Podpalenia mieszkań w województwie lubuskim: Przegląd incydentów

Województwo lubuskie, podobnie jak inne regiony kraju, bywa miejscem dramatycznych zdarzeń związanych z podpaleniami mieszkań. Te akty wandalizmu, często wynikające z kłótni, zemsty lub niezrozumiałych motywów, niosą za sobą poważne konsekwencje - od ogromnych strat materialnych po bezpośrednie zagrożenie dla życia i zdrowia wielu osób. Służby ratunkowe i policja nieustannie prowadzą działania mające na celu ustalenie okoliczności i schwytanie sprawców tych przestępstw.

Zniszczenia po pożarze mieszkania w bloku

Incydenty podpaleń mieszkań w województwie lubuskim

Podpalenie mieszkania w Zielonej Górze po kłótni

Zielonogórscy policjanci wyjaśniali okoliczności podpalenia mieszkania w jednym z bloków w centrum miasta. W minioną niedzielę (11 czerwca) około południa dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze otrzymał zgłoszenie o pożarze, do którego miało dojść w bloku przy ulicy Ułańskiej.

Na miejsce pojechał policyjny patrol, aby ustalić okoliczności zdarzenia. Policjanci podjęli decyzję o ewakuacji mieszkańców klatki schodowej - w sumie ewakuowano 10 osób. Na miejsce skierowano także grupę dochodzeniowo-śledczą. Na miejscu pojawił się również właściciel mieszkania, które wynajął.

Policjanci bardzo szybko ustalili tożsamość sprawcy, który został zatrzymany w zaledwie godzinę po zgłoszeniu. Okazał się nim 31-letni mieszkaniec Koszalina, przebywający na stałe w Zielonej Górze. Jak tłumaczył policjantom, podpalenie było efektem jego kłótni z dziewczyną. Właściciel mieszkania wycenił straty na co najmniej 50 tysięcy złotych.

W chwilę po zdarzeniu konkubina sprawcy złożyła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa uszkodzenia ciała. Z jej relacji wynikało, że w trakcie awantury 31-latek bił ją pięściami po głowie i tułowiu, a chwilę później wyszedł do innego pomieszczenia, które podpalił. Zatrzymany 31-letni mężczyzna odpowie za spowodowanie zagrożenia życia i zdrowia w postaci pożaru, uszkodzenie ciała, groźby karalne i uszkodzenie mienia. Za te przestępstwa kodeks karny przewiduje karę od roku do nawet 10 lat pozbawienia wolności. Co więcej, 31-latek był już wcześniej karany za podobne przestępstwa, a kilka miesięcy temu zapadł w jego sprawie wyrok skazujący w zawieszeniu, także za podpalenie.

Policja i straż pożarna na miejscu zdarzenia

Podejrzenie podpalenia w kamienicy w Nowej Soli

W niedzielny wieczór w kamienicy w Rynku w Nowej Soli, na drugim piętrze wybuchł pożar. Policjanci z patrolu dostrzegli w oknie wzywającą pomocy kobietę. Po wyważeniu drzwi sierżant Michał Kucaj wyprowadził z mieszkania poszkodowaną. Rzecznik nowosolskiej policji, sierżant Justyna Sęczkowska, poinformowała, że policja nie wyklucza żadnej hipotezy, także podpalenia.

Poszkodowany w pożarze, Maciej Gajda, powiedział, że ekipa dochodzeniowa stwierdziła, iż źródłem pożaru nie była instalacja elektryczna, ale raczej podpalenie. Pożar zaczął się około godziny 22:15 w niedzielę. Zaczęły się palić drzwi wejściowe do jego mieszkania. Pana Macieja akurat nie było, a jego żona Anna przysnęła. Jak się zaczęło palić, było duże zadymienie, a ogień spod drzwi przenosił się na strych, gdzie są nadpalone belki.

Mieszkańcy kamienicy natychmiast ruszyli z pomocą. Grzegorz Pyrtko, mieszkający piętro niżej, relacjonował: "Wpadł do mnie Maciek i krzyczy: «Grzechu dawaj wodę! Dawaj wodę!» Przyszło jeszcze dwóch jego kolegów. Chłopacy biegali z wiadrami: góra - dół, góra - dół, a ja pompowałem wodę z łazienki. Zanim przyjechała straż pożarna, to prawie ugasiliśmy główny płomień." Według niego nie jest tak źle i nie jest dużo pozalewane. Podkreślił, że policja nie kazała niczego ruszać. "Według nas to było podpalenie. Wszystko zaczęło się przy drzwiach wejściowych do mieszkania. Nawet jeden ze strażaków jak sprawdzał przy podłodze, gdzie było linoleum. Jak podnieśli to do góry to buchnęło smrodem benzyny."

Teresa Wojnowska, z tego samego piętra co Gajdowie, niedawno wymieniała drzwi wejściowe. Teraz są one nadpalone. Kobieta bezskutecznie próbuje je domyć. To pierwszy pożar w tej kamienicy, jaki pamięta. "Już koło południa w niedzielę czułam na korytarzu specyficzny, intensywny zapach, którego nie mogłam określić. To była najprawdopodobniej benzyna, bo bardzo szybko sąsiadowi spaliły się drzwi. Może już wtedy było coś rozlane, a ja wychodząc na korytarz, po ziemniaki i kalafior, spłoszyłam sprawcę. Wtedy nie zdążył podpalić, a dopiero wieczorem wrócił i podpalił. Dobrze, że strych się nie zapalił, bo mógłby spłonąć cały Rynek. Jakby ktoś chciał podpalić, to robiłby to z samego dołu. Wygląda, że chciał akurat podpalić mieszkanie Maćka. Przyszedł pod jego drzwi, jakby miał do niego jakieś pretensje" - skomentowała pani Wojnowska.

