Każdy pojazd strażacki musi posiadać specjalistyczny certyfikat, aby móc wyjeżdżać do akcji ratowniczych. Niestety, zbyt wysokie ceny tych certyfikatów, krytykowane już od 2018 roku, wciąż stanowią poważną barierę dla wielu jednostek Ochotniczych Straży Pożarnych (OSP). Pomimo składanych obietnic, ceny te nie zostały obniżone, co znacząco utrudnia pozyskiwanie i utrzymanie sprawnych pojazdów przez te ważne dla społeczności formacje.
Problematyka certyfikacji pojazdów pożarniczych
Certyfikaty dla wozów bojowych OSP wydawane są przez Centrum Naukowo-Badawcze Ochrony Przeciwpożarowej im. Józefa Tuliszkowskiego w Józefowie. Dokument ten potwierdza, że pojazd spełnia wszelkie wymagania techniczno-użytkowe i jest dopuszczony do udziału w akcjach ratowniczo-gaśniczych. Koszt uzyskania takiego certyfikatu jest jednak niezwykle wysoki i wynosi kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Poseł Paweł Szramka z Kukiz'15 złożył interpelację do ministra spraw wewnętrznych i administracji w tej sprawie. Przywołał on przykład OSP w Aleksandrowie Kujawskim, która otrzymała w darowiźnie samochód pożarniczy z zagranicy. Niestety, gmina nie była w stanie pokryć kosztu certyfikatu, który wynosił 80 tysięcy złotych, co w efekcie uniemożliwiło wykorzystanie pojazdu. Jak przypomina portal InfoSecurity24.pl, obniżenie cen certyfikatów do 10 tysięcy złotych zapowiadał już pod koniec 2018 roku ówczesny Komendant Główny PSP, gen. brygadier Leszek Suski. Projekt rozporządzenia w tej sprawie miał trafić do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji już wiosną 2018 roku, jednak prace nad nim wciąż trwają, co potwierdził wiceminister Maciej Wąsik. Strażacy i samorządy czekają na stosowne rozporządzenie od półtora roku, a problem ten dotyczy wielu z ponad 4300 jednostek OSP działających w Krajowym Systemie Ratowniczo-Gaśniczym (KSRG).

Wyzwania operacyjne jednostek OSP
Sytuacja Ochotniczej Straży Pożarnej z Niewachlowa, jedynej działającej w Kielcach, jest przykładem trudności, z jakimi borykają się jednostki. Ich jedyny wóz ratowniczo-gaśniczy, 42-letni Jelcz, uległ awarii podczas gaszenia pożaru. Koszt naprawy autopompy szacowany jest na około 7000 złotych, ale to tylko niewielka część potrzeb. Strażakom potrzebny jest nowy samochód, którego koszt wynosi około 850 tysięcy złotych. Rozważają ogłoszenie zbiórki publicznej, ponieważ liczą na wsparcie społeczne, podobnie jak podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, gdzie udało im się zebrać 20 tysięcy złotych w tym roku.
Ochotnicy z Kielc otrzymali w ubiegłym roku od wojewody nowoczesny sprzęt hydrauliczny do ratowania ofiar wypadków samochodowych. Niestety, nie mogą go używać, ponieważ stary Jelcz nie ma miejsca na jego transport. Sprzęt leży w remizie od prawie roku, czekając na lepsze czasy. Jelcz, który służył w jednostce, ma bogatą historię i brał udział w wielu akcjach, w tym w gaszeniu pożaru fabryki styropianu, hali Targów Kielce czy składowiska elektrośmieci w Micigoździe. Ostatnia awaria zmusiła do wycofania go z podziału bojowego. Pomimo posiadania nowoczesnego sprzętu, jednostka nie ma kluczowego elementu - pojazdu, którym można by go dowieźć na miejsce akcji.
