Tragiczny pożar w Opatowie
Do pożaru doszło w niedzielę późnym wieczorem w jednym z mieszkań w komunalnym budynku socjalnym w Opatowie (woj. świętokrzyskie) przy ul. Starowałowej. W mieszkaniu na pierwszym piętrze budynku, w którym wybuchł pożar, był 65-letni mężczyzna. Został on przez strażaków wyniesiony z mieszkania i przekazany zespołowi ratownictwa medycznego. Niestety, nie dawał on już oznak życia. Lekarz stwierdził jego zgon - powiedziała dziennikarzom mł. asp. Katarzyna Czesna-Wójcik z Komendy Powiatowej Policji w Opatowie.
Z budynku ewakuowano siedem osób. Organizowane są dla nich lokale zastępcze. Akcja gaśnicza trwała do późnych godzin nocnych. Na razie nie są znane przyczyny pożaru. Wyjaśni to śledztwo prowadzone pod nadzorem prokuratora.

Pożar garażu podziemnego w Warszawie
Pożar wybuchł dziś rano w garażu podziemnym bloku przy ul. Górczewskiej 181 na warszawskiej Woli. W ogniu stanęło kilka zaparkowanych tam samochodów. Nic nikomu się nie stało, ale duże zadymienie w klatce schodowej spowodowało, że strażacy podjęli decyzję o ewakuacji mieszkańców. Z budynku wyprowadzono około 150 osób.
W blisko dwugodzinnej akcji gaśniczej brało udział blisko 90 strażaków z 22 jednostek. Około godz. 8 pożar został opanowany. Jednak ze względu na bardzo wysoką temperaturę i zadymienie jeszcze przez kilka godzin inspektorzy Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego nie mogli wejść do budynku.
Ewakuowanymi mieszkańcami zajęły się władze Woli. Miejskimi autobusami zostali oni przewiezieni do szkół przygotowanych na tę okoliczność przez dzielnicę. Kilkadziesiąt osób trafiło do szkoły nr 351 przy ul. Jana Olbrachta. Mieszkańcy otrzymali tam kanapki, ciepły posiłek i możliwość skorzystania z pomocy psychologa. Wraz z warszawskim Biurem Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego dzielnica na wszelki wypadek przygotowała także miejsca noclegowe w sali gimnastycznej tej placówki. Choć pożar wybuchł w budynku prywatnym i zapewnienie lokali zastępczych leży po stronie administracji, nikogo nie zostawimy bez dachu nad głową - zapewnia Krzysztof Strzałkowski, burmistrz Woli.
Ostatecznie okazało się, że w garażu spłonęło aż 47 samochodów. Wieczorem nadzór budowlany ocenił, że budynek H nie nadaje się do zamieszkania. Dach nad głową straciło blisko 150 osób. Władze dzielnicy zapewniają, że są w stanie zapewnić im nocleg przynajmniej na kilka dni.

Nowe wozy strażackie dla OSP w województwie lubelskim
Pieniądze na zakup nowych wozów dla jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej pochodzą z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego. Cały projekt jest wart niemal 32 mln zł, z czego 20 mln zł pochodzi z funduszy unijnych i taką właśnie kwotę przeznaczył zarząd województwa na zakup nowego sprzętu.
Głównym celem przedsięwzięcia jest poprawa stanu bezpieczeństwa ekologicznego województwa lubelskiego oraz zapobieganie degradacji środowiska naturalnego poprzez bardziej efektywne prowadzenie akcji ratowniczo-gaśniczych oraz szybsze i skuteczniejsze usuwanie skutków zagrożeń naturalnych - podkreśla Beata Górka, rzeczniczka prasowa marszałka województwa lubelskiego.
Do jednostek OSP trafią ostatecznie 43 samochody ratowniczo-gaśnicze, średnie i ciężkie, które spełniają najwyższe normy na poziomie europejskim. Pojazdy będą od razu wyposażone w niezbędny sprzęt do prowadzenia akcji ratunkowych. Skorzystają na tym 43 gminy z województwa lubelskiego.
