W miejscowości Zalasewo pod Poznaniem w ostatnich latach doszło do kilku poważnych zdarzeń związanych z pożarami, w tym jednego o tragicznych konsekwencjach. Najwięcej uwagi mediów i organów ścigania przyciągnął pożar domu jednorodzinnego, w którym zginęła czteroosobowa rodzina. Oprócz tego, odnotowano również fałszywe alarmy dotyczące gazu bojowego oraz pożar stolarni.
Pożar domu jednorodzinnego i śmierć rodziny
Przebieg zdarzenia i odnalezienie ciał
Zgłoszenie o pożarze domu jednorodzinnego w podpoznańskim Zalasewie służby odebrały w nocy z 10 na 11 października. Ogień gasiło osiem zastępów straży pożarnej. Kiedy pierwsze wozy strażackie pojawiły się w Zalasewie, pożar objął już pierwsze piętro budynku oraz poddasze. W trakcie akcji gaśniczej strażacy natknęli się na dwa ciała, a dwa kolejne zostały znalezione w trakcie przeszukiwania pogorzeliska. Ofiary śmiertelne to małżeństwo - 61-letni mężczyzna i 55-letnia kobieta, oraz dzieci w wieku 8 i 14 lat.

Wstępne ustalenia i sekcje zwłok
Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Łukasz Wawrzyniak, we wtorek na miejscu zdarzenia prowadzone były oględziny i czynności z udziałem m.in. biegłych z zakładu medycyny sądowej oraz z dziedziny pożarnictwa. Na środę zaplanowano sekcje zwłok dwóch osób, a sekcja dwóch kolejnych ofiar miała się odbyć w czwartek. W następnych dniach po zdarzeniu prokuratura informowała, że według wstępnej opinii biegłych dziewięciolatek zmarł w wyniku obrażeń czaszkowo-mózgowych spowodowanych zadaniem licznych ciosów w obrębie głowy i twarzy narzędziem tępokrawędzistym. W jednym przypadku mieliśmy do czynienia z częściowym zwęgleniem zwłok. Prok. Wawrzyniak dodał, że najważniejsze jest ustalenie przyczyny zgonu matki i dzieci - czy było to działanie mechaniczne, zadawanie ciosów i obrażenia wewnętrzne, czy też kwestia tlenku węgla.
Hipotezy śledcze i umorzenie śledztwa
Początkowo śledczy nie wykluczali żadnej wersji, zabezpieczając ślady i zbierając dowody. Brano pod uwagę zarówno tzw. rozszerzone samobójstwo, jak i udział w zdarzeniu osób trzecich i wywołanie pożaru w celu ukrycia przestępczego działania. Z opinii biegłego pożarnictwa wynikało, że ktoś celowo wzniecił pożar domu. Ustalono, że ktoś rozlał w różnych miejscach domu łatwopalną ciecz, prawdopodobnie benzynę, co miało być jeszcze badane.
W środę, pod koniec września tego roku, Prokuratura Rejonowa Poznań Wilda w Poznaniu umorzyła śledztwo dotyczące potrójnego zabójstwa i pożaru domu jednorodzinnego. Przeprowadzone dowody oraz analiza zabezpieczonych śladów potwierdziły, że ojciec czteroosobowej rodziny zabił swoją żonę i dwójkę małoletnich dzieci. Następnie, zacierając ślady swej zbrodni, polał ciała kobiet benzyną i podpalił, powodując pożar budynku. Z uwagi na podpalenie domu i zatarcie w ten sposób części śladów nie ustalono, która z pokrzywdzonych osób zmarła jako pierwsza.
Informacje dodatkowe
Według informacji lokalnych mediów, rodzina jakiś czas temu sprowadziła się do Polski z Niemiec i remontowała dom, w którym doszło do pożaru. Sąsiedzi rodziny, w rozmowie z lokalnymi dziennikarzami, podkreślali, że „nic nie zwiastowało takiej tragedii”, a rodzina wydawała się „zgodna, normalna”. Według relacji mieszkańców Zalasewa, pożar miał poprzedzić także „głośny huk”. Radio Poznań podało, że strażacy wynieśli w nocy z płonącego budynku dużą butlę z gazem, jednak śledczy nie komentowali tych informacji.
Pożar stolarni przy ul. Kórnickiej
W miniony poniedziałek wieczorem, na terenie stolarni przy ul. Kórnickiej w Zalasewie wybuchł groźny pożar. Ogień poprzedziło - jak twierdzą świadkowie - kilka głośnych wybuchów. Po kilku minutach potężne kłęby dymu były widoczne nawet z odległości kilku kilometrów. Zgłoszenie o pożarze warsztatu stolarskiego dotarło do strażaków o godz. 19:51. Niemal natychmiast na miejsce zdarzenia udało się kilka zastępów straży pożarnej. W chwili przyjazdu pierwszych zastępów ogień był już mocno rozwinięty. Po dotarciu na miejsce strażacy zastali cały budynek stolarni w ogniu, a pożar bezpośrednio zagrażał budynkowi mieszkalnemu oraz przyległemu warsztatowi wraz z magazynem pianki tapicerskiej.

