Tragiczne Wydarzenia Grudnia 1881: Panika, Pogrom i Historia Świętego Krzyża

Dziewiętnastowieczna prasa, pisząc o religijności Polaków, często podkreślała jej masowość i tłoczność. Taki też tłok panował w warszawskim kościele Świętego Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu na sumie w dniu 25 grudnia 1881 roku.

Panika w Kościele Świętego Krzyża w Warszawie (1881)

Przebieg i Skutki Tragedii

W dniu 25 grudnia 1881 roku do kościoła pod wezwaniem Świętego Krzyża w Warszawie weszło znacznie więcej ludzi, niż świątynia mogła wygodnie pomieścić. Pożary w miejscach masowych zgromadzeń, często z ograniczoną możliwością ucieczki, wielokrotnie były powodem wielkich katastrof. Zaledwie dwa tygodnie wcześniej w Wiedeńskim Ring Theatre gwałtowny pożar, który uwięził widzów na wielopiętrowych galeriach, zabił ponad 300 osób. Pożar kościoła w Santiago w 1863 roku, z powodu wąskich drzwi wyjściowych i bocznych otwierających się tylko do środka, zabił ponad dwa tysiące wiernych. Zrozumiałe wydaje się więc przerażenie, jakie ogarnęło wiernych w warszawskim kościele.

Budynek kościoła ma dwa poziomy - dolny, położony częściowo w podziemiach - i górny, właściwy. U wyjścia z górnego poziomu znajduje się podest, z którego dwoma ciągami schodzą szerokie ciągi schodów. Pierwsza fala wybiegających wpadła na osoby, które wyszły po kazaniu i rozmawiały na podeście. O pierwsze osoby, które upadły, potykały się kolejne, nie mogąc wstać, bo blokowały je następne. W krótkim czasie oba ciągi schodów zostały zablokowane skłębioną masą poprzewracanych ludzi. Tymczasem na zablokowany podest z kościoła wypadały kolejne osoby, aż zrobił się tam taki tłok, że nie sposób było się ruszyć. Ci, którzy wyszli, napierali na stłoczonych, dopiero tam orientując się, że nie ma przejścia. Napór setek osób był tak wielki, że przyciśniętym do kamiennej barierki pękały żebra.

Tłum ludzi w panice uciekający ze schodów kościoła, scena z XIX wieku

Najbardziej spanikowani rozpychali się łokciami i nogami, wydostając się nad zgniecioną masę ludzką i depcząc byle jak, po głowach, po twarzach, zbiegali w dół lub przeskakiwali balustradę. Jakiś cukiernik złapał drabinę i podstawiwszy ją pod balustradę, zaczął wyciągać jedną po drugiej osoby spod samej balustrady. Dołączyła do niego straż, ściągająca ze schodów najbardziej przygniecionych. Po upływie pół godziny tłok został rozładowany. Rannych i nieprzytomnych odniesiono do pobliskiej jadłodajni dla ubogich, skąd potem rozwożono ich do szpitali.

Po podliczeniu zmarłych na miejscu i zaraz potem w szpitalu okazało się, że panika wywołała aż 30 ofiar śmiertelnych, w większości z powodu uduszenia w ścisku lub podeptania głowy. Wśród nich znalazła się też hrabina Stanisława Aleksandrowiczowa z Konstantynowa wraz ze służącym. Poniżej znajduje się częściowa lista ofiar odnotowanych przez ówczesną prasę:

  • Wiktorya Bobińska
  • Julia Różycka
  • Aniela Tomczyńska
  • Maryanna Czubik
  • Wacława Gutowska
  • Michał Koperski
  • Hrabina Aleksandrowiczowa
  • Jau Zieliński
  • Michalina Kasprzyk
  • Idalia Staniszewska
  • Jadwiga Frey
  • Stanisława Wolska
  • Bronisława Kubicka
  • Antoni Ulatowski
  • Teodozya Michalska
  • Ewa Trzcińska
  • Kazimierz Trzciński
  • Adainina Lubiszewska
  • Wawrzyniec Winczak
  • Anna Ilyfczyńska
  • Karolina Zielińska
  • Jadwiga Dzierżanowska
  • Magdalena Stypułkowska
  • Marya Swarenko
  • Zofia Kościan
  • Aniela Pełda
  • Henryk Rerabiszewski
  • Tomasz Strzyżewski
  • Prócz tego były dwa ciała kobiet, których nie rozpoznano.

