Interwencja Policji w Coniewie: Błyskawiczna reakcja na płonącą łąkę
Ogromną odwagą wykazali się policjanci z piaseczyńskiej drogówki. Patrolujący drogę wojewódzką numer 79 funkcjonariusze zauważyli płonącą łąkę w pobliżu miejscowości Coniew.
Natychmiast wezwali straż pożarną. Aby uniemożliwić rozprzestrzenianie się ognia, funkcjonariusze, nie czekając na przyjazd strażaków, podjęli czynności gaśnicze. Policjanci gasili pożar własnymi butami! Okazało się, że jeszcze przed przybyciem strażaków opanowali oni pożar i zapobiegli jego dalszemu rozprzestrzenianiu się.
Nadkom. [brak nazwiska w źródle] poinformował, że każdego roku pożary traw niszczą tysiące hektarów łąk i zabijają niewinne zwierzęta. W związku z tym postawa aspirantów sztabowych Tomasza Wolaka i Roberta Woźniaka zasługuje na najwyższe uznanie.

Ćwiczenia Straży Pożarnej w Domu Pomocy Społecznej w Górze Kalwarii
Tuż przed godziną 10:00 doszło do pożaru w budynku numer 3 w Domu Pomocy Społecznej w Górze Kalwarii. Ogień objął pierwsze piętro budynku, nastąpiło też zadymienie pomieszczeń.
O zaistniałej sytuacji została powiadomiona służba dyżurna powiatowego centrum zarządzania kryzysowego, służby ratownicze i komenda powiatowa Policji. Dowódca prowadzonej akcji ratunkowej podjął decyzję o ewakuacji wszystkich osób znajdujących się w pomieszczeniach, a kilka osób było rannych. Na miejsce natychmiast przyjechały jednostki straży pożarnej, policja, pogotowie ratunkowe i energetyczne.
Na szczęście były to tylko ćwiczenia służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w powiecie piaseczyńskim. W rzeczywistości nie było pożaru, nikomu też nic się nie stało. Głównym celem ćwiczenia było określenie zasad współdziałania Powiatowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego z Gminnymi Zespołami Zarządzania Kryzysowego oraz służbami, inspekcjami i strażami powiatowymi i gminnymi.

Wielki Pożar Góry Kalwarii w 1901 roku: Zmiana oblicza miasta
Dziesiąty maja to wyjątkowa, choć niestety zapomniana data w historii Góry Kalwarii. Dokładnie 123 lata temu (w 1901 roku) wybuchł tu pożar, który na zawsze zmienił oblicze miasta. Żywioł objął niemal połowę zabudowań. Tragedia z 1901 roku zapoczątkowała zmianę charakteru miejscowej zabudowy.
Początek pożogi i bezradność ludności
Jak przebiegały dramatyczne wydarzenia owego majowego późnego popołudnia, wiemy dzięki dokładnemu sprawozdaniu korespondenta „Kurjera Warszawskiego”. Po godzinie 5 po południu, kiedy ludność żydowska Góry Kalwarii przygotowywała się do rozpoczęcia wieczorem szabasu, w komórce stodoły w podwórzu domu Fajtów nr 51 lit. W., niedawno sprzedanego, wybuchł pożar.
Po chwili ogień znalazł łatwopalny materiał w całej połaci drewnianych domostw i zabudowań podwórzowych, zawalonych sianem, słomą i drzewem - między ulicami Pijarską, Senatorską i Kalwaryjską. O doraźnym stłumieniu pożogi nie mogło być mowy. Pomiędzy ludnością osady pozostawioną na pastwę strasznemu żywiołowi zapanowały strach i zamieszanie. Szabas nie pozwalał hasydom czynnie uczestniczyć w gaszeniu pożogi, która szerzyła się z gwałtownością, ogarniając coraz dalsze domy i zabudowania po obydwu stronach ulicy Pijarskiej.

