Pożar w escape roomie w Koszalinie: Opinie biegłych i przebieg procesu sądowego

Tragiczny pożar, który wybuchł w escape roomie "To Nie Pokój" w Koszalinie (woj. zachodniopomorskie) przy ul. Piłsudskiego 88 w dniu 4 stycznia 2019 roku, pochłonął życie pięciu 15-letnich dziewcząt. Były to uczennice klasy III "d" Gimnazjum nr 9, obecnie SP nr 18, świętujące urodziny jednej z nich. Według ustaleń prokuratury przyczyną pożaru był ulatniający się gaz z butli zasilających przenośne piecyki gazowe w budynku. Śledztwo i późniejszy proces sądowy ujawniły szereg zaniedbań i naruszeń bezpieczeństwa, a także rzuciły światło na rolę opinii biegłych w ocenie okoliczności tragedii.

Thematic photo of an escape room entrance or a fire incident scene with emergency vehicles

Akt oskarżenia i zarzuty

Akt oskarżenia objął cztery osoby związane z działalnością escape roomu. Oskarżeni to 30-letni Miłosz S. z Poznania, organizator i wynajmujący lokal, jego babcia Małgorzata W., która rejestrowała działalność, jego matka Beata W., współprowadząca działalność, oraz pracownik escape roomu, 27-letni Radosław D..

Oskarżonym przedstawiono tożsame zarzuty: umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pięciu 15-letnich dziewcząt. Grozi im do 8 lat pozbawienia wolności. Miłosz S. przebywał w areszcie od 7 stycznia 2019 r. do 10 listopada 2020 r. Ten środek zapobiegawczy był również stosowany wobec Radosława D. od 19 października 2019 r.

Kluczowe zaniedbania i naruszenia bezpieczeństwa

Prokuratura w akcie oskarżenia wyraźnie wskazała na liczne nieprawidłowości:

  • Nie poinformowano Urzędu Miejskiego w Koszalinie o całkowitej zmianie przeznaczenia budynku, który stał się obiektem użyteczności publicznej.
  • Nie poinformowano służb zajmujących się badaniem stanu bezpieczeństwa w tego typu obiektach.
  • W obiekcie nie stworzono żadnych dróg ewakuacji.
  • Nagromadzono materiały łatwopalne, głównie w poczekalni obiektu, ale także w poszczególnych pokojach zagadek.
  • Jedynym źródłem ogrzewania budynku były przenośne piecyki gazowe zasilane z butli.
Diagram showing fire safety violations in an escape room (e.g., blocked exits, gas heaters, flammable materials)

Rola pracownika Radosława D.

Zgodnie z ustaleniami prokuratury, Radosław D., który był w pracy, gdy doszło do tragedii, "nie zrobił niczego, co leżało w jego możliwościach, aby uratować zmarłe pokrzywdzone". Prokurator zaznaczył, że nie próbował stłumić ognia, użyć gaśnic, które były w obiekcie, ani praktycznie nie wzywał pomocy ze strony służb, głównie straży pożarnej.

W toku śledztwa Miłosz S., Małgorzata W. i Beata W. nie przyznali się do stawianych zarzutów i odmówili składania wyjaśnień. Radosław D. również nie przyznał się do zarzucanych czynów, twierdząc, że chciał uczynić wszystko, aby uratować pokrzywdzone. Prokurator nie dał temu wiary, wskazując, że jego wyjaśnienia nie zgadzają się z zebranym materiałem dowodowym. Całość materiału dowodowego liczyła 40 tomów.

Opinie biegłych w śledztwie i procesie sądowym

Kluczową rolę w ustalaniu przyczyn i okoliczności tragedii odegrały opinie biegłych. Prokuratura Okręgowa w Koszalinie uzyskała dwie opinie biegłych z zakresu działania straży pożarnej i służb ratowniczo-medycznych. Pierwszą z nich, wykonaną przez biegłych ze Szkoły Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie, otrzymano w listopadzie 2020 roku. Drugą uzyskano na przełomie lutego i marca 2021 roku, co było przyczyną przedłużenia śledztwa.

Ekspertyzy dotyczące przyczyn pożaru i instalacji gazowych

W procesie zeznawało dwóch biegłych z zakresu instalacji gazowej i pożarnictwa. Rodzice pokrzywdzonych dopytywali m.in. o to, czy są w stanie określić, gdzie piecyki znajdowały się w momencie pożaru i dlaczego po rozszczelnieniu butli gazowej obudowa piecyka od wewnątrz była tylko nieznacznie nadpalona.

Biegli, którzy nie zezwolili na ujawnienie swoich danych osobowych, wskazali, że w poczekalni obiektu znajdowały się dwa piecyki różnych marek, zainstalowane na różnych wysokościach i w różnych miejscach. W jednym piecyku znajdowała się butla gazowa. Przyznali, że obudowa piecyka, z którego była wyjęta butla, wyglądała na bardziej uszkodzoną, zaznaczając, że obie obudowy wykonano z różnych materiałów i mogły się różnie zachować.

W odniesieniu do uszkodzenia piecyka po rozszczelnieniu butli, ewentualnego wybuchu i pożaru, biegły wskazał, że w przypadku nawet niewielkiej nieszczelności należy wziąć pod uwagę właściwości gazu propan-butan. Gaz ten jest dwukrotnie cięższy od powietrza i wypływa, przesuwa się w dół, rozkładając się pasmem na wysokości około 10 cm od podłoża. "Mieszaninę wybuchowości jest trudno osiągnąć. Natomiast iskra, otwarty ogień - to czynniki inicjujące zapłon." W jego ocenie płomień, który powstał wewnątrz obudowy piecyka, w dolnej jego części, palił się tak długo, na ile w pomieszczeniu było powietrza, po czym mógł zgasnąć, gdy zadymiło się w pomieszczeniu.

