Tragiczne pożary domów i ich ofiary

Pożary domów stanowią jedno z najbardziej niszczycielskich zagrożeń, często prowadząc do tragicznych w skutkach wydarzeń. Nierzadko są one wynikiem nieszczęśliwych wypadków, lecz w wielu przypadkach ich przyczyną jest celowe działanie człowieka. Poniższa artykuł przedstawia wybrane, wstrząsające historie pożarów, w których ofiarami lub sprawcami były kobiety, a także inne osoby, które poniosły śmierć w wyniku podpaleń.

Tragedia w Zalasewie pod Poznaniem: brutalne zabójstwo całej rodziny

W nocy z 10 na 11 października ubiegłego roku służby ratunkowe odebrały zgłoszenie o pożarze domu jednorodzinnego w podpoznańskim Zalasewie. W pożarze budynku jednorodzinnego zginęły cztery osoby. Rodzina jakiś czas temu sprowadziła się do Polski z Niemiec i remontowała dom, w którym doszło do tragedii. Badający sprawę śledczy od początku postępowania nie wykluczali zarówno hipotezy o tzw. samobójstwie rozszerzonym, jak i udziale osób trzecich.

Zdjęcie zniszczonego domu w Zalasewie po pożarze

W połowie października poznańska prokuratura poinformowała, że według wstępnej opinii biegłych 9-latek zmarł w wyniku obrażeń czaszkowo-mózgowych, spowodowanych zadaniem mu licznych ciosów w obrębie głowy i twarzy narzędziem tępokrawędzistym. Jednocześnie śledczy podkreślili, że ze względu na wysoki stopień oparzeń i zwęglenia zwłok biegli nie byli w stanie wydać ostatecznej opinii w sprawie mechanizmu śmierci dziewczynki.

Pod koniec grudnia, po uzyskaniu kolejnych opinii biegłych, prokuratura przekazała, że 61-latek zmarł w wyniku uduszenia, spowodowanego założeniem foliowego worka na głowę, a jego ciało nie było skrępowane. Śledczy ujawnili również, że na metalowym tłuczku do mięsa, znalezionym podczas oględzin spalonego domu, ujawniono mieszaninę śladów biologicznych dwóch kobiet i chłopca.

W poniedziałek rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prokurator Łukasz Wawrzyniak poinformował PAP, że do śledczych wpłynęły opinie posekcyjne dotyczące ciał dwóch kobiet: 55-letniej matki i jej 14-letniej córki. Obydwie zmarły śmiercią nagłą i gwałtowną. Bezpośrednią przyczyną śmierci matki był uraz czaszkowo-mózgowy, powstały na skutek zadania ciosu narzędziem tępokrawędzistym, podobnie jak w przypadku chłopca. Niestety, ze względu na znaczne zwęglenie zwłok dziewczynki, możliwe jest tylko ustalenie, że zmarła ona śmiercią nagłą i gwałtowną, co oznacza w wyniku przestępstwa, ale mechanizm śmierci pozostaje nieustalony. Na znalezionym w miejscu zdarzenia tłuczku do mięsa są ślady genetyczne trzech osób - chłopca, matki i dziewczynki - jednak biegłym nie udało się ustalić, czy kobieta zginęła od ciosów zadanych tym przedmiotem.

Prokurator Wawrzyniak zaznaczył, że śledczy nadal nie wykluczają zarówno hipotezy o tzw. samobójstwie rozszerzonym, jak i udziału w zdarzeniu osób trzecich. Dodał, że śledczy wciąż czekają na ustalenie przez stronę niemiecką, czy rodzina miała np. kłopoty finansowe lub była z kimś skonfliktowana.

Śmierć kobiety w Kowali koło Puław: ofiara zadymienia

Policjanci wraz z prokuraturą wyjaśniają przyczyny pożaru, jaki miał miejsce dziś po południu koło Puław. Pożar na terenie jednej z posesji w miejscowości Kowala w gminie Puławy został zauważony w piątek, 1 maja, około godziny 13. O wszystkim zaalarmowane zostały służby ratunkowe. Okazało się, że zagrożenie występowało w parterowym budynku mieszkalnym. Z zewnątrz nie było widać ognia, jednak presja była ogromna. Ratownicy otrzymali bowiem informację, że w środku może przebywać zamieszkująca dom kobieta w wieku około 70 lat.

Niestety, podejrzenia zostały potwierdzone. W jednym z pomieszczeń strażacy natrafili na niewykazującą oznak życia kobietę. Została ona ewakuowana na zewnątrz i przystąpiono do resuscytacji krążeniowo-oddechowej, jednak bezskutecznie. Oględziny nie wykazały na ciele kobiety żadnych obrażeń. W momencie przyjazdu ratowników wnętrze budynku było mocno zadymione. Dlatego najprawdopodobniej zmarła ona właśnie z powodu zatrucia dymem lub tlenkiem węgla, mimo że pożar objął tylko niewielką część wnętrza domu.

