Geneza wyprawy moskiewskiej
W 1812 roku cesarz Francji Napoleon I znajdował się u szczytu swojej potęgi. Wojna przeciwko Wielkiej Brytanii, której celem była blokada kontynentalna mająca na celu ekonomiczne odizolowanie i wymuszenie podporządkowania, pozostawała jednak solą w oku. Aby plan odcięcia Brytyjczyków od Europy powiódł się, Napoleon potrzebował zgodnej współpracy z Rosją. Tymczasem car Aleksander I nie miał zamiaru poddawać się dyktatowi blokady, która rujnowała jednocześnie rosyjską gospodarkę. Co więcej, od 1811 roku Szwecja wyłamała się z blokady, co pozwoliło Wielkiej Brytanii na dalszy handel z Europą, ciesząc się cichym poparciem Rosji. Car Aleksander I rozważał nawet uderzenie na Księstwo Warszawskie i sprzymierzone z Francją Prusy.
Aby uprzedzić atak, Napoleon zdecydował się podjąć wojnę na dwa fronty i mimo trwania walk w Hiszpanii przedsięwziął wyprawę przeciw Rosji. W tym celu wystawił tzw. Wielką Armię, liczącą ponad 600 tys. oficerów i żołnierzy. 22 czerwca 1812 r. ponad 2/3 jej stanu przekroczyło granicę rosyjską na Bugu. Oprócz Francuzów w składzie wojsk cesarza znaleźli się jego sprzymierzeńcy z całej Europy, w tym Prusacy i Austriacy, ale przede wszystkim najliczniejsi Polacy − w sile 98 tys. Wyprawa wiązała się z wielkim ryzykiem, ponieważ już w trakcie kampanii w 1807 roku wojska francuskie cierpiały z powodu trudności zaopatrzeniowych. Tymczasem znacznie liczniejsza Wielka Armia miała wyruszyć z Księstwa Warszawskiego na wschód i odbyć marsz w głąb Rosji.
Strategia Rosjan i taktyka spalonej ziemi
Plan Rosjan zakładał unikanie walnej bitwy oraz wciąganie Francuzów jak najdalej w głąb kraju, systematycznie niszczonego przez własne wojska po to, by nie mógł on dać oparcia siłom Bonapartego. Była to tzw. taktyka spalonej ziemi. Cofający się Rosjanie uniemożliwiali Francuzom zebranie jakichkolwiek zapasów po drodze, co w obliczu ogromnej liczebności Wielkiej Armii stanowiło poważny problem. Minister wojny i głównodowodzący generał Michaił Barclay de Tolly opracował plan kampanii, który polegał na ewakuacji i niszczeniu wszystkiego, głównie żywności, w celu osłabienia Wielkiej Armii.

Po sierpniowym, przegranym starciu pod Smoleńskiem Aleksander I wyznaczył nowego naczelnego wodza - generała Michaiła Kutuzowa. Jednak i on, ku niezadowoleniu dworskich faworytów tracących majątki oraz pańszczyźnianych chłopów, kontynuował strategię poprzednika. Pożar Moskwy nie był jedynym aktem tej wojny. W taki sam sposób, czyli przed wejściem francuskich korpusów, spaliły się Smoleńsk, Wiaźma, Dorogobuż i inne miasta na szlaku Wielkiej Armii. Płonęły też wsie, zboża oraz łąki. Napoleon był zmuszony wydzielać coraz większe garnizony do ochrony rozciągniętych dróg transportu i zdobywania niezbędnych zapasów. W armii zaczęły się choroby i głód, w efekcie cesarz doprowadził pod Borodino nie więcej niż 135 tys. żołnierzy z początkowych 600 tys.
Bitwa pod Borodino
Mimo że Rosjanie nie zamierzali wydawać walnej bitwy, w sierpniu 1812 roku naczelnym dowódcą wojsk rosyjskich został Michaił Kutuzow, który niespełna miesiąc później zdecydował się stoczyć bitwę z Wielką Armią Napoleona. Rosja zatrzymała się w Borodino, 70 kilometrów od Moskwy. Dowodzący obroną generał Michaił Kutuzow wydał Francuzom, w dniach 5‑7 września 1812 roku, bitwę pod Borodino koło Możajska. Trzydniowe starcie zakończyło się zwycięstwem Napoleona, który jednak nie zaryzykował generalnej rozprawy z uwagi na to, że walka toczyła się daleko od Francji, a Rosjanie zaangażowali w nią tylko część swych sił. Bitwa pod Borodino (zwana przez Francuzów bitwą nad Moskwą, a przez ówczesnych Polaków bitwą pod Możajskiem) była bez wątpienia zwycięstwem francuskim, ale zarówno Napoleon, jak i jego żołnierze zdawali sobie sprawę, że zabrakło w niej tego ostatecznego ciosu, który przemieniłby rosyjską porażkę w miażdżącą klęskę.

