Pożar jako Żywioł i Rozwój Świadomości Przeciwpożarowej
Początkiem cywilizacji był ogień, dzięki któremu - niezależnie od jego dwoistości - człowiek dotarł aż do XXI wieku. Ogień z jednej strony przyczynił się do technologicznego rozwoju ludzkości, z drugiej zaś, jako żywioł niszczycielski, do wielu tragedii, śmierci, strat materialnych, a czasami - upadku miast.
„Twoja to rzecz się dzieje, gdy płonie ściana sąsiada. A lekceważone pożary zwykły przybierać na sile” - pisał kronikarz Wincenty Kadłubek.
Inaczej, choć równie prawdziwie, wypowiedział się Teodor (Fiodor) Tiutczew, dziewiętnastowieczny rosyjski dyplomata i poeta: „Pod żywiołem oszalałym / Co rozpętał się zdradziecko. / Człowiek samotny oniemiały / Stoi jak bezradne dziecko”.
Jakub Haur (1632-1709), polski popularyzator wiedzy rolniczej, w traktacie „O czterech żywiołach”, pisał, że ogień jest dobrodziejstwem dla człowieka, ale również bywa szkodliwy „osobliwie tym, którzy go jakim głupstwem albo nieostrożnością używają”. Jednak - będąc dzieckiem swojej epoki - przekonywał, że skutecznymi środkami zwalczania pożarów są: modlitwy, chleb św. Agaty wrzucany do ognia oraz supliki zanoszone do patrona od ognia i chroniącego przed pożarem - św. Floriana.
Władysław Smoleński (1851-1926), profesor historii Uniwersytetu Warszawskiego, krytykując brak wiedzy w społeczeństwie polskim i jego zabobonną wiarę, uzupełniał tę listę o obchodzenie pożaru przez księży z najświętszym sakramentem oraz miłosierdzie Boskie.
Zapoczątkowana w końcu XVIII wieku zmiana świadomości w rozumieniu pożaru, jako zjawiska fizyko-chemicznego, i jego zwalczania zawarta jest między innymi we wstępie do „Ustawy ogniowej” ustanowionej dla koszar królewskich kadetów w Warszawie w roku 1773, gdzie zdecydowanie wyrażono opinię, że pożar, w przeciwieństwie do tego, co głoszono nie tylko w Średniowieczu, nie jest karą Boską za grzechy, ale wynika z ludzkiej nieuwagi, opieszałości i gnuśności.

Ewolucja Narzędzi Gaśniczych - Od Wiader do Pomp
Najdłużej stosowanymi narzędziami gaśniczymi są wiadra, dawniej drewniane lub skórzane - beczki i stągwie oraz bosaki i siekiery przeznaczone do rozrywania konstrukcji budynku, i oczywiście drabiny. Używano także namoczonych wodą płacht, najpierw skórzanych, a później wojłokowych, do ochrony dachów budynków sąsiednich. Przez setki lat technika pożarnicza ograniczała się do narzędzi najprostszych i najpowszechniej stosowanych.
Nie pamiętano lub nie znano antycznego urządzenia, ręcznej pompy Ctesibiusa (285-228 r.p.n.e), greckiego konstruktora i wynalazcy, bardzo podobnej do znacznie późniejszej konstrukcji Herona (10-70 r.n.e.) z Aleksandrii w dawnej Polsce zwanej sikawką ogniową. To właśnie ona podlegała największym przeobrażeniom konstrukcyjnym, aby później stać się wyznacznikiem rozwoju techniki pożarniczej.
Do szerszej znajomości jej konstrukcji i stosowania przyczyniło się dzieło Marka Witruwiusza (81 p.n.e-15 n.e), rzymskiego architekta i inżyniera wojskowego - „O budownictwie ksiąg dziesięć” - gdzie w rozdziale „O machinie Ktezibiusza, która jak najwyżej wodę podnosi” znalazł się także opis pompy do gaszenia pożarów, która mogła być używana przez rzymskich wigilów, członków „millitia vigilum”. W polskim przekładzie nie zamieszczono jej rysunku, ale można go odnaleźć w dziele Federico Commandino (1509-1575: włoski humanista, matematyk, tłumacz).
