Wielki Pożar Londynu, który trwał w dniach od 2 do 6 września 1666 roku, był katastrofą o ogromnych konsekwencjach, która na zawsze zmieniła oblicze angielskiej stolicy. Choć z pozoru niosła wyłącznie cierpienie i stratę, stała się również punktem zwrotnym, inspirującym zmiany, które poprawiły życie przyszłych pokoleń.
Londyn przed pożarem
W latach 60. XVII wieku Londyn był największym miastem w Anglii, zamieszkiwanym przez 300-400 tysięcy osób, i trzecim co do wielkości w świecie zachodnim. Angielski pisarz John Evelyn określił je jako „drewniane, typowo północne, niesztuczne skupisko domów”, co oznaczało, że miasto powstawało bez wyraźnego planu, nieustannie się zmieniając w wyniku szybkiego rozwoju i eksurbanizacji. Historycznie miasto znajdowało się pod panowaniem Rzymian, którzy wznieśli wokół niego mur obronny, i to w jego obrębie przez długi okres osiedlali się mieszkańcy.
Charakterystyka zabudowy
W XVII-wiecznym Londynie dominował średniowieczny układ miasta - było ono zatłoczonym labiryntem wąskich, krętych brukowanych uliczek. Przed 1666 rokiem miasto doświadczyło już kilku niebezpiecznych pożarów, z których ostatni miał miejsce w 1633 roku. Chociaż już kilka wieków wcześniej zakazano wznoszenia drewnianych budynków i pokrywania dachów strzechą, to w połowie XVII wieku materiały te nadal były używane ze względu na niską cenę. Jedynym większym obszarem, w którym dominowały cegła i kamień, było bogate centrum, gdzie znajdowały się rezydencje zamożnych kupców i handlarzy.
Budynki mieszkalne były przeludnione, a sposób, w jaki zostały zaprojektowane, zwiększał ryzyko pożarowe. Typowa londyńska wielopiętrowa kamienica czynszowa miała wystające górne kondygnacje (ang. jetties), co sprawiało, że górne piętra budynków stojących naprzeciwko siebie w wąskich uliczkach niemal się stykały, znacząco zwiększając zagrożenie. W 1661 roku król Karol II wydał zakaz umieszczania w nowo powstałych budynkach wystających okien i rozszerzania ich ku górze, zakaz ten był jednak w większości ignorowany.
Rola Tamizy i murów miejskich
Znaczący wpływ na rozprzestrzenienie się pożaru miało nabrzeże Tamizy. Chociaż rzeka zapewniała wodę do gaszenia i umożliwiała ucieczkę łodzią, to jednak w biedniejszych dzielnicach wzdłuż nabrzeża znajdowały się sklepy i piwnice, w których przechowywano łatwopalne materiały, takie jak łój na świece, olej do lamp, spirytus i węgiel. Nabrzeże było również pełne lichych drewnianych czynszówek i chat biedoty, do zbudowania których wykorzystywano papier smołowy, konopie czy len. Wysoki mur z czasów rzymskich utrudniał sprawną ewakuację, ograniczając drogi ucieczki do ośmiu wąskich bram miejskich.
Wcześniejsze katastrofy
W 1666 roku Londyn nadal zmagał się z konsekwencjami Wielkiej Zarazy, która nawiedziła miasto rok wcześniej, powodując tygodniowo nawet 7 tysięcy zgonów. To sprawiło, że miasto było osłabione, a wielu mieszkańców i żołnierzy opuściło je, co dodatkowo utrudniało ewentualną akcję ratunkową.

