzwania logistyczne
Michał Langner dodał, że w Szwecji zapowiadane jest ochłodzenie. "Jeśli w weekend sytuacja się ustabilizuje, to może wtedy wrócimy do domu" - oświadczył. Jednocześnie stwierdził: "Jeśli przyjdzie jakaś oficjalna informacja o tym, że jest konieczność przedłużenia misji, to ta decyzja będzie analizowana u nas w kraju."
Michał Langner podkreślił również konieczność regeneracji sił przez strażaków po długiej podróży z Polski. "Byliśmy w drodze od piątku późnym popołudniem. Część z nas jest z Poznania, część ze Szczecina, część z Warszawy. Jesteśmy trochę zmęczeni, ale staramy się wykorzystywać czas na odpoczynek i dlatego myślę, że nie będzie to utrudniało naszych działań" - powiedział.
W misji w Szwecji brali udział ratownicy głównie z województw zachodniopomorskiego i wielkopolskiego (po 65 strażaków i po 20 wozów), wspierani przez strażaków z Mazowsza i Komendy Głównej PSP (9 ratowników i 4 samochody). Przyczyną pożarów były nietypowe wysokie temperatury i mała ilość opadów. Jak poinformowała KG PSP, 21 lipca w Szwecji było 70 pożarów lasów (o 45 więcej niż poprzedniego dnia), przy czym 15 z nich było poza kontrolą. Według najnowszych szacunków obszar dotknięty pożarami lasów wynosił 30 tys. hektarów.
Misja gaśnicza w Grecji: koordynacja działań w obliczu dynamicznego frontu
Michał Langner dowodził również polskimi strażakami w Grecji, gdzie sytuacja pożarowa była równie trudna i zmienna.
Dowódca grupy bryg. Michał Langner przekazał szczegółowe informacje o działaniach polskich strażaków w walce z żywiołem w Grecji. Polacy pracowali w 5 sektorach, a najtrudniejsza sytuacja panowała w pobliżu miejscowości Vilia, gdzie silne podmuchy wiatru gwałtownie zmieniły front pożaru. W odpowiedzi na te zagrożenia, polscy strażacy wspólnie z greckimi odpowiednikami przygotowali linię obrony o długości około 3 km. Główne wysiłki skupiały się na zatrzymaniu ognia przed linią zabudowań, do których pożar zbliżył się niebezpiecznie, a walka z żywiołem trwała kilka godzin.
Bryg. Michał Langner, dowódca polskich strażaków w Grecji, ocenił: "Najgorsze mamy za sobą, ale pożar - szczególnie lasu - jest nieprzewidywalny". Według przekazanych informacji, prognozy na najbliższe godziny przewidywały rozwój pożaru w kierunku południowym, co wymagało ciągłej gotowości.
Langner dodał, że "obecnie są dobre warunki, aby pożar się rozwijał" z uwagi na wysoką temperaturę, niską wilgotność i silne podmuchy wiatru. Na razie polscy strażacy pozostawali w sektorach, w których prowadzili działania, czyli między miejscowością Ellinika a Gouves na wyspie Eubea (Evia).
W misji do Grecji wyruszyła grupa 143 polskich strażaków wraz z 46 pojazdami, tworząc dwa moduły do gaszenia pożarów lasów z ziemi. W sumie od 29 lipca do 12 sierpnia w Grecji spłonęło ponad 100 tys. hektarów lasów i gajów oliwnych.