Wczesne godziny poranne i natychmiastowa reakcja
Wczesnym rankiem, tuż przed godziną 5:00 w dniu 21 listopada, w zakładach produkujących tkaniny "Miranda" przy ulicy Jedwabniczej w Turku wybuchł pożar. Informacja o zdarzeniu szybko dotarła do służb ratowniczych, które natychmiast podjęły akcję gaśniczą. Kilkanaście jednostek straży pożarnej, a docelowo 23 zastępy z całego powiatu, w tym dwa podnośniki, zostało skierowanych na miejsce zdarzenia. Do pomocy wezwano również zastępy straży z Ostrowa Wielkopolskiego i Kalisza, co podkreśla skalę pożaru i potrzebę zaangażowania znacznych sił.

W momencie wybuchu ognia w halach produkcyjnych przebywało 18 pracowników firmy. Dzięki szybkiej reakcji i sprawnej ewakuacji, wszyscy pracownicy zostali bezpiecznie wyprowadzeni z zagrożonego terenu. Niestety, pojawiła się informacja o zaginięciu dwóch pracowników, co wzmogło napięcie i desperację podczas akcji ratowniczej.
Skala zniszczeń i przebieg pożaru
Ogień, który pojawił się na hali tkalni (pracowni żakardowej), szybko objął znaczną powierzchnię. Hala została całkowicie strawiona przez płomienie, a następnie ogień przedostał się na pomieszczenia magazynowe. W kulminacyjnym momencie akcji gaśniczej doszło do zawalenia się dachu nad płonącymi halami, co świadczy o intensywności pożaru i rozmiarze zniszczeń. Ze wstępnych ustaleń wynika, że spłonęło około 7000 metrów kwadratowych hal produkcyjnych i magazynowych, co stanowi około jednej piątej całego kompleksu zakładu.

Nad zakładem unosiły się gęste kłęby dymu, widoczne z daleka, co było niepokojącym sygnałem dla okolicznych mieszkańców. Akcja gaśnicza była niezwykle trudna i wymagała zaangażowania najlepszego sprzętu oraz doświadczonych strażaków. Jak poinformował w rozmowie z radiem RMF FM rzecznik miejscowej straży, Robert Bącała, na miejscu pracowało 18 zastępów straży i dwa podnośniki, z których strażacy gasili pożar. Akcja gaśnicza, ze względu na rozwój pożaru, miała potrwać co najmniej kilka godzin.
Przyczyny i ocena strat
Według wstępnych informacji, ogień najprawdopodobniej pojawił się w hali dziewiarni i rozprzestrzenił się na pozostałe części zakładu. Strażacy, którzy dotarli na miejsce, podkreślali ogrom zniszczeń. Starszy brygadier Jerzy Ranceki, zastępca wielkopolskiego komendanta wojewódzkiego straży pożarnej, stwierdził, że doszło do całkowitego zniszczenia budynku i "złomowiska konstrukcji budowlanej".
Prezes zarządu spółki Lubawa, Marcin Kubica, która jest właścicielem tureckiej Mirandy, poinformował o prawdopodobnej przyczynie pożaru. Według niego, zdarzenie najprawdopodobniej związane było z awarią jednej z maszyn na wydziale, skąd ogień przeniósł się na pozostałe urządzenia, prowadząc do spalenia całej hali. Straty materialne, obejmujące budynek i maszyny, oszacowano na około 10 milionów złotych. Na szczęście, wszystkie elementy były w pełni ubezpieczone, a stany magazynowe oraz surowce nie uległy spaleniu. Pozostałe wydziały zakładu zachowały pełną zdolność produkcyjną.

Reakcja władz i wsparcie dla poszkodowanych
Po zaistniałej sytuacji burmistrz miasta Turku wyraził głębokie ubolewanie w związku z dramatem, jaki przeżywają mieszkańcy i pracownicy zakładów Miranda. Zapewnił, że samorząd miasta Turku udzieli wszelkiej możliwej pomocy poszkodowanym pracownikom i ich rodzinom. Celem działań władz miasta będzie jak najszybsze przywrócenie produkcji oraz zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim zatrudnionym w Mirandzie turkowianom.
Grupa Lubawa, do której należy Miranda, jako duża grupa przedsiębiorstw, jest w stanie odtworzyć brakujące elementy produkcji, co oznacza, że zdolność produkcyjna firmy nie jest zagrożona. To ważna informacja dla pracowników i lokalnej gospodarki, która w dużej mierze opiera się na działalności zakładów Miranda.