Pożary szybów naftowych: Historia, zagrożenia i metody gaszenia

Pożary szybów naftowych to jedne z najbardziej spektakularnych, a zarazem niszczycielskich katastrof przemysłowych, niosących ze sobą ogromne straty ekonomiczne, ekologiczne i ludzkie. W historii przemysłu naftowego odnotowano wiele takich incydentów, od pionierskich czasów wydobycia ropy naftowej, przez czasy wojen, aż po współczesne nielegalne odwierty. Niniejszy artykuł przedstawia wybrane przykłady pożarów szybów naftowych, ich przyczyny, skutki oraz metody walki z żywiołem.

Tragiczne pożary w nielegalnych odwiertach Indonezji

Indonezja, będąca krajem z długą historią wydobycia ropy naftowej, boryka się z problemem nielegalnych odwiertów, które często prowadzą do tragicznych wypadków. Te szyby naftowe, nierzadko pochodzące jeszcze z końca XIX wieku, kiedy to Holendrzy rozpoczęli wiercenia na dużą skalę, utknęły w przeszłości, stanowiąc źródło zarobku dla miejscowej ludności, ale i ogromne zagrożenie. Ziemia wokół nich jest zniszczona przez toksyczne wycieki, a pracownicy ryzykują życie, aby wydobyć resztki surowca. Wielu z 700 szybów naftowych w pobliżu wiosek na Jawie Wschodniej zostało zbudowanych przez Holendrów. Podstawowe narzędzia, na których polegają pracownicy, są improwizowane i rustykalne, co dodatkowo zwiększa ryzyko wypadków. Pauni, jeden z pracowników, nauczył się wydobywać ropę w wieku 19 lat i obawia się możliwej eksplozji, ponieważ stary sprzęt może się przegrzać i zapalić. W czerwcu 2024 roku pożar w innym odwiercie na Sumatrze zabił czterech pracowników.

Thematic photo of an oil well fire in Indonesia

Pożar w Pasir Puteh (2018)

W kwietniu 2018 roku w prowincji Aceh na północnym zachodzie Indonezji doszło do ogromnego pożaru w nielegalnie eksploatowanym szybie naftowym. Do co najmniej 15 osób wzrosła liczba ofiar śmiertelnych, a około 40 osób odniosło poważne oparzenia. Pożar, który wybuchł w nocy z wtorku na środę czasu lokalnego w dzielnicy mieszkalnej w mieście Pasir Puteh, na północnym krańcu Sumatry, został spowodowany wyciekiem ropy naftowej. Rzecznik indonezyjskiej policji, Setyo Wasisto, poinformował, że ludzie drążyli odwiert, kiedy nagle wybuchł pożar, powodując eksplozję. Dyrektor miejscowego szpitala, Edi Gunawan, przekazał, że hospitalizowani mają oparzenia od 20 do 60 procent powierzchni ciała. Na zdjęciach z portali społecznościowych widać gigantyczne płomienie unoszące się nad domami i palmami. Rzecznik indonezyjskiej agencji ds. zwalczania skutków katastrof, Sutopo Purwo Nugroho, powiedział, że liczba ofiar pożaru może wzrosnąć, ponieważ ogień nie został jeszcze opanowany. Wśród możliwych przyczyn wymienia się niedopałek papierosa, gdyż "było tam wiele osób, które paliły papierosy" oraz "wielu mieszkańców kręci się tu, żeby zdobyć ropę naftową". Władze poinformowały, że nie wiadomo, kto jest właścicielem szybu, a ten był najpewniej nielegalnie wykorzystywany przez miejscową ludność.

Historyczne pożary szybów naftowych w Polsce i Galicji

Polska, a w szczególności historyczna Galicja, ma również swoją historię związaną z wydobyciem i pożarami ropy naftowej, które często były wynikiem braku odpowiednich technologii i środków bezpieczeństwa.

