Pod koniec maja, w nocy z piątku na sobotę, doszło do pożaru w Inowrocławiu, w kamienicy zamieszkałej przez posła Koalicji Obywatelskiej, Krzysztofa Brejzę, wraz z jego rodziną. Incydent wywołał szerokie komentarze i wszczęto w jego sprawie intensywne śledztwo, koncentrujące się na ustaleniu przyczyn oraz potencjalnego podłoża zdarzenia.

Okoliczności zdarzenia i zagrożenie
Pożar wybuchł około godziny 2 w nocy z piątku na sobotę, w tylnej części kamienicy przy ulicy Solankowej, gdzie znajdowały się materiały budowlane. Budynek, w którym mieszka Krzysztof Brejza, był wówczas w trakcie remontu. Ogień, podłożony pod te materiały, szybko objął również przenośną toaletę typu toi-toi, używaną przez pracowników budowlanych. Od ognia i towarzyszącej mu wysokiej temperatury zaczął topić się styropian, przeznaczony do ocieplania budynku. Ściana domu została mocno okopcona, a spory fragment tynku odpadł.
Szczególnie alarmujący był fakt, że ogień płonął tuż pod instalacją gazową. Krzysztof Brejza relacjonował, że instalacja została mocno okopcona, a dym i płomienie sięgały okien pokoju, w którym spały jego dzieci. Parlamentarzysta podkreślał, że starsze dzieci spały w tej części kamienicy, która była bezpośrednio zagrożona. Stwierdził, że istniała realna groźba eksplozji, ponieważ ogień rozprzestrzeniał się po ścianie, wzdłuż której biegły rury z gazem. Według ekspertów, gdyby w kamienicy była zainstalowana starszej generacji instalacja gazowa, mogło dojść do eksplozji i znacznego rozszerzenia się ognia. Prawdopodobnie tylko dzięki temu, że była to instalacja nowej generacji, nie doszło do jej rozszczelnienia i wybuchu, co zapobiegło znacznie większemu nieszczęściu.
Heroiczna postawa sąsiadów i brak zgłoszenia do PSP
Rozprzestrzeniający się ogień udało się ugasić dzięki szybkiej interwencji sąsiadów. Ich natychmiastowa reakcja zapobiegła wybuchowi instalacji gazowej i uchroniła mieszkańców budynku przed krzywdą. Poseł Brejza wyraził ogromną wdzięczność, mówiąc: „Sąsiedzi uratowali nam życie, gasząc pożar. Jestem im bardzo wdzięczny.” Dodał również, że on i jego bliscy dowiedzieli się o pożarze dopiero po fakcie, gdy sąsiedzi już wszystko ugasili.
Co ciekawe, Państwowa Straż Pożarna w Inowrocławiu nie otrzymała żadnego zgłoszenia o tym pożarze. Oficer prasowy Komendanta Powiatowego PSP w Inowrocławiu st. kpt. Artur Kiestrzyn poinformował, że strażacy dowiedzieli się o zdarzeniu z mediów i nie prowadzili żadnych działań gaśniczych w tym miejscu.
Reakcja i działania organów ścigania
Rano po zdarzeniu na miejsce została wezwana policja, która przeprowadziła wstępne zabezpieczenie materiału dowodowego. Funkcjonariusze stwierdzili podpalenie. Poseł Brejza zawiadomił policję o usiłowaniu zabójstwa jego rodziny. Szef Prokuratury Rejonowej w Inowrocławiu, Robert Szelągowski, potwierdził, że na pewno zostanie wszczęte postępowanie w tej sprawie, ponieważ oględziny z udziałem biegłego z zakresu pożarnictwa wskazały na podpalenie. Dodał, że postępowanie przygotowawcze jest niezbędne do wyjaśnienia okoliczności i tła zdarzenia oraz ustalenia sprawców. Prokuratura wszczęła śledztwo na podstawie dwóch zawiadomień: jednego od firmy budowlanej dotyczącego podpalenia toi-toia, a drugiego od posła Brejzy w sprawie usiłowania zabójstwa.
Rzecznik prasowa inowrocławskiej policji asp. sztab. Izabella Drobniecka przekazała, że policja otrzymała dwa powiązane zgłoszenia - jedno dotyczące pożaru toi-toia, drugie złożone przez posła Brejzę odnośnie usiłowania zabójstwa. Drobniecka zapowiedziała powołanie biegłego z dziedziny pożarnictwa w celu określenia przyczyn pożaru. Pożar skomentował także szef MSWiA, Joachim Brudziński, zapewniając, że sprawa zostanie rzetelnie wyjaśniona przez policję i odpowiednie służby.
Wątpliwości prokuratury dotyczące kwalifikacji czynu
Prokurator Robert Szelągowski wyjaśnił, że aby stwierdzić usiłowanie zabójstwa, konieczne jest poznanie intencji sprawcy i kierunku jego działania. Podkreślił, że w kamienicy mieszka wiele rodzin, a na dole znajdują się punkty usługowe. W tym momencie wiadomo, że doszło do podpalenia i pożaru, który stwarzał zagrożenie dla życia i zdrowia wielu osób. To, czy zamiarem sprawcy było usiłowanie zabójstwa, jest kluczową kwestią, którą będzie ustalać postępowanie.
