Podpalanie flag przez narodowców w Polsce: kontekst, incydenty i konsekwencje

Im więcej wynurzeń prawicowych polityków i publicystów, tym bardziej utwierdza się przekonanie, że imprezy narodowców nie można nazywać Marszem Niepodległości. Owszem, byli i tacy, którzy przemoc i burdy narodowców potępili, bez żadnego "ale...". Co roku 11 listopada dochodzi w Warszawie do burd. Płoną wozy transmisyjne znienawidzonych stacji, samochody prywatne, tęcza i budka strażnika pod ambasadą Rosji. Co roku latają kamienie i butelki z benzyną. Mimo że polska prawica często przedstawia Marsz Niepodległości jako piękne, patriotyczne wydarzenie dla rodzin z dziećmi, w tłumie często pojawiają się kontrowersyjne transparenty i agresywne okrzyki.

Zdjęcie Marszu Niepodległości z racami i flagami

Główne incydenty z podpalaniem flag

Palenie flagi Unii Europejskiej w 2018 roku

11 listopada 2018 roku, w setną rocznicę niepodległości Polski, przez centrum Warszawy przeszedł marsz „2 w 1”. Przodem, w pochodzie „Dla Ciebie Polsko”, szli prezydent Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki, prezes PiS Jarosław Kaczyński, inni politycy tej partii i ludzie sprawdzeni przez służby odpowiadające za bezpieczeństwo. W pewnej odległości za nimi, w Marszu Niepodległości, podążali narodowcy i tysiące zwykłych warszawiaków oraz przyjezdnych, którzy chcieli uczcić Święto Niepodległości.

Kulminacją kontrowersji był happening Młodzieży Wszechpolskiej z podpaleniem flagi Unii Europejskiej. Po Marszu Niepodległości 2018 policja wyznaczyła nagrodę za wskazanie osoby, która podczas tego zgromadzenia spaliła flagę UE, stwarzając zagrożenie dla otoczenia. Samooskarżyli się narodowcy, chlubiąc się podpaleniem. Ziemowit Przebitkowski, szef Młodzieży Wszechpolskiej, sam poprosił skarbnika tej organizacji o doniesienie na siebie, oczekując, że wyznaczona przez policję nagroda trafi na konto MW. Rzecznik MW, Mateusz Marzoch, w wywiadzie dla wPolsce.pl wyjaśniał, że flagę UE specjalnie przywieziono na marsz, by ją publicznie spalić, ponieważ jest ona symbolem „kłamstw i oszczerstw” Brukseli, dotyczących rzekomego faszyzmu w Polsce.

Zdjęcie płonącej flagi UE na Marszu Niepodległości 2018

Inne akty podpaleń i kontrowersyjne symbole

W późniejszych latach, a także podczas innych zgromadzeń, dochodziło do podobnych incydentów:

  • Tęczowe flagi: W niedzielę 16 sierpnia Młodzież Wszechpolska i Ruch Narodowy zorganizowały na Krakowskim Przedmieściu pod bramą UW zgromadzenie „Stop Agresji LGBT”, podczas którego grupa mężczyzn podpaliła tęczową flagę. Na podeście prezes Młodzieży Wszechpolskiej Ziemowit Przebitkowski razem z tłumem skandował przyśpiewkę, wymachując rękami, gdy paliła się tęczowa „szmata”. Podobne wydarzenia miały miejsce na Marszu Niepodległości, a jeden z dziennikarzy relacjonował: „Dziecko z ojcem podchodzi, by splunąć na dopalającą się tęczową flagę”. Bardzo dobrze, że 11 listopada spłonęły “proporce” środowisk LGBTQ, ponieważ Polacy mają prawo do obyczajowej normalności.
  • Flagi Niemiec i Antify: Podczas przemarszu spalone zostały również flagi Niemiec i Antify.
  • Zdjęcia polityków: Podpalono także zdjęcie Donalda Tuska.
  • Kontrowersyjne transparenty: W tłumie roiło się od kontrowersyjnych transparentów i agresywnych okrzyków. Oprócz transparentów uderzających w premiera Donalda Tuska, pojawiały się także rasistowskie hasła promujące białą supremację. Wznoszono okrzyki takie jak "Precz z Unią Europejską", "homoseksualizm szkodzi zdrowiu", "USA - centrum zła", "żadnych wojen za Izrael" oraz "Uderz, uderz w liberała, anarchistę i pedała". Widoczne były również wszechobecne krzyże celtyckie i transparent Młodzieży Wszechpolskiej z łysym Rafałem Trzaskowskim i hasłem: "I co? Łyso?".
  • Symbolika neonazistowska: W sieci można było zobaczyć zdjęcia mężczyzn niosących flagi. Na jednej z nich znajdował się symbol British Movement, ruchu nazywanego również Brytyjską Partią Narodowo-Socjalistyczną, opisywanej jako neonazistowska organizacja. Na drugiej fladze znajdowała się nazwa angielskiego klubu piłkarskiego Millwall F.C. oraz nacjonalistyczny krzyż celtycki i napis "14 words". Jak wyjaśnia Wikipedia, to hasło często używane przez neonazistów i rasistów, oznaczające zdanie: "We must secure the existence of our people and a future for White children" (Musimy zapewnić byt naszego ludu i przyszłość dla białych dzieci) lub "Because the beauty of the White Aryan woman must not perish from the earth" (Ponieważ piękno białej aryjskiej kobiety nie może zniknąć ze świata). Autorem sloganu "14 words" jest David Lane, nieżyjący już amerykański terrorysta, neonazista i przestępca.
  • Flaga Ukrainy/RAŚ: Zamaskowani sprawcy palili i deptali płótno, krzycząc „J...ć UPA i Banderę”. Ukraińska dyplomacja nazwała ten czyn haniebnym i przesłała Ministerstwu Spraw Zagranicznych notę dyplomatyczną. Policja Mariusz Ciarka informował, że wstępne informacje wskazywały, że mogła to być flaga w barwach Górnego Śląska (RAŚ), a nie Ukrainy. Jednak wznoszone okrzyki jednoznacznie nawiązywały do UPA i Bandery. Śląscy autonomiści z Ruchu Autonomii Śląska, w tym Jerzy Gorzelik, lider organizacji, uważają, że była to próba "ukręcenia sprawie łba" przez policję, aby profanacja symbolu RAŚ była mniej kontrowersyjna niż spalenie flagi Górnego Śląska. Piotr Spyra, były wicewojewoda śląski, sugerował, że chuligani mieli intencję spalenia flagi ukraińskiej, a przez przypadek spalili tę w barwach Górnego Śląska.
Zdjęcie transparentów z symbolami nacjonalistycznymi i hasłem

Reakcje służb i odpowiedzialność prawna

Prawne aspekty użycia pirotechniki i podpalania

Podczas zgromadzeń publicznych, takich jak Marsz Niepodległości, nie wolno używać ani nawet posiadać wyrobów pirotechnicznych, do których należą m.in. race, świece dymne i petardy hukowe. Mogą one bowiem być potencjalnie niebezpieczne, zwłaszcza w dużym tłumie. Za złamanie zakazu art. 52 kodeksu wykroczeń przewiduje karę aresztu (do 14 dni), ograniczenia wolności albo grzywny.

Spalenie flagi podczas zgromadzenia publicznego, w zależności od okoliczności, może być uznane za nieostrożne obchodzenie się z ogniem (art. 82 kodeksu wykroczeń) albo za przestępstwo przeciwko bezpieczeństwu powszechnemu (art. 164 kodeksu karnego). Zgodnie z kodeksem wykroczeń, za „niedozwolone używanie otwartego ognia”, które może prowadzić do pożaru, grozi kara aresztu, grzywny lub nagany. Kodeks karny za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa zdarzenia określonego w art. 163 § 1 (pożaru zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób), przewiduje zaś karę pozbawienia wolności od pół roku do 8 lat. Dodatkowo, zgodnie z Kodeksem karnym, „kto publicznie znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”. Zgodnie z przepisami, by doszło do przestępstwa, flaga musi być wystawiana publicznie przez przedstawicielstwo danego państwa albo na zarządzenia polskiego organu władzy.

