Historia Pożarów w Otwocku i Rozwój Straży Pożarnej

Specyfika Architektury Otwocka a Zagrożenie Pożarowe

Otwock, z jego unikatową architekturą nadświdrzańską, znaną jako świdermajery, od zawsze był miastem szczególnie narażonym na pożary. Na przełomie XIX i XX wieku nastąpił intensywny rozwój Otwocka, co przyczyniło się do rozprzestrzenienia się tego charakterystycznego stylu drewnianej zabudowy. Świdermajery to drewniane budynki, łączące elementy architektury szwajcarskiej, norweskiej, niemieckiej oraz polskiej, wyróżniające się bogato zdobionymi elementami konstrukcji, szpiczastymi zwieńczeniami dachów oraz oszklonymi werandami. Taka konstrukcja, choć piękna, była niezwykle podatna na ogień, który niejeden raz wyrządzał ogromne szkody i straty materialne właścicielom domów i ich mieszkańcom. Mimo upływu lat, zachowało się kilka historycznych obiektów, które do dziś można podziwiać podczas spacerów po mieście.

Zdobiony drewniany dom w stylu świdermajer w Otwocku

Powstanie i Rozwój Otwockiej Straży Pożarnej

Otwock należy do nielicznych miast, gdzie Straż Ogniowa jest starsza od samego miasta. Obywatele Willi Otwockich wiele lat starali się o zgodę na zorganizowanie Ochotniczej Straży Ogniowej, mimo ciągłego sprzeciwu zaborczych władz rosyjskich powołania takiej organizacji. Założycielem, organizatorem i pierwszym Komendantem Otwockiej Straży Ogniowej był malarz Strzeżymir Rawicz Pruszyński, obywatel miasta Łodzi, samotnie mieszkający w Otwocku dla podratowania zdrowia w warunkach uzdrowiskowych. Już w tym samym roku, zgodnie z krótką notatką z 1917 roku, Strzeżymir Rawicz Pruszyński stanął na czele kilkudziesięcioosobowej grupy ochotników wyposażonych w odpowiedni sprzęt zakupiony z dobrowolnego opodatkowania się na ten cel właścicieli Willi Otwockich. Organizacja Straży Ogniowej była jednym z ważnych czynników miastotwórczych i wyrazem aktywnych postaw obywatelskich, których celem było służenie bezpieczeństwu i ważnemu dobru wspólnemu. Utworzenie straży pożarnej wyraźnie wpisuje się w kalendarz wydarzeń, które doprowadziły do uzyskania przez Otwock w 1919 roku praw miejskich.

W czasie okupacji losy jednostki były różne, przeżywała ona wzloty i upadki. Po II wojnie światowej reaktywowano Otwocką Straż Ogniową, ale już o nazwie Ochotnicza Straż Pożarna w Otwocku. Uchwalona przez Sejm 4 lutego 1950 roku pierwsza w okresie socjalistycznej państwowości w Polsce ustawa o ochronie przeciwpożarowej i jej organizacji, stała się podstawą powołania w Otwocku w 1951 roku Zawodowej Straży Pożarnej. Na jej siedzibę adaptowano obiekt Ochotniczej Straży Pożarnej, gdzie przez wiele lat mieściły się dwie komendy: Miejska i Powiatowa.

W późniejszych latach dążono do rozbudowy infrastruktury. Komendant Rejonowy wspólnie z ówczesnym kierownikiem Urzędu Rejonowego Panem Edwardem Niedzielskim rozpoczął starania o pozyskanie gruntów po byłym Zespole Szkół Zawodowych. Decyzją 239/95 z dnia 22 listopada 1995 roku, na potrzeby Państwowej Straży Pożarnej w Otwocku, Urząd Rejonowy przekazał Komendantowi Wojewódzkiemu działkę o powierzchni 9050 m². W 1996 roku rozpoczęto organizację Krajowej Bazy Sprzętu Specjalistycznego i Środków Gaśniczych na terenie byłego województwa warszawskiego. Na jedną z siedzib Bazy wyznaczono teren po byłym Zespole Szkół pozyskany przez Komendę Wojewódzką Państwowej Straży Pożarnej w Warszawie pod budowę Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej. W 1999 roku Komendant Główny przydzielił środki na budowę w ramach inwestycji centralnej. Przyznano środki na budowę w kwocie 4,5 mln złotych, ogłoszono przetarg na wykonanie projektu strażnicy i przetarg wyłaniający głównego wykonawcę. Koordynację tych wszystkich działań prowadził Komendant Wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej województwa mazowieckiego. Powstał obiekt o powierzchni blisko 2.700 m² i kubaturze ponad 11 tys. m³ z garażami o pow. 870 m² i 12-stoma stanowiskami garażowymi, nowoczesnym centrum powiadamiania ratunkowego i zarządzania kryzysowego oraz wspaniałym zapleczem socjalnym dla załogi.

