Pożar fabryki płyt wiórowych w Wieruszowie

portalcenter.cl

Historia Wieruszowa, jak i całego polskiego przemysłu, naznaczona jest incydentami, które stawiają czoła zarówno służbom ratunkowym, jak i przedsiębiorcom. Niniejszy artykuł przedstawia dwa znaczące pożary, które dotknęły fabryki płyt wiórowych w Wieruszowie, prezentując ich przebieg, wyzwania oraz konsekwencje.

Pożar fabryki płyt wiórowych w 2017 roku

Pożar hali na terenie fabryki płyt wiórowych przy ul. Bolesławieckiej w Wieruszowie był jedną z najbardziej wymagających akcji, jakie podejmowali strażacy w 2017 roku. Zgłoszenie o pożarze dotarło do strażaków o godzinie 5:20, choć ogień wybuchł około godziny 5:00. Płomienie pojawiły się w hali fabryki płyt wiórowych przy ul. Bolesławieckiej w Wieruszowie.

Okoliczności i przebieg akcji

Na miejsce zdarzenia przyjechało kilkanaście, a precyzyjniej aż 17 zastępów straży pożarnej. W akcji uczestniczyły jednostki straży pożarnej z powiatu wieruszowskiego, sieradzkiego, wieluńskiego oraz z Ostrowa Wielkopolskiego.

Wóz strażacki gaszący pożar fabryki z podnośnika

Trudności i zagrożenia

Gaszenie pożaru było bardzo utrudnione ze względu na panującą wewnątrz hali wysoką temperaturę. Jak podawały media, praca strażaków była skomplikowana przez fakt, że temperatura w hali dochodziła nawet do 700 stopni Celsjusza, co uniemożliwiało strażakom bezpośrednie wejście do środka. Przez kilka godzin istniało poważne zagrożenie, że stalowa konstrukcja utrzymująca halę zawali się pod wpływem tak ekstremalnie wysokiej temperatury.

Pożar zajął prawie połowę konstrukcji. Strażacy prowadzili działania gaśnicze z podnośników i drabin.

Skutki i opanowanie sytuacji

Na szczęście, ze względu na wczesną porę, w hali nie było pracowników, dzięki czemu nikt nie ucierpiał w wyniku pożaru. Strażakom udało się opanować płomienie, co zapobiegło dalszemu rozprzestrzenianiu się ognia. W hali mierzącej prawie 3 tysiące metrów kwadratowych składowano surowce, w tym płyty wiórowe, przeznaczone do utylizacji. Przyczyny pożaru są nadal nieznane.

Pożar fabryki - Lektor, HD

Pożar w fabryce Stolpłyt w 2000 roku

Inny, równie dramatyczny pożar miał miejsce w Wieruszowie w 2000 roku, dotykając fabrykę Stolpłyt, produkującą płyty wiórowe i meble. Relację z tego zdarzenia przedstawił Leszek Wójcik, właściciel firmy, w wywiadzie z 2015 roku.

Przyczyny i dramatyczny przebieg

Pożar wybuchł podczas budowy kolejnej hali produkcyjnej o powierzchni dwóch tysięcy metrów kwadratowych. Bezpośrednią przyczyną były prace prowadzone pod dachem hali, gdzie monterzy cięli i spawali metalową konstrukcję. Dach był ocieplony styropianem i - jak później się okazało - iskry ze spawania dostały się w ten materiał, powodując powolne tlenie. Gdy monter skończył swoją pracę, a był lipiec i panowały trzydziestostopniowe upały, ogień wybuchł gwałtownie „jak benzyna”.

Ogień rozprzestrzenił się błyskawicznie. Dach palił się zaledwie dziesięć do piętnastu minut. Leszek Wójcik zdążył jedynie wyjść na taras swojego biura i obserwować pożar, podczas gdy na dole pracownicy bezskutecznie próbowali gasić ogień gaśnicami. Pożar wybuchł w dzień powszedni, około godziny czternastej. W ciągu zaledwie piętnastu minut „nie było właściwie niczego”. Płonący styropian spadał z góry, stwarzając wrażenie, jakby ktoś zrzucał koktajle Mołotowa. Wszystkie maszyny, w tym materiały MDF, zostały zniszczone. Leszek Wójcik podkreśla, że stracił wtedy „kupę pieniędzy”. Nie było szans na ugaszenie pożaru. Kiedy przyjechali strażacy, dachu już nie było; wszystko spadło do środka i paliło się intensywnie. Niemal wszystkie maszyny uległy zniszczeniu - ocalała jedynie jedna piła, która nadal działała. Biura i magazyny ocalały, lecz "poszło z dymem to, co najlepsze: maszyny, frezarki..."

