Najstarsze Pożary i Klęski Ognia w Dziejach

Ogień, będący siłą zarówno życiodajną, jak i niszczycielską, od zarania dziejów kształtował oblicze Ziemi i historię ludzkości. Od pradawnych zjawisk geologicznych, które pozostawiły ślady w skałach, po katastrofalne pożary pochłaniające miasta, wsie, lasy, pałace i wytwory ludzkich rąk - żywioł ten nieustannie przypomina o swojej potędze. Zrozumienie jego przyczyn i skutków, zarówno w skali globalnej, jak i lokalnej, jest kluczowe dla analizy dziejów naszej planety i cywilizacji.

Najstarsze Pożary w Historii Ziemi

Badania nad najdawniejszymi pożarami na Ziemi pozwalają na odkrywanie procesów, które miały miejsce miliony lat temu. Wykłady Wszechnicy Naukowo-Kulturalnej, prowadzone przez Polską Akademię Umiejętności, cieszą się niesłabnącą popularnością, przybliżając najnowsze osiągnięcia nauki. Gościem Wszechnicy był dziekan Wydziału Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, geolog i specjalista w zakresie geochemii organicznej i nieorganicznej, laureat nagrody im. Ignacego Domeyki Polskiej Akademii Nauk oraz autor ponad 100 artykułów naukowych o zasięgu międzynarodowym.

Swoje wystąpienie poświęcił najstarszym pożarom w historii Ziemi, ich przyczynom i skutkom. Szczególna uwaga została poświęcona okresom tzw. wielkich wymierań i współwystępowania globalnych pożarów w ich trakcie. Wyjaśnione zostały również sposoby detekcji pożarów w skałach oraz określania ich rodzajów, co stanowi klucz do rekonstrukcji pradawnych środowisk.

Szkic przedstawiający globalne pożary w erach geologicznych

Pożary w Dziejach Ludzkości - Historyczne Klęski Ognia

Oprócz pradawnych pożarów kształtujących oblicze Ziemi, historia ludzkości również obfituje w tragiczne klęski ognia, które na zawsze zmieniły losy miast i społeczności, często prowadząc do bezpowrotnej utraty dorobku materialnego i życia.

Centralia - Miasto Spowite Wiecznym Ogniem

Hitowy horror „Silent Hill” zdobył ogromną popularność na całym świecie. Nie każdy jednak wie, że przedstawione w filmie płonące miasteczko ma swój pierwowzór w realnym świecie. Twórcy filmu inspirowali się Centralią i choć miasto w stanie Pensylwania nie jest tak przerażające, a w jego historii próżno szukać „horrorowego mroku”, to nie sposób uniknąć porównań do wykreowanego przez filmowców świata.

Informacje o Centralii

Centralia to niewielkie górnicze miasteczko w amerykańskim stanie Pensylwania. Powstało w 1841 roku, gdy rozpoczęto eksploatację znajdujących się tam pokładów węgla. W 1866 roku niewielka osada uzyskała prawa miejskie, a następnie zaczęła się rozrastać, by finalnie osiągnąć powierzchnię 52 hektarów. W szczytowym okresie mieszkało tam kilka tysięcy osób. W 1984 roku populacja wyniosła 10, a obecnie w miasteczku mieszka zaledwie 5 osób. Można więc powiedzieć, że dziś jest to tzw. miasto duchów - opuszczony teren, który powoli zamienia się w ruinę. Należy jednak podkreślić, że historia tego miejsca jest inna. W odróżnieniu od większości wyludnionych miast w Stanach Zjednoczonych, Centralia nie opustoszała z powodu wyczerpania jej naturalnych bogactw.

Mapa lokalizacji Centralii w Pensylwanii

Historia Podziemnego Pożaru

Górnicze miasteczko rozkwitało, ale z czasem wydobycie węgla generowało coraz większe koszty, a zyski spadały. W latach 20. XX wieku zaczęto zamykać kopalnie, ale ostateczny cios dla Centralii i jej mieszkańców miał dopiero nadejść. Zadał go nie kto inny, jak sam włodarz miasta.