Nowe wozy strażackie trafią do jednostek OSP w gminach: Krzywda, Hańsk, Urzędów, Milejów, Niedrzwica Duża, Obsza, Żyrzyn, Skierbieszów, Kraśniczyn, Ułęż, Batorz, Ryki, Zamość, Szastarka, Końskowola, Lubartów, Chodel, miasto Dęblin, gminy Goraj, Puławy, Krynice, Spiczyn, Stoczek Łukowski, Zalesie, Międzyrzec Podlaski, Potok Górny, Ludwin, Markuszów, Dzierzkowice, Nałęczów, Serniki, Piaski, Trzydnik Duży, Serokomla, Kraśnik, Wólka, Ulhówek, Stary Zamość, Głusk, Nielisz, Komarów - Osada, Strzyżewice oraz Drelów.

Oleg Sencow laureatem Nagrody im. Stanisława Vincenza
Nagroda im. Stanisława Vincenza, przyznawana za wybitne osiągnięcia w popularyzacji kultury Europy Środkowo-Wschodniej, w tym roku trafiła do reżysera Olega Sencowa. Laureat otrzymał tytuł i 40 tys. zł.
"Tegoroczny laureat, Oleg Sencow, łączy działania artystyczne z zaangażowaniem w walkę o wolność i podstawowe prawa człowieka, zwłaszcza prawa osób prześladowanych i narażonych na represje" - uzasadnił wybór Dominik Jaśkowiec, przewodniczący Rady Miasta Krakowa i Kapituły Nagrody Vincenza.
"To nie tylko silny głos niepodległej Ukrainy, sprzeciw wobec bezprawnej aneksji Krymu, ale to także odwaga twórcy zaangażowanego, ale jednocześnie ważny uniwersalny głos sztuki manifestującej wolność słowa, niezawisłość i tożsamość naszego regionu" - dodał Jaśkowiec.
Oleg Sencow zadebiutował w 2012 r. filmem fabularnym "Gracz", nagrodzonym na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Rotterdamie. W 2013 r. Sencow dołączył do Automajdanu, ruchu walczącego o wolność i prawa człowieka. 11 maja 2014 r. został aresztowany na okupowanym przez Rosję Krymie pod zarzutem planowania działań terrorystycznych, a w sierpniu 2015 r. skazano go w Moskwie na 20 lat łagru.
Po aresztowaniu i skazaniu Olega Sencowa Polska Akademia Filmowa wraz z Europejską Akademią Filmową zainicjowały apel filmowców z całego świata o jego uwolnienie, pod którym podpisało się wielu twórców filmowych i ludzi kultury, m.in.: Agnieszka Holland, Andrzej Wajda, Krzysztof Zanussi, Paweł Pawlikowski, Małgorzata Szumowska. Akcje solidarności prowadziły narodowe akademie z całej Europy, a także festiwale filmowe w Berlinie, Wenecji, Krakowie i Warszawie. W 2017 r. podczas gali finałowej Krakowskiego Festiwalu Filmowego cała widownia kina Kijów podniosła kartki treści: "Uwolnić Olega Sencowa!".
W więzieniu Sencow nie przestał tworzyć - napisał trzy scenariusze filmowe, dwa zbiory opowiadań, dwie powieści i dziennik głodówki. We wrześniu 2019 r. Sencow został zwolniony z więzienia i powrócił na Ukrainę.
Nagroda im. Stanisława Vincenza jest przyznawana od 2005 r. Jej fundatorami byli: w latach 2005-07 Instytut Studiów Wschodnich, a w latach 2008-10 Prezydent Miasta Krakowa. Na mocy uchwały z 2011 roku nagroda przyznawana jest przez Radę Miasta Krakowa. Laureatami nagrody są m.in.: Tomas Venclova, Jiři Gruša, Krzysztof Czyżewski, Emil Brix, Agnieszka Holland, Tatiana Tołstoj, Andrzej Stasiuk, Martin Pollack, Magda Vášáryova, Serhij Żadan, Jacek Purchla, Jarosław Hrycak, Swietłana Aleksijewicz, Krzysztof Penderecki.
Patron Nagrody - Stanisław Vincenz (1888-1971) był etnografem, eseistą, filozofem, pisarzem, autorem słynnej trylogii "Na wysokiej połoninie". Był badaczem i wnikliwym znawcą kultury Huculszczyzny i Pokucia.

Piotr Adamczyk o roli w filmie "Testosteron" i wyzwaniach aktorskich
Pierwszy dzień na planie "Testosteronu" zaczął się dla Piotra Adamczyka od bójki z Maciejem Stuhrem, oczywiście, w imię sztuki i wedle wskazówek scenariusza. - Całą akcję na planie podejrzał jakiś fotograf, a potem jedna z gazet stworzyła z tego historię, że tak naprawdę zrobiłem to z osobistych pobudek. Tytuł artykułu brzmiał: "Papież bił się na planie" - wspomina scenę Piotr Adamczyk w rozmowie z magazynem "Sukces".
