Pożary w Pszczewie: Informacje i Konsekwencje

Pszczew, niewielka miejscowość w powiecie międzyrzeckim, doświadczyła w ostatnich latach serii tragicznych pożarów, które odbiły się echem w lokalnej społeczności. Zdarzenia te, szczególnie te z przełomu listopada i grudnia 2018 roku, przyniosły znaczne straty materialne i pozostawiły wiele pytań dotyczących ich przyczyn.

Pożar w Pszczewskim Folwarku (2 grudnia)

W niedzielę, 2 grudnia, w pszczewskim folwarku wybuchł pożar. Spłonął magazyn z maszynami budowlanymi i rolniczymi. Straty związane z tym zdarzeniem mogły wynieść nawet 4 miliony złotych.

Spalony magazyn z maszynami rolniczymi w Folwarku Pszczew

Czarna Niedziela 3 Grudnia 2018: Dwa Poważne Pożary

To była czarna niedziela w historii Pszczewa w powiecie międzyrzeckim. 3 grudnia 2018 roku strażacy mieli mnóstwo roboty, interweniując przy dwóch dużych pożarach w ciągu jednego dnia. Mieszkańcy kładli się spać, kiedy nad Pszczewem zawyły strażackie syreny.

Pożar w Pszczewskim Folwarku (3 grudnia)

3 grudnia 2018 roku, przed południem, najpierw pojawiły się płomienie w położonym na obrzeżach wsi folwarku. Szybko rozprzestrzeniający się pożar strawił część budynków gospodarczych. Straty wyliczono później na kilkaset tysięcy złotych.

W innej doniesieniu informowano, że pożar w pszczewskim folwarku zniszczył budynek gospodarczy i sprzęt o łącznej wartości około 3 milionów złotych.

Zniszczony budynek gospodarczy po pożarze w Pszczewskim Folwarku

Pożar budynku mieszkalnego przy ulicy Dworcowej/Międzychodzkiej

Jeszcze nie przebrzmiały echa strażackich syren po pożarze folwarku, gdy ogień pojawił się po drugiej stronie wsi. Płonął budynek przy ulicy Dworcowej, który spłonął prawie doszczętnie. Był to drugi duży pożar w tej wsi w tym samym dniu.

Pożar wybuchł po godzinie 20.00, kiedy mieszkańcy budynku na skrzyżowaniu ulic Dworcowej i Międzychodzkiej oglądali w telewizji serial "Blondynka" albo układali się do snu. Pierwszy ogień zauważył Szymon Bobrowski, który relacjonował: "Paliło się na poddaszu. Początkowo sam próbowałem ugasić pożar, ale ogień robił się coraz większy. Dlatego wezwałem straż i zacząłem ratować rodzinę. Zacząłem od dzieci. Najmłodsze wyniosłem na rękach. Nie myślałem o dobytku, ani wartościowych rzeczach."

Kilkanaście osób straciło dach nad głową, ale na szczęście nikt nie doznał obrażeń. Ewakuowani mieszkańcy znaleźli schronienie u bliskich albo w lokalach przygotowanych przez gminę. Pan Aleksander wraz z żoną zamieszkał w udostępnionym przez gminę lokalu.

Dogaszanie pożaru zakończyło się w poniedziałek około godziny dziesiątej. Brygadier Dariusz Rzepecki z Państwowej Straży Pożarnej w Międzyrzeczu poinformował, że budynek miał przyłącza gazowe, ale w trakcie akcji strażacy wynieśli na zewnątrz trzy jedenastokilogramowe butle z propanem-butanem.

Pożar budynku mieszkalnego i zabudowań gospodarczych w Słopnicach

W poniedziałkowy poranek wokół budynku unosił się swąd spalenizny i słychać było dochodzące z środka odgłosy zapadających się sufitów. Mirosław Leśny, którego rodzice mieszkali w tym budynku, wyliczał straty: "Ogień zniszczył poddasze, a pomieszczenia na parterze są zalane wodą. Odpadają tynki ze ścian i stropów. Straty są ogromne."

Długoterminowe Skutki i Kontrowersje: Mieszkańcy Ulicy Międzychodzkiej

Od ponad roku kilkunastu lokatorów domu przy ulicy Międzychodzkiej czeka na ukończenie remontu budynku, w którym mieszkali do grudnia 2018 roku. Po pożarze gmina zrobiła, co mogła, aby ulżyć ich doli, ale mieszkańcy woleliby być "na swoim". Wielu nadal nie może otrząsnąć się z koszmaru.

Tymczasem, choć od pożaru minął ponad rok, byłych mieszkańców nadal gnębi pytanie, jak mogło dojść do dramatu. Ci, z którymi rozmawiano, wbrew oficjalnym ustaleniom, są pewni, że padli ofiarą seryjnego podpalacza, własnego sąsiada. Jeszcze następnego dnia po pożarze w rozmowie z reporterem „SE” kilkoro pszczewian z ulicy Międzychodzkiej mówiło wprost, że to było podpalenie.

Wkrótce podano oficjalną przyczynę, tyle że nikt z byłych mieszkańców, przynajmniej tych, z którymi rozmawiano, w taką przyczynę nie wierzy. Na parterze budynku mieszkał mężczyzna, któremu zarzucano podpalenie jednego z lokali gastronomicznych i gospodarstwa we wsi. Pogorzelcy czekają na powrót do domu. Po pożarze mężczyzna natychmiast wyjechał z Pszczewa, ponoć gdzieś pod Nowy Tomyśl.

Formalnie przyczyną pożaru pozostaje spięcie instalacji. Jednak pan Aleksander wspomina: "Jeżeli mamy do czynienia ze zwarciem, to światło natychmiast gaśnie, tymczasem podczas pożaru, płomienie już buchały, a światło jeszcze się paliło." Następnego dnia po pożarze strażacy zabezpieczyli budynek.

tags: #pozar #domu #w #pszczewie