Plotki i Przyczyny Paniki

Później, już po wszystkim, krążyły różne wersje tego, co faktycznie zaszło. Jedni mówili o złodzieju, który, przetrząsając cudze kieszenie, wywołał zamieszanie, bojąc się złapania. Inni mówili o omdlałej, do której cucenia proszono wody. Najprawdopodobniej wszystko zaczęło się od żony jednego z wiernych, omdlałej na skutek duchoty i tłoku. Stojący w pobliżu mężczyzna zawołał, żeby zrobić miejsce i że trzeba wody. Słysząc okrzyk "wody!", ktoś uznał widocznie, że się pali i krzyknął sam "Pali się!" lub "Gore!". Inni powtarzali okrzyk tak, jak go usłyszeli. W efekcie, z listów wysyłanych przez czytelników do ówczesnej prasy, dowiadujemy się, że jedni słyszeli "gore!", inni "pali się!", a inni "wali się!". Podczas późniejszego śledztwa nie znaleziono ani jednej osoby, która byłaby okradziona bądź widziałaby tego złodzieja, więc ta wersja wydaje się prawdziwsza. Pojawiały się też głosy, że mogło to być dzieło anarchistów, ale brak tu poświadczeń.

Czy Kościół naprawdę nienawidził Kopernika? | Adam wszystko rujnuje

Pogrom Warszawski 1881

Narodziny i Przebieg Zamieszek

Katastrofa w kościele stała się jednak zarzewiem drugiej. Już godzinę po katastrofie zdarzały się pobicia - Żydów, którzy znaleźli się na placu przed kościołem, chwytano, biorąc ich za sprawców paniki, którzy wydostali się na zewnątrz. Po mieście zaczęła krążyć plotka, że panikę wywołał żydowski kieszonkowiec, przyłapany na gorącym uczynku. Chcąc się wyrwać z rąk tych, którzy go schwytali, miał krzyczeć o pożarze. W marcu 1881 roku zginął w zamachu car Aleksander II. Mimo, że zamachowcem był Polak, Ignacy Hryniewiecki, o udział w przygotowaniach oskarżono Żydów. Już w kwietniu przez imperium przetoczyła się pierwsza fala pogromów, o której mówiono w Warszawie. Plotka o starozakonnym złodzieju padła na podatny grunt. Faktem jest, że kilka godzin po wydarzeniach w świętokrzyskim kościele rozpoczął się pogrom w Warszawie. Zamieszki trwały trzy dni i rzuciły się na najuboższą część społeczności żydowskiej.

Tłum rozbijał szyby, wyważał drzwi, towary ze sklepów tłuczono, rwano i wyrzucano na bruk. Tam lądował też dobytek rodzin. Niektórzy posuwali się do rozbijania pieców kaflowych. Początkowo plądrowanie ograniczało się do pobliskich uliczek: Ordynackiej, Wróblej, Tamki i Browarnej. Sklepy w mgnieniu oka odbijano, chwytano co było pod ręką i niszczono, a następnie przechodzono dalej. Na Starym Mieście zebrało się kilka tysięcy tłumu, krzycząc, gwiżdżąc, niby wyprawiając kocią muzykę. Tłum ten podążył ku Nowemu Miastu, lecz został odparty przez nadeszłe od strony cytadeli wojsko. Skończyło się tylko na zniszczeniu sklepu zegarmistrzowskiego Chwata i składu z wyrobami blacharskimi. Na ulicy Świętojańskiej, naprzeciwko katedry, rozbito sklep ze skórami, wyrzucono towar na ulicę, a z taką zapalczywością dokonywano zniszczenia, iż wyrwano okna z ramami. Na ulicy Trebackiej rozbito sklep zegarmistrza i powyrzucano na ulicę zegarki kieszonkowe, duże zegary stołowe i ścienne, sprzęty, naczynia i pościel. Pierze z poduszek było rozpruwane, a wkrótce pierzem były usłane ulice niby śniegiem.

Rycina przedstawiająca sceny z pogromu w Warszawie, zniszczone sklepy i tłum

Skutki i Kontrowersje

Drugiego dnia rozboje przerodziły się właściwie w grabież - zabierano to, co wcześniej zostało wywleczone na ulice. Wtedy też zaczęły się masowe aresztowania osób biorących udział w niszczeniu kolejnych domów i sklepów. Zdecydowana interwencja wojska położyła kres zamieszkom dopiero po trzech dniach.