Widok pola bitwy po zmroku wstrząsnął Napoleonem; cesarz ruszył w ciemnościach na objazd pobojowiska i z kamienną twarzą przyglądał się leżącym wokoło ludzkim i końskim trupom. Kiedy jeden z jego adiutantów potrącił końskim kopytem umierającego żołnierza, "bóg wojny" wybuchnął nagle niepohamowanym gniewem i rozkazał zatroszczyć się o leżącego. Na uwagę, że jest to Rosjanin, odpowiedział: "Po bitwie nie ma już wrogów - jeno są ludzie". Braku decyzji o natychmiastowym pościgu za armią Kutuzowa stał się początkiem rosyjskiej legendy o zwycięstwie Rosjan i pozwolił po latach Lwowi Tołstojowi napisać w powieści "Wojna i pokój", że "Pod Borodino Rosjanie odnieśli zwycięstwo - nie takie zwycięstwo, jakie się określa zawładnięciem kawałkami materii na drzewcach zwanymi sztandarami i tą przestrzenią, na której stały i stoją wojska, lecz zwycięstwo moralne, które przekonuje przeciwnika o moralnej wyższości wroga i o własnej bezsilności". Wygrana Wielkiej Armii pod Borodino otworzyła jej drogę na Moskwę.
Wejście Wielkiej Armii do Moskwy
Tydzień po zwycięstwie nad Rosją w bitwie pod Borodino, Wielka Armia Napoleona Bonaparte wkroczyła do Moskwy. Mieszkańcy miasta zostali ewakuowani, a armia rosyjska się wycofała. W opustoszałym mieście nie było zapasów żywności ani kosztowności, które mogłyby wynagrodzić francuskim żołnierzom długi marsz. 14 września 1812 roku cesarz Napoleon Bonaparte w asyście oficerów dotarł na przedpola Moskwy. Jako pierwsi wkroczyli do niej polscy huzarzy - żołnierze 10 Pułku Huzarów Księstwa Warszawskiego. Po dwóch wiekach polski żołnierz ponownie znalazł się w płonącej Moskwie. Na koniec należy wspomnieć, że jeszcze 14 września Napoleon przy dźwiękach wojskowej orkiestry grającej „Marsyliankę" wkroczył na Kreml, zajmując, jak na imperatora przystało, apartamenty swojego rosyjskiego kolegi.

Katastrofa pożaru Moskwy
Pożary wybuchły już wieczorem 14 września. Początkowo nie wiedziano, co było ich przyczyną. Zgodnie z historyczną rekonstrukcją, zeznaniami świadków oraz ustaleniami francuskiej komisji śledczej powołanej natychmiast przez Bonapartego, jako pierwsze zapaliły się barki z amunicją i wyposażeniem rosyjskiej armii, które osiadły na dnie rzeki Moskwa z powodu niskiego stanu wód. Równocześnie ogniska pożaru wybuchły w kilkunastu innych miejscach położonych koncentrycznie wokół Kremla, czyli carskiej rezydencji. Paliły się budynki rządowe, sklepy i stragany śródmiejskie w tzw. Kitaj Gorodzie. Wybuchały arsenały wypełnione prochem. Ze względu na suchą i wietrzną pogodę burza ogniowa przekroczyła rzekę Moskwa i zaatakowała kolejne dzielnice: Zamoskworieczie, Piatnicką, Sierpuchowską i Jakimanską, a potem pożar dotarł do rejonu Jauzskiego, Taganskiego i tzw. Niemieckiej Słobody, czyli dawnego osiedla cudzoziemskiego. W nocy z 18 na 19 września katastrofa przybrała największe rozmiary, aby z każdym następnym dniem słabnąć. Jednak pojedyncze ogniska wybuchały z nową siłą, aż do wyjścia armii napoleońskiej z miasta, a więc do 20 października.

