Niestety, tragicznie zakończyły się losy dawnego kościoła Braci Morawskich przy ul. Żeromskiego 56 w Łodzi. Dziś, wchodząc na podwórko przy tym adresie, widać jedynie zawalony budynek, a patrząc na ruiny, trudno przypuszczać, że stała tu kiedyś świątynia. Wydarzenia te wiążą się z pożarem, w którym zginął człowiek, oraz z zawaleniem konstrukcji.

Historia Kościoła Braci Morawskich przy Żeromskiego 56
Kościół, znany również jako kościół Matki Bożej Nieustającej Pomocy, był niewielką, neobarokową świątynią. Został zbudowany na początku XX wieku, między 1911 a 1913 rokiem, dla mieszkających w Łodzi Braci Morawskich. Bracia Morawscy, nazywani także herrnhutami, pojawili się na ziemiach polskich w XIX wieku.
Z czasem ich autonomiczne gminy, w tym i ta w Łodzi, przejął Kościół ewangelicko-augsburski, stając się właścicielem nieruchomości przy ul. Żeromskiego. Po zakończeniu II wojny światowej, we wrześniu 1948 roku, ewangelicy wynajęli tę świątynię Polskiemu Narodowemu Kościołowi Katolickiemu (obecnie Kościołowi Polskokatolickiemu). W listopadzie tego samego roku świątynia pod wezwaniem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy została uroczyście konsekrowana.
Kościół był wynajmowany przez to wyznanie do 1990 roku, kiedy to ewangelicy augsburscy wypowiedzieli dzierżawę. Przez długi czas świątynia pozostawała opuszczona, a w końcu została sprzedana. Warto zaznaczyć, że kościół był wpisany do rejestru zabytków, co podkreślało jego historyczną wartość.

Jeszcze kilka lat temu, Rinke Rooyens kręcił tu sceny do serialu dokumentalnego poświęconego osobom bezdomnym. Dwóch z nich mieszkało w opuszczonym kościele, co niestety okazało się tragiczne w skutkach.
Tragiczny pożar z ofiarą śmiertelną
W sobotę, o świcie, około godziny 5:30-5:45, w budynku dawnej świątyni przy ul. Żeromskiego 56 wybuchł tragiczny pożar. Około 50-letni mężczyzna stracił w nim życie, a jego kolega z objawami zatrucia gazami pożarowymi trafił do szpitala.
Jak wstępnie ustalili pożarnicy, przyczyną pojawienia się ognia było zapruszenie ognia. Obaj bezdomni mężczyźni koczowali w opuszczonym kościele co najmniej od kilku dni i to prawdopodobnie oni spowodowali ten tragiczny pożar. Ogień pojawił się w murowanej kaplicy. Gdy dym zaczął wydobywać się na zewnątrz, a szklane szyby pękać od piekielnej temperatury, wezwano strażaków.
Dyżurny otrzymał zgłoszenie kwadrans później i wysłał na miejsce ekipy. W akcji ratunkowej uczestniczyło 10 zastępów straży pożarnej. Po przyjeździe, część ratowników wbiegła do środka świątyni (drewniane drzwi były otwarte). Tuż przy wyjściu natknęli się na bezdomnego, który wskazał, że na piętrze został jego kolega. Strażacy ruszyli mu na pomoc, wbiegając na górę, ale niestety nieprzytomny 50-latek już nie żył. Drugiego z mężczyzn wyprowadzono na zewnątrz i przekazano ekipie pogotowia ratunkowego.
"GD 112": OSP Gdańsk Sobieszewo Gasi Pożar Samochodu.
Skutki pożaru i komentarz właścicielki
Ogień udało się ugasić błyskawicznie, a jego zarzewie znajdowało się na piętrze - tam, gdzie przebywali bezdomni mężczyźni. Spaleniu uległ drewniany strop, część dachu i wieżyczki. Ogień zniszczył także zabytkowe wnętrze budowli. Straty oszacowano na 50 tysięcy złotych.
Właścicielka spalonej świątyni skomentowała sytuację słowami: „Nie ma sposobu na bezdomnych. Wejście było solidnie zabezpieczone, a i tak udało im się wejść do środka”. W sobotę rano liczyła straty i ponownie zabezpieczała wejście.
Zawalenie konstrukcji budynku
Niezależnie od pożaru, w piątek (dzień przed pożarem), łódzcy strażacy otrzymali informacje o zawalonym dachu w nieużytkowanym kościele przy ul. Żeromskiego. Jak jednak ustalili, do zawalenia mogło dojść wcześniej. Jeden z młodych Ukraińców, wynajmujący mieszkanie w stojącej obok kamienicy, tak skomentował sytuację: „Nawet nie widziałem kiedy to się stało. Rano jak wychodziłem do pracy mury stały, jak wróciłem już nie..”.
tags: #pozar #kosciola #na #zeromskiego