Skutki zamieszek okazały się katastrofalne - poważnie uszkodzono i zdemolowano ponad 300 domów i kilkaset małych sklepów. Zniszczenie dobytku lub towaru dotknęło kilka tysięcy rodzin żydowskich. Rzecz charakterystyczna, że agresja nie była skierowana konkretnie w Żydów jako osoby - pobito zaledwie kilkanaście osób, zmarła wskutek poranienia dwie bądź jedna osoba, zależnie od źródła. Celem rozbojów było zniszczenie majątku, co niestety uderzyło głównie w najbiedniejszych; bogaci przemysłowcy żydowscy mieszkający w innych dzielnicach nie doznali strat.

Warto przypomnieć, że w tym czasie w Rosji miała miejsce cała seria pogromów inspirowana pogłoską, że Żydzi brali udział w zamachu na cara. W Odessie zginęło z tego powodu 50 osób. W późniejszym czasie ta zbieżność i niezbyt intensywne działania policji spowodowały, że wielu uznało te zdarzenia, nazywane Pogromem Warszawskim, za sztucznie sprowokowane. To jeszcze bardziej podsyciło pogłoski o celowej prowokacji władz, chcących skłócić Polaków i Żydów i odwrócić uwagę od niepodległościowych i rewolucyjnych dążeń. Jeśli jednak spojrzeć na przebieg wydarzeń, to byłaby to prowokacja co najmniej dziwna - już nazajutrz w kościołach odczytywano list mający nakłonić wiernych do uspokojenia emocji. Na rogatkach przy drogach wyjazdowych stali księża i nawoływali do tłumów, aby nie przenosili rozbojów poza miasto. Jak na próbę sprowokowania fali pogromów, są to działania dziwne.

Inne Przypadki Paniki

Jeszcze jeden przypadek paniki z podobnych przyczyn miał miejsce w lutym 1888 roku. Tym razem do ucieczki rzuciły się kobiety zgromadzone w Wielkiej Synagodze na Tłomackiem. Kilka miesięcy później w pewnym berlińskim teatrze podczas długiego przedstawienia zemdlała pewna dama. Gdy zaczęto ją wynosić, jakiś widz, noszący w sobie zalążek paniki, widząc zamieszanie, krzyknął, że się pali. Choć ze sceny zapewniano, że nic się nie dzieje, widzowie zerwali się i stłoczyli w wejściu, depcząc jeden po drugim.

Historia Sanktuarium i Więzienia na Świętym Krzyżu (Łysa Góra)

Początki i Korzenie Pogańskie

Klasztor benedyktynów na Łysej Górze powstał w miejscu jednego z największych na obszarze Polski ośrodków kultu pogańskiego. Był on związany z trzema bóstwami, które Jan Długosz nazywa: Świst, Poświst i Pogoda, a w innych źródłach określane są jako: Lada, Boda, Leli. Materialnym świadectwem słowiańskiego sanktuarium (pogańskiej strefy sacrum) są nieukończone wały kamienne datowane na IX-XI wiek, których rozbudowy wyraźnie zaniechano, być może w związku z rozprzestrzenieniem się chrześcijaństwa.

Założenie Klasztoru i Relikwie Drzewa Krzyża Świętego

Według legend, pierwszych benedyktynów osadził w tym miejscu Bolesław Chrobry na prośbę Dąbrówki. Jednak na podstawie dokumentów źródłowych przyjmuje się, że klasztor posadowił na Łysej Górze Bolesław Krzywousty wraz z komesem Wojsławem z rodu Powałów w pierwszej połowie XII wieku. Powstał wówczas romański niewielki kościół i pierwsze zabudowania klasztorne. W 1259/60 roku wojska rusko-tatarskie wymordowały wszystkich mnichów; zniszczeniu uległo wówczas także archiwum zgromadzenia, przez co zatracona została pamięć o początkach benedyktynów na Łysej Górze, co miało sprzyjać powstawaniu po latach legend fundacyjnych. Zgromadzenie sprowadził na nowo Bolesław Wstydliwy.

Około 1306 roku Władysław Łokietek (zapewne), po swoim pobycie na Węgrzech, ofiarował opactwu relikwie Drzewa Krzyża Świętego. Od najazdu Litwinów na opactwo w 1370 roku (nieudana próba uprowadzenia relikwii) rozsławiły one to miejsce jako cudami słynące. Zmieniono także wkrótce wezwanie kościoła z pierwotnego - Św. Trójcy na Św. Krzyża. Świątynię tę wyróżniał szczególnie Władysław Jagiełło, wielokrotnie pielgrzymując do sanktuarium i łożąc na jego rozbudowę. Sprowadził do klasztoru artystów, którzy pokryli klasztor malowidłami w stylu rusko-bizantyńskim (wiadomo, że dotrwały do 1777 roku). Zwyczaj pobożnego nawiedzania świętokrzyskiego przybytku kontynuowali kolejni królowie, zwłaszcza z dynastii Jagiellonów.