Pożar szybu Daszewo-1 koło Karlina (1980/1981)

10 stycznia 1981 roku ugaszono największy w Europie pożar szybu naftowego koło Karlina (Zachodniopomorskie). Przez 32 dni ponad 1000 osób walczyło z żywiołem. W latach 70. Zjednoczenie Górnictwa Naftowego rozpoczęło poszukiwania ropy naftowej i uruchomiło wiertnię Daszewo-1 w okolicy wsi Krzywopłoty, około 4,5 km od Karlina. 9 grudnia 1980 roku na terenie wiertni znajdowało się co najmniej kilkunastu pracowników. Około godziny 17 jeden z pracowników wiertni zauważył, że płuczka jest wypierana na zewnątrz odwiertu: ciśnienie ropy naftowej i gazu ziemnego niebezpiecznie wzrosło. Burmistrz Karlina, Waldemar Miśko, wspomina: „Wówczas byłem 19-letnim uczniem technikum. Tego dnia przebywałem w centrum Karlina, kilka kilometrów od wiertni. Zapadał zmierzch. W pewnym momencie na niebie ukazała się wielka, jaskrawa zorza.”

Historical photo of an oil well fire in Karlino, Poland

Przebieg akcji ratunkowej

Około 17:15 pierwsze zgłoszenie otrzymała Ochotnicza Straż Pożarna z Karlina. Dziesięć minut później st. kapral Alicja Bogatko z Państwowej Straży Pożarnej w Białogardzie odebrała telefon z informacją, że płonie wiertnia Daszewo-1. Ogłoszono alarm. O 17:42 na miejsce pożaru dotarły trzy wozy bojowe z PSP Białogard. W kronice tamtejszej PSP tak opisano pierwsze chwile po wybuchu: „Płonie gaz, wieża wiertnicza przewrócona na skutek dużego promieniowania cieplnego. (...) Ogień jest tak duży, że tworzy nad pobliskim miastem Karlino ogromną łunę stając się widocznym na odległość 30 km.” Dowodzenie akcją objął mł. chor. Marek Bauman, komendant ZSP. Strażacy rozpoczęli natychmiastową ewakuację ludzi i sprzętu. O godzinie 18:45 dowództwo objął Komendant Wojewódzki SP płk poż. Szacuje się, że ciśnienie wynosiło około 560 atmosfer, a wysokość słupa ognia sięgała od 30 do 100 metrów. Temperatura w miejscu erupcji wynosiła około 1000 stopni Celsjusza. Doszczętnie spłonęły baraki pracowników, wieża wiertnicza oraz pozostałe urządzenia wiertni Daszewo-1. Po kilku godzinach w akcji gaszenia szybu brało udział 18 jednostek straży pożarnej, m.in. z Kołobrzegu, Koszalina, Szczecinka i Świdwina. Informacja o skali pożaru dotarła do Warszawy późnym wieczorem 9 grudnia. W ciągu kilku godzin strażacy ewakuowali mieszkańców pobliskich gospodarstw oraz robotników wiertni. Do akcji gaśniczo-ratowniczej w Karlinie włączyły się jednostki inżynieryjne z Pomorskiego Okręgu Wojskowego, Obrona Cywilna, strażacy z kilku jednostek z terenu woj. koszalińskiego oraz jednostki MO, specjalistyczna drużyna ratownictwa górniczego, łącznie około 1000 osób.

Międzynarodowe wsparcie i metody gaszenia

Po erupcji Karlino stało się sławne nie tylko w Polsce. Codziennie przybywały tu liczne ekipy TVP oraz zagranicznych mediów. Uczestników akcji odwiedził I sekretarz KC PZPR Stanisław Kania, a także przewodniczący NSZZ „Solidarność” Lech Wałęsa. Mimo nasilającego się kryzysu społecznego i gospodarczego, płonący szyb w Karlinie wzbudzał nadzieję, że oto odnaleziono ogromne złoża ropy naftowej. Pojawiały się wręcz opinie, że Polska „stanie się drugim Kuwejtem”. Nie brakowało plotek, mówiono, że pożar był dziełem nieznanych dywersantów zachodnioniemieckich lub amerykańskich.