Zanim Europejczycy „przypomnieli” sobie o skuteczniejszym niż „strzykawka” urządzeniu do gaszenia pożarów, podobnego do pompy Ctesibiusa i Herona, ich rozwiązania do XVI w. mogły być znane tylko z dzieła arabskiego uczonego Al-Jazarii ibn al-Razzaz (1136-1206) wynalazcy, konstruktora, matematyka i artysty. Do upowszechnienia osiągnięć naukowych i technicznych przyczynił się dopiero druk, dzięki któremu Europa dowiadywała się o nowościach dużo łatwiej i powszechniej niż z dokumentów rękopiśmiennych.
Najstarszym, jak się wydaje, drukowanym źródłem zawierającym opis i rysunek sikawki ogniowej jest dzieło Jacquesa Bessona (1530-1573) francuskiego matematyka, konstruktora i wynalazcy, wydane w 1578 roku. Porównując konstrukcje Ctesibiusa i Bessona widać zasadniczą między nimi różnicę: zamiast tłoków do wytworzenia i nadania prędkości przepływowi wody zastosował śrubę. Rozwiązanie to, jako mało skuteczne, nie znalazło późniejszego zastosowania.

Do istotnego rozwoju w europejskiej technice pożarniczej przyczyniły się prace Hansa Hautscha (1595-1670), Georga Boecklera/Böcklera (1617-1687), Jana van der Heydena (1637-1712) - niekiedy nazywanego holenderskim Canaletto, Heinricha Zeisinga (?-1610) i Bernarda de Belidora (1698-1761). Wszyscy ci konstruktorzy, choć w podobny sposób, przekształcili i udoskonalili konstrukcję antycznego inżyniera, tworząc urządzenia mniejsze, do przenoszenia, i większe, zwane w Polsce wozowymi, do przewożenia zaprzęgami konnymi. Mimo pojawiania się coraz doskonalszych pomp - bardziej wydajnych i o większym zasięgu strumienia wody - nadal były używane te proste, jednotłokowe pompy, zwane „strzykawkami”, wykonywane z drewna lub mosiądzu. Charakteryzowały się one małą wydajnością i praktycznie mogły być używane tylko do gaszenia niewielkich zarzewi ognia i dlatego, na przykład w przypadku pożaru kamienicy, nie przynosiły większych skutków. Wynikało to z tego, że ich pojemność wynosiła zaledwie 3 - 5 litrów, choć bywały także większe 10- i 20-litrowe, ale i one także nie były skuteczne.
W Polsce były one znane od co najmniej pierwszej połowy XVI w., jeśli nie od jego początku. Świadczy o tym zamówienie stu takich sikawek po pożarze Wilna w 1542 r. u krakowskich rzemieślników Johana i Stanisława Kłodownickiego, w cenie 15 groszy za jedną. Innym świadectwem ich obecności w tym samym okresie, tym razem w Warszawie, jest uchwała rady miejskiej z 1548 r. „Constitutio de incendio”.
Pierwszy polski opis sikawki ogniowej, wraz z rysunkiem, znajduje się w dziele Stanisława Solskiego (1622-1701), matematyka, architekta, autora dzieła o maszynach i geometrii. To siedemnastowieczne dzieło, „Architekt Polski”, zawiera szczegółowy opis konstrukcji wykonanej z drewna (dębu, gruszy i śliwy), nie wyłączając części ruchomych jak tłoki i prądownica (rura QR). We wstępie autor informował czytelników, że wiele miast posiada maszyny do gaszenia - „Instrument bardzo wygodny, zwłaszcza gdzie ogień przystąpić nie dopuści [...] i ciska wodę na najwyższe dachy”.
