Ogień, choć niosący życie i postęp, ma również swoje niszczycielskie oblicze. Od wieków płoną osady, miasta, wsie, lasy i pola. W historii Polski, zwłaszcza w okresie powojennym, odnotowano wiele tragicznych pożarów, jednak żaden z nich w lasach gospodarczych nie osiągnął skali i dramatyzmu, jakie towarzyszyły pożarowi w Zasiekach w sierpniu 1982 roku. To wydarzenie na długo stało się symbolem walki z żywiołem w niezwykle trudnych warunkach politycznych i gospodarczych.

Wstęp i kontekst historyczny
Dnia 14 września 2022 roku, na terenie Nadleśnictwa Lubsko, odbyła się konferencja z okazji 40. rocznicy wybuchu i walki z największym dotychczas pożarem lasu na ziemi lubuskiej w powojennej Polsce. Pożar, który wybuchł 3 sierpnia 1982 r. w Nadleśnictwie Lubsko, był do 1992 r. największym pożarem w lasach gospodarczych w powojennej Polsce, nie biorąc pod uwagę pożarów powstałych bezpośrednio po zakończeniu II wojny światowej oraz na poligonach wojskowych. W sierpniu 1982 r. w wielkim pożarze spłonęło tam ponad tysiąc hektarów okolicznego lasu.
Lato 1982 roku charakteryzowało się długotrwałą suszą. Na początku sierpnia w leśnictwie Zasieki, podobnie jak w całych zielonogórskich lasach, od wielu tygodni nie padało, utrzymywała się wysoka temperatura powietrza, a ściółka była sucha jak papier. Dodatkowo, w kraju panował stan wojenny, co wpływało na dostępność zasobów i sprawność działania służb. Pożarzyska powstałe w wyniku dotychczasowych pożarów lasu nie wygasały i wymagały ciągłego dozoru. W nadleśnictwach zaczynało brakować ludzi do bieżącej produkcji, a paliwo i żywność dostępne były jedynie na kartki.
Ostatecznej przyczyny ani sprawcy pożaru nigdy nie ustalono. W miejscu powstania pożaru, na linii oddziałowej, znaleziono ślady spożywania posiłku - dwa słoiki po konserwie "wołowina w sosie własnym". Linia ta stanowiła granicę intensywnej ochrony i stałego patrolowania strefy nadgranicznej przez zmotoryzowane patrole Wojsk Ochrony Pogranicza (WOP).
Początek i gwałtowny rozwój żywiołu
To właśnie 3 sierpnia, około godz. 11.15, powstał kolejny, 464. pożar lasu w tym roku, na terenie ówczesnego Okręgowego Zarządu Lasów Państwowych (OZLP) Zielona Góra, w oddziale 322a leśnictwa Zasieki, obrębu Brody. Kompleks leśny, w skład którego wchodzi obręb Brody, obejmuje około 13 000 ha monolitów sosnowych. Od południa przylega bezpośrednio do Borów Dolnośląskich, a od zachodu do granicy państwowej z NRD. Straże pożarne usytuowane były wyłącznie w miejscowościach po stronie wschodniej kompleksu; w odległości od miejsca powstania pożaru: OSP Brody - 8 km, Zawodowa Straż Pożarna Lubsko i Zakładowa OSP Nadleśnictwa Lubsko - 24 km.
O godzinie 11.25 dostrzegalnia "Żarki", a o 11.26 - "Górna Glinka", zgłosiły do Punktu Alarmowo-Dyspozycyjnego (PAD) w Nadleśnictwie Lubsko zauważenie dymu w obrębie Brody, ścielącego się w kierunku zachodnim. Dyżurna PAD, Krystyna Birszel, ustaliła miejsce pożaru w oddziale 323 leśnictwa Zasieki i o godz. 11.27 zadysponowała do pożaru samochód gaśniczy nadleśnictwa oraz samochód patrolowy UAZ z pracownikami. Dowódcą wysłanej grupy był Tadeusz Lipiński, pracownik działu technicznego nadleśnictwa. O godz. 11.30 zgłosiła pożar do Rejonowego Stanowiska Kierowania (RSK) Straży Pożarnych w Lubsku oraz Punktu Alarmowania i Łączności (PAiŁ) Okręgowego Zarządu Lasów Państwowych w Zielonej Górze.