Usiłowanie zabójstwa przez podpalenie w Zakopanem

Kilka dni temu nad ranem na osiedlu Krzeptówki w Zakopanem doszło do poważnego incydentu. Ogień pojawił się przy drzwiach wejściowych jednego z budynków, odcinając jedyną drogę ucieczki osobom znajdującym się w środku, co narażało je na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia. Strażacy ewakuowali cztery osoby z płonącego budynku przy użyciu drabin i wysięgników.

Grafika przedstawiająca ewakuację osób z płonącego budynku za pomocą drabiny

W wyniku śledztwa, które obejmowało m.in. analizę zapisów monitoringu, przesłuchania świadków i zabezpieczenie śladów, policjanci wytypowali podejrzaną już dzień po zdarzeniu. Jak poinformował PAP asp. szt., podejrzana 36-latka usłyszała zarzut spowodowania pożaru i usiłowania zabójstwa kilku osób poprzez odcięcie im jedynej drogi ucieczki. Miała ona użyć substancji łatwopalnej. Jej działanie powodowało tym samym zdarzenie zagrażające życiu i zdrowiu wielu osób, a także mieniu wielkich rozmiarów. Po przesłuchaniu w prokuraturze kobieta została doprowadzona do zakopiańskiego sądu, który na wniosek prokuratora zastosował wobec niej najsurowszy środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy. Kobiecie grozi długa odsiadka.

Sprawa Dariusza P. - dożywocie za podpalenie i zabójstwo rodziny w Jastrzębiu-Zdroju

Dariusz P., mieszkaniec Jastrzębia-Zdroju, został skazany na dożywotnią karę więzienia za celowe podpalenie domu, w którym zginęła jego żona Joanna (40 l.) i czwórka dzieci: Agusia (4 l.), Marcin (9 l.), Małgosia (13 l.) i Justyna (18 l.). W pożarze zginęło w sumie 5 osób. Tragiczne wydarzenia miały miejsce w 2013 roku.

Zdjęcie symbolizujące tragedię rodzinną po pożarze domu

Okoliczności tragedii i motywy

Sąd uznał Dariusza P. winnym podpalenia domu w Jastrzębiu-Zdroju oraz doprowadzenia do śmierci żony i dzieci. Z materiałów zebranych w śledztwie wynika, że w nocy z 9 na 10 maja 2013 roku, gdy rodzina poszła już spać, rozniecił ogień w kilku miejscach w domu, w tym przy szafie z ubraniami, które bardzo szybko się zajęły. Inne punkty, które przygotował, i od których - jak sądził - zajmie się dom, to: zasłonka w drzwiach balkonowych, sztuczne kwiaty, dwie bluzy polarowe, poduszki z mebli ogrodowych wypełnione łatwopalną pianką. Drzwi i okna były szczelnie zamknięte, a rolety antywłamaniowe opuszczone, przez co rodzina nie mogła się wydostać. Tylko najstarszy syn, który miał sypialnię na poddaszu, nie stracił przytomności, zadzwonił pod numer alarmowy 112 i wezwał pomoc. Później wybrał numer do mamy - była piętro niżej, ale już nie odpowiadała. Z całej rodziny ocalał tylko Dariusz P. i najstarszy syn.

W trakcie śledztwa ujawniono, że na krótko przed pożarem Dariusz P. wykupił sporą polisę na życie i na wypadek pożaru, a także miał 2 miliony złotych długów. Sąd uznał, że pieniądze, czyli chęć wzbogacenia się i spłata długów (jego zobowiązania sięgały co najmniej 360 tys. zł), były jednym z motywów zbrodni. Wcześniej, w 2011 roku, w domu doszło do innego pożaru, za który ubezpieczyciel miał wypłacić Dariuszowi P. 200 tys. zł. Wówczas nikomu nic się nie stało, a mieszkańcy zorganizowali zbiórkę na remont domu. Gdy dwa lata później zginęła żona i czworo dzieci, również szybko zorganizowano zbiórkę pieniędzy dla "wdowca".

Dowody i profil sprawcy

Dariusz P. do końca utrzymywał, że jest niewinny, przekonując przed sądem ze łzami w oczach, że kochał rodzinę i nigdy by ich nie zabił, prosząc o uniewinnienie. Mimo to, sędziowie nie mieli złudzeń. Prokuratura obaliła jego wersję, gdzie przebywał w momencie wybuchu pożaru - twierdził, że pojechał do warsztatu. Skazany sam wysyłał do siebie SMS-y, w których przedstawiał się jako podpalacz, próbował również zacierać ślady i zmylić śledczych, m.in. wzniecając drugi pożar w domu dzień po tragedii. Ustalenia biegłych z zakresu pożarnictwa potwierdziły, że doszło do podpalenia, a ogień wzniecono w sześciu miejscach.