Ponad 80 lat później, Józef Osiński (1738-1802), pedagog, autor wielu dzieł z zakresu fizyki, mechaniki i elektryczności, w podręczniku „Fizyka doświadczeniami potwierdzona” opisuje urządzenie do „zalewania ognia” z wężami tłoczącymi wodę, przypominające rozwiązania Jana van der Heydena (węże umożliwiały doprowadzenie wody do wnętrza palącego się budynku). Osiński wyjaśniał: „Gdy więc ogień pokaże się naczynie wodą napełniają, która pompami złożonemi na przemian pędzona […] wypada i ogień zalewa […] rurkę dla tego daią skórzaną [wąż], aby woda w każdą stronę mogła bydź obrócona”.
Najpowszechniejszymi konstrukcjami były maszyny obsługiwane przez dwóch lub czterech pompiarzy. Aby zwiększyć ich skuteczność, budowniczowie proponowali urządzenia obsługiwane nawet przez kilkunastu mężczyzn. Efektywność sikawki w XVIII wieku można było ocenić na podstawie wytycznej, która brzmiała: „Sikawki naylepsze są takie, które blisko trzy beczki wody w iedney minucie do 60. lub 70. stóp w górę wyrzucać mogą [17-20 m]”.
Niezwykle rzadko występującym w polskiej ikonografii przedstawieniem sikawki ogniowej jest rysunek Jana Pawła Norblina „Pożar Pałacu Rzeczypospolitey” w roku 1782. Widać na nim akcję gaszenia, gdzie najbardziej zwraca uwagę tłum ciekawskich. Autor centralnie umieścił sikawkę wozową wężową i pracujących pompiarzy oraz ludzi ratujących z pałacu przedmioty i dokumenty. O wydarzeniu tym obszernie donosiła „Gazeta Warszawska” z 18 grudnia 1782 roku. Paliło się poddasze, bo jak widać, węże „wchodzą” do wnętrza budynku.
Jedną z najstarszych polskich norm prawnych dotyczących narzędzi gaśniczych i mającą znaczenie ogólnokrajowe, jest zamieszczony w zbiorze konstytucji z roku 1632 ciekawy zapis powtarzany w roku 1648, 1669, 1674 i 1678. Dokument ten, „Porządek na seymie elekcyi między Warszawą a Wolą [...]”, w punkcie 18 ustalał zasady dotyczące narzędzi ogniowych, zobowiązując wszystkich gospodarzy i właścicieli domów do posiadania naczyń napełnionych wodą, bosaków, drabin i „innych rzeczy do tego należących”. Nakazywano, aby w rynkach przy kuchniach polowych, stawianych podczas obrad sejmowych, znajdowały się także beczki i stągwie z wodą, za co odpowiedzialni byli marszałkowie. W przypadku nieposzanowania tych zasad groziła kara czternastu grzywien, a każdy niszczący narzędzia ogniowe karany był sześciotygodniowym więzieniem z jednoczesnym wynagrodzeniem szkody.
Wraz z rozwojem miast, gdy zwiększała się liczba mieszkańców budynków, wzrastała liczba potencjalnych źródeł pożarów i narzędzi do ich gaszenia. Ustalano miejsca przechowywania sprzętu i zwracano większą uwagę na jego stan techniczny, a także wyznaczono urzędników za to odpowiedzialnych. Za dowożenie wody i dużych sikawek wozowych odpowiadały nie tylko cechy, jak na przykład piwowarów, ale także konfraternie furmanów i fiakrów oraz poczta - organizacje dysponujące własnymi lub wynajętymi końmi. Pod koniec XVII stulecia większe miasta polskie miały urządzenia gaśnicze.
Do końca XVIII wieku to władze miejskie i cechy kupowały narzędzia ogniowe, zwłaszcza te najdroższe - sikawki przenośne (wiadrowe) i przewoźne (wozowe). Natomiast mieszczanie sami musieli wyposażać swoje kamienice i warsztaty w najprostsze sikawki typu „strzykawka”, drabiny (krótsze), bosaki i naczynia z wodą.