W 1962 roku burmistrz zlecił strażakom usunięcie wysypiska, które znajdowało się na obrzeżach miasta. W praktyce oznaczało to, że wydał polecenie spalenia śmieci. Nie ma wątpliwości, że chodziło o kontrolowane wypalanie, które, mimo że nielegalne, w praktyce było najtańszą i najskuteczniejszą metodą. 27 maja strażacy podpalili stertę odpadów, która piętrzyła się w wyrobisku nieczynnej kopalni odkrywkowej. Gdy płomienie zrobiły swoje, dogasili pogorzelisko i udali się do swoich domów.

Cała sprawa pewnie nie wyszłaby na jaw, gdyby nie dziwne wydarzenia w kolejnych dniach. Nad zgliszczami składowiska odpadów znów zaczął unosić się dym. Strażacy ponownie zalali to miejsce wodą, ale kilka dni później problem powrócił. Wpadli wówczas na pomysł przysypania śmieci ziemią. Nic to nie dało, bo pożar dotarł znacznie głębiej, niż sądzono. W trakcie kolejnych prób dogaszania ognia odkryto, że na północnej ścianie wyrobiska znajduje się tunel o wysokości 150 cm i szerokości prawie 500 cm. Prowadził do podziemnej sieci starych korytarzy. Strażacy zrozumieli, z czym przyszło im się zmagać. Ogień rozprzestrzenił się przez niezabezpieczone tunele i dotarł do pokładów węgla. Pożar podsycany napływającym z góry powietrzem osiągał coraz większe rozmiary. Gaszenie płomieni na powierzchni nie mogło już zmienić niczego.

Zdjęcie opuszczonej drogi w Centralii z widocznym dymem unoszącym się z ziemi

Brak Skutecznej Reakcji i Tragiczne Konsekwencje

Władze bagatelizowały zagrożenie. Górnicy wpadli na pomysł użycia koparek parowych do przekopania wyrobiska, ale formalności ciągnęły się w nieskończoność. Jakby tego było mało, wysypisko wciąż pozostawało czynne. W kolejnych dniach do niedogaszonego wyrobiska wywrotki zrzucały sterty odpadów. Zanim koparki parowe przystąpiły do pracy, ze ścian zaczęły wydobywać się kłęby dymu.

Strażacy byli bezsilni. Pracujący w górniczym miasteczku doskonale wiedzieli, jak radzić sobie z takimi pożarami. Standardowe działanie przewidywało odcięcie dopływu powietrza poprzez zamknięcie szybów wentylacyjnych i grodzi. Niestety, liczba tuneli w nieczynnych kopalniach była tak duża, że nie udało się skutecznie zdusić ognia. Pożądanego rezultatu nie przyniosło także zalewanie kopalń. Ogień pochłaniał nie tylko węgiel, ale także pokłady siarki, chmury metanu i drewniane wzmocnienia korytarzy. Zawalał się chodnik za chodnikiem, co skutkowało osuwaniem się ziemi na powierzchni. Sytuacja stawała się coraz poważniejsza.

Kolejne wysiłki zmierzające do opanowania szalejącego pod ziemią żywiołu kończyły się niepowodzeniem. Tymczasem życie w Centralii toczyło się normalnym rytmem. Mieszkańcy nie wierzyli, że całe miasto może być zagrożone. Dotarło to do nich, gdy we wciąż pracujących kopalniach zaczął pojawiać się tlenek węgla. W jednej chwili około 200 górników wysłano na przymusowy urlop. Sytuacja stawała się coraz poważniejsza.

W 1979 roku pracownicy tamtejszej stacji paliw stwierdzili, że podziemne zbiorniki osiągają temperaturę 79 stopni Celsjusza. Przecinającą miasto drogę stanową spowiły obłoki dymu, co wymusiło jej zamknięcie. Zaczęto odnotowywać coraz więcej przypadków podtrucia tlenkiem węgla w domach. Mimo to nie zarządzono ewakuacji mieszkańców. Władze zaleciły tylko regularne wietrzenie pomieszczeń.

Kropką nad „i” okazał się wypadek, do którego doszło 14 lutego 1981 roku. 12-letni Todd Dombowski bawił się w przydomowym ogródku, gdy nagle zapadła się pod nim ziemia. Gdyby nie szybka interwencja kuzyna chłopca, nieszczęśnika czekałaby niechybna śmierć. Zapadlisko mierzyło 90 m głębokości, a temperatura na jego dnie przekraczała 200 stopni Celsjusza. Dla wszystkich stało się wówczas jasne, że w Centralii nie da się dalej żyć.