Dyżurny RSK o godz. 11.30 zadysponował do pożaru sekcję ZSP Lubsko, a o godz. 11.34 OSP Brody. Na podstawie pierwszych źródłowych informacji przekazanych przez nawigatora-obserwatora Włodzimierza Jermaka, wskazujących na bardzo niekorzystne położenie operacyjne zdarzenia i panujące warunki atmosferyczne, st. inspektor ochrony przeciwpożarowej lasów OZLP podjął decyzje. Sekcja Zakładowej OSP nadleśnictwa jako pierwsza dotarła do pożaru i podjęła działania okrążające, przedłużając jedną linię gaśniczą od strony południowej. Przybyła po chwili sekcja ZSP Lubsko wykonała natarcie z działka od strony północnej, jednak prawe skrzydło czoła pożaru było już poza zasięgiem i przechodziło w fazę pożaru całkowitego (wierzchołkowego). Wkrótce skończyła się woda, a prawe skrzydło czoła pożaru nie zostało ugaszone. Trzecia zaalarmowana jednostka, OSP Brody, nie dotarła do pożaru z powodu awarii samochodu, który nie pokonał wzgórza w Jeziorach Wysokich.
Około godziny 13.00 pożar objął powierzchnię 8-10 ha. Wojewódzkie Stanowisko Kierowania (WSK) do tego czasu zadysponowało 4 plutonami gaśniczymi. Wschodni wiatr, z wyraźnymi porywami i chwilowymi zmianami kierunku, skierował zasadniczą część prawego skrzydła pożaru w stronę szerokiej linii ostępowej, dawnego przebiegu linii wysokiego napięcia i tzw. pasa ogniowego. Ten "pas ogniowy" został w ostatnich latach zalesiony sosną, zgodnie z obowiązującymi zasadami hodowli lasu oraz rządową decyzją o likwidacji pasów ogniowych. Przy pożarze było w tym czasie 5 sekcji gaśniczych, które podjęły próbę zatrzymania czoła pożaru na tej linii. Niestety, utrudnienia terenowe oraz porywy i zmiany kierunku wiatru nie pozwoliły na osiągnięcie powodzenia.

Narastające wyzwania i niepowodzenia
O godz. 13.30 WSK wezwało do pomocy beczkowozy ciągnikowe z okolicznych państwowych gospodarstw rolnych, wojsko przez Wojewódzki Sztab Wojskowy (WSzW) w sile 200 żołnierzy oraz sprzęt ciężki do wykonywania przerw ogniowych (pasów), czyli czołgi z lemieszem lub pojazdy gąsienicowe BAT. Około godz. 14.05, po koncentracji sił, w oddziale 327 podjęto kolejną próbę zatrzymania czoła pożaru. Wybuchająca amunicja, przebiegająca w tym miejscu czynna linia wysokiego napięcia (co do której nie uzyskano potwierdzenia o jej wyłączeniu) oraz promieniowanie cieplne przekraczające zasięg prądów gaśniczych uniemożliwiły po raz drugi (trzeci) zatrzymanie czoła pożaru. Szybko rozwijający się pożar rozbił zaangażowane w tym miejscu siły na dwie grupy. Taką sytuację zastał przybyły na miejsce pożaru zastępca Komendanta Wojewódzkiego Straży Pożarnych ppłk poż. inż. Jerzy Pietraszkiewicz.
Około godz. 15.00 do gaszenia pożaru przybyło 250 żołnierzy z Lubuskiej Brygady Wojsk Ochrony Pogranicza (WOP), wezwanych przez Wojewodę Zielonogórskiego płk. Waleriana Mikołajczaka. O godz. 15.15 dowódca akcji poprosił WSK o pomoc, zapotrzebowując w Głównym Stanowisku Kierowania Straży Pożarnych w Warszawie odwody operacyjne straży pożarnych z ościennych województw: legnickiego i jeleniogórskiego oraz sił wojska (500 żołnierzy wraz ze sprzętem ciężkim do prac ziemnych). O godz. 17.00, za zgodą dowództwa i przy pomocy żołnierzy WOP, przerwano pas graniczny i wykonano punkt czerpania wody na rzece Nysa Łużycka.
O godz. 18.00 czoło pożaru dotarło do miejscowości Zasieki, do granicy państwa. Do tego czasu na miejsce pożaru wciąż nie dotarł ciężki sprzęt wzywany do wykonania przerw ogniowych. Brak uzupełnienia paliwa do samochodów i motopomp oraz napojów dla uczestników akcji gaśniczej ograniczał jej skuteczne prowadzenie. Mimo to, około godz. 20.00, intensywny rozwój pożaru został częściowo ograniczony. O godz. 20.30 p.o. dyrektora OZLP Zielona Góra, mgr inż. Michał Mazurkiewicz, na wniosek inspektora Karola Wilera i nadleśniczego Tadeusza Grotkiewicza, zatwierdził decyzję o koncentracji sprzętu i ludzi ze wszystkich nadleśnictw OZLP w miejscowości Marianka.