Stare zdjęcie Otwockiej Straży Ogniowej w akcji

Święty Florian - Patron Strażaków

Patron strażaków, Święty Florian, którego żywot spisany w VIII wieku uchodzi za postać bezsporną i historyczną, był żołnierzem rzymskim. Cechowała go cnota męstwa i wielkie posłuszeństwo w głoszeniu i obronie prawdy, co doprowadziło Go do śmierci męczeńskiej. Żył w czasach bardzo trudnych, za cesarza Dioklecjana (284-305 n.e.), kiedy nastały prześladowania chrześcijan w całym cesarstwie. Jako aktywny chrześcijanin pospieszył do Lorch w przygranicznej prowincji, koło Wiednia, by tam nieść otuchę i nadzieję prześladowanym czterdziestu legionistom chrześcijańskim. Wykonawca poleceń cesarskich, namiestnik prowincji Akwilinus, aresztował Floriana. Namiestnik Akwilin starał się oficera rzymskiego wszelkimi sposobami, groźbami i obietnicami, zmusić do odstępstwa od wiary. Kiedy jednak środki te zawiodły, kazał go biczować, a następnie poddać torturom przez szarpanie jego ciała specjalnymi hakami. Wreszcie, uwiązawszy kamień młyński u szyi, zatopiono dzielnego bohatera w nurtach rzeki Anizy - dzisiejszej Enns, na terenie Austrii. Działo się to 4 maja 304 roku.

Kult św. Floriana znacznie się wzmógł w Polsce po roku 1528, kiedy to ogromny pożar strawił Kleparz - dzielnicę Krakowa, a ocalał jedynie kościół św. Floriana. Odtąd zaczęto czcić św. Floriana w Polsce jako patrona od pożogi ognia i jako opiekuna straży pożarnej. Szczególną troską otoczyli św. Floriana także ludzie trudnych zawodów, takich jak hutnicy czy kominiarze, czyli przedstawiciele profesji wiążących się z ogniem. Św. Florian jest patronem ludzi, którzy w trosce o życie bliźniego, ludzkie mienie i środowisko, walczą z kataklizmem, żywiołem, zagrożeniem, nieszczęściem.

Rycina przedstawiająca Świętego Floriana z atrybutami strażackimi

Dramatyczne Pożary Przedwojennego Otwocka

Przedwojenny Otwock wielokrotnie stawał w płomieniach. Pożary wybuchały nagle i błyskawicznie trawiły drewniane wille, pensjonaty i domy mieszkalne. Czasem ich przyczyną były nieszczelne kominy, innym razem - celowe podpalenia. W ogniu ginęły nie tylko budynki, ale także ludzkie marzenia i dorobek całego życia. Analiza pożarów przedwojennych w Otwocku sugeruje, że było ich znacznie więcej niż w innych miasteczkach, szczególnie w ostatniej dekadzie tuż przed wojną. Poniżej przedstawiamy opowieść o kilku z nich, skupiając się na przyczynach i przebiegu tych tragicznych wydarzeń.

Pożar Willi A. Szwajcera (1933)

7 kwietnia 1933 roku „Kurjer Warszawski” donosił o pożarze w willi A. Szwajcera przy ulicy Żeromskiego w Otwocku. Pożar wybuchł z niewiadomych przyczyn. Ogień, podsycany silnym wiatrem, szybko objął cały drewniany budynek. Na miejsce sprawnie przyjechała straż ogniowa, lecz pomimo jej wysiłków, budynek spłonął doszczętnie. Nie zdołano nic uratować. Na stałe w tym pensjonacie mieszkała rodzina Kamienieckich, która w wyniku pożaru pozostała bez dachu nad głową i podstawowego sprzętu codziennego. Willa Szwajcera była popularnym pensjonatem, oferującym 16 wykwintnych pokojów, bawialnię i jadalnię.