Historyczna mapa Polski z zaznaczonym położeniem Łysej Góry (Świętego Krzyża)

Okres Pożarów, Zniszczeń i Kasaty

W drugiej połowie XV wieku miała miejsce odbudowa klasztoru po pożarach, przeprowadzona dzięki wsparciu Kazimierza Jagiellończyka i kardynała Zbigniewa Oleśnickiego. W pierwszej połowie XVII wieku dokonano barokizacji wnętrza kościoła, a do XVIII wieku prowadzono rozbudowę o kolejne skrzydła klasztorne. Obiekt był kilkukrotnie plądrowany przez wojska szwedzkie, węgierskie i saskie. Największych zniszczeń dokonał gwałtowny pożar wywołany w 1777 roku uderzeniem pioruna. Żywioł pochłonął wówczas zabudowania klasztorne i kościół, a mnichom udało się uchronić tylko relikwie i bibliotekę. Odbudowę w stylu barokowo-klasycystycznym podjęto w latach 80. XVIII wieku w trudnych politycznie czasach, dysponując ograniczonym budżetem. Pracami kierował prawdopodobnie mnich-architekt Stefan Wercner (Wertzner).

W wyniku rozbiorów, Święty Krzyż trafił w 1795 roku pod zabór austriacki, a w 1815 roku - rosyjski. W 1819 roku nastąpiła jego kasata i rozproszenie zbiorów związanych z wielowiekową działalnością religijno-intelektualną mnichów. Od 1852 roku w murach klasztornych prowadzono Instytut Księży Zdrożnych. Równolegle, do kaplicy klasztornej, w której cały czas przechowywano relikwie, przybywały pielgrzymki; miejsce to stawało się także scenerią manifestacji narodowych. W 1863 roku pełniło funkcję kwatery dyktatora powstania styczniowego - generała Mariana Langiewicza. Podczas I wojny światowej Austriacy zburzyli wieżę kościelną, odarli kościół z miedzianej blachy i zrabowali dzwony.

Więzienie Ciężkie na Świętym Krzyżu (1882-1939)

Kiedy w 1882 roku wypędzono benedyktynów z Łyśca, władze rosyjskie postanowiły wykorzystać budynki klasztorne i, korzystając z przystosowanej infrastruktury, zamienić je na więzienie. W 1882 roku władze carskie utworzyły na Świętym Krzyżu ciężkie więzienie, przejęte następnie przez administrację polską w okresie międzywojennym. Przygotowywanie otoczenia dla potrzeb więziennych trwało dwa lata. Nieodżałowaną szkodą było zniszczenie przez nowych użytkowników wielu zabytków świętokrzyskich, zwłaszcza cennych fresków.

Stara fotografia lub rysunek więzienia na Świętym Krzyżu z widocznymi wieżami strażniczymi

Celem usprawnienia funkcjonowania więzienia Łysiec zmienił swoją architekturę. Teren góry został opasany pięciometrowym murem i zabezpieczony sześcioma wieżami strażniczymi. Strażnicy czuwali całą dobę, co pewien czas podając sobie sygnały dotyczące obserwacji. Samo wejście do świętokrzyskiego więzienia było procedurą dość skomplikowaną. Wygląd więzienia rzeczywiście przypominał fortecę. Po przekroczeniu pierwszej bramy wchodziło się na małe, zamknięte podwórko. Jego prawą stronę zajmowała piętrowa wartownia i zbrojownia, przerobione z dawnego budynku klasztornego. Dawny ogród klasztorny zamieniono na główny dziedziniec. Wejście do głównego budynku więziennego znajdowało się od strony kościoła. Dlatego trzeba było przejść przez jeszcze jedną bramę i kolejne, niewielkie podwórko. Korytarze wewnątrz więzienia poprzedzielane były kratami. Więźniowie zajmowali 37 pomieszczeń różnej wielkości.