Nowe rozwiązania w zakresie mobilności strażaków ochotników
W odpowiedzi na problemy z szybkim dotarciem strażaków ochotników do remiz, szczególnie w dużych miastach z gęstym ruchem drogowym, planowane jest wprowadzenie nowego rozwiązania legislacyjnego. Ma ono polegać na montowaniu w prywatnych samochodach strażaków OSP zielonego, migającego sygnalizatora ostrzegawczego.
Projekt został zaakceptowany w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji i wkrótce ma trafić do Sejmu. Celem jest wysłanie jasnego sygnału dla innych kierowców: "jadę pomagać, jeśli możesz, to ułatw mi przejazd". Ważne jest podkreślenie, że nowe przepisy nie będą oznaczać przyzwolenia na łamanie prawa. Zielony sygnalizator nie będzie oznaczał pojazdu uprzywilejowanego w rozumieniu przepisów Kodeksu drogowego. Nie będzie mu towarzyszył sygnał dźwiękowy, a sam kolor ma pełnić funkcję wyłącznie informacyjną. Kierowca z takim światłem nadal będzie zobowiązany do przestrzegania wszystkich przepisów ruchu drogowego, a inni uczestnicy ruchu nie będą mieli prawnego obowiązku ustąpienia mu pierwszeństwa.

Rozwiązanie to funkcjonuje już w niektórych regionach Kanady i Stanów Zjednoczonych. W Polsce projekt nowelizuje ustawę Prawo o ruchu drogowym oraz ustawę o ochotniczych strażach pożarnych. Autorzy zastrzegają, że pojazd wysyłający zielone światło błyskowe nie będzie pojazdem uprzywilejowanym. Kluczowa różnica w stosunku do pojazdów uprzywilejowanych polega na tym, że zgodnie z kodeksem drogowym pojazd uprzywilejowany musi wysyłać jednocześnie niebieskie światła błyskowe oraz sygnał dźwiękowy o zmiennym tonie. Zielony sygnalizator nie będzie spełniał tej definicji.
Wprowadzenie zielonego sygnalizatora budzi sporo emocji. W sondzie przeprowadzonej przez Remiza.pl 805 z 1127 respondentów opowiedziało się za takim rozwiązaniem. Jednocześnie pojawia się postulat wprowadzenia jasnego systemu kar za nadużycia. Ustawodawca zapowiada doprecyzowanie przepisów o sankcje dla osób używających sygnalizatora bezpodstawnie, w tym mandaty i punkty karne. Koszt sygnalizatora dla strażaków będzie symboliczny, kilkanaście do kilkudziesięciu złotych, jednak rodzi to pytanie o jednolity standard urządzeń.
W Polsce działa ponad 16 tysięcy jednostek OSP, skupiających ponad 700 tysięcy strażaków ochotników. Jeśli zielone światło rzeczywiście skróci czas kompletowania załogi i wyjazdu wozu, może przełożyć się na realne sekundy w walce o życie. Warunkiem jest jednak świadomość kierowców, co oznacza zielony błysk w lusterku.
Gotowość operacyjna jednostek OSP: Inspekcje i wyzwania
Strażacy ochotnicy są gotowi do niesienia pomocy o każdej porze dnia i nocy. Na dźwięk syreny lub innego powiadomienia porzucają bieżące obowiązki i udają się do remizy. Po przybyciu do garażu przebierają się w ubrania specjalne, wsiadają do wozu i wyjeżdżają do zdarzenia. Kluczowe dla zapewnienia pełnej gotowości do działania jest dostępność przynajmniej jednego dowódcy, jednego kierowcy oraz co najmniej dwóch strażaków o każdej porze, a także sprawność pojazdów i sprzętu.