Wielki pożar ropy koło Karlina (Polska, 1980) | HISTORIE

16 grudnia 1980 roku do Karlina przybyli specjaliści z Węgier i ZSRS, którzy doradzali polskiej ekipie, w jaki sposób ugasić pożar. Po próbach usunięcia uszkodzonego prewentera, blokującego dostęp do płonącego szybu, oddział artylerii LWP zniszczył go pociskami z haubic 152 mm. Oczyszczono teren ze spalonych urządzeń i zbudowano drogi dojazdowe niezbędne do eksploatacji złoża. Akcję gaśniczą kontynuowano także podczas świąt Bożego Narodzenia i w Nowy Rok. Z Połtawy (wówczas ZSRS) przybyła 10-osobowa ekipa inż. Leona Kałyny. W Karlinie użyto agregatów gaśniczych AGWT - silników turboodrzutowych Klimow WK-1F pochodzących z myśliwców MIG-17, zamontowanych na samochodach. Wytworzony przez nie ciąg powietrza tłumił płomienie. 8 stycznia 1981 roku, tuż przed godziną 11, za pomocą działek wodnych po raz pierwszy ugaszono ogień. Brak prewentera spowodował jednak, że złoże podpalono. Właściwe ugaszenie pożaru szybu w Karlinie miało miejsce 10 stycznia 1981 roku około 8 rano. Użyto działek wodnych i agregatów gaśniczych AGWT. Za pomocą dźwigu nałożono 11-tonowy prewenter sprowadzony z Rumunii. W ciągu miesiąca w Karlinie spłonęło około 30 tysięcy ton ropy naftowej i około 50 milionów metrów sześciennych gazu ziemnego. Koszt akcji gaśniczej, budowy dróg dojazdowych do szybu oraz innych prac inżynieryjnych wynosił 300 milionów złotych.

16 stycznia 1981 roku z Karlina odjechał pierwszy pociąg wiozący 780 ton ropy naftowej do rafinerii w Trzebini. W latach 1981-83 eksploatowano trzy otwory wiertnicze Daszewo-1. Według ocen Instytutu Technologii Nafty w Krakowie, ropa pochodząca ze szczelinowego złoża koło Karlina była średniej jakości. 9 grudnia 2010 roku zapowiedziano budowę Centrum Nauki i Techniki „Energia”, które ma przypominać o wydarzeniach sprzed lat, oferując symulację drżenia ziemi przed wybuchem i zapach ropy naftowej, choć z bezpiecznym zamiennikiem środka zapalającego.

Pożary w Galicyjskim Borysławiu (przełom XIX i XX wieku)

Bogactwem galicyjskiego Borysławia (obecnie Ukraina) były złoża ropy naftowej. Około 1840 roku funkcjonowało tam zaledwie kilka małych szybów, ale pod koniec XIX wieku było ich już kilkanaście tysięcy. W tym czasie Borysław leżał na terenie zaboru austriackiego. W międzywojniu Borysław urósł do trzeciego miasta w Polsce pod względem obszaru, po Warszawie i Łodzi, wchłaniając okoliczne wsie. Jedną z nich były Tustanowice, gdzie funkcjonował znany w Polsce szyb Oil City.

Historical map of the Borysław oil basin

W Borysławiu co kilka lat wybuchały groźne pożary, a ich przyczyną były niekontrolowane erupcje mieszaniny gazów i ropy pod ciśnieniem. Największy pożar w historii wybuchł 4 lipca 1908 roku około godziny 14:30. Przyczyną była gwałtowna burza z wyładowaniami, od których zapaliło się kilka szybów: Litwa 3, Żelazny, Hadwiga, Celebes i Oil City. Ten ostatni należał do największych w Zagłębiu Borysławskim, a jego właścicielem była berlińska firma Braun i Bermann. Dzienne wydobycie utrzymywało się na poziomie 2 tysięcy ton ropy. Obok szybu w zbiornikach gromadzono tysiące ton ropy zapasowej. Pożar przeniósł się z szybu na te właśnie zbiorniki. Kłęby dymu i jęzory ognia sięgały na wysokość 200 metrów. Brak dróg i chaotyczna zabudowa uniemożliwiały podjęcie akcji ratunkowej.