Wieczorem w sztabie zaplanowano stworzenie wokół pożaru mieszanego kordonu sił, składającego się ze straży pożarnych, Lasów Państwowych i żołnierzy WOP. Podział na pododcinki przeprowadzono po granicach oddziałów leśnych. Dopiero około godz. 22.00 przybyły do pożaru odwody straży pożarnych wezwane z sąsiednich województw oraz pierwszy pododdział wojska z Jednostki Wojskowej Kożuchów. Po wprowadzeniu tych sił na obwód pożaru, około północy zwolniono najbliższe jednostki.
Decydująca faza akcji: Walka o każdy hektar
O godz. 4.00 (4 sierpnia) wzrosła siła wiatru i zmienił się jego kierunek na południowy, co spowodowało nieprzewidziany szereg rozpaleń na obwodzie pożaru po stronie północnej. Od godz. 6.00 przewodnicy z Nadleśnictwa Lubsko wprowadzili na obwód pożaru zespoły przybyłe z poszczególnych nadleśnictw, wyposażone w radiowozy 4x4, ciągniki zrywkowe LKT, pilarki i łopaty. Od godz. 8.00 wzmagający się wiatr coraz częściej zmieniał kierunek, powodując rozpalenia na całym obwodzie pożaru. Pracującym intensywnie od poprzedniego wieczoru samochodom gaśniczym zaczęło brakować paliwa. Uszkodzenia sprzętu wyeliminowały z pracy 9 jednostek gaśniczych. Bardzo źle funkcjonowało zaopatrzenie ludzi w żywność i napoje. Praktycznie przestał istnieć odwód sił straży pożarnych.
O godz. 9.00 wiatr zdecydowanie przyspieszył i zmienił kierunek na południowy. Sytuacja po stronie północnej stała się krytyczna. Około godz. 10.00 w oddziale 301 (po stronie północnej) pożar przeszedł w pożar całkowity drzewostanu i przerwał linię obrony, rozwijając się w kierunku północnym. Brak komunikacji w tym rejonie oraz jakichkolwiek rezerw sił spowodował wymknięcie się pożaru spod kontroli. O godz. 11.00 pożar przerwał również linię obrony w dwóch sąsiednich oddziałach (300 i 302). Siłami przybyłych (spóźnionych z niewyjaśnionego powodu) jednostek straży pożarnych podjęto próbę zatrzymania pożaru, jednak nie osiągnięto powodzenia. Front pożaru, z przerzutami zarzewi ognia do 300 m, skierował się w stronę drogi publicznej Brody - Zasieki.
Do godz. 14.00 przegrupowano wszystkie zasadnicze siły na drogę publiczną Brody - Zasieki. Sekcje gaśnicze rozstawiono na drodze, a żołnierzy i pracowników leśnych ze sprzętem podręcznym po stronie północnej drogi, z zadaniem wyszukiwania i likwidowania zapaleń od przerzutów ognia. Długość zorganizowanej linii obrony wyniosła około 2 km. Przystąpiono do wzniecania kontrolowanego ognia przed czołem pożaru, jednak bardzo długa linia obrony, brak odpowiedniego sprzętu i przygotowanych wykonawców spowodowały opóźnienia. Po zbliżeniu się czoła pożaru bardzo silne zadymienie, głośny niczym huragan szum ognia oraz wybuchająca amunicja spowodowały lęk wśród ratowników rozmieszczonych na drodze. Sytuację psychologiczną dodatkowo skomplikował zakładany od krawędzi drogi przeciwogień (wypalanie) oraz brak obycia większości jednostek i ich dowódców z pożarami lasów.
O godz. 14.45 w części północnej oddziału 270/271, przylegającego do drogi, nastąpił przerzut czoła pożaru ponad przyjętą linią obrony, po koronach sosen IV klasy wieku. Faktem jest, że w tym miejscu nastąpiło wcześniej asekuracyjne zmoczenie pokrywy gleby na głębokość zasięgu działka przez sekcje straży pożarnych - wbrew wyraźnie wydanemu zakazowi. Spowodowało to opóźnienie rozwoju założonego przeciwognia w kierunku nadciągającego czoła pożaru. Pożar całkowity drzewostanu dotarł w tym jedynym miejscu bezpośrednio do drogi - linii obrony. Silne zadymienie spowodowało całkowity brak widoczności, rozbicie sił na dwie grupy (zachodnią i wschodnią).