W 1918 roku Polska odzyskała niepodległość. Naczelnikiem więzienia mianowano wówczas Mieczysława Butwiłłowicza, który swą funkcję pełnił do 1939 roku. To dzięki niemu w podniszczonych już budynkach powstało więzienie na wysokim poziomie. Udało mu się znacznie ograniczyć śmiertelność i choroby wśród więźniów. Butwiłowicz wprowadził także pewien rodzaj programu resocjalizacyjnego, w ramach którego osadzeni wystawiali spektakle teatralne. Resocjalizacja była jednak procesem niezwykle skomplikowanym, gdyż mieszkańcami ciężkiego więzienia przeważnie byli zdegenerowani kryminaliści. Odsiadywali kary za wyjątkowo ciężkie przewinienia, najczęściej skazani na dożywotnie pozbawienie wolności. Przejściowo jednak znajdowali się tutaj także więźniowie polityczni: komuniści czy przywódcy różnych radykalnych ugrupowań. To właśnie na Świętym Krzyżu odsiadywał karę za udział w zamachu przywódca ukraińskich nacjonalistów - Stefan Bandera.

Wśród więźniów wyróżniał się także Sergiusz Piasecki, pochodzący z Białorusi szpieg i przemytnik, obdarzony jednocześnie talentem literackim. Wspomnienia z czasu pobytu na Świętym Krzyżu opisał m.in. w książce pt. "Kochankowie Wielkiej Niedźwiedzicy". Znany literat Melchior Wańkowicz przybył na Łysiec z misją wyjednania zwolnienia dla Sergiusza Piaseckiego, którego talentu był świadomy. Wizyta w tym miejscu bardzo go poruszyła. Pisał o mrozie, wartach kostniejących na wieżach ogrodzenia otaczającego więzienie wtopione w zalesione góry: „Najcięższe więzienie w Polsce. Po lśniących jak szkło korytarzach, froterowanych przez więźniów, poleciało groźne „baczność”. Zastygli ludzie po stłoczonych celach, w których piętrzyły się pod sufit, ułożone na dzień w jeden stos wyrka - sienniki. Szary mur ziemistych twarzy ział butwiejącymi namiętnościami.” Na zakręcie ślicznej drogi zaskoczył go widok kilkudziesięciu nagich do pasa mężczyzn zatrudnionych przy naprawie nawierzchni. Mieli na sobie jednakowe aresztanckie mycki i kajdany nożne, szczepione długim łańcuchem przytwierdzonym do pasa.

Czy Kościół naprawdę nienawidził Kopernika? | Adam wszystko rujnuje

We wrześniu 1925 roku więźniowie rozpoczęli bunt, który był najtragiczniejszym w skutkach na przestrzeni całej historii placówki. Grupa osadzonych próbowała odbić więzienie i uwolnić skazanych. We wrześniu 1939 roku, pod naporem wojsk hitlerowskich, więzienie zostało zlikwidowane. Sam przebieg tej likwidacji pełen był dramatycznych momentów. Niemcy, ewakuując część więzienia, zostawili około 300 osób w zamknięciu, odcinając je od światła, wody i jedzenia - pozostawiając tym samym na śmierć głodową. Dopiero dzięki interwencji oblata, o. Święty Krzyż to najstarsze polskie sanktuarium.

Współczesność i Dziedzictwo

Odrodzenie religijne klasztoru nastąpiło w 1936 roku, kiedy przybyli doń Oblaci Maryi Niepokalanej. Podczas II wojny światowej Niemcy urządzili tu obóz zagłady dla jeńców radzieckich; około 6000 zagłodzonych i zamordowanych jeńców spoczywa na cmentarzu nieopodal klasztoru. Po wojnie zlikwidowano dziewiętnastowieczną zabudowę, część budynków przeszła na własność państwa, część pozostała w rękach Oblatów. Rozpoczęto porządkowanie i odbudowę klasztoru, prowadząc jednocześnie badania architektoniczne, konserwatorskie i archeologiczne.

Dziś na górze Łysiec znów królują Relikwie Drzewa Krzyża Chrystusa. Od likwidacji więzienia minęło ponad 80 lat. Wewnątrz klasztoru znajduje się udostępniona turystom sala pamięci, która jest świadectwem tych strasznych wydarzeń z historii opactwa. Jest jeszcze jeden element. Wewnątrz klasztoru, za klauzurą - a więc w miejscu niedostępnym dla pielgrzymów i turystów - znajdują się wciąż wprawione w stary portal ciężkie, więzienne drzwi. Bardzo grube, podwójne, z wizjerem. Nikt nie ruszył ich stamtąd od dziesiątek lat, mimo modernizacji obiektu. Oblaci - obecni kustosze sanktuarium - przekraczają je każdego dnia. Pancerne drzwi zdają się czasem do nich wołać.

tags: #pogrom #pozar #swiety #krzyz