Podejrzenia i polityczne tło incydentu
Poseł Brejza, choć zaznaczył, że jest daleki od teorii spiskowych i nie chce wprost łączyć wydarzenia ze swoją działalnością polityczną, jednocześnie podkreślił, że widok miejsca pożaru był przerażający i nie było to zwykłe zaprószenie ognia. "To było wywołanie ognia w bezpośrednim sąsiedztwie instalacji gazowej, w budynku, który ma również konstrukcję drewnianą, w którym na pierwszym piętrze spały moje dzieci. Osoba, która to robiła, musiała liczyć się z tym, że mogło to doprowadzić do uśmiercenia mieszkańców" - zauważył. Dodał, że nie można mówić, iż materiały z włókna szklanego same się zapalają, i że potrzeba "dużo złej woli i dużo energii, żeby wywołać taki ogień, który obejmie instalację gazową". Parlamentarzysta nie wyklucza czynu chuligańskiego, jednak wskazał na wcześniejsze incydenty, takie jak niszczenie skrzynek pocztowych czy szyldu kancelarii jego żony, a także otrzymywanie pogróżek i anonimowych wiadomości kierowanych pod adresem członków rodziny, które zgłaszał już na policję.
W kontekście politycznym, Krzysztof Brejza jest jednym z najbardziej aktywnych opozycjonistów, a jego działalność często budzi niechęć środowisk prawicowych i związanych z partią rządzącą. Naraził się Prawu i Sprawiedliwości m.in. ujawnieniem wysokości wypłacanych po cichu premii dla ministrów rządu Beaty Szydło oraz dotarciem do dokumentów spółki Srebrna. Ponadto wykazał związki afery Amber Gold z nieprawidłowościami dotyczącymi SKOK-ów wspieranych przez PiS. Pojawiły się również podejrzenia, że podpalenie mogło mieć związek z nagonką prowadzoną przez Telewizję Polską, która od miesięcy atakowała polityka na antenie swoich programów.
Zatrzymanie podejrzanego i wątpliwości wokół przyczyn
Dwa dni po zdarzeniu, policjanci z Bydgoszczy i Inowrocławia zatrzymali 50-letniego mężczyznę, Sławomira M., mieszkańca tej samej kamienicy, w okolicach Kruszwicy. Mężczyźnie przedstawiono zarzut nieumyślnego spowodowania pożaru oraz nieumyślnego sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia, za co grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności. Według nieoficjalnych informacji, Sławomir M. miał doprowadzić do pożaru przez nieostrożność, wyrzucając niedopałek papierosa przy przenośnej toalecie.
Prokurator Robert Szelągowski poinformował, że zatrzymany składał rozbieżne wyjaśnienia - inne na policji, inne przed prokuratorem. W związku z tym zastosowano wobec niego środek zapobiegawczy w postaci dozoru policyjnego. Jednak prokurator zaznaczył, że na razie żaden dowód nie potwierdza, aby zdarzenie miało związek z faktem, że w kamienicy mieszka poseł Brejza. Dodał, że na przyczynę pożaru na pewno miał wpływ "czynnik ludzki", ale nadal brakuje pisemnej opinii biegłego.
Właściciel firmy budowlanej Lemur, Leszek Walkiewicz, wyraził wątpliwości co do oficjalnej wersji, twierdząc, że materiały pozostawione na podwórku oraz przenośna toaleta wykonana z wysokiej gęstości polietylenu są samogasnące i "nie zapalają się od niedopałka". W obronie Sławomira M. stanęła jego żona, Katarzyna M., która w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" ujawniła, że mąż feralnej nocy spał w domu i ruszył z pomocą dopiero po tym, jak obudziły go telefony o pożarze. Podkreśliła również, że mąż ma własną łazienkę, więc nie musiał korzystać z przenośnej toalety. "Z bohatera stał się przestępcą" - skarżyła się.
Stan śledztwa
Śledztwo trwało ponad trzy miesiące, a prokuratura oczekuje na opinię biegłego z zakresu badań fizykochemicznych, a następnie na drugą opinię z zakresu pożarnictwa, która ma ustalić przyczyny zdarzenia. Robert Szelągowski przyznał, że brak tych opinii wstrzymuje dalsze decyzje. "Dopóki nie będziemy mieli opinii biegłych, status tej osoby się nie zmienia. Jest nadal osobą podejrzaną. Na razie nie będziemy podejmować dalszych decyzji, nie mając pełnego materiału dowodowego" - dodał prokurator. Poseł Brejza podkreślił, że ufa w rzetelne prowadzenie postępowania i czeka na zakończenie śledztwa oraz jego wyniki, zaznaczając: "Pewne jest to, że był poważny pożar. Objął ścianę od strony pokoju moich dzieci. Paliło się przy rurach z gazem. Gdyby doszło do ich rozszczelnienia, cała kamienica mogłaby ulec zniszczeniu. To normalne, że boję się o swoją rodzinę. Na pewno nikomu nie pozwolę tknąć moich dzieci."