W nocy z 27 na 28 kwietnia bieżącego roku, o godzinie 1:53, u stóp Kotelnicy w Białce Tatrzańskiej wybuchł pożar. Gdy na miejsce zdarzenia przybyli strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej, okazało się, że płonie ogromna sterta drewna, w tym płazy, brusy oraz deski.
Przebieg zdarzenia i akcja gaśnicza
Ogień był tak duży, że niczego nie dało się już uratować. Po opanowaniu pożaru sprawa niezwłocznie trafiła na policję, co wskazywało na możliwość celowego działania. Strażacy potwierdzili, że pożar objął znaczne ilości zgromadzonego drewna, co stanowiło poważne zagrożenie.

Śledztwo i dowody monitoringu
Jak nieoficjalnie dowiedział się "Tygodnik Podhalański", mundurowi dotarli do kluczowego dowodu: filmu z monitoringu. Na nagraniu widać zakapturzoną postać, która oblewa stertę drewna jakąś substancją, a następnie podpala ją w dwóch miejscach przy użyciu zapalniczki. Po chwili na filmie wyraźnie widać wybuch ognia. Ze względu na prowadzone śledztwo, policja na obecnym etapie odmawia udzielania szczegółowych informacji na ten temat, co jest standardową procedurą w tego typu sprawach.
Monitoring uchwycił podpalacza
Lokalne spekulacje i motywy zemsty
Mimo oficjalnego milczenia służb, mieszkańcy Białki Tatrzańskiej są znacznie bardziej rozmowni. Sugerują oni, że za podpaleniem może stać kuzyn pana Stanisława, który jest właścicielem sterty drewna strawionej przez ogień. Ich zdaniem, motywem zbrodni była zemsta. Okazuje się bowiem, że w czerwcu 2023 roku ktoś doniósł, iż kuzyn pana Stanisława nielegalnie wycinał drzewa z lasu na Kotelnicy. Prawdopodobnie robił to, aby później móc sprzedać już pustą działkę. Mężczyzna podejrzewa, że za donosem stoi właśnie pan Stanisław, który jednak w rozmowie z "Tygodnikiem Podhalańskim" stanowczo zaprzecza, by mógł się dopuścić takiego czynu.
Strach i milczenie mieszkańców
Mieszkańcy Białki Tatrzańskiej domyślają się, kto stoi za podpaleniem, jednakże ze strachu, że zemsta może również ich dopaść, większość z nich milczy. Tylko nieliczni zgodzili się anonimowo porozmawiać z "Tygodnikiem Podhalańskim" na ten temat. Mówią otwarcie, że się boją, ponieważ nikt nie chce, aby spalił się jego dom. Twierdzą jednak przy tym, że cała wieś wie, kto stoi za podpaleniem, co świadczy o głęboko zakorzenionych podejrzeniach i lokalnych konfliktach.