Drugi z biegłych przyznał, że pisząc w opinii o drewnianych drzwiach zamontowanych w poszczególnych pokojach zagadek, posłużył się pewnym uproszczeniem. Obaj biegli zgodnie stwierdzili, że drzwi tego typu, które były w escape roomie, są "poza wszelką klasyfikacją, jeśli chodzi o klasę odporności ogniowej". Najniższa klasa zakłada zachowanie izolacyjności i szczelności przez 30 minut, podczas gdy takie drzwi wytrzymują zaledwie 4 minuty.

Odnosząc się do wentylacji, biegli stwierdzili, że nawet gdyby działała, miałaby niewielki wpływ na sposób przemieszczania się gazu z nieszczelności, a tym samym na przebieg pożaru. Tłumaczyli, że propan-butan, będąc cięższym od powietrza, osiada na podłodze na wysokości około 10 cm, a ruch powietrza spowodowany wentylacją grawitacyjną nie ma większego wpływu na wyciek. Brak wentylacji lub jej osłabienie "powoduje, że pożar w etapie wstępnym, rozciąga się", ale dotyczy to pożaru, nie ulatniania się ciężkiego propan-butanu.

How propane works

Analiza działań służb ratowniczych

Z akt śledztwa wyłączono do odrębnego postępowania materiały dotyczące wątku pracy służb prowadzących działania gaśnicze i ratownicze w miejscu zdarzenia. Było to zgodne z oczekiwaniami rodziców zmarłych dziewcząt i ich pełnomocników. Rodzice domagali się kontynuowania tej części śledztwa, złożyli stosowne wnioski dowodowe, w których domagali się pogłębionych, a nawet interdyscyplinarnych opinii. Prokuratura przychyliła się do tych wniosków.

Opinia dotycząca działań podjętych na miejscu tragedii przez służby ratowniczo-medyczne, sporządzona przez ekspertów z Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej PUM w Szczecinie, wpłynęła do akt sprawy na przełomie lutego i marca 2021 roku. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie, Ryszard Gąsiorowski, podkreślił, że dokument jest obszerny i w całości wyczerpuje temat.

Przebieg procesu sądowego i wyrok

Proces czworga oskarżonych toczył się przed Sądem Okręgowym w Koszalinie od grudnia 2021 roku. W toku postępowania sądowego przeprowadzono szczegółowe postępowanie dowodowe, obejmujące 40 tomów akt sprawy, szereg opinii biegłych z zakresu pożarnictwa, instalacji gazowych i sądowo-lekarskich, a także zeznania świadków, uczestników gier i właścicieli innych escape roomów.

Obrońcy organizatora escape roomu, adwokat Wojciech Janus oraz Wiesław Breliński, przedstawili szereg argumentów podważających zasadność stawianych zarzutów. Mimo to, w finale procesu dotyczącego escape roomu w Koszalinie, Sąd orzekł wobec organizatora i pracownika kary w wymiarze 2 lat pozbawienia wolności oraz 10-letni zakaz prowadzenia działalności gospodarczej usługowej związanej z kulturą, sportem, rozrywką i rekreacją.

Sąd orzekł również solidarnie nawiązki na rzecz pokrzywdzonych oraz zobowiązał oskarżonych, wobec których orzeczono kary z warunkowym zawieszeniem ich wykonania, do pisemnego informowania Sądu co 6 miesięcy o przebiegu okresu próby.

Oświadczenie rodziców i kontrowersje wokół śledztwa

Rodzice pięciu 15-latek, które zginęły w koszalińskim escape roomie, wydali oświadczenie, w którym zarzucili koszalińskiej prokuraturze szereg zaniedbań. Stwierdzili, że podana przez prokuraturę przyczyna pożaru, jako rozszczelnienie się instalacji piecyka gazowego, jest "sprzeczne z opinią zespołu biegłych z Instalacji gazowych i pożarnictwa". Wyrazili również niezrozumienie, dlaczego prokuratura i policja nie zabezpieczyły w należyty sposób dowodów w sprawie, w szczególności miejsca zdarzenia i rzeczy, które się tam znajdowały. "Wywiezienie ich na wysypisko śmieci, bez należytego zweryfikowania, przyczyniło się do tego, że wiele ważnych śladów zostało bezpowrotnie zatartych" - odczytał Adam Pietras, pełnomocnik rodziców.

Wśród zarzutów znalazły się również twierdzenia, że publikowane w mediach informacje były nieprawdziwe i wprowadzały opinię publiczną w błąd, zwłaszcza w kwestii udziału strażaków. Rodzice podkreślili, że w pierwszym rzucie na miejsce tragedii dojechało ośmiu strażaków, z których dwóch weszło do środka po pewnym czasie, a następnie po ponad 8 minutach dojechało kolejnych sześciu. Ich zdaniem, ilość sił i środków do prowadzonych działań nie była wystarczająca, a kierowanie nimi nie było prawidłowe.

Thematic photo of parents in court or a memorial for victims

Konsekwencje i kontrole na terenie kraju

Po tragedii w koszalińskim escape roomie, przeprowadzono ogólnopolskie kontrole w pokojach zagadek. Działania strażaków wykazały, że około 80% tego typu obiektów nie spełniało wymogów bezpieczeństwa pożarowego. Z powodu zagrożenia strażacy nakazali zamknąć 79 lokali w całym kraju.

tags: #opinie #bieglych #pozar #w #escape #roomie