Początek i rozwój żywiołu
Piekarnia na Pudding Lane
Wielki Pożar Londynu rozpoczął się przypadkowo, w nocy z soboty na niedzielę, 2 września 1666 roku, kilka minut po północy. Do zaprószenia ognia doszło w piekarni królewskiego piekarza Thomasa Farrinora przy ulicy Pudding Lane na wschodzie miasta. Prawdopodobnie jego służąca zapomniała wieczorem wygasić jeden z pieców używanych do wyrobu chleba. Iskry z tlącego się pieca podpaliły leżące obok drewno opałowe. Farrinor wraz z rodziną zdołał uciec z budynku przez okno na piętrze, jednak ich służąca, cierpiąca na lęk wysokości, nie zdążyła wydostać się z płonącego domu i była pierwszą ofiarą pożaru.
Płomienie z piekarni wydostały się na zewnątrz, podpalając słomę w pobliskich stajniach, później strawiły gospodę, skąd rozprzestrzeniły się na całą Thames Street, gdzie nadrzeczne magazyny były wypełnione łatwopalnymi materiałami. Składy zapaliły się lub eksplodowały, zamieniając stosunkowo niewielki pożar w niekontrolowany żywioł. Pobliscy mieszkańcy, widząc, że ich wysiłki idą na marne, porzucili wiadra z wodą i rzucili się do ratowania rodzin i dobytku.
Czynniki sprzyjające rozprzestrzenianiu
Rozprzestrzenianiu się ognia sprzyjały liczne czynniki: wyjątkowo upalne i suche lato, które sprawiło, że drewniane domy wyschły na wiór, oraz silny południowo-wschodni wiatr. Zwarta, drewniana zabudowa miasta, wąskie uliczki, przeludnienie oraz fakt, że wiele domów, zwłaszcza biednych mieszkańców, było pokryte słomą dla ochrony przed deszczem, czyniły je jeszcze bardziej łatwopalnymi.
Do niedzielnego popołudnia pożar stał się
Brak skutecznej walki z ogniem
Miasto nie było przygotowane do tak wielkiej klęski żywiołowej. W XVII-wiecznym Londynie jedyną służbą przeciwpożarową były ochotnicze brygady obywateli wzywanych w razie niebezpieczeństwa przez kościelne dzwony. Nie istniała wówczas policja ani profesjonalna straż pożarna. Ówczesne pożarnictwo opierało się na wodzie i rozbiórce budynków. Każda parafia była prawnie zobowiązana do posiadania wyposażenia do akcji gaśniczej: drabin, skórzanych wiader, toporów i „haków przeciwpożarowych” pozwalających na rozebranie budynku. Niekiedy budynki równano z ziemią za pomocą kontrolowanego detonowania prochu strzelniczego.
Decyzje dotyczące gaszenia pożaru były znacząco opóźnione ze względu na niezdecydowanie ówczesnego lorda majora Londynu, sir Thomasa Bloodwortha. Kiedy Bloodworth przybył na miejsce pożaru, odmówił rozbiórki budynków, twierdząc, że większość z nich jest wynajmowana, a odnalezienie właścicieli może być trudne. Powszechnie uważa się, że Bloodworth nie miał kwalifikacji do objęcia stanowiska lorda majora, brakowało mu doświadczenia i zdolności przywódczych. Kiedy przekazano mu polecenie króla, że należy wyburzyć domy, miał „skamleć żałośnie” i odpowiedzieć, że w takim tempie ogień strawi gaśniczych, zanim uda im się przeprowadzić skuteczną rozbiórkę. Powołując się na swój „honor i publiczny autorytet” odmówił przyjęcia pomocy od żołnierzy księcia Jakuba i wrócił do domu spać. Dopiero na rozkaz króla Karola II rozpoczęto wyburzanie budynków, ale pożar rozprzestrzeniał się szybciej, niż mieszkańcy byli w stanie to zrobić.