Dariusz P. uchodził za przykładnego męża i ojca, był gorliwym katolikiem, pomagał w miejscowej parafii, jako szafarz podawał wiernym komunię. Synowie byli ministrantami, a córki - w Różach Maryi. Podczas pogrzebu, Dariusz P., którego wtedy jeszcze nikt nie podejrzewał, przygotował długi list z odniesieniami do ewangelii i podziękowaniami dla żony. Jednak kilka miesięcy po pogrzebie już szukał nowych znajomości, obiecując poznanym kobietom wspólne życie. Biegli, badając Dariusza P., rozpoznali u niego osobowość psychopatyczną. Określili go jako człowieka o powierzchownym uroku, bez zdolności do szczerego wyrażania uczuć, ze skłonnością do manipulacji i kłamstw.

Sąd, ogłaszając wyrok, zastrzegł, że Dariusz P. mógłby się starać o wyjście z więzienia nie wcześniej niż po 35 latach. Wyrok nie jest prawomocny, a obrońca Dariusza P. zapowiada apelację.

Historyczna sprawa Barbary Zdunk - ostatnia "czarownica" spalona w Europie

Reszel to malownicze miasteczko Warmii, które dziś zachwyca klimatycznymi uliczkami i średniowieczną architekturą. Jednak za tą pocztówkową scenerią kryje się historia, od której przechodzą ciarki. To właśnie w Reszlu w 1811 roku spalono na stosie Barbarę Zdunk - kobietę uznawaną za ostatnią „czarownicę” w Europie. Sprawa do dziś budzi ogromne kontrowersje, bo wielu historyków podkreśla, że mogła paść ofiarą niesprawiedliwego procesu.

Historyczna rycina przedstawiająca egzekucję na stosie lub zamek w Reszlu

Kim była Barbara Zdunk?

Barbara Zdunk przyszła na świat w okolicach Bartoszyc, w ubogiej rodzinie pastucha. Już jako kilkuletnia dziewczynka opuściła dom i zaczęła pracować, co naznaczyło całe jej życie. W dorosłość weszła szybko i burzliwie. Wyszła za mąż za wojskowego, lecz małżeństwo rozpadło się po zaledwie sześciu tygodniach. W kolejnych latach miała wielu partnerów i urodziła kilkoro nieślubnych dzieci. Największy wpływ na jej los miał jednak romans z dużo młodszym parobkiem, Jakobem Austerem.

Pożar w Reszlu i zarzuty

W nocy z 16 na 17 września 1807 roku w Reszlu wybuchł groźny pożar. Ogień strawił sześć budynków, a dwie osoby zginęły. Barbara Zdunk została oskarżona o podpalenie domu, w którym przebywał jej kochanek. Według oskarżycieli miała działać z zemsty. Sąd miejski uznał ją winną i skazał na śmierć przez spalenie na stosie. Pojawiły się też pogłoski o wywołaniu pożaru za pomocą czarów, podaje Zamek w Reszlu, choć w ówczesnym prawie pruskim czary nie były już przestępstwem.

Kontrowersje wokół procesu i wykonanie wyroku

Sprawa Barbary Zdunk od początku budziła ogromne kontrowersje. Istniały podejrzenia, że kobieta mogła mieć zaburzenia psychiczne. Pojawiały się też głosy, że pożar mógł być dziełem żołnierzy armii napoleońskiej, którzy w tym czasie przebywali w regionie. Mimo wątpliwości proces przeszedł przez wszystkie szczeble pruskiego sądownictwa i trafił aż do króla Fryderyka Wilhelma III.

Na czas procesu Zdunk przetrzymywano w areszcie w zamkowej wieży, gdzie jej pobyt był dramatyczny. Była wykorzystywana przez dozorców i zmuszana do świadczenia usług seksualnych, a w tym czasie z gwałtów urodziła dwoje dzieci. 21 sierpnia 1811 roku w Reszlu wykonano wyrok. Barbara Zdunk została spalona na stosie. Był to ostatni taki przypadek w Europie. Według części przekazów kat miał wcześniej udusić skazaną, by skrócić jej cierpienia. Reszel, choć zachwyca swoim urokiem, skrywa jedną z najbardziej poruszających historii w dziejach Europy.

tags: #podpalenie #domu #spalily #sie #trzy #kobiety