W miejscowości Zalesiany, położonej w powiecie białostockim, doszło do tragicznego pożaru samochodu. W wyniku zdarzenia śmierć poniósł młody mężczyzna. Okoliczności tego wstrząsającego wypadku są obecnie badane przez służby.
Szczegóły zdarzenia i akcja ratunkowa
Do tragedii doszło w nocy z wtorku na środę na żwirowej drodze, około 80 metrów od drogi wojewódzkiej. Na miejsce zdarzenia, gdzie płonął pojazd, wysłano dwa zastępy strażaków. Pożar szybko ugaszono, jednak niestety okazało się, że w środku znajdował się mężczyzna, którego nie udało się uratować. Zgłoszenie strażacy odebrali około godziny 1:30. Gdy przybyli na miejsce, Volkswagen Golf cały stał w płomieniach, co oznaczało, że na ratunek było już za późno.

Identyfikacja ofiary i pierwsze hipotezy
Początkowo, ze względu na stopień spalenia zwłok, strażacy przyznawali, że stwierdzenie płci i przybliżonego wieku osoby było niemożliwe. Pomimo tego, rodzina zmarłego mężczyzny była pewna jego tożsamości, wskazując na zgodność rejestracji pojazdu. Ofiarą okazał się 21-letni Damian, najmłodszy z trzech synów. Mama Damiana, pani Renata, zastała rano puste łóżko syna i natychmiast przeczuła najgorsze, mówiąc: „Mój syn nie żyje!”. Prokurator Radziwonowicz z Prokuratury Rejonowej w Białymstoku potwierdził, że rozważane są różne hipotezy dotyczące przyczyn pożaru, a dalsze wyjaśnienia będą wymagały specjalistycznych ekspertyz.
Ostatnie chwile Damiana i przebieg zdarzeń
Mieszkańcy Zalesian i rodzina Damiana opowiedzieli o jego ostatnich godzinach. Młody mężczyzna, który uwielbiał „grzebać” przy samochodach i pracował w zakładzie mechanicznym, we wtorek wrócił późno z pracy. Po obiedzie, około godziny 20:00, wyszedł, prawdopodobnie na spotkanie z kolegą. Według relacji, odwoził go do domu. Wracał żwirówką, która krzyżuje się z drogą wojewódzką 678. Około 80 metrów od tej drogi auto zaczęło się palić. Pani Renata, wciąż zszokowana, dywagowała: „Podejrzewam, że coś się momentalnie stopiło, zaklinował się, nie dał rady wyjść. Nie wiem...”. W samochodzie Damiana, kupionym na Wielkanoc, tydzień wcześniej założono instalację gazową. Najczęściej pojawiająca się hipoteza wśród sąsiadów i rodziny wskazuje, że ogień pojawił się najpewniej w czasie jazdy, ponieważ samochód stał na drodze, a nie na poboczu. Świadek wezwał pomoc po zauważeniu pożaru.

Dalsze działania śledcze
Okoliczności pożaru bada obecnie białostocka policja pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Białymstoku. W sprawie wciąż pozostaje wiele znaków zapytania. Konieczne będą dalsze czynności i analizy, w tym ekspertyzy, które mają pomóc w ustaleniu dokładnej przyczyny pożaru i wyjaśnieniu wszystkich niejasności związanych z tą tragedią.