Już po wejściu na zamkowe mury, Napoleon z wielkim niepokojem śledził rozprzestrzenianie się pożaru. Następnego dnia był zmuszony do ewakuacji, a właściwie został wyprowadzony po omacku przez własnych gwardzistów, bo gęsty dym dusił i uniemożliwiał jakąkolwiek orientację. Jako że eskapada odbywała się na piechotę (ogień płoszył konie), Bonaparte ze świtą zabłądził w płonącej stolicy, krążył dłuższy czas po Arbacie, poszukując mostu na drugą stronę rzeki i dopiero wieczorem przedostał się w okolice Cmentarza Wagańkowskiego, skąd dotarł do nowej siedziby - Pałacu Piotrowskiego. Na Kreml powrócił 18 września już po samoistnym wypaleniu zabudowy. Na wieść o rozmiarze i skutkach pożaru, Napoleon powiedział: „To katastrofa, która zniweczyła wszystko. Byłem przygotowany na każdą ewentualność z wyjątkiem tego, co się wydarzyło. Tego akurat nie mogłem przewidzieć”.
Prawdopodobne przyczyny i odpowiedzialność za pożar
Genezy wielkiego pożaru należy upatrywać w krwawej bitwie pod Borodino, a ogólniej - w strategii wojennej rosyjskiego dowództwa. Nie jest prawdą, jakoby Napoleon Bonaparte, dokonując inwazji w 1812 r., za cel stawiał sobie zniszczenie rosyjskiego imperium. Dzisiejsi historycy rosyjscy skłaniają się ku wersji, że cesarz Francuzów chciał pokonać cara Aleksandra I po to, aby uczynić zeń wiernego alianta w swojej antybrytyjskiej strategii. W każdym razie plan kampanii opracował minister wojny i głównodowodzący generał Michaił Barclay de Tolly, a kontynuował go Michaił Kutuzow. Polegał on na ewakuacji oraz niszczeniu wszystkiego, głównie żywności, w celu osłabienia Wielkiej Armii.
Działania hrabiego Rostopczyna
Wojskowy gubernator Moskwy, graf Rostopczyn, należał do tzw. partii patriotów, której działalność wyrażała się w ośmieszaniu kultury francuskiej. Walka z tzw. gallomanią stanowiła osobiste credo grafa, które w momencie wybuchu wojny przeszło w nienawiść do Bonapartego i Francji. Gdy Wielka Armia zbliżała się do wrót stolicy, Rostopczyn niejednokrotnie odgrażał się, a nawet przedstawiał Kutuzowowi plan wywołania pożaru, „aby nie mogąc uczynić nic dla uratowania powierzonego sobie miasta, zniszczyć je do gruntu i w ten sposób utratę Moskwy uczynić pożyteczną dla Rosji”. Mimo że po domniemanym rozkazie Rostopczyna brak wyraźnych śladów archiwalnych, to za jego sprawstwem przemawia wiele bezpośrednich i pośrednich dowodów.
Po pierwsze, nie ulega wątpliwości, że to gubernator wcielił w życie polecenie Kutuzowa, aby wysadzić w powietrze względnie podpalić wojskowe barki. Po drugie, Rostopczyn wydał osobisty rozkaz ewakuacji liczącej 2,5 tys. osób moskiewskiej straży pożarnej wraz z wężami strażackimi i pompami, co uniemożliwiło zapanowanie nad żywiołem. Po trzecie, gubernator miał wydać miejskiej policji tajne polecenie podpalenia wszystkich arsenałów, magazynów żywnościowych i sklepów, co umotywował brakiem możliwości wywozu dóbr strategicznie ważnych dla Francuzów. Istnienie takiego rozkazu potwierdziły pośrednio pisemne zeznania oficera policji Woronienki, który przyznał, że osobiście koordynował operację podkładania ognia. Akcja ta została wsparta decyzją Rostopczyna o otwarciu miejskich więzień, skąd na wolność i bez żadnego nadzoru wydostało się około tysiąca złoczyńców biorących potem ochoczo udział w grabieżach i podpaleniach. Wreszcie Rostopczyn nakazał spalenie swojej bogatej podmoskiewskiej rezydencji, zezwoliwszy uprzednio chłopom pańszczyźnianym na ucieczkę i zostawiwszy na bramie wjazdowej komunikat po francusku: „jeśli nie mogę obronić posiadłości, niszczę ją, aby żołdacki but nie deptał świętego dla mnie miejsca”. Ponadto rewizja podpalaczy złapanych na gorącym uczynku wykazała, że dysponowali przygotowanymi wcześniej fabrycznymi materiałami palnymi opartymi na bazie fosforu oraz siarki, wraz z lontami prochowymi używanymi w korpusie saperów rosyjskiej armii. Wszystko wskazuje zatem na zorganizowany pożar, jego ogniska wybuchły przecież w kilkudziesięciu miejscach jednocześnie.
