Pożar w Domu Pomocy Społecznej „Złota Jesień” w Raciborzu
W niedzielę 22 kwietnia o godzinie 5:00 wybuchł pożar w Domu Pomocy Społecznej „Złota Jesień” w Raciborzu. Ogień pojawił się w pokoju rekreacyjnym na trzecim piętrze, który łączył dwa skrzydła budynku. Prawdopodobną przyczyną pożaru było zaprószenie ognia niedopałkiem papierosa. Pożar gasiło 5 zastępów straży pożarnej.
W wyniku zdarzenia ewakuowano 30 pensjonariuszy. Trzy osoby trafiły do szpitala: 71-letni mężczyzna z poparzeniami drugiego stopnia, który walczy o życie, oraz 78-letni i 88-letni mężczyźni z objawami zatrucia dymem. Dwóch z poszkodowanych zostało już wypisanych ze szpitala. Ogień zniszczył doszczętnie pokój, w którym wybuchł, a także uszkodził część korytarzy, inne pomieszczenia, instalację elektryczną, a w kilku oknach popękały szyby. Dyrektor raciborskiego DPS-u, Jolanta Rabczuk, wyjaśniła, że ogień zajął się od kanapy w tzw. kąciku rekreacyjnym, a następnie objął całe piętro. Na szczęście ogień nie dostał się do pokojów pensjonariuszy. Bezpośrednie niebezpieczeństwo było narażone 20 osób, które na szczęście pozostały w swoich pokojach i wzywały pomocy. Tylko 71-letni mężczyzna, który wyszedł na korytarz, by sprawdzić, co się dzieje, został bezpośrednio zaatakowany przez ogień.
Komendant raciborskiej straży pożarnej, Andrzej Brzozowski, stwierdził, że akcja ratownicza była trudna ze względu na wysoką temperaturę i znaczne zadymienie. - Zainstalowany w DPS monitoring przeciwpożarowy pozwolił szybko nas wezwać i jak najszybciej rozpocząć akcję - komentuje Brzozowski. Akcja trwała 2,5 godziny. Kiedy wiadomość o pożarze w „Złotej jesieni” rozniosła się po Raciborzu, na miejsce zjechali się prawie wszyscy pracownicy, aby pomóc w sprzątaniu.

Podpalenie klatki schodowej przy ulicy Pszczyńskiej w Raciborzu
W sobotni wieczór, po godzinie 21:00, doszło do podpalenia klatki schodowej w jednym z budynków przy ulicy Pszczyńskiej w Raciborzu. Dzięki szybkiej reakcji służb nikt nie odniósł obrażeń, a sprawca został błyskawicznie zatrzymany. Na miejsce natychmiast skierowano patrol prewencji oraz Państwową Straż Pożarną, która ugasiła ogień.
Policjanci szybko ustalili tożsamość sprawcy i zatrzymali 31-letniego mężczyznę w jego mieszkaniu. W momencie interwencji próbował uciec przez okno, jednak na dole czekali już na niego policjanci. Jak ustalili raciborscy mundurowi, w dniu zdarzenia groził pozbawieniem życia dwóm osobom mieszkającym w podpalonej klatce. Dodatkowo przyznał się do wcześniejszej kradzieży dwóch tablic rejestracyjnych z pojazdu marki Audi. Straty spowodowane pożarem oszacowano na blisko 30 tysięcy złotych. 31-latek usłyszał zarzuty i został objęty dozorem policyjnym. Grozi mu do 5 lat więzienia.
Pożar stodoły przy ulicy Sempołowskiej w Raciborzu i inne zdarzenia
Pożar przy ulicy Sempołowskiej w Raciborzu miał miejsce 18 lutego. 24-latek jest odpowiedzialny za ten olbrzymi pożar, który wzniecił zapalniczką. Stodoła była połączona z budynkiem mieszkalnym, który był bezpośrednio zagrożony przez ogień.
Strażacy z Raciborza informowali: - Z powodu zarwania się dachu nie było możliwości prowadzenia działań od wewnątrz stodoły. W kolejnym etapie podawano prąd wody z drabiny mechanicznej. Udało się obronić część mieszkalną obiektu, wiatr wiał na szczęście w przeciwną stronę. Właścicielka straty oszacowała na 50 tysięcy złotych. Jak ustalił Dziennik Zachodni, zatrzymany Robert K. to były strażak-ochotnik z Bogunic, który już wcześniej podpalał. Mężczyźnie grozi nawet 10-letni pobyt w więzieniu.
Dwa dni później, w sobotę, wybuchł pożar przy ulicy Podmiejskiej, w tym samym rejonie. Znów płonął pustostan, ale właściciele nie zgłosili tego na policję. Jak udało się dowiedzieć, 24-latek także do tego podpalenia się przyznał. Prokurator Danuta Kozakiewicz, szefowa Prokuratury Rejonowej w Raciborzu, wyjaśniła, że sprawca podpalił zapalniczką słomę składowaną w pustostanie, a następnie sam nacisnął alarm w Ochotniczej Straży Pożarnej w Miedonii. Właściciel stodoły, która spłonęła, mieszka na co dzień w Niemczech i mimo bogatej korespondencji nie pojawił się w Polsce i nie złożył zawiadomienia, dlatego sprawę umorzono. Modus operandi sprawcy był wówczas identyczny: podpalał zapalniczką, czasem wylewał trochę benzyny, a potem sam zgłaszał pożar w swojej straży, bo chciał gasić.

Inne pożary w regionie
Pożary wybuchały również w Sosnowcu, Wojkowicach i Katowicach. Strażacy z Sosnowca mieli problemy z dostępem do wody podczas gaszenia pożaru opuszczonej hali na terenie nieczynnej kopalni Niwka Modrzejów. Sytuację uratowały jednostki gaśnicze z Dąbrowy Górniczej, Katowic i Jaworzna. Z ogniem walczyło ich aż 25. Pożar zagrażał pobliskiej ciepłowni. Według nieoficjalnych informacji przyczyną pożaru mogło być podpalenie.
Kilkanaście godzin wcześniej palił się skład łatwopalnych odpadów w Wojkowicach, w pobliżu Będzina. 20 jednostek straży pożarnej gasiło tam zwałowisko o powierzchni ok. 4,8 tys. metrów kwadratowych. Spłonęła wiata, w której przerabiano odpady. Nikt nie ucierpiał. Jak dotąd nie ustalono przyczyny tego zdarzenia. Wiadomo, że pożary w wojkowickim zakładzie surowców wtórnych zdarzały się już kilkakrotnie.
Pożar na Balatonie w Sosnowcu
tags: #podpalenie #w #dps #raciazek