Podpalenie biura poselskiego Beaty Kempy w Sycowie i jego konsekwencje

W grudniu 2017 roku doszło do poważnego incydentu, kiedy to drzwi biura poselskiego Beaty Kempy w Sycowie (woj. dolnośląskie) zostały oblane łatwopalną cieczą i podpalone. Biuro, należące wówczas do szefowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, mieściło się na parterze budynku mieszkalnego w centrum miasta, w pobliżu rynku.

Zdjęcie spalonego biura poselskiego Beaty Kempy w Sycowie lub widok na jego wejście po incydencie.

Przebieg zdarzenia i pierwsze ustalenia

Podpalenie biura poselskiego miało miejsce w nocy 12 grudnia 2017 roku około godziny 01:47, według innych źródeł w nocy z poniedziałku na wtorek lub w połowie grudnia. Nieznany sprawca rzucił pojemnik z łatwopalną cieczą w drzwi biura. Podczas ataku uruchomił się system alarmowy, a sygnał otrzymał pracownik biura, który natychmiast zawiadomił służby. Na miejsce najpierw dojechali policjanci, a kiedy zobaczyli ogień, natychmiast wezwali strażaków.

Na elewacji budynku wymalowano wiadomość o treści: "H-7102 21.21. CALIFOR UBER ALES NIE". Portal RMF FM podał, że podpalaczowi mogło chodzić o nawiązanie do utworu "California Über Alles" zespołu punkowego Dead Kennedys z lat 70. Nikt nie ucierpiał w zdarzeniu, choć w budynku, oprócz biura, mieszkało wiele rodzin - poszkodowanych zostało 15 osób, w tym 6 dzieci. Wstępnie straty materialne oszacowano na około 7 tys. złotych. Prokurator regionalny we Wrocławiu Piotr Kowalczyk stwierdził, że sposób podpalenia wskazuje na działanie umyślne. Śledztwo w sprawie przejął wydział do spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu, do biura wezwano też biegłych z zakresu pożarnictwa.

Ujęcie sprawcy i postawione zarzuty

W czwartek, po kilku dniach od zdarzenia, policja poinformowała o zatrzymaniu podejrzanego, którym okazał się 40-letni mężczyzna. Radio RMF FM donosiło, że podejrzany Sebastian K. przyznał się do winy. Podczas zatrzymania mężczyzna miał wykrzykiwać do policjantów: „nienawidzę PiS-u!”. Prokuratorzy rozważali postawienie mu zarzutu terroryzmu.

Sebastian K. usłyszał zarzut o charakterze terrorystycznym. Podczas przesłuchania wyznał, że chciał zmusić rządzących do rezygnacji ze zmian w wymiarze sprawiedliwości i nowelizacji Kodeksu Wyborczego. W zeznaniach opublikowanych przez TVP Info, mężczyzna miał powiedzieć: „Chciałem, by to był dla nich sygnał, by wycofali się z tych ustawodawczych zmian. Taki był mój cel. Gdyby nie sytuacja polityczna w naszym kraju, która mi się nie podoba, ja bym się nie dopuścił tego czynu, nie podpaliłbym biura poseł”. Dodał, że nie znał tych ustaw szczegółowo, ale opierał się na opinii ekspertów i śledził doniesienia medialne w TVN i Polsat. Sebastian K. przyznał: „Nie mogłem się powstrzymać od podpalenia, mimo że mogło dojść do dużego pożaru”.

Ponadto, 40-latkowi postawiono jeszcze jeden zarzut. Podczas przeszukania znaleziono u niego 62 gramy marihuany. Zdaniem prokuratury sam ją wyprodukował, dlatego oprócz zarzutu próby podpalenia biura poselskiego, był również podejrzany o produkcję narkotyku. Szef Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu, prok. Robert Tomankiewicz, wyjaśnił, że zagrożenie karą w przypadku postawienia zarzutu o charakterze terrorystycznym wzrasta o połowę. Sebastianowi K. groziło do 15 lub nawet do 20 lat więzienia.

Reakcje i szerszy kontekst

Beata Kempa, posłanka Solidarnej Polski wybrana z listy Prawa i Sprawiedliwości, będąca wówczas szefową Kancelarii Premiera, komentując atak na swoje biuro poselskie, stwierdziła: „Naszą 'winą' jest to, że mamy sprecyzowane poglądy” oraz „Jesteśmy ofiarami stałej i permanentnej nagonki”. W swoim emocjonalnym wystąpieniu w Parlamencie Europejskim, skierowanym do wiceszefowej Komisji Europejskiej Věry Jourovej, Beata Kempa mówiła: „Jako poseł na Sejm spalono mi biuro poselskie, a oprawca chodzi nadal po wolności. A ja z moim mężem codziennie drżę o to, żeby nie podpalił mojego domu”.

Incydent w Sycowie nie był odosobniony. Wcześniej i później dochodziło do innych ataków na biura poselskie związane z Prawem i Sprawiedliwością:

  • Wandale oblali farbą szybę warszawskiego biura posła PiS, Andrzeja Melaka.
  • W szczecińskim biurze PiS ktoś namalował sprayem na drzwiach symbol Polski Walczącej.
  • W styczniu ktoś oblał farbą drzwi biura poselskiego Joachima Brudzińskiego.
  • Zniszczone zostały drzwi biura poselskiego Łukasza Schreibera (PiS) oraz europosła Kosmy Złotowskiego w Nakle nad Notecią, gdzie na załączonych zdjęciach widać napis: „Macie krew na rękach”. Poseł Schreiber ocenił to jako „nakręconą spiralę nienawiści” i „stare praktyki sympatyków totalnej opozycji”.
  • W Warszawie zamki biura poselskiego zostały zaklejone nieznaną substancją i trzeba było je wywiercić.

Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Mariusz Błaszczak oświadczył, że policja zajmuje się zapewnieniem bezpieczeństwa wszystkim, również zwraca uwagę na to, co dzieje się w biurach poselskich, podkreślając, że "tych incydentów jest niestety bardzo dużo, są one skierowane wobec polityków obozu władzy". Przewodniczący PO Grzegorz Schetyna stanowczo potępił i sprzeciwił się wszelkim aktom agresji.

Dalsze losy Sebastiana K.

Sebastian K. nie został osadzony w zakładzie karnym ze względu na niepoczytalność. Został zwolniony z zakładu psychiatrycznego, o czym poinformowała TVP Info. W 2017 roku Sebastian K. miał zeznawać: „Nie miałem oporów, by podpalić biuro Kempy. Chciałem upokorzyć ją i partię rządzącą”.

tags: #podpalenie #drzwi #biura #pis