Rola dowództwa rosyjskiego
Według niektórych historyków Kutuzow mógł nakazać spalenie miasta w nadziei na oderwanie armii od pościgu nieprzyjaciela. Faktycznie, po wkroczeniu do płonącej Moskwy Wielka Armia na tydzień straciła z oczu oddziały rosyjskie, które zdążyły w tym czasie założyć i ufortyfikować własny obóz. Z kolei na sprawczy udział cara ma wskazywać późniejszy list do Rostopczyna zwalniający go z odpowiedzialności za katastrofę. Aleksander I napisał również, że pożar był wynikiem boskiej interwencji, która jak żadna inna w historii przysłużyła się ocaleniu Rosji od antychrysta (Napoleona). Naczelny dowódca i car zyskali najwięcej na moskiewskim dramacie. Kutuzowa, którego dotychczasowy wojenny dorobek sprowadzał się do przegrania dwóch walnych bitew, otoczyła sława zbawcy armii, a więc Rosji. Aleksandra pożar wręcz uratował, bo tracący swoje majątki faworyci i szlachcice zdążyli zawiązać kolejny spisek, w wyniku którego car oskarżany o nieudolność mógł podzielić los ojca.
Spontaniczne działania ludności i żołnierzy
Ostatnią z rozpowszechnionych hipotez jest niejako samorzutne powstanie pożaru wywołanego spontanicznym i patriotycznym odruchem obywatelskim. Taki trop uwiarygodniał oczywiście Rostopczyn, który rozpowiadał wszędzie, że w czasie odwrotu z Moskwy, a nawet przed nim, zgłaszali się uczciwi kupcy i właściciele ziemscy deklarujący zamiar podpalenia własnego dobytku. Z przykładami takiej postawy, wzorowanej na dwustuletnich bohaterach czasów smuty 1612 r. - kniaziu Pożarskim i kupcu Mininie - spotykali się również Francuzi. Jeden z rozstrzelanych potem mieszczan spoił w swoim szynku 18 żołnierzy, po czym zablokował drzwi i podpalił pomieszczenie.
Wprawdzie żołnierze napoleońscy grabili miasto i upijali się zdobycznym alkoholem, przyczyniając się do powstania pożarów, ale ograniczonych tylko miejscami zakwaterowania. Często zdarzały się także wybuchy rosyjskich pieców, których Francuzi nie umieli obsługiwać. Wszystko razem nie miało jednak wpływu na skalę katastrofy i Bonaparte jeszcze podczas trwania pożaru wydał surowy rozkaz chwytania oraz karania podpalaczy. Zgodnie z danymi cesarskiej komisji śledczej rozstrzelano lub powieszono ponad 4 tys. osób złapanych na gorącym uczynku lub podejrzanych o taką działalność. Najbardziej bezpardonowo miały rozprawiać się z sabotażystami oddziały polskie, które rozstrzeliwały każdego, nie czekając na wyniki dochodzenia. Francuzi najpierw aresztowali, a potem dziesiątkowali sprawców, wieszając ich najczęściej na ulicach dla odstraszającego przykładu. W raporcie na ten temat można także przeczytać, że wielu spośród zatrzymanych było przebranymi oficerami armii rosyjskiej oraz funkcjonariuszami policji miejskiej dowodzącymi zwykłymi rabusiami i kryminalistami.
Skutki pożaru i tragiczny odwrót
W wyniku pożaru spaliło się 80 proc. zabudowy miasta. Z 90 tys. domów zniszczeniu uległo 60,5 tys.; z 8,5 tys. sklepów, magazynów i budynków gospodarczych spaliło się 7,5 tys. Zniszczeniu uległy 122 cerkwie z 325. Spłonął Uniwersytet Moskiewski, włącznie z archiwami, zbiorami i bibliotekami. Spłonęło wiele pałaców, siedzib szlachty oraz mieszczan, w których znajdowały się bezcenne zbiory sztuki europejskiej i rosyjskiej (bezpowrotnemu zniszczeniu uległ m.in. jedyny wolumin dzieła „Słowo o wyprawie Igora”). Według różnych danych spaliło się żywcem lub udusiło od dymu od 2 do 15 tys. żołnierzy rosyjskich rannych w bitwie borodińskiej, których ze względu na brak możliwości transportowych armia pozostawiła w mieście. Śmierć poniosło także od 4 do 6 tys. żołnierzy napoleońskich. Liczba zmarłych i rannych mieszkańców pozostaje tajemnicą do dziś. Moskwa w planach wojennych cesarza odgrywała kluczową rolę: opuszczone domy oraz pozostawione zapasy żywności miały uczynić z miasta komfortowy obóz zimowy. Pożar Moskwy nie tylko wyrównał szanse, ale przechylił je na korzyść Rosjan, bo strawił wszystko, co było potrzebne Napoleonowi do przeżycia zimy przez wielotysięczną armię.
