Wczesnym rankiem w czwartek w Domu Pomocy Społecznej w Górnie, niedaleko Rzeszowa na Podkarpaciu, doszło do tragicznego pożaru. W wyniku zdarzenia śmierć poniosły cztery osoby, a szesnaście innych zostało poszkodowanych i wymagało hospitalizacji. Akcja ratunkowa była niezwykle skomplikowana ze względu na stan zdrowia pensjonariuszy.

Przebieg pożaru i akcja ratunkowa
Zgłoszenie o pożarze jednego z dziewięciu pawilonów domu pomocy społecznej wpłynęło do służb ratunkowych około godziny 2:43 w nocy. Nadbryg. Bogdan Kuliga, podkarpacki komendant wojewódzki PSP w Rzeszowie, poinformował, że pożar wybuchł na parterze, w niewielkim pomieszczeniu, tzw. izolatce. Od niego zajął się drewniany strop i nieużywane poddasze.
Jako pierwsza, w ciągu kwadransa, na miejsce dotarła jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej z Górna. W akcji gaśniczej brało udział łącznie 15 zastępów Państwowej i Ochotniczej Straży Pożarnej, w tym z Rzeszowa, Leżajska i Łańcuta, co stanowiło około 50 strażaków. Na miejscu wykorzystano również specjalistyczny sprzęt, w tym samochód ładujący aparaty oddechowe, bez których strażacy nie byliby w stanie wejść do wnętrza obiektu z powodu potężnego zadymienia.
Mimo że pożar pawilonu nie był rozległy pod względem rozmiarów, największym zagrożeniem okazało się gęste, gryzące i toksyczne zadymienie, które szybko wypełniło zamknięty budynek. Kierujący działaniami ratowniczymi st. bryg. Jan Ziobro, zastępca komendanta wojewódzkiego PSP w Rzeszowie, podkreślił, że od dymu było "czarno".
Ewakuacja pensjonariuszy
W płonącym pawilonie przebywało łącznie 20 osób - 18 pensjonariuszy i 2 osoby z opieki medycznej (pielęgniarki). Mł. bryg. Marcin Betleja, rzecznik KW PSP w Rzeszowie, określił ewakuację jako niezwykle trudne zadanie. Pensjonariusze to osoby starsze, schorowane, niedołężne, a także z różnymi problemami i zaburzeniami psychicznymi. Niektórzy nie byli w stanie opuścić budynku o własnych siłach, a inni, jak relacjonował dyrektor domu, "nie chcieli wyjść" i trzeba było ewakuować ich "na siłę" oraz wynosić. Pracownicy DPS robili wszystko, by ratować podopiecznych, sami odnosząc obrażenia i trafiając do szpitali, ale ich działania zapobiegły większej liczbie ofiar. W ewakuacji pomagali pracownicy domu i strażacy. Jedna z pielęgniarek zawiadomiła o pożarze.
Ofiary i poszkodowani
Niestety, czterech osób nie udało się uratować pomimo natychmiastowej reanimacji prowadzonej przez strażaków i ratowników medycznych. Ofiary śmiertelne to trzy kobiety i jeden mężczyzna, wszyscy w wieku około 50-60 lat (od 44 do 66 lat). Zginęli oni na skutek zaczadzenia.
Pozostałych 16 osób, z objawami zatrucia dymami pożarowymi, trafiło do szpitali w Rzeszowie, Leżajsku, Stalowej Woli i Nisku. Lek. med. Małgorzata Przysada, z-ca dyr. ds. lecznictwa w SW nr 2 w Rzeszowie, poinformowała, że do ich placówki trafiło 6 osób podtrutych tlenkiem węgla z podrażnionymi górnymi drogami oddechowymi. Dwie z nich przyjęto na oddziały szpitalne, w tym jedną lekko poparzoną na oddział chirurgii ogólnej. Podkreślono, że mimo iż nie było to silne zatrucie tlenkiem węgla, podeszły wiek pacjentów wymagał całodobowej opieki lekarskiej.
Lek. med. Zbigniew Goch, z-ca dyrektora do spraw lecznictwa w SPZOZ w Leżajsku, potwierdził przyjęcie 2 pacjentów z Górna, lekko zatrutych tlenkiem węgla, którzy mieli pozostać w szpitalu również z przyczyn socjalnych, jako osoby ubezwłasnowolnione wymagające znalezienia zastępczego miejsca pobytu. Szpitale uspokajają, że zatrucia nie zagrażają życiu pacjentów.
Charakterystyka budynku i placówki
Pawilon, w którym wybuchł pożar, był parterowy. Jak podano, konstrukcja budynku to tzw. mur pruski, co oznacza drewniane stropy warstwowo izolowane wełną. Choć początkowo wspomniano, że budynek był drewniany, w późniejszych relacjach doprecyzowano, że był murowany, ale jego dach i strop były drewniane. Obiekt był remontowany 3-4 lata temu, z zewnątrz został otynkowany i pomalowany, posiadał elewację. To właśnie drewniany dach i strop uległy całkowitemu zniszczeniu i zostaną rozebrane. Powybijane okna, czarne smugi od ognia buchającego z parteru oraz zniszczony fragment dachu świadczyły o skali zniszczeń.
Dom Pomocy Społecznej w Górnie, powstały na bazie państwowego sanatorium przeciwgruźliczego, istnieje niemal 40 lat. Jego pawilony są od siebie oddalone o kilkadziesiąt metrów, co zapobiegło rozprzestrzenieniu się ognia na inne budynki i zagrożeniu pozostałym podopiecznym placówki.
Zarzuty dla podejrzanego o podpalenie DPS-u w Górnie
Dochodzenie i przyczyny pożaru
Na razie nie są znane dokładne przyczyny pożaru. Witold Szczekala, komendant KMP w Rzeszowie, poinformował, że trwają czynności grupy dochodzeniowo-śledczej pod nadzorem prokuratora. Wyjaśnianiem okoliczności zdarzenia zajmują się policja i prokuratura. Rzecznik podkarpackiej straży pożarnej, mł. bryg. Marcin Betleja, podkreślił, że na obecnym etapie nie można mówić o przyczynach pojawienia się ognia. Pożar został już ugaszony, ale na miejscu trwało dogaszanie i intensywne wietrzenie budynku.
Wsparcie i konsekwencje
Wśród pracowników i pensjonariuszy ośrodka panuje szok i niedowierzanie. Dyrektor domu ubolewał, że w niemal 40-letniej historii placówki, takiego przypadku jeszcze nie było. Na miejscu zdarzenia obecni byli psycholog i kapelan, gotowi udzielać pomocy poszkodowanym i rodzinom. W momencie opuszczenia miejsca zdarzenia, dwie rodziny wiedziały już o śmierci swoich bliskich. Do DPS, a także sanatorium, wciąż dzwonili zaniepokojeni ludzie. Dla rodzin poszkodowanych uruchomiono numer kontaktowy: 510 997 154.