Akcja ratunkowa w Oil City

Około godziny 17:30 przybyli na miejsce starosta Stanisław Noel i komisarz górniczy Apolinary Mokry. W tym samym czasie czynności podjęła zawodowa straż pożarna z Borysławia. Na pobliskim wzniesieniu ustawiono kilka sikawek ręcznych, z których polewano płonące szyby i zbiorniki, jednak udało się jedynie zapobiec rozprzestrzenianiu się ognia. Do Borysławia przybyli również członkowie Krajowego Związku Producentów Ropy ze Lwowa. Podjęto decyzję o sprowadzeniu na miejsce zdarzenia 150 żołnierzy z jednostki saperskiej z Przemyśla. Wojsko przybyło o godzinie 1:00 w nocy i oddziały skierowano natychmiast w rejon Oil City. Do akcji przystąpił również oddział ratunkowy „gasiciele ognia” - nietypowa ekipa ratownicza składająca się ze 180 osób, w większości narodowości żydowskiej, zatrudnionych na stałe jako robotnicy w tamtejszych kopalniach. W zakresie ich obowiązków był udział w akcjach ratowniczych przy pożarach szybów. Przy Oil City podzielono „gasicieli” na dwie grupy. Ich zadaniem było noszenie na plecach worków z ziemią i gliną i wrzucanie ich z bliskiej odległości w ogień. Każdy gasiciel nosił na głowie mokry kaftan, szmatę lub ręcznik, co izolowało go od ciepłoty. Po wrzuceniu ziemi gasiciel wracał po nowy worek. Worki napełniali saperzy z Przemyśla. W ten sposób ziemia tłumiła ogień i dusiła wydobywające się gazy, zmniejszając z godziny na godzinę powierzchnię pożaru i odległość konieczną do dotarcia do szybu. Pożar trwał ponad 40 dni. W tym czasie niebo i słońce przesłonięte było przez sadzę i kłęby dymu unoszące się nad miastem. Początkowo skupiano się na chronieniu sąsiednich wież i szybów, lecz mimo tych wysiłków ogień zajął i strawił kilka sąsiednich wież. Następnie wydrążono szyb w bezpiecznej odległości od Oil City i przebito w jego kierunku tunel, aby odprowadzić osobnym kanałem część ropy. Sam płonący otwór zatkano specjalnie skonstruowanym dzwonem.

Dzięki Oil City i innym wielkim odwiertom w 1909 roku wydobycie ropy w Galicji sięgnęło rekordowej liczby 2 milionów ton rocznie. Dynamika i skala przyrostu wydobycia spowodowały kryzys nadpodaży na rynku ropy naftowej, prowadząc do spadku cen i problemów finansowych dla producentów. Za dynamiką wydobycia nie nadążała dynamika budowania zbiorników. Dopiero budowa przez rząd austriacki 22 zbiorników o pojemności 10 tysięcy wagonów nieco poprawiła sytuację.

Katastrofy ekologiczne: Kuwejt i Irak

Wojny i konflikty zbrojne wielokrotnie prowadziły do celowego podpalania szybów naftowych, co skutkowało katastrofami ekologicznymi na niewyobrażalną skalę.

Pożary szybów naftowych w Kuwejcie (1991)

W 1991 roku armia iracka, wycofując się z Kuwejtu, z premedytacją podpaliła tereny roponośne, doprowadzając do katastrofy ekologicznej na niespotykaną skalę. Uchodzące wojska irackie podpaliły ponad 500 szybów naftowych, które płonęły przez wiele miesięcy. Rafinerie i instalacje naftowe również zostały poważnie uszkodzone. Skutkiem było dostanie się do wód Zatoki Perskiej nawet 240 milionów baryłek, czyli ponad 38 miliardów litrów ropy. Skażonych zostało około 550 km terenów przybrzeżnych. Działania żołnierzy irackich stały się jednym z przykładów ekobójstwa - ciężkiej zbrodni popełnionej przeciw środowisku naturalnemu.