Jednym z ciekawszych dokumentów jest warszawski „Porządek ogniowy” ustanowiony przez marszałka Stanisława Lubomirskiego w roku 1779, dotyczący Starej i Nowej Warszawy oraz wszystkich jej jurydyk. Według „Porządku” w mieście, oprócz 24 studni publicznych, znajdowało się 75 stągiew, 14 sikawek wozowych (w tym kilka wężowych), 15 sikawek wiadrowych, 142 mosiężne sikawki typu „strzykawka”, 366 wąworków (wiader), 102 bosaki i 42 drabiny. W „Porządku” po raz pierwszy, wzorem innych miast, wprowadzono zasady znakowania sprzętu, co miało pomóc w utrzymaniu porządku i ułatwić jego kontrolę.
Interesującym wydarzeniem, godnym prasowego odnotowania, a to z powodu jego głównego bohatera, była prezentacja narzędzi ogniowych przeznaczonych dla Zamku Królewskiego w Warszawie. Dnia 8 września; „Król Jmć P.N. Miły [Stanisław August Poniatowski] w przeszły wtorek po obiedzie [...] raczył oglądać sikawkę nowo inwentowaną dla prędszego zalania ognia; tudzież drabinę z Anglii zapisaną, żeby z każdego piątra mogli się ludzie w pożarze (gdy iuż przez schody uciekać dla ognia nie można) przez okno bezpiecznie salwować; oraz inne do porządku bronienia podczas pożaru potrzebne statki, z rządu teraźnieyszey tegoż Jmci pana Marszałka WXLit. [Władysław Gurowski] juryzdykcyi obmyślone” („Gazeta Warszawska” 1787, nr 72).
Owe nowe nabytki nie były przeznaczone li tylko na potrzeby Zamku Królewskiego. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, od ośmiu lat narzędzia ogniowe składowane w zamku mogły być dysponowane do pożarów w obu miastach, Starej i Nowej Warszawie. Na mocy zapisów „Porządku ogniowego” ustanowionego przez marszałka Wielkiego Koronnego Stanisława Lubomirskiego i, jak zapisano, dzięki przychylności króla: „Do tak potrzebney ustawy J.K.Mść Pan Nasz Miłościwy, doznawszy dotąd zawsze ratunek łaskawie z Zamku swego Królewskieg, determinować raczył w przystawieniu do pożaru ogniowego sikawek wielkich wozowych z wszelkim porządkiem trzy, sikawek ręcznych sześć, kubełków czyli wąworków sto siedm [!], szturmafasów czyli stągiew z wszelkim porządkiem cztery, bosaków ośm, siekier trzy, drabin trzy, oskard ieden, dziubas ieden y motykę iednę”.
W połowie XIX stulecia, już pod władzą zaborców, pojawiają się pierwsze przepisy normalizujące wymagania techniczne dla sprzętu gaśniczego używanego we wszystkich jednostkach administracyjnych. Na przykład w „Zbiorze przepisów administracyjnych Królestwa Polskiego” z roku 1866 odnajdujemy te dotyczące beczek pożarowych i ich przechowywania (w roku 1843 i 1852), a w przypadku sikawek ogniowych, wytyczne do ich budowy oraz sugestię cen i wymienionych z nazwy dostawców zatwierdzenie przez władze.
Historia gaszenia pożarów
Era Pary w Pożarnictwie - Rewolucja Techniczna
Techniczny przewrót w XIX wieku sprawił, że pojawiły się pierwsze pompy gaśnicze napędzane parą, co zrewolucjonizowało walkę z ogniem.
