Inowrocław był sceną kilku poważnych incydentów pożarowych w kamienicach, które wywołały szerokie społeczne poruszenie i pociągnęły za sobą tragiczne konsekwencje. Poniżej przedstawiamy szczegóły tych zdarzeń oraz komentarze świadków, służb i polityków.
Tragiczny Pożar przy Ulicy Orłowskiej 6 - Śmierć Matki i Trzech Córek
Okoliczności Zdarzenia i Ofiary
Do tragicznego pożaru doszło w poniedziałek, około godziny 12:30, w starej kamienicy przy ulicy Orłowskiej 6, niedaleko centrum Inowrocławia. Ogień zajął lokal na trzecim piętrze. Na miejsce ściągnięto 12 zastępów straży pożarnej. Strażacy wynieśli z mieszkania 31-letnią Monikę S. oraz jej trzy córeczki - najmłodsza, Lena, miała zaledwie trzy miesiące, Zuzia cztery lata, a Oliwia pięć lat. Niestety, żadnej z nich nie udało się przywrócić funkcji życiowych, co doprowadziło do śmierci czterech niewinnych osób. Z budynku strażacy ewakuowali dwie osoby, a około 10 mieszkańców opuściło go samodzielnie.
Kamienica, według wstępnej oceny nadzoru budowlanego, nie nadaje się do zamieszkania; zameldowanych było w niej 36 osób. W kontekście tragedii często powtarzały się słowa: "Nie zasłużyła na to, co się stało", odnoszące się do zmarłej matki i jej dzieci.

Przyczyna Pożaru i Działania Sprawcy
Policja zatrzymała 60-letniego (lub 61-letniego, jak podają inne źródła) Eugeniusza S., mieszkańca tej samej kamienicy. Ogień pojawił się w jego mieszkaniu. Z relacji sąsiadów wynika, że mężczyzna gotował wodę i zasnął. Gdy się obudził i zobaczył płomienie, uciekł, nie próbując ratować sąsiadów. W momencie zatrzymania Eugeniusz S. miał 3 promile alkoholu w organizmie.
Lokatorzy kamienicy przy ul. Orłowskiej w Inowrocławiu opowiadają: "Codziennie pił i sprowadzał pijaków do domu". Jak się dowiedzieliśmy, dwa lata temu mężczyznę opuściła żona, a "z mieszkania zrobił istną melinę" - dodają sąsiedzi. Wspominają również, że wielokrotnie prosili pomoc społeczną i miejskich urzędników, by zainteresowali się tym, co dzieje się w domu Eugeniusza S., jednak ich działania okazały się bezskuteczne.
Reakcje i Konsekwencje Prawne
Prokurator rejonowy w Inowrocławiu, Robert Szelągowski, poinformował, że Eugeniusz S. złożył rozbieżne wyjaśnienia - inne na policji, inne przed prokuratorem. Mężczyzna odpowie za nieumyślne spowodowanie pożaru, którego skutkiem była śmierć czterech osób. Grozi mu za to 8 lat więzienia. Został tymczasowo aresztowany na 2 miesiące.
Prezydent Inowrocławia, Ryszard Brejza, wydał zarządzenie o ogłoszeniu dwudniowej żałoby na terenie całego miasta w związku z tragedią przy ul. Orłowskiej, obowiązującej od poniedziałku. Zlecono również sekcję zwłok ofiar w celu dokładnego ustalenia przyczyny ich śmierci.
INOWROCŁAW Tragiczny pożar w kamienicy przy ul. Magazynowej w Inowrocławiu - film II
Świadectwa Świadków
Pani Anna, znajoma Moniki S., opowiadała o ostatnich chwilach przed tragedią: "Jeszcze o 10.00 Monika była u mnie, piłyśmy kawę i rozmawiałyśmy jak zawsze. O życiu, problemach, jej związku". Kobieta dosłownie na pół godziny wyszła do sklepu i po powrocie zobaczyła straż pożarną: "Wracając widziałam straż pożarną. Widziałam, że Monikę wynoszą. Dzieci były już w ambulansie."
Mieszkanka parteru, która była w budynku w momencie wybuchu pożaru wraz z mężem, relacjonuje: "Obcy mężczyzna zadzwonił i mówi: »Szybko dzwońcie na straż, bo się palicie«". Łamiącym się głosem przyznała, że znała zmarłą 31-latkę.
