Do tragicznych wydarzeń doszło w nocy z 19 na 20 marca 2024 roku na przystanku autobusowym/tramwajowym przy ulicy Pomorskiej w Łodzi. W sąsiedztwie osiedla akademickiego (określanego jako Radiostacja, nieopodal budynku państwowej rozgłośni oraz Lumumbowo) jeden z mieszkańców zauważył płonącego mężczyznę. To wstrząsające zdarzenie zakończyło się śmiercią bezbronnej ofiary i doprowadziło do długotrwałego procesu sądowego.

Tragiczne wydarzenia na przystanku
Wśród ciemności, przez okno swojego mieszkania, jedna z mieszkanek studenckiego osiedla zauważyła płonącego mężczyznę siedzącego na przystanku tramwajowym. Wezwani na miejsce strażacy szybko ugasili ogień, jednak dla ofiary było już za późno. Paweł J., który zasnął na ławce przystanku tramwajowego, zginął w męczarniach, a jego ciało zostało zwęglone.
Początkowo tożsamość siedzącego na ławce mężczyzny pozostawała nieustalona. Jak tłumaczył wcześniej prokurator Kopania, najprawdopodobniej został on podpalony. Sekcja zwłok wykazała później, że przyczyną śmierci Pawła J. był wstrząs pourazowy spowodowany działaniem wysokiej temperatury i ognia.
Okrutny przebieg zbrodni według śledczych
Z ustaleń śledczych i zapisów monitoringu wynika, że oskarżony Sylwester M. (w chwili zatrzymania 33-letni, podczas procesu 35-letni) zauważył śpiącego na przystanku Pawła J. Napastnik najpierw uderzył go w głowę, a następnie zrzucił mu czapkę. Odszedł, ale jeszcze kilkukrotnie powracał do swojej ofiary, szturchając ją i popychając w ciągu następnych 20 minut. Zapisy monitoringu wskazują niezbicie, że podpalony mężczyzna dawał oznaki życia.
Rekonstrukcja wypadku na autostradzie A1 – BMW oraz KIA
Śledczy ustalili, że Sylwester M. blisko 30 razy użył posiadanych zapalniczek, aby skutecznie podpalić ofiarę - początkowo jej tułów, a następnie włosy. Przykładał ogień m.in. do brody Pawła J., który płonął jak pochodnia i skonał w męczarniach. Sposób, w jaki odebrał życie pokrzywdzonemu, był wyjątkowo makabryczny. Kiedy ogień się pojawił i zaczęło się palić całe ciało 36-latka, napastnik obserwował go z bliskiej odległości i nie podjął żadnych działań mogących uratować płonącemu życie.
Zachowanie sprawcy szczególnie zbulwersowało policjantów i mieszkańców Łodzi, zwłaszcza gdy na miejscu byli już strażacy. Sylwester M. przyglądał się z dość bliska dramatycznej akcji ratunkowej, po czym spokojnie odjechał komunikacją miejską.
Śledztwo i zatrzymanie Sylwestra M.
Ustalanie okoliczności zbrodni rozpoczęło się po nocnym telefonie łodzianki na numer alarmowy. Funkcjonariusze zatrzymali Sylwestra M. dzień po tragedii, 20 marca 2024 roku przed godziną 21, w innej części miasta - w rejonie alei Wyszyńskiego na Retkini, wykorzystując m.in. psy tropiące.
W chwili zatrzymania Sylwester M. był pijany, miał blisko 1,7 promila alkoholu w organizmie. Zachowywał się agresywnie, ale został szybko obezwładniony przez policjantów. Przy sprawcy znaleziono trzy zapalniczki, którymi pstrykał co najmniej 29 razy, aby wzniecić ogień i podpalić ofiarę. Badania wykazały, że zapalniczki były sprawne. Na niedopałku zabezpieczonym w pobliżu miejsca zdarzenia ujawniono ślady DNA należące do oskarżonego.
Podczas przesłuchań w toku śledztwa Sylwester M. nie przyznał się do przedstawionego mu zarzutu. Przed sądem odmówił składania wyjaśnień, ale potwierdził złożone wcześniej w prokuraturze zeznania, według których jedynie próbował obudzić śpiącego na przystanku Pawła J., a nie go podpalić.
