Bohaterska Akcja Starszego Ogniomistrza Wojciecha Włodarczyka z Jelcza-Laskowic

10 marca informowaliśmy o bohaterskiej akcji ratowania życia w artykule "Strażak uratował mu życie". Jej głównym bohaterem jest starszy ogniomistrz Wojciech Włodarczyk z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej Państwowej Straży Pożarnej w Jelczu-Laskowicach, który w niedzielne południe, 3 marca, uratował życie nieprzytomnemu mężczyźnie.

Zdjęcie przedstawiające Wojciecha Włodarczyka lub ogólne zdjęcie strażaka PSP

Przebieg Heroicznej Interwencji

Wojciech Włodarczyk jechał samochodem z rodziną na niedzielny obiad do mamy. Do wyboru miał kilka tras, a jak sam mówi: „Wierzę, że tak miało być”. Na wysokości sklepu „Biedronka” przy ulicy Bożka w Jelczu-Laskowicach zauważył dużą grupę, około trzydziestu, może czterdziestu ludzi. Bez zastanowienia szybko zaparkował samochód i pobiegł sprawdzić, co się dzieje. Na chodniku leżał nieprzytomny mężczyzna w średnim wieku, z zakrwawioną twarzą i pianą na ustach. Początkowo ktoś próbował mu pomagać, ale zniknął, gdy zobaczył, że starszy ogniomistrz wie, co robić.

Szczegółowe zasady udzielania pierwszej pomocy medycznej

Działania Ratownicze na Miejscu Zdarzenia

Włodarczyk natychmiast sprawdził stan poszkodowanego. Okazało się, że mężczyzna oddycha, więc ułożył go w bezpiecznej pozycji. Po chwili jednak oddech zaczął słabnąć. Strażak bez zastanowienia udrożnił drogi oddechowe leżącego i przystąpił do masażu serca. „Oddech wrócił, był chrapliwy, ale wrócił” - opowiadał. Sytuacja powtarzała się kilkukrotnie: oddech wracał, by po ułożeniu w bezpiecznej pozycji znów zaniknąć. W pewnym momencie jakaś kobieta, prawdopodobnie pielęgniarka, zaoferowała pomoc, pilnując, aby drogi oddechowe były drożne. Zanim strażak przystąpił do reanimacji, ktoś z tłumu poinformował, że wezwał karetkę, która jednak nie mogła przyjechać, będąc na innym zdarzeniu. Nie czekając, Włodarczyk wezwał strażaków z JRG, wiedząc, że dysponują sprzętem do reanimacji i są przeszkoleni w takich przypadkach.

Kontynuacja Akcji i Transport Poszkodowanego

Po przybyciu kolegów z JRG, strażacy przejęli poszkodowanego. Dzięki dalszej reanimacji czynności życiowe wracały, ale po chwili znów zanikały. Akcja ratunkowa trwała ponad pół godziny od momentu przyjazdu strażaków. Starszy ogniomistrz nie był świadkiem samego wypadku, ale z opowiadań osób postronnych dowiedział się, że mężczyzna potknął się i mocno uderzył głową w chodnik. Poszkodowany trafił do szpitala w Oławie, a po kilku godzinach przewieziono go helikopterem do Wrocławia. Nie wiadomo, jak by się zakończyła ta dramatyczna sytuacja, gdyby nie szybka i profesjonalna interwencja Wojciecha Włodarczyka.

Historia Poszkodowanego - Pana Ryszarda

Poszkodowanym okazał się 54-letni Ryszard, pochodzący z województwa podkarpackiego, który w Jelczu-Laskowicach miał rozpocząć nowe życie z Ewą. W poniedziałek 4 marca pierwszy raz miał iść do nowej pracy. Los jednak chciał inaczej.