O godz. 15.00 z sił grupy zachodniej zorganizowano pododdział pod dowództwem mł. chor. poż. Waldemara Michałowskiego i podjęto próbę natarcia od strony zachodniej. Okazało się, że przebiegający w tym miejscu rów przeciwczołgowy znalazł się w osi czoła pożaru, co uniemożliwiło jego okrążenie i likwidację. Nastąpił dalszy swobodny rozwój pożaru w kierunku północno-zachodnim i północnym. W tej sytuacji pojawiło się realne zagrożenie dla mieszkańców oraz budynków mieszkalnych i gospodarczych PGR Zasieki, usytuowanych pomiędzy płonącym kompleksem leśnym a rzeką (granicą państwa). Grupa zachodnia podjęła ewakuację ludzi i ich dobytku oraz obronę domów mieszkalnych, obiektów gospodarczych i żywego inwentarza.
Przełom i ostateczne opanowanie
Około godz. 15.30 od strony zachodniej dotarł front atmosferyczny (z burzą), który zatrzymał się na wysokości rzeki granicznej. Front ten spowodował zwiększenie siły wiatru i częstą zmianę kierunku, w tym wyraźnie z dotychczasowego południowo-wschodniego na zachodni. Prawy (wschodni) bok pożaru intensywnie się rozpalił i stał się zasadniczym jego czołem. Około godz. 16.00 wschodnia grupa sił podjęła próbę zatrzymania rozwijającego się pożaru w oddziale 199, korzystając z oparcia na drodze gruntowej Marianka - Janiszowice. Nie uzyskała jednak powodzenia. Pożar zaczynał tym razem zagrażać zabudowaniom miejscowości Marianka. Przystąpiono natychmiast do ewakuacji ludzi z zagrożonych budynków, wcześniej przygotowanymi autobusami. Do strony wschodniej pożaru nadal istniał dobry dostęp dla przybywających sił i środków drogą Lubsko - Brody - Marianka - Zasieki. Tą drogą w tym czasie do pożaru zaczął (dopiero wtedy!) docierać sprzęt ciężki do prac ziemnych oraz zaopatrzenie materiałowe.
O godz. 16.30 rozpoczęto przygotowania do zastosowania przeciwpożaru (wypalania) na południe od drogi Brody - Zasieki wzdłuż linii oddziałowej 296/297 i 263/264. O godz. 17.00, po potwierdzeniu wyłączenia napięcia w przechodzącej w tym miejscu linii wysokiego napięcia oraz uprzednim położeniu pasa z piany, rozpoczęto wypalanie. Uzyskano pełne powodzenie, co spowodowało zatrzymanie rozwoju pożaru na wschód i północny-wschód. Tym samym odcięto drogę jego rozwoju do miejscowości Marianka oraz zasadniczej części kompleksu leśnego obrębu Brody.
W nocy do pożaru dotarły kolejne siły: 6 spychaczy S-100, 3 ciągniki czołgowe (WZT), 2 równiarki drogowe, 8 ciągników LKT, 18 ciągników rolniczych z pługami, 6 beczkowozów (polewaczek ulicznych) oraz 3 polowe warsztaty naprawcze. Od godz. 20.00 (4 sierpnia) do godz. 6.00 (5 sierpnia) trwało intensywne dogaszanie na całym obwodzie, siłami straży pożarnych, żołnierzy WOP, wojska oraz pracowników leśnych. Pożar zniszczył całkowicie 1161 ha drzewostanów oraz ok. 100 ha zadrzewień w miejscowości Zasieki.

Wnioski i dziedzictwo "Zasiek 82"
W dniach 5-6 sierpnia na miejscu pożaru przebywała Komisja Międzyresortowa (MSW, MLiPD, KGSP, NZLP), która zapoznała się z przebiegiem pożaru i dokonała wstępnej oceny akcji gaśniczej oraz poniesionych strat. W końcu sierpnia pełną ocenę przebiegu akcji i skutków pożaru przeprowadziła Egzekutywa KW PZPR w Zielonej Górze, przy udziale kierownictwa Urzędu Wojewódzkiego, Straży Pożarnych i Lasów Państwowych. Dzięki przeprowadzeniu pełnej analizy pożaru "Zasieki 82" oraz wielkości strat popożarowych poniesionych przez Lasy Państwowe w 1982 r. wprowadzono "pasy biologiczne" jako linie obrony w dużych i palnych kompleksach leśnych oraz utworzono regionalne bazy sprzętu specjalistycznego.