Upadek i Obecna Sytuacja Centralii

Jedna decyzja pogrążyła miasto. Dodatkowo wszelkie kalkulacje wskazywały, że walka z pożarem nie ma ekonomicznego uzasadnienia. Relokacja mieszkańców była tańszym rozwiązaniem. W 1984 roku rozpoczęto przenoszenie tych, którzy jeszcze nie opuścili Centralii. 7 lat później władze odkupiły od mieszkańców ich domy i wydały polecenie zrównania ich z ziemią. Miasteczko przestało istnieć, a doprowadziła do tego jedna nieodpowiedzialna decyzja.

Centralia do dziś jest zamieszkana. Nie wszyscy zdecydowali się opuścić swoje domy. W mieście pozostało dziesięć osób. Władze zgodziły się na to, ale pod warunkiem, że po śmierci właścicieli, nieruchomości nie będą dziedziczone. W mieście ustawiono znaki ostrzegawcze i zamknięto drogi, które nie nadawały się do dalszego użytku. Dziś żyje tam pięć osób, a podziemne pokłady węgla wciąż płoną.

Cocoanut Grove: 492 Osoby Spalone Żywcem W Najstraszniejszym Pożarze Klubu W USA

Wybrane Historyczne Pożary w Polsce i na Ziemiach Polskich

Pożar Lądka-Zdroju (1739)

8 marca 1739 roku wielki pożar strawił znaczną część Lądka Zdroju. Spłonęły m.in. ratusz oraz wschodnia i południowa pierzeja rynku. Właśnie tam widać różnice w zabudowie. Podupadłe w wyniku pożaru i rozpoczętych w następnym roku wojen śląskich miasto, odzyskało blask dopiero po półwieczu. To nie była pierwsza katastrofa, jaka wpłynęła na rozwój tego najstarszego w Polsce uzdrowiska. Lecznicze właściwości wód z Lądka były już znane na początku XIII wieku, a ślady pożaru z 1739 roku, mimo upływu niemal 300 lat, widoczne są do dziś.

Wielki Pożar Kalisza (1792)

Kalisz w czasie kilkuset lat swego istnienia często nawiedzany był przez różne klęski żywiołowe: powodzie, wichury, epidemie i pożary. Miasto do XVIII wieku posiadało w większości drewnianą zabudowę i w związku z tym wybuchające pożary powodowały w nim olbrzymie zniszczenia. Największy pożar miasta miał jednak miejsce w roku 1792. Wybuchł on w godzinach wieczornych w dniu 13 września i trwał prawie do rana następnego dnia. Rozpoczął się w jednym z zabudowań gospodarczych (w stajni dla koni), znajdujących się na Przedmieściu Wrocławskim, gdzie pozostawiono zapaloną świecę.

O pożarze tym posiadamy bardzo interesującą relację naocznego świadka, księdza Łukasza Marszałkiewicza, ówczesnego kaznodziei kanoników regularnych lateraneńskich. Poniżej przytaczamy, z zachowaniem oryginalnej pisowni, wybrane fragmenty tej relacji, zamieszczonej w księgach kapituły kolegiaty kaliskiej: „Ogień najgwałtowniejszym wiatrem rozdymany ... na całe miasto pożar swóy rozszerzył y dostał się na rynek, a ztamtąd na ulicę Żydowską, która będąc licznie różnemi domkami drewnianemi, kurnikami, drwalnikami zabudowana, silnego ognia doznała. Z kamienicy ..., w którey apteka się znaydowała, naywiększy wszczął się pożar, znaydujące się tamże spirytusy wybuchły w górę z wielką gwałtownością, tak dalece, że iskry wzniesione przez gwałtowny wiatr, dostały się do okna wieży ratuszowey, stojącey w rynku miasta ... . Tam płomień zniszczywszy wiązania wewnętrzne spalił i stopił zygar wspaniały i dzwony od tegoż ... . Potem ogień wyniósł swoją srogość na ulicę Św. Mikołaja, gdzie w pewnym murowanym domu znajdowały się beczki z prochem, tych nie zdążono wytoczyć, z wielkim przeto hukiem podobnym do grzmotu i trzęsienia ziemi na powietrze wysadzone zostały, a ztąd powstał i rozleciał się ogień niszcząc wszystko co tylko było w szerz i wzdłuż .... Od płomieni uchroniły się kości i zabudowania klasztorne tylko dzięki temu, że były murowane i stały w pewnej odległości od budynków mieszkalnych.”