Dawna fotografia Pensjonatu Szwajcera przed pożarem

Pożar Willi Buksnera (1931)

30 czerwca 1931 roku wybuchł groźny pożar w willi Buksnera przy ulicy Górnej 22. Podobnie jak w przypadku innych drewnianych konstrukcji, ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Pensjonat najwidoczniej nie był przystosowany do szybkiej ewakuacji gości, gdyż jedynym wyjściem, aby uratować życie, była ucieczka przez okna. „Kurjer Warszawski” opisywał: „W płonącym domu rozgrywały się przerażające sceny - wszystkie bowiem wyjścia, wobec gryzącego dymu i buchającego ognia były odcięte. Mieszkańcy wyskakiwali z okien, przyczem p. Frankensztatnówna doznała wstrząsu mózgu”. Willa spłonęła doszczętnie, a dwanaście rodzin pozostało bez dachu nad głową.

Zagadka Brylantów w Pensjonacie Ulickiego i Tennenbauma (1931)

Niedługo po pożarze w willi Buksnera, w lipcu 1931 roku, zaczął płonąć kolejny pensjonat. Dziennikarz, świadek pożaru, relacjonował: „W Otwocku spłonęła pewna willa prywatna wraz ze wszystkim, co się w niej znajdowało. Mieszkańcy willi ponieśli ogromne straty, zwłaszcza p. Ulicki i Tennenbaum, którzy posiadali przechowane w tejże willi znaczne kapitały, ulokowane w brylantach”. Ogień wybuchł, gdy większość mieszkańców była we wnętrzu domu. Najpierw zaczęły płonąć schody. Mieszkańcy uciekali w popłochu, co spowodowało dezorganizację ewakuacji i połączone z tym tragiczne wypadki. Zeskakująca z wysokości lokatorka Chaja Frankenstein i jej dwie córki, 25-letnia Michla i 24-letnia Estera, odniosły przy skoku ciężkie urazy. Nadto strażacy wydobyli z płomieni 8 ciężko poparzonych dzieci. Panowie Ulicki i Tennenbaum, słysząc krzyki i alarm, uciekli ze swoich pokoi, nic nie zabierając. Brylanty pozostały wewnątrz płonącego budynku, do którego nie było możliwości wejścia ze względu na płomienie i gryzący dym. Gdy ugaszono pożar, ludzie z okolicznych domów, dowiedziawszy się o brylantach, rozpoczęli przegrzebywanie zgliszcz, co w końcu wywołało awanturę i wymagało interwencji policji. Nie wiadomo, jak zakończyła się ta historia; twierdzono, że brylanty mogły nie wytrzymać żaru ognia.

Krytyczna Sytuacja przy Dworcu - Pożar Domu Judela Pamana (1937)

W dzienniku „ABC” z 1937 roku czytamy o przerażającej sytuacji związanej z pożarem domu Judela Pamana, znajdującego się obok dworca kolejowego. Płomienie z płonącego domu przerzuciły się na dach sąsiedniego budynku. Obok domu Pamana znajdował się skład pana Nobla, gdzie w chwili pożaru znajdowało się 30 tys. litrów nafty i 5 tys. litrów benzyny w beczkach. W każdej chwili potężny wybuch mógłby zniszczyć śródmieście miasta. Zapadła szybka decyzja o ewakuacji magazynu Nobla. Gdy beczki z paliwem były w bezpiecznej odległości od ognia, rozpoczęto lokalizację zarzewia. W czasie akcji ratunkowej trzej strażacy: Bąk, Belka i Węgrzynowicz, stali na dachu płonącego budynku, gdy na skutek przepalenia się więźby dachowej dach runął. Strażacy doznali ciężkich obrażeń. Pożar zdołano opanować dopiero po kilku godzinach. Komisja zbadała przyczynę pożaru i tu okazało się, że zawiniły nieszczelne przewody kominowe; jeden z przewodów kominowych po prostu pękł. Oszacowano straty na 20 tys. zł.