Pożar ze skutkiem śmiertelnym w Międzyrzeczu

Do tragicznego zdarzenia doszło w nocy w jednym z mieszkań w Międzyrzeczu (Lubuskie), gdzie w pożarze zginęła 67-latka. Zgłoszenie o pożarze w mieszkaniu na pierwszym piętrze czteropiętrowego bloku wpłynęło do służb w czwartek (07 października). Kiedy strażacy dotarli na miejsce, mieszkanie było objęte ogniem, a na klatce schodowej panowało duże zadymienie. Oględziny miejsca zdarzenia przeprowadził prokurator przy udziale policjantów oraz biegłego z zakresu pożarnictwa w celu ustalenia dokładnych przyczyn tragedii.

Podpalenie mieszkania w gminie Przytoczna przez 18-latka

W niewielkiej miejscowości w gminie Przytoczna, 26 września, doszło do podpalenia mieszkania w budynku wielorodzinnym. Sprawca, 18-letni mężczyzna, po podłożeniu ognia, wyszedł i odjechał na rowerze. Policjanci szybko go ustalili i zatrzymali. Za sprowadzenie pożaru, który zagrażał mieniu w wielkich rozmiarach, grozi mu kara do 10 lat pozbawienia wolności.

Policjanci otrzymali zgłoszenie o pożarze budynku wielorodzinnego, a wstępne ustalenia wskazywały na podpalenie. W budynku znajdowały się trzy mieszkania, w których mieszkało łącznie siedem osób. Na szczęście nikomu nic się nie stało, lecz wszyscy domownicy musieli zostać ewakuowani i nie mogli wrócić do budynku na noc. Władze gminy oraz sołtys wsi zorganizowali nocleg dla pogorzelców w jednym z ośrodków wypoczynkowych na terenie gminy.

Policjanci przystąpili do działania: przeprowadzili oględziny miejsca zdarzenia, przesłuchali świadków oraz zbierali materiał dowodowy. Z ustaleń mundurowych wynikało, że najprawdopodobniej ogień podłożył młody mężczyzna, po czym oddalił się w nieznanym kierunku. Już po kilku godzinach policjanci zatrzymali nietrzeźwego 18-latka, który spał w swoim mieszkaniu.

Dodatkowo ustalono, że na początku 2020 roku ten sam mężczyzna podpalił znajdujące się w stodole siano w pobliskiej miejscowości, w wyniku czego spłonął cały budynek, czym spowodował straty na ponad 10 tys. złotych. Po wytrzeźwieniu mężczyzna usłyszał zarzut sprowadzenia pożaru, który zagrażał mieniu w wielkich rozmiarach. Mężczyzna nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego podłożył ogień.

Pożar pustostanu w Pile. Alarmowo pluton, dojazdy, dowożenie wody. Akcja gaśnicza

Sprawca podpalenia we Wschowie próbował zmylić policję

Wschowscy policjanci ustalili i zatrzymali sprawcę podpalenia jednego z mieszkań komunalnych we Wschowie. Desperat - podpalacz, który przyglądał się nocą (20/21 lutego) akcji ratowniczej, próbował wprowadzić w błąd mundurowych, którzy nie dali się zwieść jego opowieściom.

Sobotniej nocy dyżurny wschowskiej policji otrzymał informację o tym, że zastępy straży pożarnej gaszą pożar w jednym z budynków wielorodzinnych we Wschowie. Skierowany na miejsce patrol policji potwierdził tę informację. Znajdujący się na miejscu policjanci podjęli działania, aby ustalić, kto mógł podpalić jedno z mieszkań. W wyniku rozprzestrzeniającego się ognia i wydobywającego się dymu, w trosce o bezpieczeństwo, życie i zdrowie lokatorów ewakuowano 15 osób przebywających w budynku.

Podczas rozpytania policjanci zainteresowali się mężczyzną, który siedział na ławce i bacznie przyglądał się całej akcji. Uwagę mundurowych przykuła walizka, którą mężczyzna miał przy sobie. Jego wyjaśnienia dotyczące darmowego internetu w obrębie ławki nie zbiły z tropu wschowskich policjantów. Mężczyzna przyznał się funkcjonariuszom, że mieszkanie, które paliło się, należy do niego i jego żony. Po chwili wyszło na jaw, że w mieszkaniu strażacy znaleźli czerwony kanister, który posłużył do wzniecenia ognia.

Policjanci nie odpuszczali. Jak się okazało, 35-latek, zanim opuścił mieszkanie, spakował się, a w jego walizce znajdowały się rzeczy osobiste. Po chwili wszystko było już jasne. Mężczyzna przyznał się policjantom do podpalenia mieszkania. Wyjaśnił, że zrobił to z przyczyn osobistych. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu i w najbliższym czasie usłyszy zarzuty.

tags: #podpalenie #mieszkania #lubuskie