Satellite image of oil well fires in Kuwait

Skutki ekologiczne

W wyniku rozlania się ogromnych ilości ropy został zagrożony cały lądowy i morski ekosystem Zatoki Perskiej. Na lądzie ropa tworzyła gigantyczne jeziora, szkodząc środowisku naturalnemu, skażając glebę, rośliny i wody głębinowe, zagrażając ujęciom wody pitnej dla miasta Kuwejt. Na morzu ropa zanieczyściła wodę, żywe organizmy, tereny przybrzeżne, lasy mangrowe i mokradła. Namorzyny i rafy koralowe w Zatoce Perskiej są bogatym środowiskiem życia ptaków i ryb. Zagrożona została populacja diugoni, delfinów, żółwi morskich, które składają swoje jaja na wybrzeżach tamtejszych wysp. Największe straty poniosły populacje ptactwa wodnego, których zginęło około 30 tysięcy osobników. Płonąca ropa z szybów wiertniczych przedostawała się do atmosfery wraz z sadzą i oparami, w wyniku czego pokryła i zanieczyściła okolicę. Dym ze spalonej ropy zawierał wiele szkodliwych substancji chemicznych, w tym dwutlenek siarki, tlenek węgla, sadzę, benzopiren, węglowodory aromatyczne i dioksyny. Wiele owiec i bydła zginęło zarówno z powodu wdychania drobnych kropelek ropy naftowej rozpylonych w powietrzu, jak też zjadania pokrytej nią trawy. Dlatego jednym z ważniejszych problemów było ugaszenie olbrzymich pożarów.

Gaszenie płonących szybów naftowych w Kuwejcie

Pożary szybów naftowych należą do jednych z najtrudniejszych do opanowania. Ze względu na panujące temperatury stosuje się specjalistyczne wyposażenie, odporne na trudne warunki. Strażacy, którzy przystępowali do gaszenia szybów naftowych w Kuwejcie, każdy pożar traktowali niezależnie. Z czasem na miejsce zaczęły przybywać ekipy z całego świata, każda z własnym pomysłem i sprzętem. Gdy teren wokół podpalonych szybów nadawał się do bezpiecznego poruszania, przystępowano do budowy dróg i zbiorników wodnych. Wykorzystano również ropociągi do transportu wody morskiej z Zatoki Perskiej do tymczasowych zbiorników w pobliżu każdego płonącego szybu, która posłużyła później do gaszenia szybów naftowych. Jednym z zastosowanych pomysłów było użycie specjalnie zaprojektowanego czołgu gaśniczego Big Wind. Do jego budowy wykorzystano dwa silniki odrzutowe R-25 pochodzące z samolotu MiG-21, które zamontowano na podwoziu czołgu T-34/85 z czasów II wojny światowej. Do silników odrzutowych na czołgu doprowadzono 6 węży i pomp, które pobierały wodę ze zbiorników znajdujących się kilkadziesiąt metrów od źródła ognia. Naukowcy początkowo oceniali, że gaszenie płonących szybów naftowych w Kuwejcie zajmie kilka lat. Dzięki zaangażowaniu strażaków i odpowiednim technikom ogień udało się całkowicie ugasić w czasie ośmiu miesięcy. Od momentu podpalenia szybów do zakończenia ich gaszenia spłonęło 350 milionów ton surowca.