Rycina przedstawiająca pożar Kalisza w XVIII wieku

Pożar w Pińsku (1921)

6 sierpnia 1921 r. wskutek długotrwałej suszy i wyjątkowo gwałtownej wichury ogień rozprzestrzenił się z nadzwyczajną szybkością. Płomienie przerzucane były ponad dachami kamienic i stawały się źródłem nowych zarzewi pożaru. Z tej przyczyny w bardzo krótkim czasie, bo zaledwie w sześć godzin, spłonęło około 400 budynków, w znacznej części murowanych. Ogień pochłonął najbogatszą, handlową część miasta. Okazało się, że budulec pochodzący z funkcjonujących w okolicy cegielni był niskiej jakości, ponieważ glina zawierała dużą domieszkę marglu. Pożar przyniósł tak katastrofalne skutki, ponieważ ochrona przeciwpożarowa w Pińsku, tak jak na całych Kresach Wschodnich, była słabo zorganizowana i niedostatecznie finansowana. Utworzono komitet odbudowy miasta pod przewodnictwem starosty.

Pożar w Kopalni Reden w Dąbrowie Górniczej (1923)

20 września 1923 r. doszło do podziemnego pożaru w kopalni Reden w Dąbrowie Górniczej. Podczas prac wydobywczych przebito się do starego wyrobiska, uwalniając gazy i wywołując niewielki pożar. Kierownictwo kopalni zezwoliło jednak na kontynuowanie robót strzałowych, co doprowadziło do utworzenia kolejnej wyrwy w ścianie oddzielającej wypełnione gazem stare wyrobisko. Gazy zaczęły rozprzestrzeniać się na całą kopalnię i dotarły do chodnika, na którym gaszono właśnie wspomniany wyżej pożar. Ogień wybuchł z nową siłą i spowodował eksplozję, odcinając grupie górników drogę do szybu głównego. Zginęło 38 pracowników nocnej zmiany. Podczas akcji ratowniczej wydobyto ciała 27 ofiar. Skala dramatu wymagała oczywiście wyjaśnienia przyczyn zdarzenia. Okazało się m.in., że kopalnia miała mało wydajny system wentylacyjny, ale bezpośredniego powodu wybuchu nie udało się ustalić.

Pożar Zamku Tarnowskich w Dzikowie (1927)

Nad ranem 21 grudnia 1927 r. płomienie pojawiły się w zamku Tarnowskich w Dzikowie (obecnie dzielnica Tarnobrzega). Prawdopodobnie ogień został zaprószony podczas podgrzewania zamarzniętych rur wodociągowych i początkowo rozprzestrzeniał się na strychu. Płomienie dostrzegła około godz. 3.00 nad ranem służąca i obudziła mieszkającego w zamku bibliotekarza oraz nauczyciela w położonym nieopodal gimnazjum Michała Marczaka. Zdając sobie sprawę z zagrożenia dla bezcennych zbiorów kultury narodowej zgromadzonych w zamkowej bibliotece, starał się ratować je z pomocą służby, a potem także zaalarmowanych mieszkańców Dzikowa oraz uczniów gimnazjum, w którym uczył. Zbiory znajdujące się w bibliotece starało się ocalić 18 osób, w większości uczniowie gimnazjum, a wraz z nimi Alfred Freyer, lekkoatleta, ośmiokrotny mistrz Polski i 14-krotny rekordzista kraju w biegach na długich dystansach. Płonący strop biblioteki zapadł się, zabijając osiem osób, w tym Freyera.