"Testosteron" to komedia o mężczyznach i hormonach. Rozgrywa się w ciągu kilkudziesięciu godzin po pewnym ślubie, z którego uciekła panna młoda. Piotr Adamczyk gra pana młodego Kornela. Tomasz Kot wcielił się w jego przyjaciela. Na planie spotkali się jeszcze Krzysztof Stelmaszyk, Borys Szyc, Tomasz Karolak, Cezary Kosiński i wspomniany Maciej Stuhr. Za całość odpowiadają Andrzej Saramonowicz i Tomasz Konecki, którym zawdzięczamy już komedie "Pół serio" oraz "Ciało" i serial "Tango z aniołem".
- Na ekranie oglądamy siedmiu facetów, bardzo różniących się od siebie, o różnym wykształceniu, światopoglądach i doświadczeniach, którzy przez przypadek znaleźli się w zamkniętym pomieszczeniu. I zaczyna się męskie picie. Teoretycznie trwa wesele, ale nie ma na nim żadnej kobiety, bo panna młoda uciekła sprzed ołtarza - opowiada o "Testosteronie" Adamczyk, który w świadomości widzów zapisał się najpierw jako Chopin, a potem jako Jan Paweł II.
- Mój bohater przechodzi od histerii do kompletnego stuporu - opowiada o swojej kreacji. W życiu prywatnym Adamczyk daleki jest od świętości, ale potrafi panować nad swoimi emocjami. A gdy nie wytrzymuje, ujście dla swoich frustracji znajduje w sportach ekstremalnych, w tym w skokach na spadochronie. Uwielbia również wspinaczkę i jazdę konną. Trochę nurkuje. Emocje pozwala mu uwalniać przede wszystkim jego zawód, chociaż bywa ciężko.
- Zostaliśmy wywiezieni na miesiąc na plan filmowy pod Warszawę i prawie odcięto nas od świata - wspomina nieco żartobliwie pracę nad "Testosteronem". - Na planie testosteron strzelał, wszyscy konkurowali ze sobą. Dochodziło do sprzeczek (...) - zawsze jednak powodem walki była jakość filmu - dodaje i podkreśla: - "Testosteron" to więc nie tylko zabawna historia na ekranie, ale dla nas, aktorów, także fajna historia pracy. Było ciężko, mało snu i życie w koszarowym klimacie.
Teraz Piotra Adamczyka czeka kolejne wyzwanie - zmierzenie się z publicznością. Coraz bardziej odchodzi od roli Jana Pawła II i nie wiadomo, czy widzowie mu na to pozwolą. - Wierzę, że każdy widz ma świadomość, że jestem po prostu aktorem - mówi, ale jednocześnie wspomina reakcję publiczności w Teatrze Narodowym, gdy z jego ust pada wulgaryzm. Zmęczony jest również prośbami o błogosławieństwo, czy o możliwość pocałowania go w dłoń. - Mam już odpowiedź przygotowaną w kilku językach, że moje błogosławieństwo nie działa - zdradza, choć ma nadzieję, że są to tylko żarty. Zresztą to nie wielkie epopeje, dramaty, czy tragedie są jego prawdziwym żywiołem, a właśnie komedia.
- Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że komedia to jest mój prawdziwy żywioł - podkreśla i przypomina sobie z jaką radością przyjął propozycję Saramonowicza, by wystąpić w "Testosteronie". Telefon zadzwonił, gdy pracował jeszcze nad kreacją Jana Pawła II. - Ucieszyłem się, poczułem, że ta rola, którą niektórzy nazywali moją ostatnią rolą w życiu, jednak ostatnią nie będzie. A był już taki moment, że się tego przestraszyłem - wspomina i przyznaje, że po roli głowy Kościoła, która była dla niego ważna nie tyle ze względów zawodowych, co duchowych, teraz chciałby na ekranie pokazać nieco ciemniejszą stronę swojej osobowości i swoich umiejętności aktorskich. - Aktor, który cały czas gra tę samą rolę, przestaje być ciekawy - stwierdza. Adamczyk wie jedno: do historii nie chce jeszcze przechodzić.