Podpalone szyby naftowe w Iraku (2016)

W 2016 roku gęsty dym z podpalonych przez dżihadystów szybów naftowych wokół Kajary w irackiej prowincji Niniwa utrudniał armii rządowej podjęcie ostatecznego szturmu na to 70-tysięczne miasto. Mosul pozostawał w rękach IS od czerwca 2014 roku. Przywódcy organizacji terrorystycznej przygotowali specyficzny kilkupunktowy plan obrony miasta, a ropa ze złóż na okupowanych terenach była terrorystom bardzo potrzebna. Prowadzony na dużą skalę przemyt do Turcji umożliwiał finansowanie nielegalnych zakupów broni i opłacanie oddziałów terrorystów. Po raz pierwszy uciekający terroryści podpalili bogate pole Qayyara i roponośne piaski niedaleko Mosulu pod koniec sierpnia. Ogromne słupy ciemnego dymu zmniejszyły widoczność, mocno utrudniając amerykańskim siłom powietrznym bombardowanie pozycji terrorystów. Pożary były ciosem dla ludności cywilnej, powodując katastrofalne straty. Płonąca ropa płynęła ulicami dzielnic mieszkalnych Qayyara przez kilka dni. Opary dusiły ludzi, były przypadki ciężkich urazów. Nad miastem jeszcze kilka tygodni unosiły się trujące dymy. Ptaki, zwierzęta i ludzie byli czarni od tłustej sadzy. Trujący gaz wciąż jeszcze osadza się na dachach domów. W całym regionie Niniwa są jeszcze inne bardzo wydajne pola roponośne z szybami i rurociągami. Niektóre z nich w okolicy Al-Hamdaniya na południowy wschód od Mosulu zostały także podpalone przez terrorystów zaraz po rozpoczęciu ofensywy przez kurdyjskie oddziały Peszmerga i siły irackie. Eksperci firm naftowych z Irbilu oceniali, że ludność cywilna z tych okolic ucierpiała podobnie jak w Qayyara.

Photo of smoke from oil fires in Iraq

Niekonwencjonalne metody gaszenia: Rosja (2024)

W gaszeniu płonącego od tygodnia szybu naftowego na Syberii Rosjanie użyli 100 mm armaty przeciwpancernej MT-12 Rapira, która wraz z obsługą przyleciała samolotem Ił-76. Kilka celnych strzałów pozwoliło na ugaszenie pożaru i uszczelnienie szybu. Niecodzienna akcja gaśnicza miała miejsce na polu naftowym Ust-Kutskij, około 50 km od Irkucka na Syberii. Pożar jednego z szybów rozpoczął się 30 maja 2024 roku, gdy w wyniku rozszczelnienia przewodu odprowadzającego ropę i gaz nastąpił zapłon mieszanki, która zalała skrzynkę przełącznikową. Na szczęście obyło się bez ofiar, jak poinformowało Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych.

Photo of a 100mm MT-12 Rapira anti-tank gun

Służby ratownicze Irkuckiej Kompanii Naftowej oraz lokalna straż pożarna nie były w stanie opanować płomieni. Problem stanowiły uszkodzone elementy instalacji gazowej, w tym zawory wieńczące główną rurę. 5 czerwca zwrócono się do Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej o pomoc. Do zadania oddelegowano jednostkę Centralnego Okręgu Wojskowego. Na lotnisko w pobliskim mieście Ust-Kut przetransportowano ciężkim samolotem transportowym Ił-76 armatę przeciwpancerną AT-12 Rapira kalibru 100 mm wraz z obsługą i zapasem amunicji. Na pole naftowe dotarli nocą z 7 na 8 czerwca.

Wbrew informacjom pojawiającym się w wielu mediach relacjonujących tę akcję, armaty nie użyto do gaszenia pożaru czy rozpraszania płomieni. Armata MT-12 Rapira została użyta do odstrzelenia uszkodzonej części armatury wylotowej szybu, a przede wszystkim zaworów, które wieńczyły płonącą instalację. Po kilku strzałach artylerzystom z Samary udało się trafić i „usunąć” uszkodzony element struktury. Akcja ta była jednym z wielu przykładów „podwójnego zastosowania” sprzętu i uzbrojenia sił zbrojnych w walce z klęskami żywiołowymi czy innymi „cywilnymi” zagrożeniami.

tags: #podpalenie #naftowych #szyi