Pożar pod Kamienicą Posła Krzysztofa Brejzy przy Ulicy Solankowej
Przebieg Zdarzenia i Sprawca
W nocy z 25 na 26 bieżącego miesiąca doszło do pożaru pod kamienicą przy ulicy Solankowej w Inowrocławiu, w której wraz z rodziną mieszka poseł PO Krzysztof Brejza. W poniedziałek, po godzinie 18, policjanci z Bydgoszczy i Inowrocławia zatrzymali w okolicach Kruszwicy 50-letniego (lub 51-letniego) Sławomira M., mieszkańca tej kamienicy. Mężczyzna podczas przesłuchania miał zeznać policjantom, że przechodząc obok przenośnej toalety, rzucił niedopałek papierosa. Ten z kolei wywołał pożar toi-toia, a później rozprzestrzenił się na pozostałe materiały budowlane, znajdujące się pod oknami kamienicy. Płomienie miała zobaczyć około 2 w nocy jedna z sąsiadek.
Pożar objął przenośną toaletę typu toi-toi, z której korzystają budowlańcy, oraz styropian, przeznaczony do ocieplania budynku. Od ognia i towarzyszącej mu temperatury zaczął topić się styropian. Ogień rozprzestrzenił się na oficynę i ścianę budynku, która została mocno okopcona, a spory fragment tynku odpadł. Płomienie płonęły tuż pod instalacją gazową. Jak relacjonował poseł Brejza, instalacja ta została mocno okopcona. Prawdopodobnie dzięki temu, że była to instalacja nowej generacji, nie doszło do jej rozszczelnienia i wybuchu. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Co istotne, zdarzenia nie zgłoszono do straży pożarnej ani na alarmowy numer 112, a pożar miał być ugaszony przez mieszkańców kamienicy.

Komentarze i Kontrowersje wokół Przyczyny
Sławomir M. został doprowadzony do prokuratora, gdzie usłyszał zarzut nieumyślnego sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia, za co grozi mu do 3 lat pozbawienia wolności. Z powodu składania rozbieżnych wyjaśnień przed policją i prokuratorem, zapadła decyzja o zastosowaniu wobec niego środka zapobiegawczego w postaci dozoru policyjnego - mężczyzna będzie musiał trzy razy w tygodniu stawiać się we wskazanej jednostce policji.
Żona podejrzanego, Katarzyna M., w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" skarżyła się: "Z bohatera stał się przestępcą". Zauważyła również, że nie było potrzeby, by mąż korzystał z przenośnej toalety, bo ma własną łazienkę w domu.
Poseł Krzysztof Brejza zgłosił sprawę na policję i zwrócił się o osobisty udział prokuratora w prowadzonym dochodzeniu. W rozmowie z mediami mówił: "Nie wykluczam, że to co się stało może być związane z moją działalnością. Pod moim adresem były już kierowane groźby i hejty". Później podkreślił: "Pewne jest to, że był poważny pożar. Objął ścianę od strony pokoju moich dzieci. Paliło się przy rurach z gazem. Gdyby doszło do ich rozszczelnienia, cała kamienica mogłaby ulec zniszczeniu. To normalne, że boję się o swoją rodzinę. Na pewno nikomu nie pozwolę tknąć moich dzieci." Odniósł się również do informacji o rozbieżnych zeznaniach, mówiąc: "Wierzę w rzetelnie prowadzone postępowanie. Czekam na zakończenie śledztwa i na jego wyniki."
Właściciel firmy Lemur, Leszek Walkiewicz, która ocieplała kamienicę, nie wierzy w to, by toaleta zapaliła się w taki sposób. Tłumaczy, że materiały pozostawione na podwórku nie palą się, tylko topią. "To absurd, że mogły się zapalić od niezgaszonego papierosa. To są materiały samogasnące. Toaleta przenośna jest zbudowana z wysokiej gęstości polietylenu, nie zapala się od niedopałka" - tłumaczy Walkiewicz.
Prokurator Robert Szelągowski poinformował dziennikarzy, że żaden dowód nie potwierdza, aby zdarzenie miało związek z tym, że w kamienicy mieszka poseł Brejza. Co do przyczyny pożaru, prokurator zwrócił uwagę, że na razie nie ma jeszcze pisemnej opinii biegłego, ale na pewno miał na to wpływ tzw. czynnik ludzki. W sprawie będą przesłuchiwani świadkowie.
Pożar w Kamienicy przy Ulicy Sienkiewicza
Inowrocławscy policjanci i prokuratura wyjaśniają również okoliczności pożaru mieszkania przy ulicy Sienkiewicza w Inowrocławiu. Do zdarzenia doszło 9 stycznia 2017 roku, po godzinie 21:00, najprawdopodobniej z powodu zaprószenia ognia, w mieszkaniu usytuowanym na najniższej kondygnacji kamienicy. Podczas gaszenia ognia służby ujawniły w mieszkaniu zwłoki 69-letniego mężczyzny, który, jak wynika z policyjnych ustaleń, tam mieszkał. Przyczyna jego śmierci będzie znana po sekcji zwłok.
tags: #pozar #kamienicy #w #inowroclawiu #komentarze