Dariusz P. z Jastrzębia-Zdroju, oskarżony o podpalenie domu, w którym zginęła jego rodzina, otrzymał wyrok dożywocia. Sąd, ogłaszając wyrok, nie miał wątpliwości: pożar, w którym straciła życie rodzina Dariusza P., został przez niego rozniecony. Mimo to Dariusz P. nie przyznał się do winy.
Tragiczne wydarzenia z maja 2013 roku
Z materiałów zebranych w śledztwie wynika, że w nocy z 9 na 10 maja 2013 roku, gdy rodzina poszła już spać, Dariusz P. rozniecił ogień w kilku miejscach w domu. Ogień zajął się przy szafie z ubraniami, które bardzo szybko stanęły w płomieniach. Inne punkty, które przygotował i od których - jak sądził - zajmie się dom, to: zasłonka w drzwiach balkonowych, sztuczne kwiaty, dwie bluzy polarowe oraz poduszki z mebli ogrodowych wypełnione łatwopalną pianką.

Ponieważ drzwi i okna były szczelnie zamknięte, a rolety antywłamaniowe opuszczone, rodzina nie mogła się wydostać z płonącego budynku. Tylko najstarszy syn, który miał sypialnię na poddaszu, nie stracił przytomności. Zadzwonił pod numer alarmowy 112 i wezwał pomoc. Później wybrał numer do mamy - była piętro niżej, ale już nie odpowiadała. Z całej rodziny ocalał tylko Dariusz P. i ten najstarszy syn. W pożarze zginęła żona Dariusza P. i czworo dzieci.
Wcześniejszy pożar i motywy finansowe
To nie był pierwszy pożar w domu Dariusza P. Wcześniej ogień zajął dom w 2011 roku. Wtedy nikomu nic się nie stało, a skutki ograniczyły się do konieczności odmalowania ścian, zakupu dzieciom nowych ubrań i przyborów szkolnych. W miejscowym kościele zorganizowano zbiórkę, ludzie oferowali pieniądze i pomoc przy odnowieniu domu. Nie dociekali, czy to prawda, że ubezpieczyciel za ten pożar wypłacił Dariuszowi P. 200 tys. zł.
Gdy dwa lata później, w pożarze zginęła żona Dariusza P. i czworo dzieci, też szybko zorganizowano zbiórkę pieniędzy, bo przecież każdemu było żal wdowca. Szybko okazało się, że Dariusz P. mógł liczyć nie tylko na datki od ludzi. Przed tragicznym pożarem wysoko ubezpieczył dom, siebie i żonę. Sąd uznał, że pieniądze były jednym z głównych motywów działania oskarżonego. Dariusz P. mógłby - dzięki temu, że doszło do pożaru - spłacić długi. Jego zobowiązania sięgały przynajmniej 360 tys. zł.
DARIUSZ P. POŚWIĘCIŁ RODZINĘ DLA PIENIĘDZY Podpalacz z Jastrzębia-Zdroju | Pokój Zbrodni
Wzorcowa rodzina i psychopatyczna osobowość oskarżonego
Sąsiedzi tak strasznie współczuli Dariuszowi P., że musiał wyprawić pięć pogrzebów. Rodzina Dariusza P. była postrzegana jako wzorcowa i religijna. Dariusz P. przez wiele lat był szafarzem - mógł, za zgodą księdza, podawać wiernym komunię. Synowie byli ministrantami, córki - w Różach Maryi.
Gdy odbywał się pogrzeb, Dariusz P. - którego wtedy jeszcze nikt nawet nie podejrzewał o podpalenie domu - przygotował długi list i poprosił księdza o odczytanie go nad trumnami. W liście było dużo odniesień do Ewangelii i dużo podziękowań dla żony: za płodną miłość, za wspólne poranki pachnące kawą, za wieczory na ulubionej ławce w ogrodzie. Jednak kilka miesięcy po pogrzebie już szukał nowych znajomości, obiecując poznanym kobietom wspólne życie.

Gdy policja zaczęła podejrzewać, że pożar mógł wzniecić ktoś z rodziny, Dariusz P. stał się głównym podejrzanym. Biegli, badając Dariusza P., rozpoznali u niego osobowość psychopatyczną. Określili go jako człowieka o powierzchownym uroku, bez zdolności do szczerego wyrażania uczuć, ze skłonnością do manipulacji i kłamstw.
Wyrok i zapowiedź apelacji
Sąd, ogłaszając wyrok, zastrzegł, że Dariusz P. mógłby się starać o wyjście z więzienia nie wcześniej, niż po 35 latach. Obecny wyrok nie jest prawomocny. Obrońca Dariusza P. zapowiada apelację.