Pożar Wielkopolskiej Wytwórni Samolotów „Samolot” (1929)

Wielkopolska Wytwórnia Samolotów „Samolot” była jednym z pierwszych takich zakładów w Polsce. 12 września 1929 r. w wytwórni wybuchł pożar. Zniszczeniu uległy hale fabryczne, 10 gotowych samolotów oraz niedawno sprowadzone urządzenia do ich produkcji. Straty były tym poważniejsze, że część urządzeń nie była ubezpieczona. Pożar udało się ugasić dzięki wysiłkowi całej załogi, która wsparła strażaków w walce z żywiołem. Po trzech miesiącach udało się odbudować wytwórnię. Niestety narastający kryzys gospodarczy i spowodowane pożarem wydatki zmusiły właścicieli do zamknięcia zakładów. Ostatnim zaprojektowanym w Poznaniu samolotem był treningowy BM-6, który nie zdążył już wejść do produkcji seryjnej.

Pożar na Budowie Dworca Głównego w Warszawie (1939)

6 czerwca 1939 r. o godz. 6.35 zawiadomiono telefonicznie Warszawską Straż Ogniową o pożarze na budowie Dworca Głównego. Akcją od samego początku dowodził komendant Stanisław Gieysztor, który przybył na miejsce zdarzenia z pierwszymi oddziałami. Walka z ogniem toczyła się na wysokości, istniała realna groźba zawalenia się poszczególnych segmentów. Część murów i ścian była w fazie budowy. Wokół palącego się budynku leżały materiały budowlane, co utrudniało strażakom dostęp do obiektu. Schody wewnętrzne nie były ukończone, co wykluczało możliwość przemieszczania się po nich. Płonąca termoizolacja, papa dachowa i smoła wydzielały duże ilości czarnego dymu, utrudniając widoczność i porozumiewanie się. Groźba zawalenia się pięter skłoniła dowodzącego do rozlokowania wokół budynku dodatkowych posterunków. Podczas akcji wystąpiły problemy z wodą. Niestety w czasie akcji poległ jeden ze strażaków, kilku było ciężko rannych. Po zakończeniu akcji Stanisław Gieysztor podsumował postawę swoich podkomendnych słowami: „Znam dobrze francuskich i niemieckich strażaków i wiem, jak świetnym sprzętem dysponują. Sam wymieniłbym się z nimi na niejedno, ale przenigdy na moich ludzi.” Następnego dnia odbyła się uroczystość na placu Piłsudskiego. Premier Składkowski odznaczył Krzyżami Zasługi 62 strażaków.

Tragiczny Pożar w Rafinerii Czechowice-Dziedzice (1971)

26 czerwca 1971 r. o godz. 22 wybuchł pożar w czechowickiej rafinerii, który pochłonął życie 37 osób i ranił ponad 100. Był to najtragiczniejszy pożar w powojennej historii Polski. Franciszek Polak, stary żołnierz Września, obejmujący służbę na bramie zakładów rafineryjnych, widząc buchający ogień, wspominał: „Na wojnie za Lwowem byłem. Widziałem pożar rafinerii.”

Zdjęcie historyczne przedstawiające pożar rafinerii w Czechowicach-Dziedzicach

Pożary Kościoła św. Elżbiety we Wrocławiu (1960, 1975, 1976)

II wojnę światową kościół św. Elżbiety we Wrocławiu przetrwał bez większych uszkodzeń. XIII-wieczna świątynia służyła również jako sala koncertowa, a jej drewniane organy z XVIII w. wykorzystywano w czasie festiwalu Wratislavia Cantans. Bogate wyposażenie kościoła i dużą część oryginalnej substancji budowlanej strawiły jednak trzy pożary. Pierwszy miał miejsce 4 czerwca 1960 r. - po uderzeniu pioruna spłonął szczyt wieży i został uszkodzony dach. Zostały one wyremontowane, lecz 20 września 1975 r. wieża ponownie zajęła się ogniem, a wraz z nią otaczające ją jeszcze drewniane rusztowanie. Ostatni, najpoważniejszy w skutkach pożar - z 9 czerwca 1976 r. spowodował prawie całkowite zniszczenie drewnianego wyposażenia kościoła. Spłonęły organy, więźba dachowa, zawaliły się częściowo żebra sklepienia nawy głównej, a sklepienia popękały. Pękła również południowa ściana nawy głównej i odchyliła się od pionu. Odbudowy podjęto się dopiero w 1981 r. i trwały przez całe lata 80.

