Pożar hali firmy Bar-Gum w Markowej

Dnia 1 czerwca 2017 roku w Markowej, w województwie podkarpackim, doszło do rozległego pożaru hali produkcyjnej i magazynów firmy Bar-Gum, specjalizującej się w bieżnikowaniu opon. Zdarzenie to wywołało szerokie zainteresowanie mediów i lokalnej społeczności ze względu na skalę zniszczeń oraz potencjalne konsekwencje środowiskowe.

Zdjęcie przedstawiające rozległy pożar składu opon Bar-Gum w Markowej z kłębami czarnego dymu

Przebieg zdarzenia i akcja ratunkowa

Pożar w Markowej wybuchł około godziny 17:00. Straż pożarna w Łańcucie została powiadomiona kilkanaście minut po tej godzinie. Nad magazynem opon przez wiele godzin unosiły się kłęby czarnego dymu, co potwierdził pan Krzysztof, przekazując zdjęcia płonącego składu.

Jak ostatecznie ustalono, w Markowej zapaliła się hala o wymiarach 37×18 m oraz dwa magazyny konstrukcji stalowej o wymiarach 50×12 m i 47×10 m. Na terenie hali znajdowało się ok. 50 tysięcy opon. Na miejsce ściągnięto jednostki z powiatów łańcuckiego, jarosławskiego, rzeszowskiego, przeworskiego i stalowowolskiego. W akcji uczestniczyły łącznie 52 zastępy straży pożarnej.

Strażacy ściągnęli również kontener ze środkiem pianotwórczym oraz cysterny z wodą, aby skutecznie walczyć z żywiołem. Akcja dogaszania pożaru trwała co najmniej do południa kolejnego dnia, a na miejsce dotarł ciężki sprzęt, który pomógł w rozbiórce budynku hali produkcyjnej. Po godzinie 22:00 łańcuccy strażacy przekazali, że trwa już dogaszanie pożaru.

W ramach działań ratunkowych strażacy bezpośrednio ewakuowali mieszkańców z około 20 budynków, a pozostali sami opuścili swoje mieszkania. Na szczęście w pożarze nikt nie ucierpiał, a budynki w pobliżu magazynu opon nie były zagrożone. Na miejsce pożaru przyjechały również władze Markowej i Starostwa Powiatowego w Łańcucie.

Alarmowo zastępy OSP do wielkiego pożaru opon w Markowej

Przyczyny i szacowane straty

Wstępnie straty oszacowano na 6 milionów złotych. Spaleniu uległy maszyny do bieżnikowania opon (każda o wartości 1,3 mln zł), około 2 tysięcy opon bieżnikowanych oraz opony zgromadzone w magazynach i na zewnątrz obok hali produkcyjnej. Strażakom udało się uratować łącznik z kotłownią gazową oraz budynek biura administracyjnego. Szacuje się, że spaliło się około 20 tysięcy opon.

Wstępne ustalenia strażaków wskazywały, że prawdopodobną przyczyną wybuchu pożaru była zbyt wysoka temperatura przy procesie bieżnikowania, czyli nieprzestrzeganie reżimów technologicznych. Dokładne przyczyny pożaru miała ustalić policja.

Wśród komentujących pojawiły się jednak inne teorie i spekulacje. Niektórzy internauci sugerowali, że pożar mógł być wynikiem podpalenia, wskazując na nietypowy rozkład spalonych obszarów oraz fakt, że piece produkcyjne znajdowały się w uratowanej części. Pojawiły się również sugestie, że firma mogła zmagać się z kłopotami finansowymi, co mogłoby prowadzić do celowego wywołania pożaru w celu wyłudzenia ubezpieczenia. Jeden z komentatorów zauważył, że taka linia produkcyjna powinna mieć obowiązkowe zabezpieczenia przeciwpożarowe, np. zraszacze.

Konsekwencje dla środowiska i mieszkańców

Pożar składu opon wzbudził poważne obawy dotyczące skażenia środowiska. Już podczas pożaru z dymem wydobywał się charakterystyczny, nieprzyjemny zapach, co prowadziło do pytań o długoterminowe konsekwencje dla zdrowia mieszkańców, którzy wdychali dym przez wiele godzin. Krytykowano również lokalizację zakładu w środku miejscowości, uznając ją za niedbalstwo władz.

Państwowy Powiatowy Inspektorat Sanitarny (PSSE) w Łańcucie przeprowadził wizytację i wydał zalecenia postępowania po pożarze. Zalecenia te skierowano do placówek publicznych oraz gospodarstw domowych w Markowej:

  • Dla Szkół i Przedszkoli: wymiana piasku w piaskownicach, przemycie sprzętów na placach zabaw, wykoszenie trawy, spłukanie wodą bieżącą wejść do budynków oraz oczyszczenie powietrza przez uruchomienie wentylacji mechanicznej.
  • Dla Sklepów: częste przemywanie podłóg z uwagi na możliwość nanoszenia pyłu, a także spłukanie wodą bieżącą wejść do budynków.
  • Dla Gospodarstw prywatnych: przemycie sprzętów na przydomowych placach zabaw, wymiana piasku w nieprzykrytych piaskownicach oraz dokładne przemywanie warzyw i owoców z prywatnych upraw przed spożyciem.

PSSE w Łańcucie poinformował również, że z terenu, nad którym przechodziła chmura dymu, pobrane zostały próbki nowalijek i owoców przeznaczonych do konsumpcji. Wyniki badań miały być dostępne w kolejnym tygodniu. Niektórzy mieszkańcy postulowali o szersze badania gleby, szczególnie w okolicach Jarosławia, gdzie dym mógł osiadać, wyrażając sceptycyzm co do zakresu przeprowadzonych badań.

Reakcje i opinie publiczne

Tragedia w Markowej wywołała silne emocje i różnorodne reakcje w lokalnej społeczności. Wielu mieszkańców wyraziło głębokie współczucie dla właściciela firmy i jego pracowników. Podkreślano, że jest to dorobek życia, budowany przez 15-18 lat, który spłonął w zaledwie 45 minut. Zwracano uwagę na trudną sytuację pracowników, z których wielu było jedynymi żywicielami rodzin, i apelowano o empatię, potępiając jednocześnie postawy zazdrości czy zawiści. "Firma to nie tylko właściciel, to także i pracownicy!" - podkreślano w komentarzach.

Nie zabrakło również krytycznych głosów, sugerujących, że pożar był wynikiem niedbalstwa i nieprzestrzegania norm bezpieczeństwa. Internauci pytali, czy można mieć sumienie, ryzykując zdrowie i życie pracowników, oraz podkreślali potrzebę konsekwencji i przestrzegania standardów, a nie "gonienia za łatwym pieniądzem".

Wielokrotnie pojawiały się także podziękowania dla strażaków za ich "dzielną akcję", "dzielność, odwagę, poświęcenie" oraz "wielkie uznanie za pracę przy tak zwanym nie przy swoim".

tags: #pozar #bar #gum