Incydent pod Ambasadą Rosji podczas Marszu Niepodległości 2013 roku

11 listopada 2013 roku, podczas Marszu Niepodległości zorganizowanego w Warszawie przez środowiska narodowe, doszło do poważnych burd i starć z policją. Mimo że większość uczestników marszu starała się pokojowo manifestować swoje przekonania, od głównej grupy oddzieliła się bardzo agresywna frakcja zamaskowanych chuliganów, która zaczęła siać terror i chaos na trasie zgromadzenia.

Przebieg zamieszek i atak na ambasadę

Zdjęcie tłumu na Marszu Niepodległości z elementami zamieszek ulicznych

Zamaskowani chuligani, uzbrojeni m.in. w koktajle Mołotowa, próbowali dostać się na teren ambasady Rosji w Warszawie. Maszerujący na czele tej grupy śpiewali m.in. „Raz sierpem, raz młotem, w czerwoną hołotę”. Pod bramą prowadzącą do ambasady Rosji pojawiło się kilkadziesiąt zamaskowanych napastników. Kiedy próba sforsowania bramy nie powiodła się, na teren ambasady poleciały kamienie, flary i koktajle Mołotowa.

W wyniku ataku płomienie objęły policyjną butkę strażniczą, znajdującą się nieopodal bramy ambasady. Na szczęście, strażnikowi nic się nie stało. Oprócz strażnicy pod ambasadą, podczas zamieszek podpalono także „Tęczę” na Placu Zbawiciela. W związku z utratą kontroli nad marszem przez organizatorów - Młodzież Wszechpolską i ONR - władze miasta podjęły decyzję o rozwiązaniu zgromadzenia. Mimo to, większość manifestantów nie pogodziła się z tą decyzją i kontynuowała marsz.

Zatrzymania i postawione zarzuty

W związku z incydentami, policja zatrzymała ponad 70 osób podejrzanych o udział w zamieszkach. W sprawie podpalenia budki wartowniczej przy ambasadzie Rosji, zatrzymano 22-letniego Kamila Z. pochodzącego z Radomska, członka Brygady Łódzkiej ONR. Decyzją warszawskiego sądu rejonowego, Kamil Z. został aresztowany na dwa miesiące.

Kamil Z. został przesłuchany, ale nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Prokuratura postawiła mu zarzut zniszczenia mienia (budki przy ambasadzie oraz śmietnika kamienicy przy ul. Goworka) oraz udziału w nielegalnym zbiegowisku. Adwokat Kamila Z., Szymon Zyberyng, podkreślił, że jego klient złożył przed sądem obszerne wyjaśnienia, jednak prokuratura uniemożliwiła mu dostęp do dowodów, w tym zapisu monitoringu ambasady. Mecenas Zyberyng argumentował, że nie ma również dowodów na to, by jego klient utrudniał postępowanie, co było jednym z powodów wniosku o areszt. Prokurator Krzysztof Stańczuk z Prokuratury Okręgowej w Warszawie uzasadniał aresztowanie potrzebą zabezpieczenia śledztwa oraz obawą matactwa i ukrywania się podejrzanego. W sprawie podpalenia budki zatrzymano również dwóch innych mężczyzn, którzy po przesłuchaniu zostali zwolnieni bez postawienia zarzutów.

Reakcje dyplomatyczne

Incydent wywołał stanowcze reakcje na arenie międzynarodowej. Rosja przekazała Polsce protest z powodu zajść przed jej ambasadą w Warszawie, żądając od polskich władz oficjalnych przeprosin oraz naprawienia szkód materialnych. Ambasador Rosji w Polsce, Aleksandr Aleksiejew, zwrócił uwagę na niewłaściwe zabezpieczenie budynków rosyjskiego przedstawicielstwa dyplomatycznego przez polską policję.

W odpowiedzi, Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przeprosiło Rosję za incydent. Wezwany do ministerstwa ambasador Federacji Rosyjskiej otrzymał notę z wyrazami ubolewania za atak.

Afera podsłuchowa i sugestie polityczne

Raport z restauracji: recydywista

W 2015 roku tygodnik „Do Rzeczy” opublikował fragmenty rozmowy, która miała zostać podsłuchana w czerwcu 2014 roku w restauracji „Sowa i Przyjaciele”, co zapoczątkowało tzw. aferę podsłuchową. Podstawą postępowania sprawdzającego w sprawie podpalenia, zakończonego odmową wszczęcia, były słowa ówczesnego szefa CBA Pawła Wojtunika podczas nielegalnie nagranej rozmowy z Elżbietą Bieńkowską.