Pożar na Statku MS Maria Konopnicka (1961)

Do pożaru na pokładzie statku MS Maria Konopnicka w basenie portowym Stoczni Gdańskiej doszło 13 grudnia 1961 r. podczas prac przy rurociągu, który dostarczał paliwo do agregatu prądotwórczego. Rurociąg został odłączony, by można było uszczelnić kilka nieszczelnych spoin i agregat przestał działać. Pracujący w pobliżu stoczniowiec, chcąc przywrócić dostawę energii elektrycznej z agregatu, odkręcił zawór doprowadzający ropę do spawanego rurociągu. Gdy płonąca ropa wywołała pożar, stoczniowcy zaczęli uciekać z wnętrza statku, zamykając za sobą włazy i drzwi, aby zahamować szerzenie się pożaru. 21 z nich nie zdążyło uciec, bo ognista ciecz odcięła im drogę - schronili się w maszynowni. Kiedy strażacy dotarli na miejsce, okazało się, że nie mają wystarczającego wyposażenia, aby ugasić pożar i dotrzeć do stoczniowców. Istniała możliwość uratowania stoczniowców przez wypalenie w poszyciu statku otworu ewakuacyjnego, jednak nikt z dyrekcji stoczni nie zaryzykował podjęcia samodzielnej decyzji. Zamiast tego czekano na decyzję z Warszawy. Kiedy ta nadeszła, było już za późno, ponieważ stoczniowcy zginęli z braku tlenu, zużytego przez pożar szalejący w zamkniętym wnętrzu statku.

Zdjęcie statku MS Maria Konopnicka w porcie

Pożar w Pollenie Aroma w Warszawie (1982)

Warszawska Pollena Aroma, produkująca syntetyki i kompozycje zapachowe dla przemysłu farmaceutycznego i kosmetycznego, była monopolistą w kraju. 1 maja 1982 r. doszło do pożaru, który stworzył zagrożenie nie mniejsze niż pamiętany wciąż żywo dramat z Czechowic-Dziedzic. Nagromadzenie materiałów niebezpiecznych w połączeniu z procesami technologicznymi fabryki stanowiło tykającą bombę, z którą jednak strażacy poradzili sobie wzorowo. Pomimo wybuchających beczek czy skażenia związkami chemicznymi, których skład był nieznany, a działania nie dało się przewidzieć, pożar opanowano w niecałe 3 godziny. Dzięki sprzyjającym warunkom strażacy uczestniczący w działaniach mogli sprawnie realizować plany dowódców. Dzień świąteczny (łatwiejszy dojazd, brak pracowników w zakładzie), dobre warunki atmosferyczne (lekki wiatr nie powodował rozprzestrzeniania się ognia) oraz pora dnia (dobra widoczność i orientacja w terenie) były tego dnia sprzymierzeńcami w walce z żywiołem. Po jej zakończeniu podjęto decyzję o skierowaniu na obserwację do placówek medycznych 181 strażaków i 159 podchorążych uczestniczących w akcji ze względu na to, że mieli kontakt z potencjalnie toksycznymi substancjami.

Pożar Teatru Narodowego w Warszawie (1985)

9 marca 1985 r. w Teatrze Narodowym podczas trwającej na dużej scenie próby sztuki „Życie jest snem” Pedra Calderona pojawił się ogień. Obite grubym płótnem deski nagle zaczęły się wybrzuszać, a spod nich z sykiem wydobywał się gęsty czarny dym i płomienie. Dym bardzo szybko rozprzestrzenił się po kilku kondygnacjach. Osoby znajdujące się w pracowniach na czwartym piętrze nie zdołały się ewakuować i przy otwartych oknach czekały na ratunek. Zastępy strażaków przybyłe na miejsce rozpoczęły akcję od ataku na scenę i podscenie, kierując tam liczne prądy wody i piany gaśniczej zarówno z zewnątrz, jak i od środka. Szybko pojawiły się problemy z zaopatrzeniem wodnym. Ciśnienie sieci hydrantowej mimo odłączenia z niej wielu okolicznych obiektów było niewystarczające. Znajdujący się blisko ognia strażacy nie mogli pracować dłużej niż 10 minut z powodu bardzo wysokiej temperatury. Zadymienie okazało się tak duże, że nawet lampy górnicze nie były wystarczająco skuteczne. Tę skomplikowaną akcję w skrajnie trudnych warunkach strażacy prowadzili przez blisko 6 godzin. Uczestniczyło w niej 46 sekcji. Kiedy pożar opanowano, jego dogaszanie trwało jeszcze wiele godzin. Teatr Narodowy spalił się już po raz piąty w swej historii. Do poprzednich pożarów doszło 11 czerwca 1883 r., 2 listopada 1919 r., we wrześniu 1939 r. i w sierpniu 1944 r. Tym razem, wobec głębokiego wyniszczenia gospodarczego w czasie stanu wojennego, odbudowa teatru trwała długie 11 lat.

