Polska była świadkiem dwóch tragicznych wydarzeń, które wstrząsnęły opinią publiczną, a ich ofiarami stały się dzieci o imieniu Blanka. Pierwsza historia dotyczy 9-miesięcznej dziewczynki z Olecka, która zmarła w wyniku brutalnego znęcania, druga - 2-letniej dziewczynki, która zginęła w pożarze w Tczewie.
Tragedia w Olecku: Śmierć 9-miesięcznej Blanki
Okoliczności zbrodni i obrażenia dziecka
W czerwcu 2019 roku 9-miesięczna Blanka z Olecka (woj. warmińsko-mazurskie) została skatowana na śmierć. Wieczorem w piątek, 22 czerwca 2019 roku, 17-letnia siostra Blanki zadzwoniła na numer alarmowy 112, zgłaszając, że dziewczynka nie oddycha. Na miejsce natychmiast przybyli ratownicy pogotowia i policjanci. Policyjni technicy przez kilka godzin zbierali ślady w mieszkaniu rodziny, a prokurator zarządził sekcję zwłok dziecka.
Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci dziecka był krwotok wewnętrzny i uszkodzenie mózgu. Dziewczynka miała poważne obrażenia głowy, klatki piersiowej, w tym uszkodzone płuco przebite żebrem, a jej serce było przebite złamanym żebrem. Śledczy stwierdzili, że Blanka była prawdopodobnie bita tępym narzędziem lub uderzana o kant stołu. Prokuratura nie sprecyzowała, czym uderzono Blankę, ale przyznała, że mógł to być młotek lub wałek. Co więcej, dziewczynka była również wykorzystywana seksualnie.

Zarzuty dla rodziców i przebieg śledztwa
W związku ze śmiercią dziecka policja zatrzymała matkę i ojca Blanki: 35-letnią Annę W. i 45-letniego Grzegorza W. Prokuratura Okręgowa w Suwałkach (później sprawę przejęła Prokuratura Regionalna w Gdańsku) przedstawiła im zarzuty zabójstwa dziecka ze szczególnym okrucieństwem, znęcania się nad niemowlęciem oraz wykorzystania seksualnego. Rodzice nie przyznali się do winy. Groziło im dożywocie, a sąd zdecydował o trzymiesięcznym areszcie.
W toku śledztwa okazało się, że ojciec dziewczynki, Grzegorz W., miał silne alibi. Świadkowie zeznali, że w chwili zabójstwa nie było go w domu. Potwierdziły to również dane logowania jego telefonu oraz wyniki badań DNA, które dowiodły, że ślady biologiczne na ciele zmarłej dziewczynki nie należą do Grzegorza W. Rodzice nie byli wcześniej karani. Z ustaleń śledztwa wynikało, że Anna W. od lat brała narkotyki i nadużywała alkoholu. Wcześniej sąd odebrał jej trójkę starszych dzieci, każde z innego związku, które mieszkają u swych ojców. O śmierci dziecka w piątek powiadomił adwokat, który został wcześniej wezwany przez podejrzaną Annę W.
Kontrowersyjny powrót Blanki do rodziny biologicznej
Tragedia Blanki była tym bardziej bulwersująca, że doszło do niej zaledwie trzy miesiące po jej powrocie z rodziny zastępczej do biologicznych rodziców. Blanka została odebrana matce w listopadzie 2018 roku, miesiąc po urodzeniu. Związane było to z podejmowanymi interwencjami w stosunku do rodziców dziewczynki oraz okolicznościami, w jakich do nich dochodziło. Policjanci wyszli z taką inicjatywą, informując zarówno sąd, jak i inne instytucje. Dziewczynka przebywała w zawodowej rodzinie zastępczej, a powodem odebrania dziecka było niewłaściwe zachowanie matki, w tym nadużywanie środków psychoaktywnych, natomiast absolutnie nie było mowy o przemocy fizycznej.
W marcu 2019 roku sąd zdecydował o powrocie Blanki do matki Anny W., pomimo negatywnej opinii Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej (MOPS) i Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie (PCPR) w Olecku. Na rozprawie nie pojawił się jednak pracownik społeczny. Sędzia Waluczk zaznaczył, że powrót dziecka do rodziny był zgodnym wnioskiem stron, w tym dyrektora PCPR i rodziny zastępczej, pod warunkiem nadzoru kuratora. Anna W. miała wówczas poddać się terapii odwykowej i była pod stałą opieką terapeuty od uzależnień oraz lekarza psychiatry.
Zaniedbania instytucji nadzorujących
Po ujawnieniu zbrodni burmistrz Olecka wszczął kontrolę w MOPS-ie. Prokuratura Okręgowa w Suwałkach z własnej inicjatywy wszczęła śledztwo dotyczące niedopełnienia obowiązków służbowych i przekroczenia uprawnień w czterech instytucjach nadzorujących rodzinę Blanki: sądzie, policji, u kuratora i w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Olecku.
Z kontroli Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie wynika, że pracownicy MOPS-u w Olecku dopuścili się wielu błędów. Nie przeprowadzili rzetelnego wywiadu środowiskowego i nie wdrożyli procedury "Niebieskiej Karty". Co więcej, raport wskazał, że dyrektorka ośrodka nie sprawowała wystarczającej kontroli nad swoimi pracownikami. Mimo regularnych wizyt pracowników społecznych i kuratora (ostatnią niezapowiedzianą wizytę kurator złożył 7 czerwca, a także kontaktował się telefonicznie 11, 12 i 18 czerwca), nikt nie zauważył żadnych oznak przemocy ani niepokojących zmian w zachowaniu dziecka. Pracownicy społeczni i kuratorzy stwierdzali, że dziecko rozwijało się prawidłowo, a matce zależało, aby córka pozostała pod jej opieką, a także, że matka nie przyjmuje narkotyków.
Sąsiedzi rodziny, zszokowani tragedią, wskazywali na problem z alkoholem i narkotykami u matki, choć podkreślali, że ojciec, Grzegorz W., troszczył się o dziecko. Twierdzili, że zgłaszali służbom niewłaściwe sprawowanie opieki, jednak policja miała odesłać ich do MOPS-u, a sama policja nie wiedziała o sądowej decyzji o powrocie dziecka do rodziców biologicznych.
Proces sądowy i wyroki
Przed Sądem Okręgowym w Suwałkach (woj. podlaskie) zakończył się proces 40-letniej Anny W., oskarżonej o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem swojej 9-miesięcznej córki. Prokuratura domagała się dla niej kary dożywotniego więzienia. Proces toczył się z wyłączeniem jawności. Przed sądem odpowiadał także ojciec dziewczynki, 48-letni Grzegorz W. Prokuratura oskarżyła go o bezpośrednie narażenie dziecka na utratę życia, a prokurator w mowie końcowej domagał się dla niego kary dwóch lat więzienia.
Jeden z obrońców Anny W. wnioskował o sprawiedliwy wyrok i dogłębną analizę akt sprawy, zaś drugi o uniewinnienie od zarzutu zabójstwa. Obrońca Grzegorza W. również wnioskował o uniewinnienie. Wyrok w tej głośnej sprawie ma zapaść 7 marca.