Centralne Muzeum Pożarnictwa i Pompa G.A. Jaucka
Wśród najoryginalniejszych eksponatów w kolekcji Centralnego Muzeum Pożarnictwa miejsce swoje znalazła pompa parowa wyprodukowana w 1894 r. Dziewiętnastowieczny sprzęt, będący odpowiedzią na zagrożenia, jakie niosła ze sobą doba industrializacji, powstał w lipskiej Fabryce Sprzętu Gaśniczego G.A. Jaucka. Historia zakładu, początkowo zajmującego się odlewnictwem, sięga 1796 r. Z biegiem lat fabryka rozpoczęła produkcję armatury pożarniczej, w tym również od 1877 r. strażackich sikawek parowych.
Podczas pożaru pompa obsługiwana była przez czterech strażaków i zastępowała pracę czterech sikawek ręcznych. Umożliwiała to para napędzająca umieszczony w pozycji poziomej tłok. Powstawała ona w kotle, pod którym rozpalano ogień, a paliwem było drewno i węgiel. Kocioł dostarczyła firma Brede, działająca w okolicach Lipska. Dzięki użyciu przełącznika możliwy był również awaryjny rozruch pompy za pomocą siły ludzkich mięśni, w przypadku, gdy w kotle nie wytworzyło się jeszcze odpowiednie ciśnienie.
Pompy Jaucka reklamowane były jako tanie i niezawodne, co sprawiało, że cieszyły się dużą popularnością w wielu wysoko uprzemysłowionych miastach niemal całej Europy. Muzealny egzemplarz został zakupiony wraz z oprzyrządowaniem za 6500 marek dla Ochotniczej Straży Pożarnej miast Bielska i Białej.

Louis Tidow - Producent z Hanoweru
Firma Louis Tidow powstała w Hanowerze w 1837 roku. Jej założyciel rozpoczął działalność gospodarczą od produkcji maszyn do tkalni. Po śmierci Louisa Tidow w 1878 r. zakład przejął jego syn Konrad. Wytwórczość firmy zdominował ręczny sprzęt strażacki po 1871 r., jednak w najlepszym okresie historii fabryki produkowano również sikawki parowe.
Fabryka skupiała się także na wytwarzaniu ręcznych sikawek strażackich, konnych wozów pogotowia, hydroforów podających wodę do kilku mniejszych sikawek, małych sikawek pachowych z jednym cylindrem i tłokiem, zwijadeł przystosowanych do przyczepienia do wozów konnych, wiader skórzanych oraz przewoźnych beczek na wodę o pojemności od 100 do 450 l. Najwięcej zamówień pochodziło od straży w małych miastach i wsiach położonych na terenie Dolnej Saksonii. Stałymi odbiorcami były ponadto towarzystwa ubezpieczeniowe z terenu dawnej wschodniej Fryzji, z Akwizgranu, Lubeki oraz od Zarządu Garnizonu Pruskich Kolei Królewskich. Produkty nabywały również towarzystwa ubezpieczeniowe z Prus Zachodnich i Poznańskiego, a w ramach umów wszystkie towarzystwa ubezpieczeniowe miały pełnomocnictwo do rekomendowania wyrobów tylko tej firmy. Prawdopodobnie z tego powodu kilka egzemplarzy sikawek Louisa Tidowa znajduje się w Polsce, gdyż firma produkowała sikawki na eksport.
W ostatniej tercji XIX w. firma uczestniczyła w wystawach krajowych i międzynarodowych, zdobywając nagrody, m.in. srebrny medal w Bremie w 1874 r. i w Amsterdamie w 1883 r. Pojawienie się na rynku pożarniczym motopomp było pierwszą oznaką kłopotów dla firm, których wytwórczość opierała się na dziewiętnastowiecznych technologiach. Niestety, firma L. Tidow nie sprostała temu zadaniu i zakończyła działalność około 1927 r.
W zbiorach Centralnego Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach znajdują się dwie sikawki tej firmy. Starsza, pochodząca z około 1904 r., była określana jako sikawka dla małych gmin, charakteryzująca się różnymi średnicami cylindrów i wydajnościami, od 100-110 l/min do 400 l/min. Drugą sikawką tej firmy w zbiorach CMP jest eksponat z około 1910 r., figurował w katalogu jako „nowoczesna sikawka miejsko-terenowa, model Rendsburg”. Sikawkę Rendsburg wyróżniało spośród innych sikawek konnych zastosowanie dźwigni do blokady resorów, co pozwalało na zwiększenie komfortu jazdy po bruku lub osiągnięcie większej prędkości w terenie piaszczystym.