W opublikowanej rozmowie pojawiła się sugestia, jakoby podpalenie budki przed rosyjską ambasadą miał zlecić ówczesny minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz. Paweł Wojtunik miał powiedzieć: „Widzisz, ale facet nauczył ich, że on dzwoni i on im rozkazuje. I tak samo poszli, spalili budkę pod ambasadą, bo minister osobiście wymyślił taką… wiesz z takiego...”. Sam Wojtunik oraz ówczesny rzecznik CBA zaprzeczyli tym doniesieniom, a Wojtunik zeznawał później w procesie o nielegalne podsłuchy, twierdząc, że jego słowa zostały wyrwane z kontekstu.

Media rosyjskie, w tym „Komsomolskaja Prawda” i portal Dni.ru, szeroko relacjonowały te informacje, sugerując, że były szef polskiego MSW mógł zorganizować „pogrom ambasady”. W Polsce Prawo i Sprawiedliwość zażądało od premier Ewy Kopacz i szefa CBA Pawła Wojtunika pisemnych wyjaśnień w sprawie publikacji tygodnika „Do Rzeczy”. Mariusz Błaszczak z PiS stwierdził, że jeśli opublikowane informacje są prawdziwe, to mamy dowód politycznej prowokacji, która negatywnie wpłynęła na stosunki międzynarodowe Polski. Zapowiedział również złożenie wniosku do prokuratury o wznowienie śledztwa w sprawie podpalenia budki strażniczej.

Śledztwo i umorzenie postępowania

Infografika przedstawiająca chronologię śledztwa w sprawie podpalenia budki

Śledztwo dotyczące incydentu przy ambasadzie Rosji, początkowo prowadzone w Warszawie, zostało przejęte przez Prokuraturę Okręgową w Suwałkach w 2016 roku. Materiały trafiły tam z Prokuratury Krajowej i obejmowały dwa postępowania: jedno dotyczące podpalenia budki wartowniczej, drugie zaś - sprawstwa kierowniczego pewnego urzędnika publicznego. Prokuratura wyjaśniała również, czy ktoś podżegał do podpalenia budki.

Postanowieniem z 12 września 2016 roku, Prokuratura Okręgowa w Suwałkach podjęła decyzję o umorzeniu pięciu śledztw, w tym wątku podpalenia budki wartowniczej, a także czterech innych towarzyszących mu wątków, dotyczących m.in. przekroczenia uprawnień przez ówczesnego szefa MSW. Głównym powodem umorzenia był brak dowodów.

Relacja Kamila Zbroińskiego z aresztowania i procesu

Kamil Zbroiński, członek oddziału ONR Radomsko, wchodzącego w skład Brygady Łódzkiej, opowiedział o swoim doświadczeniu związanym z aresztowaniem. Jak relacjonował, został aresztowany 11 listopada 2013 roku podczas Marszu Niepodległości. "Bazując na marnych dowodach, zarzucono mi wtedy w mediach «podpalenie ambasady rosyjskiej», a w prokuraturze podpalenie budki strażniczej pod ambasadą Rosji oraz podpalenie wiaty śmietnikowej także pod ambasadą" - mówił.

Zbroiński podkreślił, że podczas aresztowania nie dawał policjantom powodów do stosowania przemocy, był trzeźwy i nie stawiał żadnego oporu, chcąc jak najszybciej wyjaśnić nieporozumienie. "W areszcie spędziłem 3 miesiące" - wspominał. Opisywał trudne warunki: "Ciepła woda 3 razy w ciągu dnia na około 20 minut, prąd włączany w wyznaczonych godzinach, łaźnia dostępna tylko raz w tygodniu, spacerniaki o wymiarach 3 na 3 metry - były niczym wobec opieszałości administracji więziennej." Jako przykład podał, że talon ubraniowy, o który złożył wniosek na początku pobytu, otrzymał na tydzień przed wyjściem na wolność, mając przez cały ten czas jedną parę spodni, bluzę i trochę bielizny.

Po zakończeniu postępowania prokuratura umorzyła sprawę dotyczącą podpalenia budki pod ambasadą z powodu braku dowodów. Kamil Zbroiński wyraził rozczarowanie działaniami wymiaru sprawiedliwości: "Wcześniej tylko słyszałem o przeróżnych kontrowersyjnych działaniach prokuratury czy wyrokach sądu. Teraz sam mogłem się przekonać, jak to jest w rzeczywistości. Niestety, ale wydawanie wyroków na podstawie marnych dowodów i nierzetelnych śledztw jest w naszym kraju coraz częstsze."

tags: #podpalenie #ambasady #w #czasie #obchodow