Przyczyny Wypadku i Stan Zdrowia

20 marca, tuż przed powrotem do rodzinnego domu po opuszczeniu placówki medycznej, pan Ryszard mówił: „Nie pamiętam, jak doszło do wypadku i dlaczego znalazłem się w szpitalu. To prawdopodobnie wynik upadku i obrzęku mózgu. Jednego jednak jestem pewien - gdyby nie ten strażak, dziś by mnie tu nie było.” Z opowiadań rodziny wie, że w dniu wypadku szedł do kuzynów na obiad, ale nie dotarł na miejsce. Koło „Biedronki” przy ulicy Bożka dostał rozległego zawału serca, co spowodowało upadek na chodnik, utratę przytomności i mocne uderzenie w głowę, skutkujące obrzękiem mózgu. Obudził się dopiero po sześciu dniach w szpitalu, nie pamiętając niczego i nie zdając sobie sprawy, że otarł się o śmierć. „Nawet nie przypuszczałem, że może mnie spotkać coś takiego. Nigdy nie chorowałem na serce” - dodał pan Ryszard ze łzami w oczach.

Dalsza Rekonwalescencja i Wyrazy Wdzięczności

Zaraz po świętach wielkanocnych pan Ryszard miał jechać do sanatorium na trzy lub cztery tygodnie, po których czekały go trzy miesiące odpoczynku. Prawdopodobnie będzie mógł wrócić do normalnego życia. Ewa, przyjaciółka Ryszarda, dodaje: „Dokładny zakres i czas leczenia będzie jednak zależał od lekarzy. Ale gdyby nie ten strażak, to... nie wiem, jak by się skończyło. Uratował mu życie, naprawdę uratował. To jego zasługa.” Pan Ryszard wyraża ogromną wdzięczność: „Zobaczymy, jak dalej potoczy się nasze życie, ale przede wszystkim chcę podziękować człowiekowi, dzięki któremu żyję.” Z prośbą o kontakt i podziękowania dla „tego strażaka” zadzwoniła także pani Zofia Ziółkowska z Kielc, ciotka pana Ryszarda, mówiąc: „Oby było więcej takich ludzi i lekarzy, którzy szybko udzielili mu fachowej pomocy i dobrze się nim zajęli.”

Wojciech Włodarczyk: Skromny Bohater i Potrzeba Sprzętu

Mimo ogromu wdzięczności i uznania, Wojciech Włodarczyk nie czuje się bohaterem. „Zawsze wydawało mi się, że to normalny ludzki odruch, chociaż znieczulica, jaką zobaczyłem podczas tego wypadku, jest przerażająca” - mówił w rozmowie. „30 ludzi stało i patrzyło, jak człowiek umiera na chodniku.”

Duma Dowódcy i Wyzwania Sprzętowe

Dumny z Wojtka i swoich podopiecznych jest dowódca jednostki JRG w Jelczu-Laskowicach, st. kpt. Witold Deryło. „Cieszę się, że mam takich współpracowników. My, jako strażacy, inaczej jednak podchodzimy do słowa bohaterstwo, bo często spotykamy się z zagrożeniem życia. Akcja pokazała, jak ważne są umiejętności ratowników, ale bez sprzętu niewiele mogą zrobić.”

Kluczowe dla wyrównania pracy serca nieprzytomnego mężczyzny okazało się użycie defibrylatora. Niestety, jednostka strażacka w Jelczu-Laskowicach nie dysponuje takim sprzętem, a mogłaby, gdyby znalazł się sponsor. Koszt defibrylatora to 6-7 tys. zł. O potrzebie zakupu defibrylatora mówił na jednej z sesji Rady Miejskiej radny Krzysztof Woźniak, z zawodu strażak, jednak bezskutecznie, gdyż inni radni nie poparli jego propozycji. Historia ta podkreśla nie tylko bohaterstwo pojedynczego strażaka, ale także uwydatnia potrzebę lepszego wyposażenia służb ratunkowych.

Infografika przedstawiająca znaczenie i działanie defibrylatora

tags: #wojtek #strazak #jelcz #laskowice