Wpływ Sikawek Parowych na Rozwój Straży Pożarnych
"Spritzenverband" - Formacje Pożarnicze w Królestwie Pruskim
Spritzenverband (Związek Sikawkowy) - formacje te tworzono w Królestwie Pruskim na podstawie § 139 Ustawy o zarządzie i przepisach przeciwpożarowych z dnia 1 sierpnia 1883 r. Różnica w stosunku do ochotniczych straży pożarnych (Freiwillige Feuerwehr) polegała na tym, że związek sikawkowy zawiązywano w celu połączenia kilku podmiotów, których celem było zapewnienie ochrony przeciwpożarowej.
Powodem najczęściej były względy finansowe (sikawka w tamtych latach stanowiła majątek porównywalny z dzisiejszym średnim pojazdem gaśniczym). Celem nie tylko był zakup sikawki, ale również budowa remizy lub zapewnienie odpowiednich zasobów ludzkich oraz koni. Założycielami byli zazwyczaj sołtysi lub rady sołeckie (Gemeindevorstand). Najczęściej, sądząc po treści statutów, była to struktura publiczno-prywatna, ponieważ w wielu wypadkach wśród jego założycieli znajdowali się właściciele folwarków lub innych majątków ziemskich (Np. hrabia von Tiele Winckler z Mosznej w: Nowej Wsi, Ogierniczu i Kujawach; w Chrzelicach zarządca majątku ziemskiego, należącego wtedy do państwa). Ochotnicza straż pożarna była zaś w całości inicjatywą oddolną, społeczną. Obie te formacje opierały się na ochotnikach.
W przypadku braku chętnych tworzono przymusowe straże pożarne (Pflichtfeuerwehr), a w dużych i bogatych miastach tworzono zawodowe straże pożarne (Kommunale Berufsfeuerwehr). W czerwcu 2011 roku wyeksponowano ręczną pompę gaśniczą należącą wcześniej do Ochotniczej Straży Pożarnej w Mokrej, a zakupioną przez Spritzenverband z tej miejscowości, co pokazuje zróżnicowanie używanego sprzętu. Maszyna posiada oryginalne malowanie z fabrycznie naniesioną nazwą właściciela "Spritzenverband Mokrau", co czyni ją tym bardziej cenną.

Historia Straży Pożarnej w Bydgoszczy
Tworzenie służb gaśniczych rozpoczęto w Bydgoszczy na początku XIX wieku. Wcześniej, gdy wybuchał pożar, do jego gaszenia zobowiązany był każdy zdolny do tego mieszkaniec miasta. Z projektem utworzenia straży pożarnej w Bydgoszczy wystąpili kupiec Herman Kraus i radca prawny Karol Wenzl. 20 marca 1864 r. opracowany został statut, wybrano również władze Zarządu Ochotniczej Straży Pożarnej, która rozpoczęła swoją działalność 2 czerwca 1864 roku. Już 10 września odbyły się pierwsze ćwiczenia ze sprzętem zakupionym przez magistrat i od tego czasu takie ćwiczenia prowadzono dwa razy w tygodniu.
W 1872 r. powstała dodatkowo Zawodowa Straż Pożarna. Na jej siedzibę obrano kościół klarysek, których zakon został rozwiązany. Bramę dla konnych wozów przebito w ścianie od strony ul. Jagiellońskiej. Stajnie i magazyn na furaż dla koni mieścił się w sąsiednim budynku. W 1893 r. strażacy otrzymali pierwszą sikawkę parową. W kolejnych latach założono w czternastu punktach miasta sygnalizację przeciwpożarową, a w latach 1898-1900 pojawiły się na ulicach hydranty.