Zgliszcza po pożarze w hali fabrycznej

Skutki i walka o odszkodowanie

Fabryka i maszyny były ubezpieczone, jednak po pożarze rozpoczęły się „przepychanki z ubezpieczycielem”. Właściciel fabryki zawsze dbał o ubezpieczenie wartości księgowej, jednak zaznaczał, że ubezpieczenie powinno być „odtworzeniowe”, by umożliwić odbudowę do stanu sprzed pożaru. Ubezpieczyciel próbował udowodnić winę właściciela, twierdząc, że powinien on osobiście pilnować fabryki. Te „przetargi” trwały pół roku, od lipca do grudnia.

Niespodziewane wsparcie i odbudowa

Produkcja została wznowiona dzięki ocalałej drugiej hali o powierzchni dwóch tysięcy metrów kwadratowych. Chociaż i ona ucierpiała, ponieważ między starą a nową halą znajdowały się okna, które częściowo się opaliły. Gdyby istniała ślepa ściana, zniszczenia byłyby mniejsze. W tamtym czasie firma miała kluczowe zamówienie na biurka z samej tylko płyty laminowanej (bez MDF-u) dla klienta w Ameryce, co okazało się ratunkiem. Po rozmowie z pracownikami, wszyscy wzięli się do pracy.

Konstrukcja drugiego budynku nie została naruszona, wymagała jedynie wymiany izolacji i innych drobnych napraw. Niezwykłym aktem solidarności było wsparcie ze strony dostawców: "fabryki płyt, wszystkie fabryki w Polsce, dawały materiał. Nie pytały o pieniądze." Firmy z Grajewa, Szczecinka i Wieruszowa dostarczały surowce bez konieczności natychmiastowej zapłaty za fakturę, mówiąc: „Rób, zapłacisz jak będziesz miał pieniądze”. Kiedy Leszek Wójcik wywalczył osiemdziesiąt procent odszkodowania z ubezpieczenia i je otrzymał, natychmiast przelał środki za materiały i maszyny. Dzięki temu firma nie straciła płynności finansowej.

Tematyczne zdjęcie przedstawiające wsparcie między firmami

Podobnie postąpili dostawcy maszyn z Niemiec, również odraczając płatności, mówiąc: „Dostaniesz zwrot z ubezpieczenia, zarobisz, zapłacisz”. To budujące wsparcie ze strony dostawców było niezwykle ważne, podobnie jak postawa pracowników. Ludzie czyścili zgliszcza, pracując w warunkach „jak po wojnie”.

Wznowienie produkcji i długoterminowe konsekwencje

W ciągu tygodnia od pożaru, firma wznowiła produkcję biurek w ocalałej hali. Spalona hala została odbudowana, choć nie czekano na pełne odszkodowanie - Leszek Wójcik dysponował wystarczającymi środkami na rozpoczęcie odbudowy, większym problemem byłyby materiały. Otrzymane z ubezpieczenia pięć milionów złotych pomogło w sfinalizowaniu prac.

Właściciel firmy podkreśla, że takie nieszczęścia budują mocne więzi między ludźmi. Wszyscy pracownicy pozostali w firmie, nikt nie odszedł. Leszek Wójcik uważa, że nawet gdyby nie otrzymał odszkodowania, poradziłby sobie dzięki wsparciu pracowników i dostawców. W tym nieszczęściu powstała niezwykła więź i zaufanie do ludzi, którzy nie opuścili go w trudnej sytuacji.

Zdjęcie odbudowanej hali fabrycznej

tags: #pozar #fabryka #plyt #wiorowych #wieruszow #komin