Z budynku ewakuowano pięć osób. Dynamika pożaru była jednak tak duża, że na miejsce zdarzenia wezwano posiłki; w ciągu kilkunastu minut pojawiły się kolejne zastępy strażaków. Łącznie z ogniem walczyło 14 zastępów straży pożarnej ze Swarzędza, Kobylnicy, Gowarzewa, Kamionek i Poznania. Zadysponowano także patrol Policji, Straż Miejską, Pogotowie Energetyczne oraz Pogotowie Gazowe. Pojawił się także Oficer Operacyjny PSP Miasta Poznania.
Akcja gaśnicza była bardzo trudna. Strażacy pracowali w ekstremalnie ciężkich warunkach pożarowych, zabezpieczeni w aparaty ochrony dróg oddechowych. Wysoka temperatura oraz dynamika pożaru związana z nagromadzeniem materiałów łatwopalnych wymagała częstych podmian rot pracujących w strefie zagrożenia. Po ponad godzinie intensywnych działań i ogromnemu wysiłkowi będących na miejscu strażaków pożar udało się opanować i można było rozpocząć żmudny proces dogaszania pogorzeliska. Strażakom udało się uratować przed ogniem dom mieszkalny oraz przyległy warsztat wraz z magazynem. Całkowitemu spaleniu uległa jednak stolarnia wraz z wyposażeniem. W wyniku pożaru ucierpiała jedna osoba, która z urazem stawu skokowego została zabrana do szpitala przez obecny na miejscu Zespół Ratownictwa Medycznego. Akcja gaśnicza zakończyła się po trzech godzinach.
Pożar stolarni w Goleszowie
Fałszywy alarm o gazie bojowym SARIN
Interwencja straży pożarnej w Zalasewie wynikała ze zgłoszenia dotyczącego potencjalnego ataku. Jak się okazało, przyczyną interwencji w Zalasewie nie był gaz pieprzowy, a gaz bojowy SARIN - na szczęście to był tylko głupi żart. W nocy firma zlokalizowana w Zalasewie otrzymała pogróżki dotyczące biura przedsiębiorstwa. Miał być do tego wykorzystany gaz bojowy SARIN, jednak w Zalasewie zagrożenia nie było - był to karygodny żart.
W akcji udział wzięli strażacy z wyspecjalizowanej jednostki, wyposażeni w specjalne kombinezony ochronne. Po oględzinach okazało się, że gazu nie było. Sprawę teraz będzie wyjaśniać policja. Na miejscu zgłosiło się 7 zastępów straży pożarnej: sześć jednostek Państwowej Straży Pożarnej (Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza nr 3 z Antoninka i Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza nr 6 z Krzesin) oraz jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej w Swarzędzu. Na miejscu pojawiły się też radiowozy policyjne.
Informacje o gazie bojowym SARIN
Gaz bojowy SARIN stanowi bardzo silny i niebezpieczny środek chemiczny, stosowany jako broń chemiczna. Ma charakter płynny, nie wydziela zapachu. Jednym z najbardziej znanych zdarzeń z wykorzystaniem SARINU jako broni chemicznej przez terrorystów jest atak na tokijskie metro, który miał miejsce 20 marca 1995 roku. Jego sprawcą byli przedstawiciele sekty Aum Shinrikyo. W wyniku ataku śmierć poniosło 12 osób, ale rannych było aż przeszło 5 tys. Świadczy to o tym, jak niebezpiecznym środkiem jest SARIN. Bardzo niewielka ilość wystarcza, by w kilka minut doprowadzić do śmierci dorosłego człowieka.
Konsekwencje fałszywych alarmów
To nie pierwszy karygodny żart w gminie w ostatnich dniach. Wcześniej informowano o wezwaniu do pożaru w centrum Swarzędza, którego nie było. Ponieważ takie zachowanie jest tak bulwersujące, jak niebezpieczne, warto przypomnieć, jakie może mieć konsekwencje. Nieuzasadnione wezwanie służb jest wykroczeniem, o czym mówi art. 66 par. 1 kodeksu wykroczeń. Wskazuje on karę aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny do 1500 zł dla osoby, która chcąc wywołać niepotrzebną czynność, fałszywą informacją lub w inny sposób wprowadza w błąd instytucję użyteczności publicznej albo organ ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia, lub umyślnie, bez uzasadnionej przyczyny, blokuje telefoniczny numer alarmowy, utrudniając prawidłowe funkcjonowanie centrum powiadamiania ratunkowego. Co więcej, drugi paragraf mówi, że kara może być poważniejsza.
Pożar samochodów w Zalasewie
W nocy z soboty na niedzielę na dzikim parkingu przy ulicy Radosnej spaliły się opel, seat i bmw. W związku z tym, że auta zaparkowano bardzo blisko siebie i w oddaleniu od innych pojazdów, mieszkańcy sugerowali podpalenie. Strażacy jako wstępną przyczynę tego pożaru podają zwarcie instalacji elektrycznej. Dokładne okoliczności i przyczyny tego pożaru będą znane po badaniu biegłego z zakresu pożarnictwa. Każdy z trzech spalonych samochodów miał innego właściciela. W pożarze uszkodzona została także karoseria czwartego auta.
