Zatrzymanie sprawcy podpalenia we Wrocławiu
Głubczyccy policjanci zatrzymali sprawcę podpalenia wrocławskiego poprawczaka, do którego doszło 8 kwietnia tego roku. Jeden z podpalaczy, 19-letni Paweł M., trafił z poparzeniami do wrocławskiego szpitala, z którego uciekł dwa dni później. Policjanci odnaleźli go w domu jego rodziców, gdzie ukrywał się w… lodówce.

Wczoraj policjanci sekcji kryminalnej głubczyckiej Policji zatrzymali 19-letniego Pawła M. Jest to jeden ze sprawców podpalenia wrocławskiego poprawczaka, które miało miejsce 8 kwietnia 2007 roku. Dwa dni później dwaj z nich uciekli ze szpitala. Wśród nich był 19-letni Paweł M., mieszkaniec Głubczyc. Policjanci ustalili, że chłopak może ukrywać się na terenie Głubczyc, w domu swoich rodziców. Funkcjonariusze udali się pod wskazany adres i ostrzegli mieszkańców o zamiarze wejścia, nawet przy użyciu siły. Wówczas drzwi zostały otwarte. Po przeszukaniu pomieszczeń, funkcjonariusze odnaleźli Pawła M.
Pożar i aresztowania w Zakładzie Poprawczym w Sadowicach
Dwóch wychowanków Zakładu Poprawczego w Sadowicach (Dolnośląskie), podejrzanych o podpalenie, zostało aresztowanych na miesiąc. W szpitalu przebywało 8 osób poszkodowanych w pożarze, wszyscy czuli się już dobrze. Dyrektor zakładu twierdził, że w placówce nie doszło do buntu, a jedynie do „zrozumiałej frustracji” spowodowanej odmową wyjazdu na święta.
Pożar w zakładzie wybuchł w niedzielę nad ranem, a ogień gasiło osiem jednostek straży pożarnej. Jak poinformował Krzysztof Zaporowski z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, dwaj aresztowani mieli 16 i 19 lat. Prokuratura postawiła im zarzut spowodowania zagrożenia życia i zdrowia wielu osób, za co grozi do 10 lat więzienia.
Zdaniem dyrektora placówki, Zbigniewa Stępnia, odmowa wydania przepustek spowodowała próbę ucieczki wychowanków. Dyrektor poinformował również o stworzeniu grupy warunkowego pobytu z wzmożonym nadzorem wychowawczym i zakazem opuszczania budynku, która do tej pory sprawdzała się w przekonywaniu wychowanków.
W szpitalu przebywało 8 osób poszkodowanych w pożarze, w tym dwóch wychowanków, którzy byli w komorze tlenowej. Pozostałych 6 poszkodowanych, czujących się lepiej, było pod stałym nadzorem policji i wychowawców. Straty ośrodka nie zostały jeszcze oszacowane, ale wstępne oględziny nie wykazały poważnych uszkodzeń budynku. Ogień nie dotarł do pomieszczeń socjalnych, a poza śladami zadymienia nie stwierdzono poważniejszych strat.

Charakterystyka wychowanków i personelu
W Zakładzie Poprawczym w Sadowicach przebywało na stałe blisko 70 wychowanków, skazanych głównie za kradzieże, rozboje i pobicia. Dyrektor określił ich jako „młodych ludzi, dla których środek to ostateczność”, trafiających tam, gdy inne instytucje nie radziły sobie z ich problemami. Zakład ten był jedynym na całej zachodniej ścianie kraju, przyjmującym wychowanków z całej Polski.
Wszyscy przebywający w nim wychowankowie byli upośledzeni umysłowo i kwalifikowani do kształcenia specjalnego. Dyrektor wyjaśnił, że nie byli chorzy psychicznie, a główne przyczyny ich upośledzenia to zaniedbania wychowawcze i niski poziom inteligencji, co sprawiało, że emocje często brały górę nad rozumem. Wśród nich byli jednak również wychowankowie skazani za gwałty i zabójstwa.
W pożarze oprócz wychowanków ucierpiał także około 50-letni wychowawca i jeden ze strażników. Wychowawca doznał poparzeń, ale był już w domu i czuł się lepiej. Strażnik tylko na chwilę stracił przytomność, ale również czuł się dobrze i był w domu.
Podobne zdarzenia i konsekwencje prawne
Sąd Okręgowy w Legnicy skazał 10 prowodyrów buntu, który wybuchł w marcu ubiegłego roku w poprawczaku w Jerzmanicach Zdroju na Dolnym Śląsku. Najcięższe wyroki otrzymali sprawcy podpalenia barykady, którzy spędzili w więzieniu 5 lat. Pozostali, którzy demolowali mienie, otrzymali łagodniejsze wyroki. Ze względu na trudności w ustaleniu przebiegu zdarzeń i zmienne zeznania świadków, sąd zastosował wobec buntowników odpowiedzialność zbiorową.
Podczas buntu w dolnośląskim poprawczaku spłonęło całe piętro budynku, zniszczone zostały meble i sprzęt RTV. Ogółem straty oceniono na ponad 100 tys. zł.
Nagranie z drona pokazuje rozległe zniszczenia po zabójczym tornadzie w Brazylii
Kolejne zatrzymania w sprawie podpalenia w Sadowicach
Według informacji RMF FM, będą kolejne zatrzymania w sprawie podpalenia poprawczaka w Sadowicach koło Wrocławia. Prokurator zamierza postawić zarzuty ośmiu kolejnym osobom. Do tej pory zatrzymano i aresztowano tylko dwóch wychowanków ośrodka, którym grozi do 10 lat więzienia.
Była to dokładnie zaplanowana próba ucieczki, podczas której uciekinierzy liczyli na mniejszą niż zwykle czujność strażników. Pożar wywołali o godzinie 4 nad ranem w pierwszy dzień świąt, wykorzystując fakt trwającego remontu ogrodzenia, co spowodowało brak płotu na kilkudziesięciu metrach.
Jedyną przeszkodą do wolności były metalowe kraty w oknach, które próbowali wyrwać. Gdy ta próba się nie powiodła, postanowili spowodować pożar. Zabarykadowali się łóżkami, materacami, kocami i innymi przedmiotami, które następnie podpalili. 8 z 10 wychowanków zaczadziło się dymem. Lekarze nie pozwolili na razie na ich przesłuchanie.
W budynku poprawczaka w Jerzmanicach Zdroju przebywało 43 młodych mężczyzn w wieku od 15 do 20 lat. Z niewiadomych przyczyn pensjonariusze zabarykadowali się na drugim piętrze i podpalili stertę materacy i połamanych krzeseł. Na miejsce przyjechało pięć jednostek straży. Dopiero gdy pomieszczenia wypełnił gryzący dym, buntownicy zaczęli wzywać pomocy. W porę udało się wszystkich ewakuować. Trzem chłopcom udzielono pomocy na miejscu, a jedna osoba z objawami zaczadzenia trafiła do szpitala.

tags: #pan #od #muzyki #podpalenie #poprawczaka