Po miesiącu czekania na kapitulację, która nie nadeszła, Napoleon został zmuszony do wyprowadzenia swojej wygłodzonej armii ze zrujnowanego miasta. Wtedy drogę zastawiła im rosyjska armia Kutuzowa. 19 października doszło do bitwy pod Małojarosławcem. Rozpadająca się Wielka Armia została zmuszona do porzucenia południowej trasy, którą miała nadzieję się wycofać. Wojska napoleońskie zostały zepchnięte na spustoszoną ścieżkę, którą wcześniej parły naprzód. Podczas katastrofalnego w skutkach odwrotu, armia napoleońska była nieustannie nękana przez armię rosyjską. Surowa zima, epidemia tyfusu oraz ataki partyzantów i Kozaków doprowadziły do wyniszczenia Wielkiej Armii.

Zdziesiątkowana Wielka Armia, nękana głodem, ujemnymi temperaturami i wrogimi wojskami, pod koniec listopada dotarła do rzeki Berezyny. Tam okazało się, że rzeka jest rozmarznięta, a Rosjanie zniszczyli jedyne mosty w okolicy. Inżynierom Napoleona udało się zbudować dwa prowizoryczne mosty w Studience, a 26 listopada większość jego armii zaczęła przeprawiać się przez rzekę. Od 29 listopada Rosjanie zaczęli napierać ze wschodu. Francuzi zostali zmuszeni do spalenia mostów, pozostawiając po drugiej stronie rzeki około 10 tysięcy maruderów. Napoleon wrócił do Paryża, by tworzyć nową armię, podczas gdy resztki jego wojsk z trudem uniknęły zagłady podczas forsowania Berezyny pod Borysowem. W grudniu Napoleon porzucił to, co pozostało z jego Wielkiej Armii i pognał z powrotem do Paryża, podróżując incognito po Europie. Sześć dni później Wielka Armia ostatecznie uciekła z Rosji, ponosząc stratę ponad 400 tysięcy ludzi podczas katastrofalnej inwazji.

Polski punkt widzenia i doświadczenia
Polacy w Moskwie widzieli nie tylko pożary i grabież miasta. Odnajdywali tam również pamiątki i ślady po wcześniejszych wojnach toczonych między państwem moskiewskim a Rzecząpospolitą. W jednej z sal pałacowych, przeznaczonej na uroczystości koronacyjne carów, pośród bogatych draperii i zdobycznej broni zawieszone były chorągwie wzięte na ludach Wschodu i kilka sztandarów odebranych konfederatom barskim. Widok arsenału dostarczał nie mniejszego zainteresowania, gdzie pośród 60 tysięcy karabinów znajdowało się też 150 luf armatnich, w większości odlanych przed dwustu laty przez oficerów polskiej artylerii i które z tej racji określano zawsze mianem dział zygmuntowskich.
Wielu polskich żołnierzy, którzy pamiętali poniżenia dotykające kraj w minionych dekadach, odczuwało satysfakcję. Jeden z nich pisał: „[…] jak tylko było można, wyrobiłem sobie urlop od jenerała Krasińskiego przebywającego w Moskwie przy cesarzu i pojechałem do tej stolicy; z bólem wprawdzie, ale więcej z zawziętością, przejeżdżałem te popalone ulice - przypisując ten pożar wzajemnemu uczuciu tego narodu, który tyle pożarów szerzył po naszej ziemi od Bałtyku do Krępaku [Tatr], od Czarnego morza po za Wartę aż do Pomorza… a kiedy stanąłem na moście rzeki Moskwy pod Kremlinem, zatrzymałem się na tem stanowisku, z którego szeroko wzrok sięga na wszystkie strony, a rozpamiętywał wyrżnięcie rodaków [500 polskich gości weselnych, których wyrżnięto w Moskwie w 1606 roku] towarzyszów Dymitra, i rocznicę roku 1612go [rzeź kapitulującej, polskiej załogi Kremla] i wyrżnięcie Pragi [czyli prawobrzeżnej części Warszawy w 1794 roku], powiedziałem sobie, że teraz w r.”