Jak wybuchł Wielki Pożar Londynu? | Wielki Pożar: Londyn płonie | Kanał 5 #Historia
Relacje świadków
Przebieg pożaru w swoich dziennikach relacjonowali angielski urzędnik państwowy Samuel Pepys (1633-1703) oraz pisarz John Evelyn. Pepys w niedzielny poranek, obserwując wydarzenia z Tower of London, zauważył, że miejsce, w którym rozpoczął się pożar i jego najbliższa okolica, było pogorzeliskiem. Widział, jak mieszkańcy nie próbowali gasić pożaru na własną rękę, lecz „wszyscy usiłowali ratować swoje dobro: biedni ludzie trzymali się domów, aż póki nie zajęły się ogniem, a wtedy rzucali się do czółen albo tłoczyli się biegając od jednych schodów nad Rzeką do drugich”.
Evelyn odnotował w swoim dzienniku: „Pożoga była tak wszechogarniająca, a ludzie tak nią zaskoczeni, że od samego początku - nie wiedzieć tylko, czy z bezsilności, czy uważając to za daremne - robili niewiele, by ją ugasić. Nie było więc widać ani słychać niczego poza krzykami i lamentami, biegali jeno jak zdezorientowane stworzenia, nie próbując nawet ratować swego dobytku, tak wielkie było ich skonsternowanie”.
Ewakuację utrudniała architektura miasta - ciasne, wąskie uliczki były ledwo w stanie pomieścić uciekających wraz z całym ich dobytkiem. Ludzie rzucali się do Tamizy, ciągnąc za sobą swój dobytek. Bezdomni uciekali bezładnie, chcąc chronić się za miastem. Łuna wielkiego pożaru była widoczna z odległości 45 kilometrów. Pożar osłabł dopiero 5 września, a 6 września opanowano go.
Skutki i konsekwencje
Straty materialne i ludzkie
Wielki Pożar Londynu pochłonął ogromne straty materialne. Zniszczeniu uległo prawie dwie trzecie miasta. Spłonęło około 13 200 domów, 87 kościołów (z 109), w tym zabytkowa Katedra św. Pawła, a także dziesiątki budynków użyteczności publicznej. Szacuje się, że spośród prawie pół miliona mieszkańców 100 tysięcy osób zostało bez dachu nad głową i w miarę godziwych warunków do życia. Paradoksalnie, kataklizm przyniósł niewiele ofiar śmiertelnych bezpośrednio związanych z ogniem - za cud można uznać fakt, że w pożarze zginęło zaledwie około 16 osób, choć badacze historii Londynu szacują, że mogło być ich znacznie więcej, uwzględniając ofiary zmarłe wskutek następstw pożaru.

Poszukiwanie winnych
Po pożarze natychmiast zaczęto szukać winnych, głównie wśród Francuzów i Holendrów, z którymi Anglia toczyła wówczas II wojnę angielsko-holenderską. Krążyły plotki o szpiegach widzianych z zapałkami w dłoni. Wyłapywano i aresztowano wszelkich podejrzanych osobników. Jednym z nich był francuski zegarmistrz Robert Hubert, który stwierdził, że należał do szajki podpalaczy. Mimo, że plątał się w zeznaniach i był upośledzony umysłowo, został uznany winnym podpalenia Londynu i skazany na śmierć. Powieszono go 27 października 1666 roku. Po kilku latach okazało się, że Hubert nie był nawet w Londynie w momencie wybuchu pożaru, co było wygodnym rozwiązaniem dla władz miejskich potrzebujących kozła ofiarnego.
Nieoczekiwane korzyści
Choć historycy spierają się w tej kwestii, przyjęło się, że Wielki Pożar Londynu był zarazem końcem Wielkiej Zarazy. Wraz z częścią miasta zginęła znakomita większość miejskich szczurów oraz pcheł, które miały roznosić chorobę, co znacząco przyczyniło się do wygaśnięcia epidemii trwającej od roku.