Pożar Komendy Policji w Świętochłowicach (1999)

31 grudnia 1999 r. na Śląsku strażacy mieli głowę zaprzątniętą czymś zupełnie innym niż mającą spowodować problemy z funkcjonowaniem systemów komputerowych klątwą milenijną. W budynku Komendy Miejskiej Policji w Świętochłowicach wybuchł pożar. W chwili przybycia na miejsce zdarzenia pierwszej jednostki PSP ogniem objęte było trzy czwarte powierzchni dachu. Na palące się poddasze po klatce schodowej podano w natarciu dwa prądy gaśnicze wody. Istniało zagrożenie dla zdrowia czterech funkcjonariuszy Policji, którzy nie wyrazili zgody na opuszczenie budynku do czasu przeprowadzenia ewakuacji magazynu amunicji i broni. Podczas działań pojawiły się komplikacje z zaopatrzeniem wodnym. W trwającej prawie 11 godzin akcji udział wzięło 21 zastępów Państwowej Straży Pożarnej. Z uwagi na powstałe szkody Policja nigdy nie powróciła do swojej siedziby. Obecnie w odremontowanym budynku znajduje się obiekt otwarty w 2014 r.

Pożar Cysterny LPG w Chrzanowie (2008)

W piątkowy wieczór 26 września 2008 r. strażacy z Chrzanowa wyruszyli do niezwykle trudnej akcji. Pod wiaduktem kolejowym zapaliła się cysterna przewożąca mieszaninę propanu-butanu LPG. Ruch drogowy i kolejowy został natychmiastowo wstrzymany z uwagi na zagrożenie i potrzeby akcji ratowniczej. Zdarzenie miało miejsce w ścisłym centrum liczącego prawie 40 tysięcy mieszkańców miasta. Walka z ogniem trwała prawie 48 godzin. W tym czasie z dwóch stron schładzano cysternę sześcioma prądami wody i piany oraz monitorowano wypalanie się ulatniającego gazu. Sprawna organizacja zaopatrzenia wodnego była kluczowa dla powodzenia prób opanowania żywiołu. W działaniach brały udział 54 zastępy PSP, OSP i ZSP. Poza 171 strażakami z ogniem walczyły służby miejskie, pogotowie, policjanci, specjaliści z branży chemicznej i samochodowej. Usytuowanie miasta na granicy województw małopolskiego i śląskiego pozwoliło na sprawne dołączenie do akcji kompanii ciężkich samochodów gaśniczych z Katowic.

Cocoanut Grove: 492 Osoby Spalone Żywcem W Najstraszniejszym Pożarze Klubu W USA

Pożar Zakładów Cersanit w Starachowicach (2022)

W czwartek 10 lutego 2022 r. doszło do wielkiego pożaru na terenie zakładów produkcyjnych Cersanit w Starachowicach. Ogień pojawił się na odcinku produkcyjnym i objął halę o powierzchni około 4 tys. m². Potężne kłęby dymu unosiły się nad miastem - ten obraz jak z katastroficznego filmu nie znikał przez wiele godzin. W czasie wybuchu pożaru w zakładzie znajdowało się 100 pracowników. Wszyscy zdołali się na czas ewakuować na zewnątrz. Z hali udało się wynieść niebezpieczne środki chemiczne oraz butle z gazem. Pożar strawił linię produkcyjną wanien i armatur. Straty były ogromne, szacowano je na 80 mln zł.

tags: #najstarszy #pozar #w #historii