W związku ze spaleniem flagi UE w 2018 roku, policja przedstawiła zarzut tylko Ziemowitowi Przebitkowskiemu - szefowi Młodzieży Wszechpolskiej. Policja przedstawiła mu zarzut „nieostrożnego obchodzenia się z ogniem” (naruszenia art. 82 kodeksu wykroczeń), a nie art. 164 kodeksu karnego. Ostatecznie, prezes MW zapłacił 400 zł grzywny. Nagrody nie wypłacono.

Infografika z artykułami kodeksu karnego i wykroczeń dotyczącymi podpaleń

Taktyka policji i jej skuteczność

Wielokrotnie pojawiało się pytanie, dlaczego policja nie interweniowała natychmiast, nie zatrzymywała i nie legitymowała osób naruszających przepisy - jak to robiła np. podczas manifestacji Obywateli RP czy protestów ekologów. Wynikało to z przyjętej przez policję taktyki, by nie rzucać się w oczy uczestnikom zgromadzenia i działaniami funkcjonariuszy nie prowokować ich do starć. Rzecznik Komendy Stołecznej Policji, Sylwester Marczak, tłumaczył, że funkcjonariusze pouczali organizatorów marszu - czyli narodowców - o zakazie używania materiałów pirotechnicznych. Według Marczaka, narodowcy reagowali "wydając odpowiednie komunikaty za pomocą urządzeń nagłaśniających”. W rzeczywistości na komunikaty nikt nie zwracał uwagi, a Straż Marszu Niepodległości, podobnie jak policja, nie reagowała, gdy uczestnicy odpalali race i palili flagi.

Policja planowała znaleźć tych, którzy złamali prawo, po marszu - na podstawie filmów z monitoringu miejskiego, nagrań policyjnych i filmików zamieszczanych w internecie. Mimo to, nie udało się jej ustalić tożsamości większości sprawców. Do sądu trafiło zaledwie kilkadziesiąt wniosków o ukaranie za wykroczenia, choć osób popełniających je było wielokrotnie więcej. Zarzutu popełnienia przestępstwa nie postawiono ani jednej z osób, które podczas marszu w 2017 roku niosły transparenty z neofaszystowskimi symbolami i rasistowskimi hasłami (art. 256 kk). Pomimo niewielkiej skuteczności działań podjętych 11 listopada 2017 roku, rok później policja znów zastosowała podczas Marszu Niepodległości taką samą taktykę. W styczniu 2019 roku rzecznik KSP informował, że policja „wyodrębniła wizerunki 40 osób”, które używały materiałów pirotechnicznych, a mandaty nałożono na 7 z nich, co stanowiło żenująco małą grupę.

Sprawa nagrody 5 tys. zł za wskazanie sprawcy spalenia flagi UE, po którą zgłosili się narodowcy, stała się problematyczna dla policji. Mimo że od 11 listopada 2018 roku minęło już pół roku, policja jeszcze nie skierowała sprawy do sądu. Nieoficjalne informacje wskazywały, że KSP ma kłopot z wypłatą, a odmowa mogłaby narazić ją na ośmieszenie w oczach opinii publicznej. Według zapewnień KSP, narodowcom dotąd nie wypłacono nagrody za doniesienie na Przebitkowskiego. Rzecznik Komendy Stołecznej Policji Sylwester Marczak tłumaczył, że czynności w sprawie trwają, a policjanci poszukują pozostałych sprawców.