Archiwalna mapa Otwocka z zaznaczonym dworcem kolejowym i okolicznymi budynkami

Pożar Składu Kosmetyków - Podpalenie czy Przypadek? (1936)

„Warszawski Dziennik Narodowy” opisał pożar składu kosmetyków, który miał miejsce w 1936 roku na rogu ulic Kościelnej i Warszawskiej. Petarda, która spowodowała pożar, zawierała widocznie materiały zapalające, bo w okamgnieniu zaczęło płonąć wszystko, co było wokół niej. Ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie, wkrótce przenosząc się na sąsiednie budynki, w których mieścił się zakład fryzjerski i sklep z obuwiem „Renoma”. Straż pożarna przeprowadziła szybką akcję, ale mimo starań ogień strawił wszystko - zarówno sklepy, jak i towar. Straty szacowano na około 20 tys. zł. Na miejsce pożaru przyjechała policja i oddziały rezerwy powiatowej. Śledczy ustalili, że było to złośliwe podpalenie. Komisarz Brzęczyk, kierujący akcją śledczą, zarządził aresztowanie 8 osób wywodzących się z grupy narodowców. Szybko ich jednak zwolniono, ponieważ mieli mocne alibi, udowadniając, że w czasie przed i w trakcie pożaru byli na poświęceniu placówki Stronnictwa Narodowego w Otwocku. Śledczy podsumowali, że „róg Warszawskiej i Kościelnej jest najbardziej ruchliwym miejscem w Otwocku, tędy bowiem prowadzi droga z dworca kolejki i kolei szerokotorowej do śródmieścia, podłożenie więc tutaj petardy w ciągu dnia jest niemożliwe”. Jest to oświadczenie policyjne pozostawione bez komentarza, biorąc pod uwagę 1936 rok i przyszłe wydarzenia.

Reprodukcja artykułu prasowego z Warszawskiego Dziennika Narodowego o pożarze

Pożar Pensjonatu „Savoy” Mendla Lipermana

Pożar pensjonatu „Savoy”, którego właścicielem był Mendel Liperman, rozpoczął się od II piętra. Najpierw zapaliła się ściana szczytowa i ogień przedostał się na dach. Pożar gasiła Ochotnicza Straż Pożarna z Otwocka, nadjechały również drużyny z okolic. Mimo trudności z wodą, strażacy ugasili pożar, ratując dużą część budynku. Straty wynosiły około 8 tys. zł. Pan Mendel Liperman ubezpieczył na szczęście swój budynek na 124 tys. zł.

Inne Znaczące Pożary w Historii Otwocka

Poza licznymi pożarami przedwojennymi, Otwock doświadczył również zniszczeń w nowszej historii. Przykładem jest sanatorium Marchlewskiego, którego historia sięga 1926 roku. W miejscu tym powstało dziecięce sanatorium im. Marchlewskiego o charakterze leczniczo-wychowawczym, jedna z najbardziej znanych placówek leczniczych w Otwocku. Obiekt wyposażono w nowoczesny sprzęt gospodarczy i aparaturę diagnostyczną, a w uroczystościach otwarcia pierwszego pawilonu uczestniczył ówczesny premier Szwecji. W skład personelu sanatorium wchodzili zarówno Szwedzi, jak i Polacy. Z czasem, w wyniku spadku zachorowań na gruźlicę, placówka zaczęła specjalizować się również w chorobach płuc. W końcu, w 1992 roku placówka przeniosła się na ul. Narutowicza 80. Do dnia dzisiejszego zachowały się jedynie elementy, które nie spłonęły, czyli fundamenty czy fragment ogrodzenia oraz kaplica sanatoryjna. Resztki dawnego ogrodzenia czy fundamenty nieistniejących już budynków zostały pochłonięte w 2008 roku przez pożar. Budynek murowany z kilkoma pomieszczeniami, podobnie jak w przypadku innych zdewastowanych obiektów, jest zaśmiecony i oszpecony byle jakim graffiti.

Ruiny kaplicy dawnego Sanatorium Marchlewskiego po pożarze

tags: #pozar #armi #krajowej #otowock