Ustalenie tożsamości ofiary
Ustalenie tożsamości ofiary okazało się początkowo dużym problemem. Wątpliwości udało się wyjaśnić dopiero w ciągu miesiąca po zbrodni, gdy po apelach do śledczych zgłosiła się kobieta, która rozpoznała swojego syna po ubraniach, w szczególności po butach. Następnie śledczy pobrali materiał genetyczny od matki, aby porównać go z zebranymi dowodami.
Ofiarą był 36-letni Paweł J. Badania zlecone przez śledczych wykazały, że Paweł J., dręczony przez Sylwestra M., znajdował się na przystanku pod wpływem alkoholu. Zarówno matka, jak i syn żyli w kryzysie bezdomności. Obaj mężczyźni - Sylwester M. i Paweł J. - nigdy wcześniej się nie spotkali.
Proces sądowy w sprawie okrutnej zbrodni
Przed Sądem Okręgowym w Łodzi zakończył się proces w sprawie wstrząsającej zbrodni przy ulicy Pomorskiej. Proces sądowy ruszył w lutym ubiegłego roku i trwał blisko dwa lata. Sylwester M. odpowiadał za podpalenie śpiącego na przystanku Pawła J. i przyglądanie się jego śmierci. Oskarżonemu zarzucono zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem.
Stanowisko prokuratury
Oskarżyciel, prokurator Damian Burzyński, nie miał wątpliwości co do winy i brutalności sprawcy. Podkreślił, że oskarżony działał z bezpośrednim zamiarem zabójstwa. Sposób, w jaki zadał śmierć pokrzywdzonemu, był wyjątkowo makabryczny i doprowadził do jego zgonu w płomieniach. Prokuratura podkreśliła również, że oprawca był zafascynowany makabrycznym zdarzeniem, najpierw przyglądając się płonącemu mężczyźnie, a potem obserwując akcję ratunkową strażaków. Prokuratura domagała się dla oskarżonego dożywocia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po 40 latach.
Linia obrony
Zupełnie inną linię obrony przyjął mecenas Krzysztof Pawłowski. Adwokat zakwestionował opinie biegłych psychiatrów, którzy uznali Sylwestra M. za poczytalnego w chwili popełnienia zbrodni. Obrońca przekonywał, że jego klient jest chory psychicznie i wymaga hospitalizacji, a nie więzienia. "On jest chory psychicznie," mówił mecenas Pawłowski, dodając: "Jego nie należy sądzić, a leczyć." Oskarżony poparł wniosek swojego obrońcy.
Wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi
Wyrok w sprawie okrutnej zbrodni - podpalenia mężczyzny na przystanku tramwajowym - zapadł w środę 25 lutego 2026 roku w Sądzie Okręgowym w Łodzi. Sylwester M. usłyszał karę 28 lat więzienia za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem.

Sędzia Agnieszka Szeliga w uzasadnieniu podkreśliła, że oskarżony dopuścił się zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, ponieważ jego czyn łączył się z zadawaniem ofierze zbędnych cierpień. "Oskarżony po wznieceniu ognia mógł pomóc ofierze, ale tego nie zrobił" - zaznaczyła sędzia, dodając: "Było to zadawanie zbędnych cierpień."
Sąd zamknął przewód sądowy po wygłoszeniu mów końcowych przez strony. Ponadto, skazany będzie musiał przekazać - w ramach zadośćuczynienia - matce ofiary 50 tysięcy złotych. O warunkowe i przedterminowe zwolnienie z zakładu karnego Sylwester M. będzie mógł ubiegać się najwcześniej po odbyciu 20 lat kary.
Wprawdzie prokurator domagał się dożywocia, jednak sąd nie wymierzył takiej kary, wskazując na okoliczności łagodzące: opinie biegłych (psychiatry i psychologa) oraz niekaralność oskarżonego. Wyrok nie jest prawomocny. "Złożę apelację" - zareagował oskarżony zaraz po odczytaniu wyroku, a jego obrońca również zapowiedział apelację.
tags: #okrutne #podpalenie #w #lodzi