Działania policji podczas Marszu Niepodległości - gen. A. Pawlikowski | Rozmowa Ściśle Jawna odc.234

Odpowiedzialność organizatorów

Formalnym organizatorem Marszu Niepodległości jest Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, założone w 2011 roku przez działaczy Młodzieży Wszechpolskiej i Obozu Narodowo-Radykalnego. Prezesem organizacji jest Robert Bąkiewicz. Stowarzyszenie, jako organizator, odpowiada za utrzymanie porządku i przestrzeganie prawa podczas zgromadzenia. Jednak 11 listopada 2018 roku organizatorzy nie tylko nie podejmowali działań, by uniemożliwić czy choćby ograniczyć używanie nielegalnych rac, lecz przeciwnie - przed marszem dawali do zrozumienia, że będzie można je odpalać, a w czasie marszu chwalili się w mediach społecznościowych fotografiami „płonącego” tłumu. Mateusz Marzoch, który jako szef Straży Marszu odpowiadał za to, by uczestnicy zgromadzenia nie używali materiałów pirotechnicznych, udostępniał zdjęcia osób podpalających flagę UE. On i Krzysztof Bosak podawali też dalej zdjęcie osób podpalających flagę UE, opublikowane przez Młodzież Wszechpolską. Bosak pisał na swoim profilu na TT: „Przecież to nie jest żadne przestępstwo. Na jakiej podstawie chcecie marnować pieniądze podatnika? Po co ta polityczna gra?”.

Gdyby okazało się, że to szef jednej z organizacji współorganizujących marsz i odpowiedzialnych za bezpieczeństwo jego uczestników stworzył zagrożenie, byłby to skandal i argument za odmową zgody na kolejne Marsze Niepodległości.

Interpretacja i znaczenie aktów podpalenia

Akty podpalania flag, szczególnie flagi Unii Europejskiej, tęczowych flag czy symboli innych państw, są dla narodowców symbolicznymi gestami sprzeciwu. Flaga UE jest postrzegana jako symbol "kłamstw i oszczerstw" dotyczących rzekomego faszyzmu w Polsce. Podpalanie tęczowych flag wpisuje się w retorykę "Stop Agresji LGBT", wyrażając sprzeciw wobec praw mniejszości seksualnych i dążenie do "obyczajowej normalności". Incydent ze spaleniem flagi Ukrainy, nawet jeśli był wynikiem pomyłki z flagą RAŚ, był jednoznacznym aktem wrogości wobec sąsiedniego państwa i jego symboli, wpisującym się w kontekst antyukraińskich nastrojów. Tego typu działania często towarzyszą rasistowskim i ksenofobicznym hasłom, promującym białą supremację i nienawiść do "innych" ("Precz z Unią Europejską", "homoseksualizm szkodzi zdrowiu", "USA - centrum zła", "żadnych wojen za Izrael").

Niezależnie od symboliki, same akty podpalenia w dużym tłumie są skrajnie nieodpowiedzialne i mogą prowadzić do niewyobrażalnej w skutkach tragedii w przypadku wywołania paniki. Komenda Stołeczna Policji komentowała: „Nie ma dla nas znaczenia, że została podpalona flaga, bo ta nie jest flagą państwową. Istotą jest sam fakt podpalenia w czasie uroczystości, co w tak ogromnym tłumie mogło doprowadzić do niewyobrażalnej w skutkach tragedii w przypadku wywołania paniki. Cała sytuacja będzie podlegać ocenie prokuratury.” Publicysta Maciej Bąk z Radia ZET skomentował z przekąsem: „Super marsz wyszedł. Spokojny, godny. Jedyne incydenty to raptem palenie zdjęcia lidera opozycji, wszechobecne krzyże celtyckie, wezwania do zniszczenia unii i strzelania do imigrantów. To przecież tyle, co nic, na każdej uroczystości państwowej się takie rzeczy zdarzają”.

tags: #podpalenie #flag #przez #narodowcow