Pożar w Tczewie: Śmierć 2-letniej Bianki/Blanki
Przyczyny i przebieg pożaru
Wstrząsająca tragedia dotknęła także miasto Tczew (woj. pomorskie), gdzie w kamienicy przy ul. Podgórnej wybuchł pożar. W płomieniach zginęła 2-letnia dziewczynka, w niektórych źródłach nazywana Blanką, w innych Bianką, oraz 80-letni mężczyzna. Matka dziewczynki z ciężkimi obrażeniami walczyła o życie w szpitalu.
Szybko okazało się, że ogień nie pojawił się w budynku przypadkowo. Mężczyzna, Mirosław Sz., późną nocą zakradł się pod budynek, oblał klatkę schodową łatwopalną cieczą i podpalił ją. Płomienie błyskawicznie zaczęły trawić konstrukcję kamienicy. Życie wielu osób ocalili strażacy, którzy ewakuowali mieszkańców przez okna po drabinach, jednak nie wszystkich udało się uratować. 2-letnia Blanka/Bianka trafiła do szpitala, gdzie niestety wkrótce zmarła.

Aresztowanie sprawcy i postawione zarzuty
Odpowiedzialny za tę tragedię 53-letni Mirosław Sz. został zatrzymany. Usłyszał zarzut wywołania pożaru zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób, za co grozi mu kara do 12 lat więzienia.
Śledczy ustalili, że Mirosław Sz. od dłuższego czasu nękał jedną z mieszkanek kamienicy. Dzwonił do niej i wysyłał SMS-y z groźbami śmierci, ale również wyznawał miłość. Kilka dni przed podpaleniem kamienicy spalił skuter należący do jej męża. W Tczewie krążyły plotki o burzliwym romansie, który miał łączyć Mirosława Sz. z kobietą. Miała mu ona obiecać, że odejdzie od męża, a gdy zmieniła zdanie, mężczyzna wpadł w szał, co prawdopodobnie doprowadziło do tragicznego podpalenia.