Jedną z osób, która wniosła istotny wkład w praktyczne stworzenie unikatowego w skali Europy systemu ochrony przeciwpożarowej w Lasach Państwowych, jest starszy brygadier Karol Wiler. Człowiek o ogromnej wiedzy i doświadczeniu, posiadający zarówno wykształcenie leśne, jak i pożarnicze. W latach 60. ubiegłego wieku był prekursorem wdrożenia w lasach sieci łączności radiotelefonicznej, w 70. systemu monitoringu zagrożenia pożarowego, zaś w latach 80. wdrożenia lotnictwa gaśniczego oraz określania ryzyka pożaru na szczeblu nadleśnictwa. Wielokrotnie organizował z ramienia Lasów Państwowych akcje gaśnicze, w tym wielkoobszarowych pożarów lasu, i brał aktywny udział w pracach sztabu. Jest autorem podręcznika „Ochrona lasów przed pożarami”, zawierającego kompendium wiedzy z ochrony przeciwpożarowej lasu, z którego korzystają nie tylko leśnicy, ale również szkoły zawodowe PSP. Jest On wysokiej klasy specjalistą w dziedzinie ochrony lasów przed pożarami.
Współczesna perspektywa i przyszłość ochrony przeciwpożarowej
Mija 40 lat od największego w powojennej Polsce pożaru lasu. W 1982 roku w Nadleśnictwie Lubsko spłonęło niemal 1200 ha terenów leśnych. Podczas akcji ratunkowo-gaśniczej w Zasiekach interweniowali lubuscy leśnicy, a także straż pożarna, łącznie blisko 1500 osób pracowało przy tym tragicznym zdarzeniu. Obecnie służby te wspominają wielki pożar i wyciągają kolejne wnioski. Waldemar Michałowski, który podczas akcji gaśniczej miał 23 lata i zaczynał swoją pracę w straży pożarnej, wspomina, że była to dla niego życiowa lekcja pokory. Wojciech Grochala, szef Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Zielonej Górze, podczas konferencji upamiętniającej wielki pożar w Zasiekach podkreślał, że historia uczy nas tego, byśmy nie popełniali tych samych błędów.
Komendant wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej w Gorzowie Patryk Maruszak mówi, że obecnie straż jest znacznie lepiej przygotowana: „Posiadamy środki, które w szybkim tempie zapobiegają rozprzestrzenianiu się ognia na terenach leśnych”. Nadleśniczy Nadleśnictwa Lubsko Leszek Banach zauważa, że młodsze pokolenie leśników i strażaków powinno czerpać wiedzę od tych, którzy 40 lat temu gasili ogień w Zasiekach, gdyż są oni „kopalnią wiedzy, która wciąż może się przydać”. Marcin Bazylijski podczas pożaru w Zasiekach był leśniczym w tej miejscowości.
W ramach konferencji z okazji 40. rocznicy pożaru, 14 września 2022 roku, nastąpiło odsłonięcie tablicy pamiątkowej nadania imienia wieży przeciwpożarowo-widokowej w Jeziorach Wysokich. W dniu 29 listopada 2019 r. murowana wieża obserwacyjno-widokowa w Nadleśnictwie Lubsko pełni podwójną funkcję: stoi na straży lubuskich lasów i służy turystom odwiedzającym pobliski Ośrodek Edukacji Przyrodniczo-Leśnej. To pierwsza w Polsce murowana wieża o takich funkcjach, wybudowana po II wojnie światowej przez zielonogórskich leśników. Wieża ma 41 metrów i jest zbudowana na wzór latarni morskiej. Aby wspiąć się na taras widokowy, trzeba pokonać 176 schodów. Widoczny z góry dach lasu, w którym w sierpniu można zrobić zachwycające zdjęcia kwitnących wrzosów wśród szpalerów brzóz, przypomina o sile natury i historii. Zdjęcie przedstawia fragment z "Kroniki pożarzyska Marianka - Zasieki z dnia 3-4.08.1982 r.", ukazując archiwalne fotografie wozów strażackich oraz ludzi walczących z pożarem.