Akcja ratunkowa i wsparcie władz
Jednakże pułkownicy konsystujących w Górze Kalwarii VIII i XIX batalionów saperów szybko zmobilizowali swoich 500 szeregowców. Pod energicznym dowództwem pp. Chankowa i Daniłowa, a przy bardzo czynnym udziale oficerów pp.: Aleksiejewa, Birilewa, Fiedorowa, Sielichowa i Wierchowskiego - saperzy rozdzielili pomiędzy siebie akcję ratunkową na cztery krańce płonącego wielkiego kwadratu. Nie przyszło to z trudnością wobec domostw kleconych z drzewa, krytych gontem lub słomą, tak, że w dwie godziny zdołano przy wytężonej pracy wojska morze płomieni umiejscowić.
„Od godziny Góra-Kalwarja w płomieniach. Pali się środkowa, żydowska dzielnica miasta. Pożar szerzy się.” - informował „Kurjer Warszawski”. Na stacji Mokotów znajdował się p. Michał Daszewski, właściciel majątku pod Górą, z zamiarem powrotu najbliższym pociągiem do domu. Wspólnie z kupcem tutejszym, p. [brak imienia], podjęto działania. Na osobistą prośbę p. gubernatora warszawskiego, rz. r. st. Martynowa, oddział straży przybył na stację Mokotów o godzinie 8 wieczorem. Następnie o godzinie 9:30 wieczorem, wyruszył ze stacji Mokotowskiej ekstrapociąg, w którym udali się do Góry Kalwarii: p. gubernator rz. r. st. Martynow, naczelnik powiatu warszawskiego Orlicki, naczelnik straży ziemskiej pow. warszawskiego Bieliński, pomocnik jego w oddziale mokotowskim Gremionow, przedstawiciele kolei podjazdowych podmiejskich pp. dyrektor Popławski, naczelnik ruchu Leśkiewicz i członek zarządu Stanisław Szpak, p. [brak imienia].
Skutki pożaru i pomoc pogorzelcom
W głównej mierze spłonęły budynki drewniane, a w ich miejsce pojawiły się już obiekty murowane. Wzniesiono m.in., przy ul. Pijarskiej, istniejące do dziś żydowskie obiekty: dom modlitwy z czerwonej cegły oraz synagogę (została przebudowana na galerię handlową).
Dom [nazwisko właściciela nie podane w tekście] ze wszystkimi zabudowaniami, urządzeniem i ruchomościami spłonął doszczętnie. Co jednak najważniejsze, zarazem spaliła się własna „magieta” bóżnica, do której w święta ściągały z całego kraju dziesiątki tysięcy współwyznawców. Spalone nieruchomości ubezpieczone były na sumę około 20 000 rubli w ubezpieczeniu rządowym, wartość jednak dochodziła do 50 000 rubli.
W ratunku brali, oprócz wojskowych, bardzo czynny udział: dr. Rzeszotarski, lekarz miejscowy, naczelnik poczty p. Petrow, wójt p. Rogowski i pisarz gminny p. [brak imienia]. Po obchodzeniu miejsca pożogi, rz. r. st. Martynow wysłał telegram do p. oberpolicmajstra m. [brak nazwy miejscowości]. Około godziny 11:15 wieczorem, kiedy p. [brak imienia], korespondent „Kurjera Warszawskiego” zakończył swoje sprawozdanie, na zgliszczach, wybuchających iskrami i płomieniami z dopalających się bierwion, sterczało tylko kilkadziesiąt kominów murowanych.
Północ. Pogorzelcy, których liczba wraz z dziećmi dochodziła do 2000, nocowali pod gołym niebem. Za pozwoleniem i z polecenia p. gubernatora warszawskiego, rz. r. st. Martynowa, został zorganizowany komitet pomocy. Do zorganizowania go upoważnienie otrzymał, w charakterze prezydującego, p. Michał Daszewski z Brzumina, który powołał do tego komitetu pp. Pawła Bernhardta, właściciela apteki, Szulima Zacharowicza, kupca zbożowego, Jana Rogowskiego i St. [brak imienia].
O godzinie 12:30 po północy wyruszył do Góry Kalwarii ekstrapociąg z topornikami straży ogniowej i strażnikami ziemskimi, którym instrukcję wydał rz. r. st. Martynow. Dzięki ofiarności piekarń warszawskich, wypróbowanej już w 1895 roku po pożarze Brześcia, dzisiejszym pociągiem rannym wysłano kilka tysięcy funtów chleba. Chleb ten ofiarowały piekarnie: „Versailles” (1000 funtów), p. Kropiwnickiego i Michlera (400 funtów). Zarząd kolei Grójec-Góra-Kalwaria złożył na kupno chleba 50 rubli, a członek zarządu tej kolei, p. [brak imienia], również wsparł akcję. „2000 pogorzelców! 2000 osób bez dachu i chleba!” - tak dramatycznie opisywano sytuację.
Rola Ochotniczej Straży Pożarnej w Górze Kalwarii
Góra Kalwaria, jak widać z historii, niestety doświadcza tego typu wydarzeń, jak pożary. Dlatego tak ważna jest dla Góry Kalwarii Straż Pożarna. Na naszej stronie zdobędziesz informacje o nieszczęśliwych wypadkach z ogniem w roli głównej, ale również o działaniach OSP Góra Kalwaria.
Praca w OSP to wbrew pozorom nie tylko gaszenie pożarów, ale również udzielanie pomocy ofiarom wypadków czy też najróżniejszych niebezpiecznych wydarzeń atmosferycznych. Jeśli chcesz zatem wiedzieć, co się wydarzyło w Górze Kalwarii, zostań naszym stałym czytelnikiem.