Jednostki OSP poddawane są regularnym, niezapowiedzianym inspekcjom gotowości operacyjnej, które mają na celu sprawdzenie rzeczywistej zdolności do podjęcia działań ratowniczo-gaśniczych. Inspekcje często rozpoczynają się od włączenia systemu alarmowego, a czas wyjazdu zastępu przed garaż jest mierzony. Brak możliwości wyjazdu zastępu w czasie 15 minut skutkuje oceną niedostateczną. Aby uzyskać punkty na tym etapie, zastęp musi składać się z co najmniej 4 strażaków, w tym kierowcy i dowódcy. Weryfikacja posiadanej wiedzy odbywa się poprzez pisemny test wiedzy, który jest różny dla dowódców, kierowców i ratowników.

Największym wyzwaniem dla jednostek OSP, obok braku sprzętu czy awarii pojazdów, są problemy z obsadą. Brak rozwiązań prawnych pozwalających na finansowanie kursów prawa jazdy na kategorie niezbędne do prowadzenia pojazdów pożarniczych stanowi znaczącą przeszkodę. Kierowcami w OSP są zazwyczaj osoby, które zdobyły odpowiednie uprawnienia z własnej inicjatywy. Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Wielkopolski apeluje o zmianę przepisów, by umożliwić kierowcom z kategorią B prowadzenie pojazdów ratowniczo-gaśniczych o dopuszczalnej masie całkowitej nieprzekraczającej 5000 kg. Obecne przepisy, ograniczające możliwość prowadzenia takich pojazdów do osób z kategorią C, powodują, że wiele nowo zakupionych samochodów może pozostawać w remizach.
Wielu kierowców zawodowych z kategorią C ma ograniczoną dostępność w godzinach pracy, co w praktyce oznacza, że w przypadku natychmiastowego alarmu nie ma kto wyjechać do akcji. Proponowana zmiana przepisów pozwoliłaby na znaczące zwiększenie liczby dostępnych kierowców i poprawę zdolności operacyjnej jednostek. Stowarzyszenie wskazuje na podobne odstępstwa w przepisach, np. dla pojazdów zasilanych paliwami alternatywnymi.
Jednostki OSP borykają się również z niedofinansowaniem, co przekłada się na brak środków na wyposażenie, utrzymanie sprzętu w dobrym stanie technicznym czy zdobywanie uprawnień do kierowania specjalistycznymi pojazdami. Raport Najwyższej Izby Kontroli wykazał, że tylko 30% jednostek OSP jest gotowych do akcji ratunkowych, a strażakom brakuje uprawnień, badań lekarskich i ubezpieczeń. Odpowiedzialność za ten stan ponoszą głównie gminy, które finansują OSP. NIK zwraca uwagę na nieprawidłowe i nieefektywne wydawanie publicznych pieniędzy na funkcjonowanie OSP, wskazując na przypadki przyznawania środków na zakup samochodów jednostkom, które nie miały w załodze ratowników lub kierowców z odpowiednimi uprawnieniami.
Przynależność do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego (KSRG) ma kluczowe znaczenie dla profesjonalizmu ratowników i efektywności działań. Jednostki OSP działające w ramach KSRG współpracują ściśle z Państwową Strażą Pożarną, co przekłada się na lepsze wyszkolenie i wyposażenie. Raport NIK wskazuje, że strażacy spoza systemu, sporadycznie biorąc udział w akcjach, często stwarzali zagrożenie dla siebie samych i zwiększali ryzyko niepowodzenia działań. NIK skontrolowała dokumentację z akcji strażaków z OSP działających w ramach KSRG i spoza niego, stwierdzając, że najczęściej lekceważony był obowiązek dotyczący badań lekarskich.
Finansowanie badań lekarskich i ubezpieczeń leży po stronie gmin, jednak połowa samorządów nie kierowała członków OSP na okresowe badania lekarskie i nie monitorowała ich ważności. Zapewnienie gotowości operacyjnej jest najważniejszym zadaniem każdej jednostki OSP, a kluczowe jest zadbanie o gotowość ratowników. Wdrożono narzędzie w aplikacji Strażak.Online, pomagające monitorować dostępność strażaków w danej chwili, co ułatwia zarządzanie gotowością bojową.