11 listopada 2020 roku, w dniu Marszu Niepodległości, który odbył się wbrew zakazowi prezydenta i pomimo podtrzymania zakazu przez sąd, doszło do poważnego incydentu w Warszawie. Na Alei 3 Maja wybuchł pożar mieszkania, który, jak ustalono, został wzniecony od podpalonej racy. Wydarzenie to zapoczątkowało śledztwo, które doprowadziło do zatrzymania, oskarżenia i skazania Piotra K., 36-latka związanego ze środowiskiem pseudokibiców.

Pożar i jego konsekwencje
Pożar mieszkania przy Alei 3 Maja został spowodowany przez rzucenie zapalonej racy w kierunku budynku, gdy czoło Marszu Niepodległości dotarło do Ronda Waszyngtona. Z relacji świadków wynika, że raca miała trafić w okna mieszkania piętro wyżej, gdzie powiewała tęczowa flaga oraz symbol Strajku Kobiet. Mężczyźni rzucający racami mieli krzyczeć "niech się k***a pali!".
Ogień strawił część elewacji, próg oraz drzwi balkonowe do lokalu, w którym mieściła się pracownia artystyczna Stefana Okołowicza, znanego kolekcjonera i znawcy twórczości Witkacego. Straty materialne wyceniono na blisko 4,3 tys. zł. Na szczęście, nikt nie został ranny, a strażacy szybko opanowali sytuację. Ekspertyza biegłego z zakresu pożarnictwa potwierdziła, że pożar zagrażał życiu i zdrowiu co najmniej 18 osób przebywających w budynku, a także mieniu wielkich rozmiarów.
Identyfikacja i zatrzymanie podejrzanego
Po zdarzeniu mundurowi zabezpieczyli nagrania z kamer miejskiego monitoringu, które zarejestrowały wizerunki osób podejrzewanych o związek z tym przestępstwem. Opublikowano je w mediach, co pomogło w identyfikacji sprawców.
Dzięki współpracy stołecznej i białostockiej policji ustalono tożsamość 36-letniego mężczyzny pochodzącego z Białegostoku, Piotra K. Zatrzymanie miało miejsce 13 listopada 2020 roku w Białymstoku, w ostatniej chwili, gdyż podejrzany szykował się do wyjazdu za granicę, do jednego z krajów Beneluksu (najprawdopodobniej do Brukseli, gdzie prowadził firmę). Jego samochód był już przygotowany do drogi, a rzeczy spakowane.
W samochodzie i mieszkaniu Piotra K. zabezpieczono dwa telefony i laptop, których zawartość poddano analizie. Policjanci przejęli także dwie flary ręczne, racę "Fontanna", petardy i gaz pieprzowy. Ustalono również, że Piotr K. był powiązany ze środowiskiem pseudokibiców i w przeszłości był notowany m.in. w związku z naruszeniem nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego, udziałami w bójkach oraz niszczeniu mienia.

Zarzuty i śledztwo
Postępowanie w sprawie pożaru prowadziła Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście-Północ. W niedzielę 15 listopada prokurator przesłuchał Piotra K. w charakterze podejrzanego. Usłyszał on zarzut sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa powstania zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu co najmniej kilkunastu osób, w postaci pożaru, poprzez rzucenie podpaloną racą w kierunku budynku przy al. 3 Maja w Warszawie. Zarzut obejmował także uszkodzenie mienia należącego do pokrzywdzonych.
Czyn ten został zakwalifikowany jako występek chuligański, zagrożony karą pozbawienia wolności do lat ośmiu. Prokurator Aleksandra Skrzyniarz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie, poinformowała, że oskarżony nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Złożył wyjaśnienia, w których zanegował swoje sprawstwo, twierdząc, że raca, od której zapaliło się mieszkanie, nie była rzucona przez niego, lecz "kogoś za jego plecami", a jego własna raca odbiła się od kamienicy i spadła na ziemię.
W toku postępowania przygotowawczego wobec Piotra K. zastosowano środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania, argumentując to obawą matactwa, wysokim zagrożeniem karą oraz obawą ucieczki.
Działania policji podczas Marszu Niepodległości - gen. A. Pawlikowski | Rozmowa Ściśle Jawna odc.234
Proces sądowy i wyrok
Śledztwo zakończyło się skierowaniem aktu oskarżenia do sądu. Proces toczył się przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia.
17 czerwca 2021 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia wydał wyrok, uznając oskarżonego Piotra K. za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu. Sąd wymierzył mu karę 10 miesięcy pozbawienia wolności oraz nakazał pokrycie strat i kosztów sądowych. Był to wyrok wydany na pierwszym terminie rozprawy.
W przypadku skazania, nie byłby to pierwszy wyrok dla białostoczanina, biorąc pod uwagę jego wcześniejszą kartotekę związaną ze środowiskiem pseudokibiców.
Reakcje na wyrok
Wyrok spotkał się z mieszanymi reakcjami. Organizacja Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych (OMZRiK) przyjęła decyzję sądu z satysfakcją, choć stwierdziła, że kara powinna być surowsza. W komentarzach w mediach społecznościowych przeważały opinie, że sąd potraktował podpalacza zbyt pobłażliwie, sugerując, że "powinien siedzieć kilka lat" i że "niczego się nie nauczy".
Stefan Okołowicz, właściciel spalonej pracowni, wyraził nadzieję, że "to przykre wydarzenie przyniesie refleksję i kiedyś Święto Niepodległości przestanie się wreszcie kojarzyć z burdami i walkami z policją". Pan Okołowicz, który w chwili pożaru oglądał transmisję z Marszu Niepodległości, dowiedział się o palącym się mieszkaniu od administratora budynku. Był przerażony, ale dzięki szybkiej interwencji strażaków jego zbiory ocalały.
Kontekst Marszu Niepodległości 2020
Marsz Niepodległości w 2020 roku, mimo zapowiedzi organizatorów o zmotoryzowanym charakterze, zgromadził wielu uczestników pieszo. Podczas przemarszu doszło do licznych zamieszek. W rejonie Ronda de Gaulle'a grupy chuliganów zaatakowały policjantów, rzucając w ich stronę butelkami i petardami, a także kamieniami i racami. Policja informowała o rannych funkcjonariuszach (łącznie 35) i konieczności wprowadzenia pododdziałów zwartych, które użyły środków przymusu bezpośredniego, takich jak gaz łzawiący i broń gładkolufowa. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji opublikowało nagrania z monitoringu, aby przedstawić "rzeczywisty obraz sytuacji" i zaprzeczyć teoriom o policyjnych prowokacjach.

tags: #podejrzani #o #podpalenie #rac #marsz #niepodleglosci