Nie tylko satysfakcja z odwetu przepełniała polskie dusze. Znaleźli się i tacy, którzy z podziwem i współczuciem pisali o zajętym mieście i jego tragicznym losie. Konstanty Janta w swoim „Dzienniku wojny moskiewskiej w roku 1812” opisywał: „Pożar Moskwy był tak wielki i straszny, jakby wulkanu eksplozja; w powietrze buchały kłęby ogniste barw rozmaitych, czerwone, sine, zielonawe, siarczyste; a te dobywały się z miejsc, gdzie były ogromne składy słoniny, oliwy, oleju, łoju, wosków i innych podobnych palnych przedmiotów. W cesarskim zamku Kremlu od spieków pożaru szyby popękały. To miasto paliło się ciągle dniem i nocą prawie dni jedenaście, a tak wielki był ogień, że w ciemnej nocy o mil kilka za miastem jakby we dnie widzieć można było.”
Polacy mieli zresztą nieco mniej powodów, by odczuwać zażenowanie grabieżą, gdyż w plądrowaniu miasta odznaczyli się przede wszystkim francuscy i niemieccy żołnierze. Wydatnie wspomogli ich rosyjscy mieszkańcy miasta, zwłaszcza pospólstwo, które witało wojska z aklamacjami i wzywało do rabunku, mówiąc „Zwol’te pohulat”. Mimo to, zdarzały się szlachetne postawy. Mnisi moskiewscy rozdawali żywność i wino wszystkim potrzebującym, bez względu na narodowość, litując się nad ludzkimi mękami. Pobyt Polaków w Moskwie w 1812 roku był o wiele krótszy niż dwa wieki wcześniej, trwał nieco ponad miesiąc. Moskwa zapisała się w pamięci Polaków raczej pozytywnie. Wbrew intencjom Rosjan, mieli się w niej zupełnie dobrze. Pożar miasta im nie dokuczył. Pogoda była piękna, a żywności pod dostatkiem. Problemy zaczęły się dopiero podczas odwrotu do Polski.
Odbudowa Moskwy i historyczne interpretacje
Ogromny pożar, który praktycznie zniszczył Moskwę we wrześniu 1812 roku, wstrząsnął wyobraźnią współczesnych. Obecnie niewiele osób wyobraża sobie skalę prac mających na celu odbudowę spalonego miasta. Odbudowa Moskwy po 1812 roku można porównywać jedynie z budową Petersburga od podstaw. Proces ten trwał do 1843 r., kiedy to Państwowa „Komisja Budowy Moskwy” ostatecznie zakończyła swoje prace. Już na pierwszym etapie ze skarbu państwa przeznaczono ogromną kwotę 5 milionów rubli na prace renowacyjne. Aleksander I, chcąc zadowolić „cywilizowanych Europejczyków”, odmówił reparacji i odszkodowań, pozbawiając Rosję wszystkich owoców wielu lat trudnych wojen z napoleońską Francją, Moskwę trzeba było odbudować kosztem rosyjskich chłopów. Wybudowano pięć nowych fabryk produkujących cegły, w budowie nowych budynków brali czynny udział żołnierze z jednostek stacjonujących pod Moskwą.
Historyczne konsekwencje pożaru i jego interpretacje zależały od ideowego kursu rosyjskiej władzy. Panujący dom Romanowów za tragedię Moskwy jednoznacznie obwiniał Napoleona, nie chcąc przyznać się do podpalenia własnej stolicy. W czasach radzieckich obowiązywała początkowo identyczna interpretacja, kojarząca się ze słuszną teorią imperialistycznej wojny i interwencji. Sielankę przerwał Stalin na przełomie lat 40. i 50. XX w., który zażądał od historyków dowodów heroizmu moskiewskiego ludu gotowego ponieść najwyższe ofiary na ołtarzu ojczyzny. Teza była zgodna z wprowadzanym podczas II wojny światowej kultem Kutuzowa, w którym przeglądał się sam generalissimus Stalin. W latach 60. wszystko wróciło na miejsce i Moskwę znowu palili Francuzi. Taka wersja obowiązywała aż do upadku ZSRR, co ma swoje konsekwencje i dzisiaj.