23 grudnia 1911 r. strażacy otrzymali nowo wybudowaną remizę strażacką przy obecnej ul. Pomorskiej 16. Na początku XX w. Bydgoszcz dysponowała 136 hydrantami podziemnymi i 255 nadziemnymi. Już 20 stycznia 1920 r., czyli w pierwszy dzień odzyskanej niepodległości, straż pożarna przeszła w polskie ręce. Na wyposażeniu 52 strażaków znalazły się sikawki ręczne o zaprzęgu konnym oraz dwa pojazdy konne wyposażone w pompy parowe. W 1927 r. straż została zmotoryzowana i wyposażona w dwa pojazdy gaśnicze produkcji francuskiej typu Lafli, drabinę mechaniczną, beczkowóz oraz samochód osobowy. W latach 1920-1934 komendantem Zawodowej Straży Pożarnej był Józef Milewski.
Wybuch drugiej wojny światowej spowodował konieczność gaszenia pożarów powstałych na skutek ataków niemieckiego lotnictwa bombowego. 3 września 1939 r. kolumna złożona z 17 samochodów, pięciu wozów konnych wraz z 62 strażakami zawodowymi i 75 osobami przydzielonymi do rezerwy, opuściła miasto. Po dotarciu do Kowna strażacy wpadli w ręce wojsk radzieckich. Niemcy po przejęciu kontroli nad miastem zorganizowali swoją straż: Feuerschultzpolizei, na czele której stanął przybyły z Gdańska radca Petett. W znaczących zakładach tworzyli zakładowe przymusowe straże pożarne. W trakcie wojny wozy strażackie były pomalowane na zielono. Załogę straży pożarnej zwiększono do 200 ludzi i wyposażono w dużą liczbę samochodów.
W końcu 1944 r., 20 lub 21 stycznia 1945 r., zgodnie z zarządzeniem władz niemieckich, została ewakuowana do Wismaru. Sprzęt pożarniczy załadowano wraz z 36-osobową załogą strażacką na 42 samochody. Z tego taboru do Bydgoszczy powróciły jedynie dwa pojazdy GAM 25 i drabina mechaniczna SD-28 marki Magirus. Jeszcze w trakcie walk o miasto, 25 stycznia 1945 r., pod dowództwem ppor. poż. Leona Piechockiego zawiązała się ponownie Zawodowa Straż Pożarna. Na tymczasową siedzibę wybrano hotel Ratuszowy przy ul. Długiej. Dotychczasowa remiza była całkowicie zdewastowana. Z pomocą sprzętową przyszli strażacy z Nakła, którzy przekazali jeden ze swoich wozów strażackich. Sprzęt ten okazał się niezwykle przydatny, bo w 1945 r. w samej Bydgoszczy gaszono aż 118 pożarów. Dzięki wzmożonej działalności straży zawodowej znad Mierzei Wiślanej sprowadzono pojazdy porzucone przez Niemców, które stały na plaży częściowo zatopione. W ten sposób po wyremontowaniu do miasta przybyły trzy pojazdy: GMC, LGA marki Magirus oraz samochód ciężarowy marki Betford.
Historia gaszenia pożarów
Zachowanie Dziedzictwa - Renowacja i Kolekcje Muzealne
Ponad 100 lat temu służyła miejscowym strażakom - strażacka sikawka konna z ręczną pompą wyprodukowana przez znaną firmę Louis Tidow, z której do czasów współczesnych zachowało się tylko około 50 egzemplarzy. Po przebudowaniu remizy w Sarbce sikawka znalazła schronienie w stodole u jednego z gospodarzy. Jeden ze strażaków, druh Robert Rybarczyk, podjął się jej renowacji i poświęcił dużo swojego prywatnego czasu na przywrócenie jej dawnej świetności, co z pomocą innych strażaków z OSP Sarbia-Sarbka mu się udało.

tags: #parowe #sikawki #strazackie