Odbudowa i dziedzictwo
Plany odbudowy miasta
Już w ciągu kilku dni po opanowaniu żywiołu król Karol II przystąpił do odbudowy swojej stolicy. Był to ogromny projekt, do którego zatrudniono najlepszych architektów, a prace nadzorował sir Christopher Wren. Parlament uchwalił specjalny podatek na fundusz odbudowy Londynu. Wren, będący wybitnym architektem, zaprojektował nową katedrę św. Pawła i dziesiątki mniejszych, nowych kościołów rozmieszczonych wokół niej. Ambitne plany zakładały stworzenie szerokich alej promieniście wychodzących z głównego placu, jednak ze względu na istniejące prawa własności nie wszystkie zostały zrealizowane.
Podczas odbudowy miasta starano się zmienić jego charakter architektoniczny, aby zapobiec kolejnym tragediom. Nowe budynki stawiano z cegły lub kamienia, tworząc między nimi odstępy; starano się również poszerzać ulice. Wąskie uliczki zostały zakazane, a istniejące ulice poszerzone. Budynki użyteczności publicznej i kościoły były opłacane z nowego podatku węglowego.
Rozwój pożarnictwa
Po katastrofie Londyn stanął przed olbrzymimi problemami ekonomicznymi i społecznymi. Katastrofa uświadomiła władzom konieczność zorganizowania skutecznego systemu ochrony przeciwpożarowej. W 1667 roku Nicholas Barbon założył pierwszą przeciwpożarową firmę ubezpieczeniową: The Fire Office, która zatrudniała własnych strażaków. Inne firmy ubezpieczeniowe szybko poszły w jej ślady, tworząc własne brygady pożarnicze. Budynki ubezpieczone były oznaczane metalowymi tabliczkami z emblematem firmy, co pozwalało strażakom zidentyfikować, które nieruchomości są objęte ochroną. Niestety, strażacy często ignorowali pożary w budynkach nieubezpieczonych przez ich firmę.
Dopiero w 1833 roku dziesięć niezależnych brygad ubezpieczeniowych połączyło siły, tworząc London Fire Engine Establishment (LFEE) pod kierownictwem Jamesa Braidwooda. Impulsem do tej decyzji była rosnąca frustracja z powodu nieskuteczności prywatnych straży pożarnych. Tragiczny pożar na Tooley Street w 1861 roku, w którym zginął Braidwood, spowodował, że rząd brytyjski przejął odpowiedzialność za ochronę przeciwpożarową, przekształcając LFEE w London Fire Brigade (LFB). To, co początkowo było symbolem bezsilności wobec żywiołu, przekształciło się w impuls do opracowania skutecznych narzędzi i instytucji chroniących ludzkie życie i mienie.
Upamiętnienie
W pierwszych latach po pożarze nie zapomniano o upamiętnieniu tego tragicznego wydarzenia. Już dziesięć lat później, niedaleko miejsca pojawienia się pierwszego ognia, postawiono pomnik upamiętniający wydarzenia z 1666 roku, nazwany „Monument”. Kolumna ma 62 metry wysokości i stoi 62 metry od miejsca, gdzie wybuchł Wielki Pożar, a gdzie wówczas stał kościół św. Małgorzaty. Znajdują się na niej płaskorzeźby, które opowiadają historie pożaru. Jeden z napisów głosił, że wielki pożar spowodowała „ręka Boga, wielki wiatr i bardzo sucha pora”. W 1986 roku londyńscy piekarze przeprosili burmistrza Londynu za podpalenie miasta, odsłaniając tablicę potwierdzającą, że jeden z nich, Thomas Farrinor, był winny spowodowania wielkiego pożaru.
Wielki Pożar Londynu trwale zapisał się w angielskiej pamięci zbiorowej, znajdując odzwierciedlenie w literaturze i sztuce. Zainspirował ówczesnych twórców - poetów i malarzy, którym płonący Londyn kojarzył się ze spektakularnymi biblijnymi i mitologicznymi pożarami miast. Interpretowali go jako karę boską za grzechy mieszkańców lub porównywali do zniszczenia Kartaginy czy homeryckiej Troi.